Czasami daje się słyszeć powiedzenie, że miłość się zdewaluowała. Szczególnie w najmłodszym pokoleniu. Zgadza się pani z tym?
Agnieszka Roguska: Nie zgodziłabym się z tezą o dewaluacji miłości, choć rozumiem, skąd się bierze. Z perspektywy badań nad młodymi dorosłymi widać raczej zmianę sposobu jej przeżywania niż spadek znaczenia. Warto pamiętać, że dzisiejsi 20-latkowie i 30-latkowie nie uczą się miłości w próżni. Oni wchodzą w relacje z bardzo konkretnym bagażem doświadczeń – wyniesionym z domu rodzinnego. To pokolenie dorastało często w rzeczywistości wysokiej liczby rozwodów, konfliktów, ale też w domach, w których po raz pierwszy zaczęto mówić o emocjach bardziej otwarcie. Dane GUS (2025) pokazują, że w Polsce utrzymuje się wysoki poziom rozpadu małżeństw, a młodzi ludzie dorastają w warunkach większej niestabilności relacyjnej niż ich rodzice. To ma realne konsekwencje: uczą się, że relacje mogą się kończyć, że nie zawsze są trwałe i że nie zawsze są bezpieczne. Równolegle strony obserwują też większą świadomość emocjonalną dorosłych – terapię, rozmowę, pracę nad sobą. W efekcie młodzi przejmują dwa równoległe wzorce: ostrożność i potrzebę jakości. Dlatego nie powiedziałabym, że miłość się zdewaluowała. Ona została „odromantyzowana” i jednocześnie „usensytywniona” – stała się bardziej świadoma, ale też bardziej ostrożna.
Czy da się szczęśliwie żyć, nie kochając i nie będąc kochanym? Mam na myśli relację romantyczną.
Można żyć szczęśliwie bez relacji romantycznej, ale trudno bez relacji jako takich. „World Happiness Report 2025” jasno pokazuje, że jakość więzi społecznych jest jednym z najważniejszych czynników dobrostanu. Co istotne, nie ogranicza się to do związków – równie ważne są przyjaźnie i relacje rodzinne. I tu znowu pojawia się kontekst międzypokoleniowy. Młodzi ludzie coraz częściej świadomie odchodzą od modelu, który obserwowali w domach – modelu, w którym jedna relacja miała „zaspokajać wszystko”. Widząc przeciążenie i kryzysy w relacjach swoich rodziców, próbują budować bardziej zróżnicowaną sieć wsparcia: partner, przyjaciele, rozwój osobisty. To może być bardzo zdrowe, ale niesie też ryzyko rozproszenia więzi – jeśli żadna z relacji nie jest wystarczająco pogłębiona.
Jaką musi być miłość, aby można ją nazwać dojrzałą?
Dojrzała miłość opiera się na wzajemnym szacunku, zaufaniu i odpowiedzialności. To relacja, w której partnerzy wspierają się w rozwoju, potrafią rozmawiać o swoich potrzebach i granicach oraz dbają o równowagę między „my” a „ja”. Nie chodzi o brak trudności, ale o sposób ich przeżywania i rozwiązywania.
Dojrzała miłość to taka, która nie wynika z braku, ale z wyboru. To relacja, w której jesteśmy razem nie dlatego, że „musimy”, ale dlatego, że chcemy. W pracy psychoterapeutycznej dostrzegam, jak silnie na sposób przeżywania miłości wpływają wzorce wyniesione z domu. Osoby, które dorastały w relacjach niestabilnych, chłodnych lub przeciwnie – nadmiernie uwikłanych – częściej w dorosłości powielają te schematy.
Jednym z ich przejawów może być zależność od miłości romantycznej, czasami potocznie zwana uzależnieniem emocjonalnym. To sytuacja, w której relacja staje się podstawowym sposobem regulowania emocji – szczególnie lęku i poczucia pustki. Badania (Journal of Behavioral Addictions, 2025) wskazują, że osoby z takimi tendencjami częściej pozostają w relacjach destrukcyjnych, mają trudności z odejściem mimo cierpienia i doświadczają silnych wahań emocjonalnych. Z perspektywy międzypokoleniowej można powiedzieć, że młodzi często próbują „naprawić” to, czego nie dostali w dzieciństwie – poprzez relację romantyczną lub relację na zasadzie pewnego układu, która z czasem może przerodzić się w uczucie. Dojrzałość polega na tym, by nie powielać destrukcyjnych schematów swoich rodziców oraz świadomie i autentycznie przeżywać proces stawania się w partnerstwie.
Czy ta dojrzałość wiąże się z wiekiem partnerów? Czy dojrzale mogą też kochać bardzo młodzi ludzie?
Wiek nie jest decydujący – ważniejsza jest świadomość i gotowość do pracy nad relacją. OECD (2025) wskazuje, że młodzi ludzie mają dziś wyższy poziom świadomości emocjonalnej niż wcześniejsze pokolenia. To efekt zmiany kulturowej – dostępności wiedzy psychologicznej, terapii, edukacji. Jednocześnie często brakuje im stabilnych wzorców relacji wyniesionych z domu. W praktyce oznacza to, że młodzi wiedzą, jak powinna wyglądać dobra relacja – ale uczą się jej „w działaniu”, często metodą prób i błędów.
Czytaj więcej
Około 20 proc. nowo wykrywanych zakażeń wirusem HIV dotyczy osób z pokolenia Z. W tym kontekście profilaktyka w tej grupie wiekowej staje się szcze...
Co dziś najbardziej liczy się dla osób z pokolenia Z w miłości?
