Aleksandra Krajewska podczas dekady spędzonej w Zjednoczonych Emiratach Arabskich pracowała w czterech instytucjach rządowych – bankach komercyjnych powiązanych z Emiratem Dubaju, Abu Dhabi, a później Ras Al Khaimah (RAK). Obecnie pracuje w fintechu i prowadzi swój własny biznes. Na co dzień mieszka w Dubaju – największym mieście Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
– Wśród rezydentów jest poczucie, że to nie nasza wojna, lecz konflikt prowadzony przez Stany Zjednoczone z Iranem w imię własnych interesów – podkreśla przedsiębiorczyni. – Przez wiele lat relacje pomiędzy Iranem a Emiratami opierały się na pokojowym współistnieniu, choć w ostatnim czasie sytuacja zaczęła się zmieniać. Wcześniej bardzo dużo osób z Emiratów jeździło regularnie na wycieczki do Iranu. Właściwie codziennie można było polecieć do 10 irańskich miast i rzeczywiście wiele osób odwiedziło je turystycznie, więc teraz pojawiła się konfuzja, dlaczego w ogóle Emiraty są atakowane. Przecież zarówno tutejsze władze, jak i wszystkie kraje GCC (Gulf Cooperation Council), czyli Rada Współpracy Zatoki Perskiej (Arabia Saudyjska, Kuwejt, Bahrajn, Katar, Oman i ZEA), wypowiedziały się przeciwko tej wojnie i wszyscy próbowali odwieść Stany Zjednoczone od tego zamiaru. Wśród rezydentów panuje więc niedowierzanie, że widzimy rakiety zestrzeliwane nad naszymi głowami – przyznaje Polka.
Za rozpowszechnianie dezinformacji wysoka kara
Jak poinformowało Ministerstwo Obrony ZEA, od soboty Iran wystrzelił w kierunku Emiratów 165 pocisków balistycznych, 541 dronów i 2 pociski manewrujące. Większość z nich została przechwycona, jednak 35 dronów uderzyło w cele. Według niedzielnego bilansu zginęły trzy osoby, a 58 zostało rannych. Zjednoczone Emiraty Arabskie zamknęły swoją przestrzeń powietrzną w sobotę, a dzień później także ambasadę w Teheranie i wycofały dyplomatów z Iranu. Ministerstwo Spraw Zagranicznych ZEA określiło działania jako „agresywne i prowokacyjne”, zagrażające bezpieczeństwu i stabilności regionu. W oświadczeniu podkreślono, że decyzja odzwierciedla „zdecydowane i niezmienne stanowisko kraju wobec wszelkich agresywnych działań zagrażających jego bezpieczeństwu i suwerenności”.
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Zjednoczonych Emiratów Arabskich regularnie wysyła alerty osobom przebywającym w Dubaju, żeby „ze względu na możliwe zagrożenia rakietowe, natychmiast schronić się w najbliższym bezpiecznym budynku, a także trzymać się z dala od okien, drzwi i otwartych przestrzeni”.
Rząd uspokaja, a doniesienia medialne donoszą o chaosie i niepewności, które pogrążyły mieszkańców. – Władze kontrolują sytuację i monitorują też informacje, publikowane w mediach i na platformach społecznościowych. Za rozpowszechnianie dezinformacji, szerzenie mowy nienawiści, zamieszczanie w internecie fake newsów czy nieaktualnych zdjęć pożarów dla podbicia oglądalności można zostać ukaranym karą nawet 200 tys. zł – wyjaśnia Polka.