Polska adwokatka w Londynie: Przyjazd na Wyspy nie czyni mężczyzny dżentelmenem

Pomagam kobietom emigrantkom doświadczającym przemocy domowej i mam sporo pracy – mówi adwokatka Aleksandra Kowalska z londyńskiego East European Resource Centre, organizacji pomagającej emigrantkom i emigrantom z Europy Wschodniej

Publikacja: 02.07.2024 11:48

Aleksandra Kowalska: Od 2015 roku w angielskim prawie jest przestępstwo zdefiniowane jako „coercive

Aleksandra Kowalska: Od 2015 roku w angielskim prawie jest przestępstwo zdefiniowane jako „coercive control” czyli między innymi kontrolowanie drugiej osoby.

Foto: Archiwum prywatne

Jak to się stało, że polska adwokatka wybrała sobie Londyn na miejsce pracy i zamieszkania? Zwykle polscy prawnicy wolą wybierać krajowe posady i nawet jeśli świetnie znają obce języki, zarabiają na nich w Polsce…

Bo chciałam poznać księcia Williama… (śmiech).

A tak bardziej serio?

Londyn był moim świadomym wyborem. Zawsze się w tym mieście dobrze czułam. Dostałam stąd ofertę pracy i przez pięć lat pracowałam w kancelariach w londyńskim City. Zajmowałam się tam różnymi sprawami: imigracyjnymi, prawem pracy czy prawem korporacyjnym. Jednak gdy przyszedł czas pandemii i wszystko dookoła zamarło, doszłam do wniosku że czas na zmianę. Bo wolę pracę z żywymi ludźmi, niż z dokumentami wielkich firm.

Przecież biznesem też się zajmują ludzie.

Tak, ale mi satysfakcję daje to, że mogę realnie pomóc człowiekowi, któremu trudno byłoby sobie bez niej poradzić. Gdy budzę się rano i uświadamiam sobie, ze poprzedniego dnia pomogłam komuś wydostać się z kłopotów, daje mi to satysfakcję. Właśnie w czasie pandemii zaczęłam pracę w organizacji, w której jestem dzisiaj – East European Resource Centre. Zajmuję się pomocą imigrantom z Europy Wschodniej, głównie kobietom. Wiele z nich, przybywających na Wyspy Brytyjskie, potrzebuje wsparcia w załatwianiu różnych urzędowych formalności, uzyskania świadczeń od państwa, a także wsparcia w trudnych sytuacjach życiowych. Taka pomoc często ma aspekt prawny i tym właśnie ja się zajmuję. EERC jest finansowane głównie ze środków niezależnych fundacji, z wkładem z miejskiej kasy Londynu. A musi pan wiedzieć, ze w Wielkiej Brytanii dziś system pomocy prawnej z urzędu dla ubogich osób jest bardzo ograniczony. Znacznie trudniej niż w Polsce uzyskać bezpłatną pomoc prawną, szczególnie reprezentację w sądzie. My takie wsparcie prawne oferujemy, podobnie jak inne brytyjskie organizacje pozarządowe.

I przydaje się ta pomoc?

Brytyjska administracja jest dość nowoczesna i wiele spraw można załatwić przez internet. Może się to wydawać dość proste. Ale proszę uwierzyć – wiele naszych klientek nie ma komputera, ani nie umie się nim posługiwać. Zdarza się, że przychodzą do nas kobiety i mówią, że dostały link do transmisji rozprawy sądowej w ich sprawie. I nie wiedzą, co to takiego link.

Czytaj więcej

Mec. Zofia Matyja: Kobiety w biznesie, wbrew stereotypom, nie muszą zachowywać się jak mężczyźni

W Londynie, w XXI wieku?

Tak, niestety. To często kobiety bezradne, które doświadczają przemocy domowej i chcą sobie jakoś z tym poradzić. A one często nie znają języka angielskiego, więc nawet jeśli chcą zgłosić to na policję czy pójść z tym do sądu – mają problem. Bo nawet jeśli mają do dyspozycji tłumacza, nie zawsze są stanie otworzyć się i opisać wszystkie fakty. I takim kobietom staramy się pomóc, nie tylko od strony prawnej, ale też psychologicznej.

Miałem dotychczas wyobrażenie, że na Wyspy jeżdżą ludzie, którzy świadomie chcą się jakoś w życiu urządzić, choćby początkiem urządzania się była osławiona praca na zmywaku.

