Dobra relacja z pieniędzmi? Przede wszystkim trzeba zdefiniować własne granice zamożności

Julia Izmałkowa, psycholog, badaczka, założycielka firmy „Izmałkowa Consulting” i autorka książki o relacji z pieniędzmi „Rich Mind, Poor Mind” radzi, jak zarządzać swoimi finansami, żeby naprawdę cieszyć się z tego, co można dzięki nim mieć.

Publikacja: 12.09.2023 12:49

Julia Izmałkowa: "Trudno jest dawać z poziomu biednego umysłu"

Julia Izmałkowa: "Trudno jest dawać z poziomu biednego umysłu"

Foto: Archiwum prywatne

Po co nam pieniądze, dlaczego chcemy być bogaci?

Pieniądze mają dawać wolność – wyboru, decyzji, życia po swojemu, rezygnowania z rzeczy, które nam się nie podobają, niesłuchania innych. 

Musimy być do tego bogaci?

Nie. Jeśli definiujemy bogactwo na poziomie Elona Muska, to na pewno nie musimy być aż tak bogaci, ale musimy mieć wystarczająco dużo pieniędzy. Dlatego jedną z ważniejszych rzeczy dla dobrych relacji z pieniędzmi jest ustalenie swoich granic i pojęć: co znaczy dla nas „wystarczająco”, a jaka kwota da poczucie, że jesteśmy na tyle zamożni, że nie musimy dalej biec, zarzynać się pracą.

Jednym z powodów, dla których mamy złe relacje z pieniędzmi, jest, że nie wyznaczamy kamienia milowego, który oznacza, że już jest dobrze. Przez to ciągle jesteśmy w sytuacji niedoboru. Uważamy, że mamy mało, że można więcej. No, można by. Zawsze można. Ale po co? To właśnie jest biedny umysł - zawsze w lęku, w zazdrości, w niezadowoleniu, w porównywaniu się do innych. W poczuciu krzywdy. Dlatego tak ważne jest, by zdefiniować własne granice zamożności, a dla każdego to są różne rzeczy. Dla jednej osoby kamieniem milowym zamożności jest, że raz do roku jeździ na wakacje, dla kogoś innego, że nie musi oszczędzać na taksówce w razie choroby dziecka, dla kogoś innego – to wakacje na Malediwach cztery razy do roku. Nie ma co dyskutować z tą indywidualną granicą, ale trzeba ją dla siebie zdefiniować.  Człowiek funkcjonuje tak, że bardzo szybko się przyzwyczaja. Jeśli dostanie pani awans, to będzie szczęśliwa dziś i może przez dwa tygodnie, a potem znowu poczuje, że to za mało. Dlatego, żeby znowu nie żyć w niedoborze, nie gonić, musimy wiedzieć, jaka jest granica. Tyko wtedy można docenić, to co mamy. I to właśnie definiuję jako bogaty umysł - żyję w poczuciu, że mam wystarczająco - niezależnie od tego, ile mam. Nie porównuję się, nie oceniam siebie i innych - to co mam, jest tym, co chcę mieć. Bogaty umysł ma też wiarę, że jeżeli naprawdę będzie chciał mieć więcej - to  będzie miał więcej.

Jakie szkodliwe przekonania o pieniądzach widzi pani w Polsce?  Napisała pani w książce, że jest ich bardzo wiele.

Jako Polacy mamy duży problem z pieniędzmi. To jest temat tabu, o którym się nie rozmawia. Uważamy, że pieniądze są złe, że ludzie, którzy mają pieniądze, są źli. Najczęstsze przekonania są takie, że uczciwie nie można się dorobić. Że pieniądze krzywdzą ludzi i wtedy przestaje się dbać o relacje. Że są brudne i są źródłem wszelkiego zła. Dlatego mamy wewnętrznie sprzeczne przekonania, Chcę mieć pieniądze i nie chcę, bo trochę się tego wstydzę, boję się to pokazać. Wystarczy spojrzeć na komentarze pod postami zamożnych ludzi w mediach społecznościowych, by zobaczyć, że  to przekonanie jest ciągle wzmacniane. 

