Brittney Griner: Z więzienia na boisko koszykarskie

Brittney Griner po miesiącach spędzonych w rosyjskiej niewoli wróciła na koszykarski parkiet. Walka 32-latki była długa i żmudna. Jaka jest jej historia?

Publikacja: 03.09.2023 10:31

Brittney Griner z żoną, Cherelle Griner, adwokatką.

Brittney Griner z żoną, Cherelle Griner, adwokatką.

Foto: PAP

Nie sądzę, aby ktokolwiek z nas zapomniał, gdzie byliśmy 8 grudnia, kiedy usłyszeliśmy, że wraca do domu, lub 15 grudnia,  gdy ogłosiła, że zamierza nie tylko grać w koszykówkę, ale że będzie to zespół Mercury. Wiem też, że nikt z nas nigdy nie zapomni, jakie to będzie uczucie powitać ją z powrotem, 21 maja. Znać BG to kochać i doceniać BG. Nie możemy się doczekać, aby okazać jej to osobiście z tysiącami największych sympatyków – mówił trzy miesiące temu szef klubu Phoenix Mercury Vince Kozar.

Debiut Brittney Griner

W maju Brittney Griner (BG) zadebiutowała przed widownią w Phoenix, a kibice zgotowali jej owację na stojąco. Pierwszy oficjalny mecz rozegrała jednak dwa dni wcześniej w Los Angeles, gdzie drużyna z Arizony zaczynała sezon. Zdobyła 18 punktów, 6 zbiórek, 4 bloki, a jej zespół przegrał wprawdzie z ekipą Sparks, ale to nie miało znaczenia.

Przed meczem do szatni przyszła wiceprezydent Stanów Zjednoczonych Kamala Harris. Dziękowała Brittney, ale także jej drużynie. Za wszystko, co zespół zrobił, wspierając koszykarkę. – Wiem, że to było bardzo trudne – mówiła. Gwiazda Sparks Nneka Ogwumike, a zarazem przewodnicząca związku koszykarek WNBA, dziękowała zaś administracji prezydenta Bidena. Na meczu w Los Angeles byli komisarz WNBA Cathy Engelbert, trener Los Angeles Lakers Darvin Ham oraz legendy sportu: Billie Jean King i Magic Johnson.

Czytaj więcej

Rodzice, którzy krzywdzą swoje utalentowane dzieci

Książka będzie hitem

Griner ma 32 lata, jest dwukrotną mistrzynią olimpijską i mistrzynią świata, stałą uczestniczką meczu gwiazd WNBA, jedną z najlepszych koszykarek globu. Była w Rosji, bo po sezonie WNBA – trwa krótko, od maja do września – występowała w UMMC Jekaterynburg. Reprezentowała barwy rosyjskiego klubu od 2014 roku, przyczyniła się do jego największych sukcesów w lidze rosyjskiej i Eurolidze. To okazało się jednak bez znaczenia, sentymentów nie było.

Fakty są znane, były szeroko opisywane, przypomnijmy w skrócie: jest 17 lutego, moskiewskie lotnisko Szeremietiewo. Celnicy podczas kontroli znajdują w jej bagażu olejek haszyszowy – w niektórych amerykańskich stanach legalny, ale nie w Rosji. Areszt, potem proces. Griner przyznaje się do jego posiadania, a prawnicy koszykarki próbują przekonać sąd, że używała zakazanej w Rosji substancji do celów leczniczych, lekarz przepisał ją na łagodzenie bólu. Na próżno. Jest sierpień, sąd w podmoskiewskich Chimkach skazał Amerykankę za przemyt narkotyków na dziewięć lat łagru.

