W 1994 r. Ema Orbach wraz z ówczesnym mężem kupiła oddaloną posiadłość w zachodniej Walii. Z czasem wokół tego miejsca zaczęła tworzyć się społeczność osób, które szukały życia bliżej natury. Finalnie kobieta rozwiodła się z mężem i zamieszkała sama. W 1999 r. własnoręcznie zbudowała chatę z drewnianych pali, słomy, błota i końskiego nawozu – pisze portal ofeminin.pl.
Życie bez prądu, bieżącej wody i nowoczesnych wygód
Ema Orbach na co dzień żyje bez jakichkolwiek luksusów. W chacie nie ma bieżącej wody, a kobieta codziennie przynosi ją ze strumienia. Oprócz tego korzysta z toalety kompostującej, a do gotowania i ogrzewania wykorzystuje ogień. Uprawia również własne warzywa, hoduje kozy i kury.
Czytaj więcej
Właściciele nieruchomości, przez które przebiegają linie energetyczne, gazociągi lub inne urządzenia przesyłowe, coraz częściej dochodzą wynagrodze...
Kobieta wstaje o świcie. Na co dzień pracuje w ogrodzie, doi kozy, medytuje oraz zajmuje się gospodarstwem. Orbach uważa, że technologia oddala ludzi od naturalnego rytmu życia i ciszy. Przyznała również, że nie była w stanie odnaleźć się w nowoczesnym świecie.
„Radykalna prostota” zamiast konsumpcji
Kobieta żyje w ten sposób już ponad 25 lat. Nie oczekuje jednak, by inni ją naśladowali, ponieważ ma świadomość, że jej styl życia dla wielu osób byłby zbyt wymagający. Jej przykład ma jednak pokazywać, że poczucie szczęścia można znaleźć w prostocie i z dala od konsumpcjonizmu.