Kolejne ważne i bardzo szkodliwe przekonanie dotyczące oszczędzania: uważa się, że jeśli uczciwie zarabiasz, to nie masz z czego odkładać. Ale nie mamy oszczędzać wtedy, gdy mamy dużo pieniędzy. Mamy oszczędzać po to, żeby mieć pieniądze. Badania pokazują, że każdy prawdziwie zamożny człowiek zawsze oszczędzał, niezależnie od tego, jak dużo zarabiał. Żeby mieć dobre relacje z pieniędzmi, musimy oszczędzać, mieć swój plan, ile wydajemy, a ile zostawiamy. Musimy czuć się bezpiecznie - a to właśnie dają nam oszczędności. Kupują nam bezpieczeństwo.

Bardzo często Polacy uważają, że nie mają z czego oszczędzać. To nieprawda. Trzeba po prostu mieć plan, wiedzieć, ile chce się oszczędzić i wydawać tylko to, co zostaje po odłożeniu oszczędności. Cały czas mamy z tym problem. Druga kłopotliwa kwestia to to, że pieniądze szybko znikają, więc lepiej tego nie wydawać. To widać w codziennych zachowaniach. Na przykład  kiedy mamy w portfelu 200 zł, to myślimy, że lepiej ich nie rozmieniać, bo wtedy szybko znikną. Co to mówi o nas? Że nie mamy zaufania do siebie, że to nie my tutaj podejmujemy decyzje, a prawda jest taka, że pieniądze same się nie wydają i to my je wydajemy - więc ważne jest poczucie, że mamy kontrolę. My jako Polacy wierzymy często w zewnętrzne siły bardziej niż w nasze własne, jakbyśmy nie mieli na nic wpływu. To z kolei fatalne efekty: nie chodzimy na wybory, nie bierzemy udziału w publicznych dyskusjach i nie oszczędzamy. Co więcej: jesteśmy roszczeniowi wobec tych, którzy mają pieniądze. Mamy coraz większe przekonanie, że ktoś ma nam coś dać, że ma się nami zaopiekować, że nam się należy.

Uważamy też często, że oszczędzanie jest trudne, że to jest poświęcanie się, odmawianie sobie wszystkiego. To się łączy z przekonaniem, że – raz się żyje, więc trzeba wydawać jak szaleni. W tym przypadku szaleni oznacza "wydaję, co mam, bo nie wiadomo, czy jutro będę żył”.

Mamy też bardzo niekorzystne przekonania co do inwestowania, że to jest tylko dla bogatych, że na tym się tylko traci. To jest też efekt bardzo niskiej wiedzy ekonomicznej i finansowej, a ze względu na wspomniane już przekonania nie próbujemy jej poszerzać. Wierzymy, że to tylko dla bogaczy, dla oszustów, dla tych, co mają „chody” lub dla ludzi specjalnego talentu.

A czy jest tak, że pieniądze szczęścia nie dają?

Mamy sprzeczne przekonania na ten temat. Z jednej strony wierzymy, że szczęścia nie dają, dlatego atakujemy bogaczy i często podkreślamy „ja przynajmniej jestem szczęśliwy i mam dobrą rodzinę“ (tak jakby to było w opozycji), a z drugiej strony - brakuje nam pieniędzy, chcemy mieć więcej, zazdrościmy innym stylu życia. To powoduje, że jesteśmy w ciągłej rozterce - jawne i ukryte przekonania na ten temat wpływają na naszą wewnętrzną schizofrenię.

Problem z tym przekonaniem jest też taki, że często źle definiujemy szczęście. Pieniądze to są zewnętrzne rzeczy i one nie mogą nas uszczęśliwić, bo wiemy z psychologii, że szczęście dają emocje - czyli doświadczanie czegoś. Szczęście rodzi się z poczucia bycia częścią społeczności, posiadania celu w życiu, budowania dobrych relacji, z realizacji swoich marzeń.