Griner była dla Kremla cennym zakładnikiem – znana koszykarka, reprezentantka kraju, aktywistka środowisk LGBT i ruchu Black Lives Matter. Można się było spodziewać, że Amerykanie zrobią dużo, aby wydostać ją z więzienia. Trafiła do kolonii karnej IK-2 w Republice Mordowii, 500 kilometrów od Moskwy. Właśnie tam była więziona Nadieżda Tołokonnikowa, aktywistka z feministycznej grupy Pussy Riot. Potem opowiadała o pracy od świtu do nocy, z krótkimi przerwami na marne racje żywieniowe. O szczegółach pobytu Griner, na razie niewiele wiadomo. Koszykarka pewnie ujawni to w książce, która ma się ukazać w przyszłym roku i zapewne stanie się księgarskim hitem.

Wróciła do kraju w grudniu, po blisko dziesięciu miesiącach. Rosjanie dostali w zamian handlarza bronią Wiktora Buta, który siedział w amerykańskim więzieniu od 2012 roku. Na lotnisku witała ją żona Cherelle, bo Griner to zdeklarowana lesbijka. Na pierwszej konferencji prasowej po uwolnieniu brawami przywitali ją dziennikarze. – Przez całe życia trzeba stawiać czoła przeciwnościom losu, a ta była dość duża – mówiła. Dodała też, że skupiała się, żeby przetrwać, a nie koncentrować na tym, co złe. Mogło brzmieć jak zestaw frazesów, ale sama wiedziała najlepiej, co mówi, bo sporo przeszła jeszcze przed rosyjskim koszmarem.

Historia Brittney Griner

Urodziła się i dorastała w Houston. Wielki świat usłyszał o Griner po raz pierwszy w 2008 roku, gdy do internetu trafiło wideo z jej wsadami. Szybko zebrało 6 milionów wyświetleń. Wsady w kobiecej koszykówce są raczej niespotykane, a ona wykonywała je z łatwością. Fakt, już wówczas była wysoka – mierzy ponad dwa metry – ale i tak robiło to imponujące wrażenie. Seriami blokowała też rzuty rywalek, dominowała w walce na tablicach.

Wybrała uczelnię Baylor, trzy godziny jazdy od Houston. Poprowadziła ją do mistrzostwa, ale to nie wszystko – jej ekipa wygrała wszystkie 40 meczów sezonu! Kontrowersyjny właściciel zespołu NBA Dallas Mavericks, Mark Cuban, zapraszał Griner na testy do swojej drużyny. Odpowiadała, że podjęłaby wyzwanie, ale skończyło się na wymianie uprzejmości w mediach. Wybrana z numerem 1 w drafcie przez Phoenix Mercury budziła wielkie oczekiwania. Nie tylko znakomicie radziła sobie pod koszem, prezentowała też świetną technikę. „Połączenie wielkości i umiejętności” – tak podsumował ją ESPN.

Ludzie związani z WNBA mieli nadzieję, że wprowadzi rozgrywki na wyższy poziom i zwiększy zainteresowanie ligą, która pozostawała ubogą krewną NBA. Sportowo szybko zrobiła swoje – już w następnym sezonie świętowała z drużyną z Arizony zdobycie mistrzostwa.

Wyróżniała się nie tylko na boisku i to był dla niektórych problem. Griner już w 2013 roku ogłosiła, że jest lesbijką. W tym samym roku zrobił to Jason Collins, koszykarz NBA, pierwszy aktywny zawodnik, który przyznał się do bycia gejem w jednym z czterech czołowych amerykańskich sportów. Była jednak między nimi znacząca różnica: ona była gwiazdą, wielką nadzieją, której wróżono świetlaną przyszłość, w przeciwieństwie do kończącego już karierę Collinsa.

„Była zniechęcana do publicznego ujawnienia się jako lesbijka, brutalnie atakowana przez fanów sportu w internecie, a jej tożsamość płciowa została otwarcie zakwestionowana” – przypominała Maya Goldberg-Safir z amerykańskiego lewicowego magazynu „Jacobin”, kiedy Griner była więziona w Rosji i podsumowała: „To nie pierwszy raz, kiedy szuka wolności”.