Niestety, nie zawsze tak jest. Często kobiety z Polski czy innych krajów Wschodniej Europy przyjeżdżają tu nie tylko do pracy, ale też chcą uciec od przemocowego związku z partnerem. Niestety, tu popadają w podobne relacje. Jeśli nasze rodaczki wiążą się z partnerami pochodzącymi z krajów o odmiennej kulturze i zwyczajach, co się oczywiście zdarza w wielokulturowym Londynie, po początkowym okresie fascynacji może przyjść zderzenie kulturowe. Może to zaostrzać napięcia i prowadzić do przemocy, choć nie jest to regułą. Bywa jeszcze gorzej, bo mamy też do czynienia z przypadkami ewidentnego handlu ludźmi. Kobiety są wabione obietnicami dobrze płatnej pracy, po czym na miejscu okazuje się, że są pozbawiane dokumentów i zmuszane do prostytucji. Ale to są skrajne przypadki. Większość kobiet żyje w związkach, zdawałoby się całkiem normalnych, a jednak przemocy doświadczają i trudniej im się z tym żyje, niż w kraju ojczystym.

Dlaczego trudniej?

U siebie w kraju, gdzie się wyrasta od dziecka, na ogół każdy ma jakąś sieć bliskich osób – czy to rodziny czy to przyjaciół. Na emigracji takiej sieci nie ma i tym trudniej znaleźć bratnią duszę, której można się zwierzyć ze swoich problemów. Tkwią więc w przemocowych związkach całymi latami. Trudno im się z takich związków wydostać, zwłaszcza gdy mają dzieci. Mogłyby po prostu uciec z powrotem do Polski czy innego ojczystego kraju, ale na wyjazd dziecka czy partnera z dziećmi musi się zgodzić drugi partner. W ten sposób wiele kobiet pozostaje niejako uwięzionych na Wyspach. Niemniej jednak na różne sposoby staramy się im pomóc.

Czy po Brexicie napływ imigrantów do Wielkiej Brytanii osłabł?

Zaostrzono wymogi dotyczące osiedlania się i pracy. Trudniej niż kiedyś uzyskać wizę pracowniczą. Ale wciąż są możliwości dołączenia do męża czy żony już osiadłych w Wielkiej Brytanii. Można też sprowadzić z zagranicy własne dzieci. Ale to nie znaczy, że mamy mniej kobiet potrzebujących wsparcia. Często zgłaszają się do nas dopiero po kilku latach doświadczania przemocy domowej. Zresztą potwierdzają to statystyki organizacji pozarządowej SafeLives. Takie osoby żyją z przemoc 2-3 lata, zanim komukolwiek ją zgłoszą i otrzymają pomoc. Średnio dochodzi w tym czasie do pięćdziesięciu aktów przemocy.

Przychodzą do was kobiety z siniakami na twarzy?

Oczywiście często zdarza się przemoc fizyczna, której ślady łatwiej dostrzec. Ale równie często, zwykle równocześnie, dochodzi do przemocy emocjonalnej. Polega ona np. na wmawianiu partnerce, że nic w życiu nie osiągnęła, do niczego się nie nadaje. Łatwo o to zresztą w sytuacjach o których wspominałam, gdy na Wyspy trafia kobieta życiowo mniej zaradna, nieznająca języka i słabo radząca sobie z załatwianiem różnych spraw urzędowych. Bywa tez przemoc finansowa, polegająca na ścisłym, niemal całkowitym kontrolowaniu wydatków partnera. Ale zabranie karty do bankomatu, czy wydzielanie pieniędzy to nie jedyne przejawy takiej przemocy. Są też metody mniej oczywiste. To może być namówienie kogoś do zaciągnięcia zobowiązania w imieniu partnera, wpędzenie kogoś w ten sposób w dług, bardzo szybkie wzięcie pożyczki czy kredytu razem tak aby partnera do siebie przywiązać. Może to być też pobieranie zasiłku w czyimś imieniu. A gdy takiej kobiecie jej partner zabierze paszport – ona nie ma nawet jak przed nim uciec. Zresztą gdyby nawet to rozważała, to i tak boi się, że partner ją dopadnie. Przychodzą do nas zatem kobiety nawet nie tyle posiniaczone, co wykończone psychicznie takim właśnie wieloletnim strachem.