A czy boimy się też mieć za dużo pieniędzy?

Tak, ludzie uważają, że duże pieniądze to duże problemy, podobnie jak z dziećmi. Poniekąd to prawda, bo pieniądze w ogóle nam się kojarzą problemowo, a chcemy żyć lekko łatwo i przyjemnie. Mamy roszczeniowe podejście do marek, do ludzi, do rządu. Pieniądze powinniśmy dostawać, a jeśli musimy ciężko na nie pracować, to koszt jest za duży. Coraz słabiej Polacy wierzą w to, że pieniądze są za wyniki - uważają, że sam fakt bycia czy pracy jest wystarczającym uzasadnieniem tego, że należą się im pieniądze.

Jest też przekonanie, że nie można być dobrą i bogatą osobą jednocześnie, a przecież z poziomu nauki wiadomo, że jeśli masz dużo, to dajesz z radością, a jeśli ciągle żyjesz w poczuciu braku, masz mało, to chcesz odebrać innym – czy to fizycznie, czy to w postaci negatywnych komentarzy w internecie, hejtu na tę osobę. Trudno jest dawać z poziomu biednego umysłu: kiedy jest poczucie ze samemu ma się nie wystarczająco, kiedy jest dużo lęku czy braków.

Przekonanie, że ludzie nie mogą być dobrzy, hojni, szczodrzy, mając dużo pieniędzy, jest absurdalne. Niestety, jest ono wzmacniane przeświadczeniem, że jak masz pieniądze, to wszyscy chcą od ciebie coś dostać. Bogaci żyją więc czasem w poczuciu paranoi, że ktoś ich wykorzystuje. Równocześnie jest też oczekiwanie, że gdy ktoś jest zamożny, musi wszystko rozdać tym, co nie mają - czyli do niego należy obowiązek wyrównania. Gdy więc kupuje coś sobie, to oznacza, że coś komuś odbiera. To absolutnie niedorzeczne i nielogiczne przekonanie - zniechęca do pomagania tych, którzy mają pieniądze, bo niezależnie od tego, ile dają, i tak są krytykowani - że za mało. Jednocześnie ci sami krytykanci nic nie robią, nikomu nie pomagają, bo „nie mają z czego”. To właśnie istota biednego umysłu: umiem krytykować, a nie umiem robić.

Z tych najczęstszych negatywnych przekonań wychodzi bardzo przygnębiający obraz Polaków. Żyjemy w smutnej kałuży?

Niestety muszę przyznać, że tak.

Czytaj więcej

W branży medycznej ludzie nie zmieniają pracy dla pieniędzy. Joanna Szyman o tym, co nimi kieruje

Wydawanie z radością - to jednak brzmi ryzykownie…

My się boimy wydawać pieniądze. To wywołuje w nas poczucie winy - zwłaszcza, jeśli płacimy za coś, co nie jest niezbędne. Na całym świecie dominuje trend "smart shopping" - szukamy okazji cenowych. Ale w Polsce ten „smart” jest na poziome absurdalnym, jeśli nie kupiłeś „smart”, czyli taniej – jesteś wręcz idiotą, trzeba być idiotą, żeby kupować bez promocji czy jakiejś okazji. Takie myślenie wpływa mocno na postawę wewnętrzną człowieka i sprzyja ogromnemu cwaniactwu. Dlatego niektóre firmy nie wprowadzają w Polsce zasad reklamacyjnych, jakie mają na w innych krajach - bo my w Polsce nie umiemy z nich korzystać.

Ale działa to też w drugą stronę - podobny stan biednego umysłu mają osoby zarządzające firmami i reklamacjami. Uważają, że wszyscy klienci oszukują, nakazują więc na przykład odrzucanie reklamacji, nawet oczywiste. Dlatego mamy też takie odpowiedzi sklepów czy producentów, że źle nosiliśmy buty czy torebki. Ja wydrukowałam jedną z moich książek w jednej z największych drukarni w Polsce. I gdy się okazało, że jest pewien błąd, drukarnia mi odpowiedziała, że to nie ich wina, że „książka jest źle użytkowana przez czytelników”. Czyli co? Jest czytana? To jest złe użytkowanie?