Szukała jej też na uniwersytecie. Nie ukrywała tożsamości, choć to chrześcijańska uczelnia. Podobno nie miała problemu z akceptacją wśród koleżanek i kolegów, ale już z trenerami oraz dyrekcją było gorzej. Prawdopodobnie obawiali się, że Griner zaszkodzi reputacji uczelni.

– Nie byłam tam w pełni szczęśliwa, bo nie mogłam pójść na całość – opowiadała po latach. Przyzwyczaiła się do zniewag w dzieciństwie. Zdarzało się, że rówieśnicy ją wyśmiewali. Obmacywali jej klatkę piersiową, aby z entuzjazmem krzyknąć, że nic tam nie ma. Była chuda, wysoka i obdarzona androgeniczną urodą, więc musiała wysłuchiwać, że jest raczej chłopakiem, dziwakiem albo lesbijką. Sama jeszcze nie wiedziała, kim właściwie jest. Próbowała się dopasować, ubierała jak inne dziewczyny, ale cały czas czuła, że coś tu nie pasuje.

Kiedy już znalazła odpowiedź na pytanie o swoją tożsamość, znowu nie wpisała się w społeczne oczekiwania. Bo widziała się jako lesbijka o męskim wyglądzie, unikająca ścisłych ról płciowych. To zrodziło hejt, doświadcza go do dziś. Anonimowi internauci nie przebierają w słowach, ale osiągają efekt odwrotny do zamierzonego. – Czytanie ich wpisów sprawia, że jeszcze bardziej chcę być sobą – zapewnia Griner.

Czytaj więcej

Kobe Bryant. Zuchwały, arogancki, fantastyczny

Brittney Griner była pierwszą osobą nieheteronormatywną, która podpisała kontrakt z Nike

Uznała, że kończy ze spełnianiem oczekiwań innych. Ojciec, były żołnierz piechoty morskiej i weteran z Wietnamu, początkowo nie umiał tego zaakceptować. Wyprowadziła się więc z domu, mimo wsparcia matki i rodzeństwa. Z ojcem w końcu się pogodziła, ale ludzi nie przekonała. Kiedy u matki zdiagnozowano toczeń, nie poleciała na igrzyska olimpijskie do Londynu (2012), żeby spędzić z nią czas. To znów wywołało hejt. Niektórzy uważali, że próbuje uniknąć testu płci.

Cztery i dziewięć lat później przywoziła do kraju złote medale – z Rio de Janeiro oraz Tokio. Zrobiła sobie też kwiatowy tatuaż na lewym ramieniu. – To ma pokazać moją dziewczęcą stronę. Wielu ludzi istnieje na dwóch końcach spektrum, ale nikt nie chce się do tego przyznać. Jeśli jesteś pomiędzy mówią, że coś jest z tobą nie tak. Zapewniają: „Możemy cię naprawić”. Cóż, nie potrzebuję naprawy. Czuję się dobrze. Jestem silną, czarną lesbijką – mówiła ESPN.

Była pierwszą osobą nieheteronormatywną, która podpisała kontrakt z Nike. Nie wszystko było jednak idealnie. Rozpadło się jej małżeństwo z koszykarką Glory Johnson, media opisały ich awanturę, musiała interweniować policja. Miały dwójkę dzieci, które zostały z Johnson. Cztery lata temu Griner poślubiła Cherelle, która teraz tak niestrudzenie zabiegała o jej uwolnienie.

Po śmierci George’a Floyda, zamordowanego podczas brutalnej policyjnej interwencji w maju 2020 roku, Griner wezwała władze WNBA do zaprzestania grania hymnu przed meczami – zapewniając oczywiście, że jest patriotką, jej ojciec to wojenny weteran, a ona sama chciała kiedyś zostać policjantką. Jej postawa wielu oburzyła. Hymn jest przecież w USA dla wielu święty. Colin Kaepernick, rozgrywający drużyny futbolu amerykańskiego San Francisco 49ers, który jako pierwszy protestował kiedyś podczas odgrywania hymnu, kontraktu w lidze już nigdy nie dostał.

