Powiedzenia, że o gustach się nie dyskutuje, a piękno czy brzydota to pojęcia względne, są dobrze znane. Jak na nie spojrzeć w kontekście neuroestetyki?
Ewa Bryl: Powiedzenie, że o gustach się nie dyskutuje w pewnym sensie trafnie oddaje złożoność preferencji estetycznych. Gust rzeczywiście nie jest czymś przypadkowym. Kształtuje się przez lata poprzez doświadczenia życiowe, wychowanie, kulturę, w której funkcjonujemy, a nawet status społeczny. Natomiast neuroestetyka pokazuje coś znacznie głębszego: że niezależnie od deklaracji i preferencji estetyka oddziałuje na nas w sposób biologiczny – bezpośrednio poprzez układ nerwowy, zanim zdążymy świadomie ocenić, czy coś nam się podoba.
Doświadczenie estetyczne przebiega na trzech poziomach: percepcyjnym (to, co widzimy i jak odbieramy formę, światło czy kolor), emocjonalnym (to, co czujemy w kontakcie z przestrzenią lub dziełem) oraz znaczeniowym (interpretacja i nadawanie sensu). To, co kluczowe: dwa pierwsze poziomy działają w dużej mierze poza świadomością. To one wpływają na samopoczucie, regulację emocji, a nawet fizjologię, na przykład obniżenie tętna. Dlatego zaczynamy mówić nie tylko o tym, co jest ładne lub brzydkie, ale o tym, co wspiera człowieka i co go przeciąża.
Jak w największym skrócie można by opisać wpływ estetyki otoczenia i sztuki na człowieka? Na co konkretnie one oddziałują?
W największym skrócie można powiedzieć, że estetyka – zarówno w sztuce, jak i w otoczeniu – działa jak system regulacji człowieka. Sztuka towarzyszy ludzkości od zawsze. Była sposobem wyrażania emocji i doświadczeń, ale jednocześnie wpływała na odbiorcę, często intuicyjnie. Dziś wiemy, że to oddziaływanie ma bardzo konkretny, biologiczny charakter. Kontakt z estetyką angażuje jednocześnie systemy percepcyjne, emocjonalne oraz układ nagrody. W praktyce oznacza to, że wpływa na emocje, poziom stresu, koncentrację, zdolność do regeneracji, a nawet parametry fizjologiczne. Szczególnym przykładem jest natura, która stanowi najbardziej pierwotne środowisko człowieka. Ludzki układ nerwowy jest do niej biologicznie dostrojony, dlatego kontakt z naturą działa regulująco i przywraca równowagę.
Czytaj więcej
Ludzie różnią się w sposobie przetwarzania bodźców, koncentracji, potrzebie stymulacji czy odpoczynku. Dobrze zaprojektowane wnętrze uwzględnia te...
Jak zorganizowane przestrzenie sprzyjają człowiekowi, a które nie najlepiej na niego wpływają?
To, czy przestrzeń człowiekowi sprzyja, czy go obciąża, nie jest kwestią przypadku. Z badań neuroestetyki wynika, że ciało reaguje na estetykę natychmiastowo, a doświadczenie piękna może wywoływać szerokie spektrum emocji – od spokoju i poczucia bezpieczeństwa, przez zachwyt, aż po głębokie poruszenie czy refleksję. Doświadczenia estetyczne angażują jednocześnie trzy systemy – percepcyjny, emocjonalny i poznawczy. Oznacza to, że kontakt z przestrzenią wpływa na nas wielowymiarowo. W praktyce odpowiednio zaprojektowana przestrzeń może obniżać poziom stresu, wspierać regulację emocjonalną oraz poprawiać samopoczucie. Co istotne, te reakcje zachodzą automatycznie, poza naszą świadomą kontrolą. Przestrzeń wpływa na nas szybciej, niż jesteśmy w stanie zauważyć, jak nasz mózg na nią reaguje.
Czy w tych kwestiach, o których mowa, można się „przeprogramować”? Chodzi mi np. o sytuację, w której bardzo uporządkowana osoba musi dzielić mieszkanie ze współlokatorem, dla którego porządek nie jest ważny. Czy będzie to skazywało tego człowieka na nieprzyjemne doznania?