W ten sposób tworzy się błędne koło. To jednak można zmienić, ale tylko wtedy, jeżeli ktoś pierwszy zmieni swoją postawę.  

Dostałam kiedyś odpowiedź na reklamację płaszcza. Napisano, że źle wsadzałam ręce do kieszeni…

To jest właśnie biedny umysł, który powoduje, że z całych sił nie chcemy uznać, że gdzieś się przyczyniliśmy do danej sytuacji i coś trzeba z tym zrobić. Nie tylko konsumenci są niedobrzy. Takie same osoby zarządzają firmami, regulaminami, uznają reklamacje lub nie. Stąd mamy taki samonapędzający się mechanizm.

Jestem pewna, że każdy czytelnik tego artykułu już się gdzieś po drodze w nim odnalazł. Opisuje pani szalenie częste postawy. Ale co dalej? Co możemy z tym zrobić?

Jeśli na początek odnajdziemy się w tej kałuży, to już dużo, bo mamy tendencję do zaprzeczania lub racjonalizacji swojej postawy. Podstawą każdej zmiany jest świadomość, a to daje też spojrzenie na konsekwencje danej sytuacji. Warto zacząć od ustalenia, czy skutki postępowania są akceptowalne, a jeśli chcę, aby były one inne, to jak muszę zacząć działać. Jeśli chcę żyć bez lęku, że znowu przyjdzie kolejna pandemia, a ja nie mam żadnej poduszki finansowej, to prostym wnioskiem jest, że tę poduszkę trzeba mieć. Jakie musisz mieć przekonania, zachowania i działania, żeby ją stworzyć? Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy spojrzeć na rzeczywistość bez różowych okularów - przyjrzeć się faktom. Jeśli nie oszczędzasz, nie będziesz mieć poduszki finansowej. Podobnie, jeśli nie pracujesz i nie rozwijasz się. Nie można liczyć na cudowne wyjątki. Trzeba spojrzeć na siebie realnie i zastanowić się, jakie chcę mieć relacje z pieniędzmi. Praca zaczyna się od decyzji, czego w życiu chcemy.

Czy sama zmiana postaw wystarczy?

Bez działania nic się nie zmieni. Druga część mojej książki mówi o tym, jakie zmiany trzeba wprowadzić, by coś się zmieniło. Od samej wiary nic się nie zmieni. Tyle, że trudno zmienić zachowanie bez zmiany najpierw postawy. Jeśli ludzie chcą oszczędzać, to podejmują decyzję, że niezależnie od tego, ile zarabiają, to zawsze dziesięć, dwadzieścia procent odkładają na inne konto i wydają tylko to, co zostaje. Często decydują, że czują się bezpiecznie, gdy mają co najmniej tyle oszczędności, żeby mogli rok nie pracować. Poczucie bezpieczeństwa jest jedną z bazowych potrzeb człowieka. Jeśli nie masz co dać dziecku do jedzenia, jak zapłacić za leki, to znowu jest się w pozycji proszącej. Dobra relacja z pieniędzmi oznacza niezależność, posiadanie różnych zasobów do tego, by sobie poradzić. Oczywiście można prosić o pomoc - ale nie ma poczucia bezpieczeństwa, kiedy proszenie o pomoc obcych (lub nawet rodzinę) to jedyna opcja. Bo inni mogą, ale nie muszą nam pomóc.

Co mogą zrobić ludzie, którzy przyjrzeli się swoim finansom i jednak naprawdę nie mają z czego oszczędzić tych dziesięciu procent?

Trzeba wdrożyć akcję naprawczą tej sytuacji. Jeśli naprawdę nie można więcej odkładać z pensji, to naturalnym wnioskiem jest, że konieczne jest postaranie się o to, by zmienić wysokość wynagrodzenia, czyli na przykład wynegocjować podwyżkę,  a jeżeli to się nie uda - zmienić pracę. Pieniądze same się nie urodzą. Za wszystkim musi iść decyzja i stosowne do niej zachowanie. Nic się nie zmieni od samego siedzenia i myślenia, marzenia i manifestowania.

