Mistrzowie unikania, czyli o obciachu bycia alimenciarzem

Na co może liczyć dziecko ojca, który nie chce nawet partycypować w jego utrzymaniu? Niestety, zwykle na bardzo niewiele.

Publikacja: 02.10.2023 08:45

Katalog wymówek alimenciarzy stale się powiększa.

Katalog wymówek alimenciarzy stale się powiększa.

Foto: Adobe Stock

49 760 zł - tyle wynosi kwota średniego zadłużenia alimentacyjnego w Polsce. Jak wynika z najnowszego raportu Krajowego Rejestru Długów, około 292 000 zł osób nie płaci alimentów, a przytłaczająca większość dłużników niewywiązujących się z obowiązków wobec dzieci, to mężczyźni (94%). Warto odnotować, że niemała część dłużników alimentacyjnych jest wpisana do KRD także z powodu nieregulowania należności wynikających z innych tytułów. Co ciekawe: osoby niepłacące na dzieci zadłużają się głównie w związku z jazdą na gapę oraz z uwagi na zaległości wobec operatorów sieci komórkowych, zarządców lub właścicieli nieruchomości (czynsz) oraz dostawców mediów (prąd, woda, gaz). Najwięcej alimenciarzy mieszka w średnich ośrodkach miejskich lub na wsi i w małych miasteczkach. Są w wieku od 36 do 55 lat.

Próba zrekonstruowania na podstawie danych statystycznych portretu, chciałoby się rzec: pamięciowego, polskiego alimenciarza prowadzi do wniosku, że jest nim na ogół pracujący mężczyzna w sile wieku mieszkający w co najmniej średniej wielkości mieście, poruszający się po nim komunikacją miejską i trzymający w dłoni telefon na abonament. Zważywszy na ten opis, trudno nie odnieść wrażenia, że alimenciarzem może być zatem niemal każdy. Potwierdza to  resztą także praktyka, w szczególności sądowa. Nie wchodząc w szczegółową analizę problemów dostrzeganych w toku tego rodzaju procesów, w których codziennością są: uchylanie się przed wezwaniami, multiplikowanie dowodów (które wprawdzie miewają swobodny związek ze stawianym zarzutem, ale nie są przez sędziów dla świętego spokoju, czytaj: trwałości orzeczenia, oddalane), zwyczajowa nieobecność prokuratora, wyścig z przedawnieniem czy chroniczne usprawiedliwianie się oskarżonego brakiem kontaktu z dzieckiem, warto się zastanowić, co łączy alimenciarzy?

Czytaj więcej

Przepisy prawa są po coś. I obowiązują również Magdalenę C.

Po pierwsze: wina. Lecz co do zasady, nieobciążająca sumienia dłużnika. Winien jest bank, który wobec zaległości w spłacie kredytu zlicytował mieszkanie, pracodawca, który utracił zaufanie w związku z egzekucją komorniczą i nie przedłużył umowy, komornik, który egzekucję wszczął, lecz jak wiadomo bezpodstawnie. Winna jest matka dziecka, która wystąpiła z pozwem, a niekiedy z braku cierpliwości, złożyła zawiadomienie o przestępstwie. Winien jest ogólnoświatowy kryzys. Winna jest recesja. Winien jest covid. Winne jest zdrowie, które w wyniku wymienionych komplikacji popada w ruinę.

Po drugie: prawo. Zobowiązany ma prawo do urlopu (choćby dziecku odmówił tym samym wakacji), do choroby, do przerwy w zatrudnieniu (niekiedy kilkuletniej, ale przecież pełnej wiary w podjęcie pracy na miarę ambicji rodzica a nie potrzeb dziecka), do założenia nowej rodziny i przeznaczania pieniędzy na nowe pociechy.

Po trzecie: wsparcie. Większość dłużników alimentacyjnych ma silną grupę osób utwierdzających go w przekonaniu, że nic się nie stało. Matki wyręczające dorosłych synów w okazjonalnych lub regularnych przelewach na wnuczęta, dziadkowie poświęcający im czas w miejsce ojca. Znajomi, którzy udzielają pożyczek na rozrywki, przyjaciele, z którymi dłużnik spędza czas wolny. Nowe partnerki i żony, które dopiero po rozpadzie także ich związku na własnej skórze weryfikują niesprawiedliwe doniesienia o pazerności kobiet, których los podzieliły.

Po czwarte: praca, choć głównie taka, której formalnie nie ma lub jest niedochodowa. Niepodejmowanie pracy na stałe, praca na czarno, przyjmowanie zleceń pomimo nierejestrowania działalności, wystawianie faktur przez zaprzyjaźnioną firmę, a jeśli dłużnik prowadzi własną – strata jako stała charakterystyka zeznania rocznego.

Po piąte: "to tylko tak wygląda". Samochód jest koleżanki, mieszkanie siostry, ubrania mam z drugiej ręki, na siebie nie mam niczego.

Katalog wymówek alimenciarzy wprawdzie stale się powiększa, lecz obserwacja rzeczywistości prowadzi do wniosku, że uchylanie się przez rodzica od płacenia na utrzymanie dzieci nie jest jeszcze przez społeczeństwo postrzegane jako przyczynek do środowiskowego ostracyzmu. Co więcej: sformułowanie przez matkę odpowiedniego roszczenia, lub w miarę posiadanych możliwości, nagłośnienie problemu uznaje się często za jej problem z zarządzaniem emocjami i wyraz pazerności. Oczywiście: negatywnie ocenić należy rozgrywki stricte personalne lub rozgrywanie dzieckiem nieprzepracowanych emocji po zakończonym związku, podobnie jak i manipulowanie faktami i celowe zawyżanie faktycznych wydatków wobec potrzeb dziecka. Faktem jest jednak, że polscy ojcowie mają skłonność do tego, aby odchodząc od matki, zapominać o dziecku i nie dostrzegać tego, że poza łożeniem na jego utrzymanie powinni być dla niego wzorem do naśladowania i wsparciem w trudach dorastania. Tymczasem przeciętny polski alimenciarz swojemu dziecku przekazuje co najwyżej umiejętność uchylania się od zobowiązań i brak odpowiedzialności. Myślę, że to naprawdę straszny obciach.

Opinie
Przyszłość jest wegańska! Sylwia Spurek o Dniu bez Mięsa
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Opinie
Joanna Parafianowicz: Kobiety w większości nie umieją rozmawiać o pieniądzach. Jak to zmienić?
Opinie
Cierpienie poza polem bitwy. O przemocy seksualnej podczas wojny w Ukrainie
Opinie
Latanie będzie jeszcze bezpieczniejsze? Ważna zmiana przepisów coraz bliżej
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Opinie
Joanna Parafianowicz o publicznym "praniu brudów": Przynosi straty, ale podnosi zasięgi