Czy tak się zdarza w związkach Polaków z Polkami, czy raczej w tych mieszanych?

Wspominałam o przypadkach, gdy problemy wynikają ze zderzenia kultur, ale oczywiście jest mnóstwo przypadków, gdy niezdrowe relacje dotyczą osób tej samej narodowości. Sam wyjazd na Wyspy i nawet zdobycie dobrze płatnej posady nie czyni z mężczyzny brytyjskiego dżentelmena o nienagannych manierach. Nawiasem mówiąc, sami Brytyjczycy często są dalecy od takiego ideału, nawet jeśli czasem sprawiają wrażenie kogoś z ogładą. Zdarza się, że gdy taki dżentelmen zamyka za sobą drzwi do własnego domu, przepoczwarza się w bestię.

Czytaj więcej

Prawnicze liderki: trzeba walczyć ze schematami płci. I z własnymi oporami

Bo to on zarabia i decyduje?

Niekoniecznie zawsze taka przemoc dotyczy relacji pracującego męża z żoną zajmującą się tylko domem. Znana piosenkarka Mel B z zespołu Spice Girls na zarobki nie narzekała. A jednak wpakowała się w bardzo przemocowy związek. Na scenie była wielką gwiazdą, a w domu – dla partnera nikim. Na szczęście udało się jej z tego wyrwać. Nawet napisała o tym książkę i stała się patronką organizacji antyprzemocowej Women’s Aid. I dobrze, bo nagłośnienie doświadczeń tak znanej osoby daje innym odwagę. Warto walczyć o swoje, bo przecież przemoc domowa jest przestępstwem. Od 2015 roku w angielskim prawie jest przestępstwo zdefiniowane jako „coercive control” czyli między innymi kontrolowanie drugiej osoby i jej zachowania w relacjach rodzinnych oraz inne formy przemocy emocjonalnej. Grozi za to kara pozbawienia wolności do pięciu lat.

Czy do EERC zgłaszają się też Ukrainki?

Tak, jest ich sporo, zwłaszcza po wybuchu wojny. Mamy specjalny program wsparcia dla uchodźczyń, które osiedliły się w Wielkiej Brytanii. Ale oprócz tego wspieramy je na inne sposoby. Ja sama prowadzę dla nich kursy angielskiego biznesowego i prawniczego. Są wśród nich ukraińskie prawniczki i prawnicy. Niektórzy z nich chcą się przekwalifikować i uczą się prawa brytyjskiego, by tu podjąć pracę.

Jaką przestrogę dałaby pani Polkom, które wyobrażają sobie, ze po emigracji do Wielkiej Brytanii czy w ogóle bogatego kraju będą żyły jak w bajce? Bo na przykład mąż mieszkający tam od kilku lat zaprasza: przyjeżdżaj, tu będzie nam dobrze…

Warto z dystansem podejść do takich obietnic, nawet jeśli składa je kochający mąż. Po kilku latach pobytu na obczyźnie, w zupełnie innym środowisku może on być już innym człowiekiem. Warto zatem zapewnić sobie pewną niezależność, najlepiej finansową, by w razie kryzysowej sytuacji nie musieć pozostawać w niezdrowych relacjach. Nawet jeśli na początku tego rzekomo lepszego życia zdarza się poprawa, zwłaszcza materialna, warto bacznie obserwować własny związek. Nie każdy partner czekający na Wyspach będzie księciem z bajki.

Jak to się stało, że polska adwokatka wybrała sobie Londyn na miejsce pracy i zamieszkania? Zwykle polscy prawnicy wolą wybierać krajowe posady i nawet jeśli świetnie znają obce języki, zarabiają na nich w Polsce…

Bo chciałam poznać księcia Williama… (śmiech).

Pozostało 97% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Biznes i prawo
Praca zdalna na różnych etapach kariery kobiet. Zbadano, kto zyskuje, a kto traci
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Prawo
Niewidoma prawniczka Katarzyna Heba: To ja jestem ta przebojowa, która niczego się nie boi
Biznes i prawo
Nietypowe benefity dla pracowników szkodzą firmie. Jak działa zjawisko carewashing?
Biznes i prawo
Ekspertka o zasadach savoir vivre'u na spotkaniach online: Kamera powinna być włączona
Biznes i prawo
Magdalena Kurpiewska: Kluczowa jest konkretna wiedza, ale też empatia i umiejętność rozwiązywania konfliktów