Koszykarka protestowała już po śmierci Breonny Taylor, ratowniczki medycznej, którą śmiertelnie ranił policjant w strzelaninie, jaka rozpętała się w jej domu w Louisville. Doszło do tego dwa miesiące przed śmiercią Floyda. Krytycy Griner skwapliwie jej to wypomnieli – hymn nie był dla niej ważny, a teraz błaga o pomoc państwo amerykańskie? Niektórzy drwili, że to pozytywna strona wyroku dla skazanej – przez dziewięć lat nie będzie musiała wysłuchiwać „Gwieździstego sztandaru”. Dziś triumfują, bo Griner znów staje do hymnu.

Część amerykańskiej prawicy uważała, że nie należy wymieniać koszykarki na przestępcę. Wiktor But był poszukiwanym przez lata dostawcą broni, który handlował nią chyba we wszystkich rejonach świata i dostarczał każdemu, kto potrzebował – czasem wręcz różnym stronom tego samego konfliktu. Poglądy nie miały znaczenia, liczyły się interesy. Były gdy się chwalił, że jest drugą najbardziej poszukiwaną osobą świata po Osamie bin Ladenie.

Amerykański sąd w 2012 roku skazał Buta na 25 lat więzienia. Rosja oficjalnie go broniła i żądała uwolnienia. Przebywał w więzieniu Marion w stanie Illinois i skarżył się na tamtejszą kuchnię – narzekał chociażby, że nie dostaje truskawek. Był ważną figurą i przeciwnicy wymiany wskazywali, że to wzmacnia pozycję Rosji, która dostaje, kogo chce. Inaczej niż Ameryka, która chciała też uwolnienia Paula Whelana, odsiadującego wyrok 16 lat więzienia za szpiegostwo

Podobno Wiktor But nie zdradził w więzieniu żadnej rosyjskiej tajemnicy, dlatego jest w ojczyźnie uważany za niezłomnego i traktowany niczym bohater. Narracja brzmiała więc tak: uwalniamy grubą rybę, a dostajemy płotkę. I rzeczywiście Rosjanie triumfowali po wymianie, którą można obejrzeć dzięki krótkiemu wideo i przypomnieć sobie czasy zimnej wojny, gdy wymieniano szpiegów na moście Glienicke nad rzeką Hawelą. Tym razem doszło do niej na lotnisku w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, czyli tam, gdzie But zaczynał swój zbrodniczy proceder, kiedy zakładał firmę złożoną z trzech poradzieckich antonowów, które miały mu umożliwić transport towaru. Dopiero później okazało się, że głównie broni.

Gdyby Brittney Griner była Tomem Bradym

Byli jednak i tacy, którzy twierdzili, że należało zrobić dla koszykarki więcej, a przede wszystkim szybciej. „Mniej więcej przez ostatni miesiąc obsesyjnie śledziłam doniesienia w społeczności kobiecej koszykówki o Griner. Mam alert dla jej imienia. Pilnie oglądałem każdą transmisję i relacjonowałem finał NCAA Final Four w Minneapolis, mając wyraźny cel: chciałam wiedzieć, co ludzie ze świata kobiecej koszykówki mają do powiedzenia na jej temat. I byłam tym przerażona” – pisała jeszcze w kwietniu Goldberg-Safir z „Jacobin”. Przeraziło ją to, że nie znalazła prawie nic. Zastanawiała się, o czym ta cisza świadczy? W Minneapolis na finale rozgrywek NCAA kobiecej koszykówki, również nikt nie rozmawiał o Griner, a kiedy wreszcie dorwała jedną fankę, która miała koszulkę z napisem „Uwolnić Brittney Griner”, ta najpierw zapytała, czy będzie miała kłopoty. Wreszcie przyznała, że przywiozła 100 takich koszulek, ale nikt nie chciał ich kupić.

