Co przy tej okazji najciekawsze, to okoliczności tej nagłej decyzji. Nie chodzi tu bowiem o jakąś ekonomiczną kalkulację, negocjacje handlowe, czy nawet stosowaną tak często przez głównego lokatora Białego Domu politykę szantażu i wymuszenia. W tym przypadku to demonstracja i zemsta. Pokazanie wielkiej figi amerykańskiemu Sądowi Najwyższemu, który w piątek, czyli wczoraj zdecydowaną większością uchylił podstawę prawną większości ceł, jakie nałożył prezydent USA. Trump spodziewał się tego – w jego przekonaniu – „haniebnego”wyroku, który uderza w żywotne interesy Stanów Zjednoczonych. O samych sędziach powiedział: „Są bardzo niepatriotyczni i nielojalni wobec naszej konstytucji. Moim zdaniem Sąd Najwyższy uległ wpływom zagranicznych interesów i ruchu politycznego, który jest znacznie mniejszy, niż ludzie mogliby przypuszczać”. Dziwi, że przy okazji nie padły słowa o zdradzie, a jeśli nie padły, to tylko dlatego, że w społeczeństwie amerykańskim tli się jakaś reszta szacunku dla tradycyjnie wysokiego autorytetu najwyższej instancji sądowej.
Czytaj więcej
Uznając, że prezydent nie miał prawa wprowadzać karnych ceł, Sąd Najwyższy ratuje amerykańską demokrację. I być może zadaje śmiertelny cios ruchowi...
Trump: Mogę zniszczyć handel, mogę zniszczyć kraj
Inne słowa Trumpa z konferencji na temat ceł mogą jednak szokować i trudno je interpretować inaczej niż jako dowód pogarszającego stanu psychiki prezydenta: „Mamy alternatywy. Mogę zniszczyć handel, mogę zniszczyć kraj. Mam nawet prawo nałożyć embargo, które zniszczy zagraniczny kraj. Mogę wprowadzić embargo. Mogę zrobić, co tylko chcę, ale nie mogę nałożyć 1 dol. cła, bo tak to nie jest napisane”. Co by powiedział psychiatra? Nietrudno zgadnąć. Piszącemu te słowa przypomina się zaś słynna scena z amerykańskiego komediowego klasyka, kiedy przebrany w mundurek Charlie Chaplin bawi się nadmuchiwaną kulą ziemską, myśląc o jej zdobyciu.
Czytaj więcej
Prezydent Donald Trump ogłosił, że wprowadzi powszechne cła 15-procentowe na towary sprowadzane do Stanów Zjednoczonych. Dzień wcześniej zapowiadał...
Nowe cła i sprawa Rady Pokoju
"Ciekawe, czy skonsultował te cła z uczestnikami inaugurowanej przed kilkoma dniami Rady (a właściwie Zarządu) Pokoju” – wypada spytać. Bo jeśli w Radzie/Zarządzie znaleźli się jego przyjaciele, przywódcy, którzy mu zaufali, to właśnie dostali niespodziewany i niezasłużony cios między oczy. Ich kraje też będą ofiarami karnych ceł (przypomnę – zawinił amerykański Sąd Najwyższy), wywodzący z nich przedsiębiorcy będą kląć na czym świat stoi, a lokalni przeciwnicy otrzymali do rąk argument, że bliższe relacje z nieprzewidywalnym Trumpem są jak zabawa odbezpieczonym granatem. Także z perspektywy przyszłości Rady/Zarządu Pokoju decyzja Donalda Trumpa o 10 proc. cłach wydaje się grzebać tę inicjatywę. Trump zachował się wobec sojuszników po prostu nielojalnie, a reszcie świata udowodnił, że nawet publiczne schlebianie jego kaprysom i padanie na kolana nie chroni przed wybuchami nieposkromionego gniewu szefa światowego Zarządu.
Trump zachował się wobec sojuszników po prostu nielojalnie, a reszcie świata udowodnił, że nawet publiczne schlebianie jego kaprysom i padanie na kolana nie chroni przed wybuchami nieposkromionego gniewu szefa światowego Zarządu.
Rada to korporacja, nie demokracja
Na koniec: to druga wersja planowanego przeze mnie tekstu o „Radzie Pokoju”. W pierwszej starałem się udowodnić, że nic z niej nie będzie, bo w tradycji politycznej demokratycznego Zachodu – w przeciwieństwie do modelu przyjętego w Radzie – nawet jeśli decyzje podejmowane są arbitralnie, jest dyskurs na równych prawach, wymiana argumentów i dochodzenie do konsensualnych wniosków. Liczy się jawność i siła argumentacji. W przypadku „Rady” jest inaczej: mamy tu model korporacyjny. Szef łaskawie słucha, ale decyzje podejmuje sam i bez możliwości ich odwołania (w demokracji decyzje polityków weryfikują sądy i wyborcy). Tyle że ten tekst poszedł do kosza. Z winy – a może – dzięki samemu Trumpowi, który dzisiejszej nocy ośmieszył wszystkie dywagacje teoretyczne i pokazał prawdziwą twarz. Swoją drogą, co na to prezydent Nawrocki? Czy już pojął, że przy szaleństwach Trumpa (Polskę też obejmą karne amerykańskie cła) europejski mechanizm warunkowości związany z SAFE to sympatyczna kaszka z mleczkiem? Jeśli nie, to najwyższy czas.
Czytaj więcej
Zaproszenie Karola Nawrockiego do tworzonej przez Donalda Trumpa Rady Pokoju to z jednej strony szansa i propozycja nie do odrzucenia, a z drugiej...