Do pewnego stopnia tak – ale nie w pełni. Ludzki układ nerwowy jest plastyczny i potrafimy adaptować się do różnych warunków. Jednak pewne potrzeby, takie jak potrzeba porządku czy przewidywalności, mają głębsze podłoże. Chaos w otoczeniu zwiększa obciążenie poznawcze, ponieważ mózg musi przetwarzać większą liczbę bodźców. To podnosi poziom napięcia i czujności. Z kolei przestrzenie uporządkowane, harmonijne i czytelne dają poczucie bezpieczeństwa i pozwalają układowi nerwowemu się wyciszyć. Możemy się przyzwyczaić do pewnych warunków, ale jeśli środowisko jest sprzeczne z naszymi potrzebami, ciało będzie to sygnalizować poprzez napięcie, zmęczenie czy rozdrażnienie.
Co to właściwie znaczy, że w jakimś wnętrzu panuje estetyczna harmonia?
Estetyczna harmonia to równowaga, którą mózg odczytuje jako bezpieczną i czytelną. To balans między minimalizmem a bogactwem form, między spokojem a bodźcami, między funkcją a estetyką. Na poziomie praktycznym oznacza to odpowiednie proporcje, spójność kolorystyczną i materiałową, rytm i powtarzalność elementów, a także dobrze zaprojektowane oświetlenie dostosowane do pór dnia. Kluczowa jest również czytelność przestrzeni – czyli to, czy intuicyjnie wiemy, jak się w niej poruszać. Jeśli przestrzeń jest harmonijna, mózg szybciej ją rozpoznaje i może się wyciszyć. Jeśli jest chaotyczna, zwiększa napięcie.
Czy potrzeby estetyczne zmieniają się w ciągu życia?
Tak, zdecydowanie tak. Wynika to z doświadczeń, środowiska, w którym żyjemy, oraz etapu życia, na którym się znajdujemy.
Na pewnym etapie naszego życia – szczególnie wtedy, gdy silnie poddajemy się wpływom otoczenia, mediów społecznościowych i dominujących trendów – często nie mamy jeszcze przestrzeni, żeby się zatrzymać i naprawdę usłyszeć siebie. W takich momentach możemy wybierać wnętrza bardziej aspiracyjne – takie, które mają dobrze wyglądać, komunikować określony styl życia i spełniać społeczne oczekiwania.
Problem polega na tym, że nie zawsze odpowiadają one naszym realnym potrzebom – często dlatego, że na tym etapie nie są one jeszcze w pełni uświadomione.
Dopiero z czasem, kiedy zaczynamy zwalniać i kierować uwagę do wewnątrz, pojawia się większa klarowność. Zaczynamy rozumieć, co nas rzeczywiście wspiera, co nas wycisza, a co jedynie dobrze wygląda.
W pracy z klientami bardzo często pojawiają się wtedy wspomnienia miejsc, w których czuli się dobrze – domów rodzinnych, przestrzeni związanych z poczuciem bezpieczeństwa. To pokazuje, że mózg zapamiętuje przede wszystkim emocje i odczucia.
Z czasem potrzeby estetyczne ewoluują – od zewnętrznego wizerunku do wewnętrznego doświadczenia, od efektu wizualnego do jakości odczuwania.
Jeśli chodzi o wnętrza mieszkalne, wielu ludzi nie może sobie pozwolić na radykalną zmianę ich aranżacji – na taką, która sprzyjałaby dobrostanowi. Co można zrobić bez ponoszenia dużych kosztów, aby lokum lepiej wpływało na swojego właściciela?
Bardzo wiele można zrobić, pracując na poziomie sensorycznym, czyli poprzez zmysły. Kluczowa jest biofilia, czyli wprowadzenie natury do wnętrza. Nawet jedna roślina może znacząco wpłynąć na nasze samopoczucie. Drugim elementem jest oświetlenie. Zamiast jednego centralnego światła warto stosować światło boczne, ciepłe, które sprzyja wyciszeniu i regeneracji. W praktyce może to być bardzo prosta zmiana – wprowadzenie kinkietu, lampy stołowej czy lampy stojącej z ciepłym światłem, które realnie wspiera nasz układ nerwowy i pomaga wejść w stan odpoczynku. Trzecim elementem są tkaniny i faktury. Miękkie, naturalne materiały dają mózgowi sygnał bezpieczeństwa i przytulności. Kolejna kwestia to redukcja bodźców. Uporządkowanie przestrzeni i ograniczenie nadmiaru rzeczy pozwala obniżyć napięcie.