Być może – zastanawiała się dziennikarka – takie było zalecenie Departamentu Stanu. Na zasadzie: zostawcie to ludziom, którzy wiedzą, co robią, a rozgłos może tylko zaszkodzić sprawie. Sama kwestionowała jednak takie podejście, namawiając do innego: „Opowiadanie się za Brittney Griner to nie tylko przyciągnięcie uwagi Kremla, ale także stawianie żądań naszemu własnemu rządowi. Tego nie da się zrobić w milczeniu”.

Czytaj więcej

Giannis Antetokounmpo. Amerykański sen Greka z Nigerii

„The Nation” ujął to bardziej dosadnie: „Gdyby Tom Brady (gwiazda futbolu amerykańskiego, absolutny idol Ameryki – przyp. red.) przebywał za kratkami, codziennie mielibyśmy czuwanie, wybuchłaby międzynarodowa wrzawa”. Autorzy pokazywali sprawę w różnym świetle, ale zgodnie zwracali uwagę na to, jak amerykańskie media marginalizują koszykówkę i w ogóle sport kobiet.

Pewnie nie tylko media. Gwiazdy WNBA po sezonie zarabiają za granicą. Trudno się dziwić: Griner w sezonie 2013–2014 zarobiła w Phoenix 50 tys. dolarów, a w Chinach – 600 tys. Potem przeniosła się do UMMC Jekaterynburg, czyli klubu, który często wybierają Amerykanki, nie dla klimatu, tylko dlatego, że dobrze płaci. Griner dostawała tam ponad milion dolarów za sezon. Po powrocie do USA podpisała roczny kontrakt z Phoenix na 165 tys. dol. Deklaruje, że po ostatnim doświadczeniu już więcej nie pojedzie zarabiać za granicę, więc łatwo policzyć, ile na tym straci.

Koszykarze NBA są tymczasem milionerami. LeBron James zarabia ponad 40 milionów za sezon, a szeregowi gracze – po kilka milionów. Amerykańska piłkarka Megan Rapinoe od lat walczy o równość zarobków w futbolu. Być może sprawa Griner też będzie tu miała znaczenie.

32-latka, która doświadczyła w życiu tyle hejtu, w czasie pobyt w kolonii karnej dostała też olbrzymie wsparcie – z całego świata, od ludzi w różnym wieku. Teraz zapowiada walkę o powrót innych więzionych w Rosji amerykańskich obywateli. To będzie jej kolejna walka – o wolność, ale nie tylko swoją.

Autor jest dziennikarzem „Kroniki Beskidzkiej”.

CHRISTIAN PETERSEN/GETTY IMAGES NORTH AMERICA/GETTY IMAGES/AFP

Nie sądzę, aby ktokolwiek z nas zapomniał, gdzie byliśmy 8 grudnia, kiedy usłyszeliśmy, że wraca do domu, lub 15 grudnia,  gdy ogłosiła, że zamierza nie tylko grać w koszykówkę, ale że będzie to zespół Mercury. Wiem też, że nikt z nas nigdy nie zapomni, jakie to będzie uczucie powitać ją z powrotem, 21 maja. Znać BG to kochać i doceniać BG. Nie możemy się doczekać, aby okazać jej to osobiście z tysiącami największych sympatyków – mówił trzy miesiące temu szef klubu Phoenix Mercury Vince Kozar.

Pozostało 96% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Jej historia
Kate Hudson prawdziwą gwiazdą rocka? Jej pierwszy album "Glorious" jest już dostępny
Jej historia
Straciła cztery kończyny, ale nie wolę walki. Beatrice Vio skradła show w Cannes
Jej historia
Bohaterskie bliźniaczki nagrodzone przez króla. Poradziły sobie z atakiem krokodyla
Jej historia
Ponad 200 uczelni w zasięgu ambitnej 18-latki. Którą wybierze?
Jej historia
Nowy rozdział w życiu Melindy French Gates: dlaczego odchodzi z fundacji?
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie. Jak zbudować efektywny HR i skutecznie zarządzać kapitałem ludzkim?