Czy pieniądze mogą psuć relacje, związki, rodziny - nawet jeśli ich nie brakuje?

Tak, szkodliwy wpływ mają na przykład różne potrzeby względem pieniędzy. Jeśli osoba nie ma postawionych granic, jeśli uważa, że zawsze trzeba zarabiać więcej i więcej, jeśli czuje się bezpiecznie tylko, gdy ma coraz więcej na koncie, a jej partner chce spędzać czas razem, a nie tylko coraz więcej zarabiać, to pojawia się problem. Ktoś inny może z kolei uważać, że należy tylko oszczędzać, mieć pieniądze, a nie z nich czerpać, więc gdy partner uważa, że przede wszystkim należy doświadczać, to też jest kłopot. Jeśli ktoś ma bardzo dużą potrzebę statusu, uważa, że to trzeba pokazywać i dużo wydaje na drogie marki, a druga osoba ma odwrotne podejście - to rodzi się pytanie, na ile jesteśmy zgodni w tym, jak należy zarządzać pieniędzmi.  

Czytaj więcej

Weź oddech. Twoja praca na tym skorzysta

Co dla pani jest w tym temacie tak ważne, że zdecydowała się pani na napisanie książki poświęconej finansom?

Po pierwsze, finanse są spoiwem codzienności. Relacja z pieniędzmi jest jak woda w naczyniu wypełnionym kamieniami. Przechodzi przez wszystkie szczeliny. Stosunek do pieniędzy buduje wszystkie relacje.  Również społeczne – to, jak nam się żyje jako społeczeństwu, w dużym stopniu zależy od tego, jak się żyje poszczególnym jego członkom. Po drugie chciałam pokazać, że kwestia pieniędzy i tego, czy jesteśmy zadowoleni z życia, zależy od tego, co ma się w głowie. Jeśli mamy biedny umysł, ciągle działamy z pozycji braku, jesteśmy w lęku, mamy poczucie, że czegoś nam brakuje, to rodzi hejt, zawistne komentarze, działania podcinające skrzydła innym. Nie chcę żyć w takim świecie. Nie chcę, by mój syn żył w takim świecie.

Ludzie czekają często na czyjąś porażkę, zamiast cieszyć się z czyjegoś sukcesu. Gdy Małysz był naszym bohaterem narodowym, podziwialiśmy go, ale gdy teraz przydarzyło mu się nieszczęście i jego dom zalała powódź, ludzie naskoczyli na niego, że nie jest biedny, może sobie wyremontować i dlaczego się skarży. Nie ma w nas empatii. Dzielimy ludzi ze względu na stan posiadania, a nie ich stan umysłu.

Na które relacje wpływają pieniądze?  

Na przykład na relacje z partnerem. Nie rozumiemy, że jeśli na przykład w rodzinie tylko jedna osoba pracuje, to na tej osobie spoczywa cały ciężar odpowiedzialności za rodzinę, a to jest bardzo stresujące. O takich ludziach mówi się czasem, że uciekają w pracę, a nie myśli się o tym, że człowiek może tak działać powodowany lękiem - że bliscy nie poradzą sobie finansowo, jeśli pojawią się większe wydatki, albo gdy zostanie zwolniony. Nie ma w nas współczucia czy wdzięczności, a już na pewno nie ma rozumienia dla tego, co te pieniądze oznaczają. A oznaczają to, że mamy czym opłacić rachunki, wakacje, są środki na to, by kupić buty dla dzieci. Uważamy często, że osoba, która tylko pracuje, daje za mało. I że to „tylko” pieniądze. Ale bez „tylko” pieniędzy rodzina nie może czuć się bezpiecznie. Często uważamy osobę, która zarabia za tę gorszą, bo ona jest mniej obecna w domu - ale jak ma być obecna tyle samo co osoba, która nie pracuje. Oczywiście równie często osoba, która jest zestresowana zarabianiem pieniędzy - z powodu niedoceniania czy życia w napięciu - nie docenia wkładu partnera w ich wspólne życie i nazywa go darmozjadem, a nawet ogranicza mu dostęp do środków finansowych. Mamy więc nie relację, a układ, w którym wszyscy mają do sobie pretensje i każdy żyje w poczuciu żalu i niedoceniania.