Czytaj więcej
W mniejszych miastach – np. na Śląsku czy w Łodzi – ceny zakupu są niższe, a relacja czynszu do wartości nieruchomości bywa korzystniejsza, co prze...
Co w pierwszej kolejności warto mówić o neuroestetyce w przestrzeni publicznej, aby miało to realny i pozytywny wpływ na wybory dokonywane przez ludzi dotyczące np. urządzania wnętrz czy obcowania ze sztuką?
Przede wszystkim to, że przestrzeń nie jest neutralna – wpływa na nasze zdrowie i funkcjonowanie. Nasz mózg szczególnie dobrze reaguje na formy organiczne – obłe, naturalne, oparte na łukach – a także na uporządkowane, powtarzalne wzorce obecne w naturze, takie jak fraktale. To właśnie takie struktury są dla nas najbardziej czytelne i regulujące, ponieważ odzwierciedlają środowisko, w którym ewoluowaliśmy. Z kolei ostre, chaotyczne lub nadmiernie uproszczone formy mogą zwiększać napięcie i poczucie dyskomfortu. Dlatego warto wracać do architektury, która ma rytm, proporcje i detal. Kluczowa jest również wspomniana już biofilia – obecność roślin, drzew i miejsc, w których można się zatrzymać i odpocząć. Miasto powinno być nie tylko przestrzenią ruchu, ale także przestrzenią regeneracji.
Czytaj więcej
Dużo większa świadomość i dostęp do diagnostyki ADHD i spektrum autyzmu modyfikuje poznawczo świat i doniesienia z niego tak, aby jak najefektywnie...
Czy neuroestetyka jest ważna w kontekście neuroróżnorodności?
Tak – i można powiedzieć, że jest bardzo istotna, choć w nieco innym sensie, niż mogłoby się wydawać. Neuroestetyka przede wszystkim pokazuje, jak estetyka i środowisko wpływają na nasz mózg i układ nerwowy – jak reagujemy na bodźce, formy, światło czy strukturę przestrzeni. Natomiast neuroróżnorodność uwidacznia te mechanizmy w sposób szczególnie wyraźny. Pokazuje nam, że nie istnieje jedno „uniwersalne” środowisko, które będzie dobre dla wszystkich, ponieważ różnimy się wrażliwością na bodźce, sposobem ich przetwarzania, potrzebą ruchu, wyciszenia czy stymulacji. Osoby wysoko wrażliwe, osoby w spektrum autyzmu czy z ADHD często reagują intensywniej – szybciej odczuwają przeciążenie albo potrzebę większej stymulacji. I w tym sensie stają się dla nas pewnego rodzaju „wskaźnikiem” – pokazują nam wyraźniej to, co w mniejszym stopniu dotyczy każdego z nas. Dla jednych kluczowe będą przestrzenie redukujące nadmiar bodźców – spokojniejsze, uporządkowane, z możliwością wycofania się i wyciszenia. Dla innych równie ważna będzie zmienność, możliwość ruchu, elastyczność przestrzeni i miejsca, które pozwalają na ekspresję oraz rozładowanie energii. Dlatego tak istotne jest tworzenie środowisk zróżnicowanych. Można powiedzieć, że dobra przestrzeń to nie taka, która jest „idealna”, ale taka, która daje wybór – i pozwala każdemu regulować się na swój sposób. I właśnie tutaj spotykają się neuroestetyka i neuroróżnorodność – jedna tłumaczy mechanizmy, druga pokazuje, jak bardzo są one realne i jak różnie mogą być odczuwane.
Jak często i w jaki sposób warto obcować ze sztuką, aby mózg czerpał z tego korzyści?
Sztuka jest czymś, czego mamy doświadczać, a nie tylko oglądać. Współcześnie często robimy to bardzo szybko, powierzchownie. Tymczasem kluczowe jest zatrzymanie się i wejście w kontakt z tym, co widzimy. Dzięki sztuce możemy się zatrzymać, usłyszeć siebie, zobaczyć, co w nas rezonuje i jak na nas wpływa. Już kilkanaście minut świadomego obcowania ze sztuką może przynieść poczucie relaksu i oddechu. To doświadczenie realnie wpływa na układ nerwowy i pomaga wyciszyć nadmiar bodźców.
Ewa Bryl