Na pierwszy plan wysuwają się zaufanie, wsparcie emocjonalne i poczucie bezpieczeństwa. Ważne jest także to, by relacja nie ograniczała, lecz wspierała rozwój osobisty. Młodzi szukają partnera, który podziela wartości, inspiruje i pozwala realizować pasje – wspólnie lub równolegle.
Najważniejsze są bezpieczeństwo emocjonalne, autentyczność i zgodność wartości. Z raportu Tinder „Future of Dating 2025” wynika, że 79 proc. młodych osób szuka emocjonalnej dostępności partnera. To bardzo silnie wiąże się z doświadczeniem pokoleniowym. Młodzi często dorastali w domach, w których brakowało stabilności emocjonalnej albo przewidywalności relacji. Dlatego dziś szukają czegoś odwrotnego: spokoju, bezpieczeństwa, przewidywalności. Można powiedzieć, że to pokolenie nie tyle buntuje się przeciw miłości, co przeciwko jej niestabilnym formom, które obserwowało.
A czego najbardziej boją się w relacjach młodzi ludzie i czy pani zdaniem te ich lęki są uzasadnione?
Najsilniejsze obawy dotyczą zranienia, utraty niezależności i nietrwałości relacji. Research Center (2025) pokazuje, że 61 proc. młodych obawia się rozczarowania. Te lęki są w dużej mierze „wyuczone”. Młodzi obserwowali relacje swoich rodziców – konflikty, rozstania, czasem emocjonalna zależność jednego partnera od drugiego. Z perspektywy pracy terapeutycznej widać, że osoby, które dorastały w takich warunkach, często przyjmują jedną z dwóch strategii: albo nadmiernie angażują się emocjonalnie,albo nadmiernie się wycofują. Obie mogą być próbą poradzenia sobie z doświadczeniem niepewności. Problem polega na tym, że żadna z nich nie sprzyja budowaniu stabilnej, dojrzałej relacji.
Jakie zmiany w myśleniu o miłości mogą być wynikiem szukania bliskich relacji w sieci?
Środowisko cyfrowe wzmacnia tendencje, które i tak już istnieją. Statista (2026): ponad 55 proc. relacji zaczyna się online. Aplikacje randkowe sprzyjają szybkim decyzjom, selekcji i poczuciu, że zawsze można wybrać „lepiej”. Z perspektywy psychologii uzależnień widać tu mechanizmy podobne do innych uzależnień behawioralnych – zmienność bodźców, szybka gratyfikacja, trudność w zatrzymaniu się na jednej opcji. To środowisko może utrudniać budowanie głębokiej więzi – szczególnie osobom, które już mają trudność z zaangażowaniem.
Czy miłość musi „porywać”, być szalona i taka, że ludzie zatracają się w niej bez pamięci?
To bardzo silny mit – i często bardzo szkodliwy. Relacje oparte na intensywności, zmienności i silnych emocjach bardzo często przypominają mechanizmy uzależnieniowe. Z perspektywy klinicznej to właśnie takie związki najczęściej prowadzą do utraty granic, zależności emocjonalnej i trudności z zakończeniem relacji. Badania Harvard (2025) pokazują, że trwałe relacje opierają się na bezpieczeństwie, nie na intensywności. Co ciekawe, młodzi coraz częściej to rozumieją – YouGov (2025): 64 proc. wybiera stabilność zamiast „emocjonalnego rollercoastera”. Można powiedzieć, że uczą się na doświadczeniach poprzednich pokoleń i doświadczeniach swoich rówieśników – widząc koszty relacji opartych na skrajnych emocjach.
Czytaj więcej
Choć ze wszystkich generacji pokolenie Z jest najbardziej utożsamiane z Internetem, potencjalnych partnerów woli szukać w prawdziwym życiu niż wirt...
Kto powinien rozmawiać z młodymi ludźmi o miłości – w kontekście edukacyjnym?
To rola zarówno rodziny, jak i szkoły oraz specjalistów – psychologów czy pedagogów. Ważne jest, by młodzi mieli dostęp do rzetelnej wiedzy o relacjach, emocjach i komunikacji. Kluczowe jest stworzenie przestrzeni do rozmowy, bez oceniania i narzucania schematów.
To wspólna odpowiedzialność – ale obecnie realizowana w sposób niewystarczający. Wg UNESCO (2025) tylko 37 proc. młodych ma dostęp do rzetelnej edukacji relacyjnej. W efekcie głównym „nauczycielem” stają się media społecznościowe i doświadczenia wyniesione z domu. A to oznacza, że młodzi często powielają wzorce, których sami nie chcieliby powtarzać – bo nie mają alternatywy. Dlatego tak ważne jest włączenie do edukacji tematów takich jak komunikacja, granice, ale też uzależnienia emocjonalne i mechanizmy relacyjne.
Jaka prawda o miłości wydaje się pani najbardziej uniwersalna i godna podkreślania?
Miłość nie jest tylko emocją, ale procesem, który wymaga troski, zaangażowania i czasu. Najtrwalsze relacje powstają tam, gdzie jest równowaga między bliskością a autonomią oraz gdzie partnerzy wspierają się w byciu sobą. Miłość nie jest przeciwieństwem niezależności – tylko jej dopełnieniem – to należy podkreślać. Badania APA (2025) pokazują, że najwyższą satysfakcję osiągają pary, które potrafią łączyć bliskość z autonomią.
Z perspektywy międzypokoleniowej to bardzo ważna zmiana. Wcześniejsze modele relacji często opierały się na zależności – emocjonalnej, ekonomicznej, społecznej. Dziś młodzi próbują budować coś innego – relację, w której można być razem bez utraty siebie. To trudniejsze, bo wymaga większej świadomości i pracy nad sobą – ale też bardziej trwałe. Najprościej mówiąc: uczą się kochać inaczej niż ich rodzice – często bardziej świadomie, choć niekoniecznie łatwiej.