W relacjach przyjacielskich uważamy, że zawsze musi być po równo. Jeśli my mamy biedny umysł, możemy być złośliwi wobec przyjaciela który jest bardziej zamożny. Możemy być wobec niego biernie agresywni, niemili, naśmiewać się, obniżać jego wartość.

Rodzice uważają, że gdy dziecko się dorobiło, to powinno im płacić alimenty, pomagać, a nie kupować samochody i jeździć na wakacje.  Częsta jest oczywiście przeciwna postawa - osoby młode z dziećmi uważają, że rodzice są im winni opiekę. Nie są. To jest dobra wola, że dziadek chce się zajmować wnukami. Uczciwie byłoby mu nawet za to płacić. A my ciągle chcemy działać z poziomu biednego umysłu. Powinniśmy wszystko dostawać za darmo. Autor powinien udostępnić książkę za darmo, trener robić za darmo aplikacje, a państwo to już w ogóle powinno dawać wszystko wszystkim za darmo. Dlatego właśnie chciałam napisać tę książkę - żeby pokazać, że mając biedny umysł, rujnujemy relacje z innymi, ale także ze sobą. Nigdy nie jesteśmy zadowoleni i nie mamy poczucia spokoju i satysfakcji.

Chciałam tez zwrócić uwagę na relację pracownik i pracodawca. Tam każdy ciągnie w swoją stronę. Pracodawca chce uzyskać jak najwięcej. Pracownik chce zarobić jak najwięcej – to jest zrozumiałe, ale nie mogą się spotkać w tym, że pracodawca musi gdzieś zarobić te pieniądze, więc to, jak pracownik pracuje, jest ważne. Dlatego pracodawcy pytają, czy chcesz mieć dzieci i pójdziesz na macierzyński. Z braku zrozumienia dla tych pytań wynika konflikt i poczucie bycia źle potraktowaną.

Spoglądając z innej perspektywy: w Polsce to jest często powód do niezatrudniania kobiet w ogóle lub zwalniania młodych matek.

Tak, to jest efekt tego, że jesteśmy wobec siebie nieuczciwi, nie mamy do siebie zaufania. Jeśli pójdę na macierzyński, muszę przygotować swoje miejsce pracy tak, by koledzy i koleżanki z pracy nie musieli tracić swojego wolnego czasu, by mnie wyręczać. Przygotuję się do tego uczciwie dla siebie oraz mojego pracodawcy, ale też pracodawca powinien wobec mnie uczciwie postąpić, zapewnić warunki, by było mi łatwiej wrócić do pracy. Brak takiego postępowania powoduje, że wszystkim jest niepotrzebnie trudniej. To nie jest gra zero-jedynkowa. Albo wszyscy zyskujemy, albo wszyscy tracimy. Gdybyśmy mieli większe zaufanie i postępowali wobec siebie uczciwie, mielibyśmy lepszy świat.  

Styl życia
Raport: samotne matki bardziej narażone na ubóstwo. Wskazano powody
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Styl życia
"Zrobione przez kobiety? Powinno być tańsze”. Badanie ujawniło seksizm wśród miłośników win
Styl życia
Przerywanie lektury książki to nie grzech. Wiadomo, jakie woluminy warto odkładać bez wahania
Styl życia
Prezenty na komunię psują dzieci? Psycholog Maria Rotkiel: Winne są zaniedbania dorosłych
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Styl życia
Starożytna kobieta uratowana spod kół buldożerów. Cenne znalezisko na placu budowy