W sobotnią noc doszło do eksplozji na torach kolejowych na trasie Warszawa–Kijów. Z ustaleń służb wynika, że za atakiem stoją dwaj Ukraińcy działający na zlecenie rosyjskich służb specjalnych. Jakie intencje kryją się za tym sabotażem i co ta operacja mówi o gotowości naszych instytucji do odpierania zagrożeń hybrydowych?

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Reakcja rządu na dywersję. Rusza operacja „Horyzont”

Co chciała nam powiedzieć Rosja

Marek Kozubal, dziennikarz specjalizujący się w tematyce wojskowej, podkreśla, że celem ataku było nie tylko zniszczenie infrastruktury, ale demonstracja siły i zastraszenie. – Chodziło o to, żeby pokazać, że Rosja jest gotowa do eskalacji swoich działań, że jest zdolna wręcz do tego, aby zademonstrować, że może spowodować zdarzenie, w którym może być wiele ofiar wśród Polaków – mówi Kozubal. Jego zdaniem cała operacja nosi znamiona wojny kognitywnej – poprzez celowe zostawienie dowodów w postaci kamery czy telefonu, Rosjanie chcieli wywołać wrażenie, że w Polsce działają „ukraińskie grupy partyzanckie”.

Choć udało się szybko zidentyfikować sprawców, a premier Tusk ogłosił, że państwo zna ich tożsamość, niepokój budzą okoliczności, w jakich wykryto uszkodzenie torów. – Cudem nie doszło do katastrofy akurat w tym miejscu – zaznacza Kozubal. – Zaniepokoiła mnie sytuacja, w której pani starosta z Garwolina o niczym nie wiedziała. A przypomnę, że to ona odpowiada za zarządzanie kryzysowe w regionie.

Czytaj więcej

Krótka historia rosyjskiej dywersji w Polsce po 24 lutego 2022 roku

Wojna bez faktycznego wypowiedzenia

Kozubal przypomina, że według słów pułkownika Piotra Krawczyka, byłego szefa Agencji Wywiadu, polskie służby specjalne od lat funkcjonują de facto w stanie wojny z rosyjskimi służbami. – To są działania wielopłaszczyznowe – mówi dziennikarz. – Zbieranie informacji o jednostkach wojskowych, filmowanie infrastruktury krytycznej, instalowanie kamer, malowanie prorosyjskich haseł – to wszystko są elementy tej samej układanki. Tyle że ta wojna odbywa się w cieniu, bez formalnego wypowiedzenia.

Rozmówcy przypomnieli m.in. zatrzymanie w Polsce i Rumunii osób zajmujących się przerzucaniem materiałów wybuchowych i sprzętu, a także próbę podpalenia domu brytyjskiego premiera. – Rosja jest gotowa pójść dalej – ocenia Kozubal. – Próbuje wpływać na morale społeczeństw Zachodu, zniechęcać je do walki. To wojna psychologiczna i informacyjna.

Czytaj więcej

Radosław Sikorski o wysadzeniu torów: To akt terroru państwowego

Czego możemy się nauczyć od Ukraińców?

Odwaga i odporność społeczeństwa ukraińskiego kontrastuje z tym obrazem. Kozubal, który niedawno wrócił z Ukrainy, relacjonuje swoje wrażenia: – Ukraińcy się zahartowali. Stali się społeczeństwem bardzo odpornym, bardzo wrażliwym na zagrożenia, ale jednocześnie niezłomnym. Wspomina o „punktach niezłomności”, w których obywatele mogą znaleźć schronienie, dostęp do prądu, leków i internetu podczas ataków na infrastrukturę energetyczną.

Ważnym elementem budowania odporności społecznej na Ukrainie są też działania edukacyjne i kontrwywiadowcze. – Oni naprawdę prowadzą pracę u podstaw – mówi Kozubal. – Starają się zaszczepić podstawową higienę kontrwywiadowczą, także na poziomie szkół. Pokazują młodym, czym grozi współpraca z rosyjskim wywiadem. To konkretna, świadoma edukacja.

Jak nadanie jednej z brygad Sił Zbrojnych Ukrainy imienia jednego z dowódców UPA wpłynie na relacje z Polską?

Rozmowa dotyka też delikatnych kwestii historycznych. Kozubal zauważa, że Ukraina od 2022 r. prowadzi proces „dekolonizacji” kultury – usuwa elementy rosyjskie z przestrzeni publicznej i promuje własną tożsamość narodową. – Społeczeństwo scala się wokół symboli, kultury, historii – tłumaczy. – UPA dla Ukraińców to formacja, która walczyła z Rosją. Niezależnie od tego, co myśli o tym Polska, dla nich to mit założycielski.

Zbliżające się nadanie jednej z brygad ukraińskich imienia Wasyla Kuka, ostatniego dowódcy UPA, może wzbudzić w Polsce kontrowersje. – Na pewno wzbudzi wiele emocji – przyznaje Kozubal. – Ale trzeba pamiętać, że dla współczesnych Ukraińców to symbol walki z okupantem. W maju planowana jest konferencja historyczna z udziałem polskich i ukraińskich badaczy, która ma być krokiem w stronę wspólnego zrozumienia trudnej historii.

Czytaj więcej

Wiemy, co zdradziło dywersantów, którzy wysadzili tory. Nowe ustalenia „Rzeczpospolitej”

Dlaczego domniemani sprawcy uciekli na Białoruś?

Dlaczego domniemani sprawcy sabotażu uciekli na Białoruś? – Oczywiście białoruskie służby są mocno infiltrowane przez rosyjskie – zauważa Kozubal. – W niektórych komórkach dowódcami są Rosjanie. Jednocześnie Białoruś jest w kleszczach – Łukaszenka wykonuje polecenia Putina, nawet jeśli są one niekorzystne dla jego państwa. Ucieczka sprawców przez przejście graniczne w Terespolu jednoznacznie wskazuje na współpracę lub co najmniej zgodę Mińska.

Choć oficjalnie winę przypisuje się Rosji, ślad białoruski pozostaje nieusuwalny. – Uciekli na teren Białorusi – mówi Kozubal. – Nie wiadomo, czy tam zostali, czy tylko przejechali. Ale nie pojechali do Kaliningradu, co też nie jest przypadkiem. Rosja zawsze działa za pośrednictwem innych – to fałszywa flaga.