– Neoliberalny rynek pracy, niepewność zatrudnienia, wciąż funkcjonujące nierówności płciowe na rynku pracy, takie jak luka płacowa, „lepka podłoga”, czy szklany sufit, a także nierówności w przestrzeni domu, wiążące się z koniecznością pracy w domu mimo pracy zarobkowej w ciągu dnia, to część powodów, które mogą stać za nostalgią za tradycyjnym podziałem ról w relacjach. Dodatkowo bycie zależną finansowo od partnera generuje nierówność władzy w relacji. Ekonomiczna zależność rzadko pozostaje wyłącznie kwestią pieniędzy. Zwykle przekłada się także na możliwość realnego współdecydowania o wspólnym życiu – uważa dr Sandra Frysiak z Katedry Kulturoznawstwa UW.

Tradwife – kusząca wizja dla mężczyzn

Ruch traditional housewife (tradycyjna żona) przestał być niszową ciekawostką z TikToka, a stał się fenomenem kulturowym. Estetyka cottagecore zmieszana z konserwatywnymi wartościami tworzy wizję domu jako bezpiecznej przystani. Dla mężczyzn ta wizja jest wyjątkowo kusząca – i nie chodzi tu wyłącznie o ciepłą kolację na stole.

– Zdaje się jednak, że za samym ruchem tradwife kryje się coś więcej – dodaje dr Frysiak. – Pozostawanie kobiet w domu, zajmowanie się „tylko” rodziną i dziećmi, jest częścią narracji prawicowej i skrajnie prawicowej, obecnej w naszym dyskursie publicznym od dawna, zarówno w Polsce, jak i na świecie. Na to nakłada się popularność w mediach społecznościowych kont influencerskich, które promują taki model. Gospodynie domowe, niczym z obrazków z lat 50., przygotowują swoim mężom i dzieciom wykwintne dania w kuchni. Różnica polega jednak na tym, że współczesne tradwives, które wyskakują z ekranów telefonów, to tak naprawdę często bizneswoman z milionowymi dochodami, sprzedające nam skrupulatnie przygotowaną wizję bezproblemowego macierzyństwa i dbania o dom. Znane tradwife’owe influencerki, w tym Nara Smith, popularna na TikToku, występują przed nami w kreacjach od projektantów, gotują na naszych oczach wyestetyzowane posiłki, promując przy okazji produkty marek, które płacą krocie, by skorzystać z zasięgów tych gwiazd – tłumaczy. 

Czytaj więcej

Ptak-Iglewska: Tradwife – nowy trend czy stary problem? Ruch zachęca do biedy

Najnowsze analizy socjologiczne, w tym raporty publikowane przez Institute for Family Studies, sugerują, że popularność ruchu tradwife wśród mężczyzn jest reakcją na chaos współczesnego świata. W dobie płynnej nowoczesności, w której role płciowe są stale negocjowane, jasny podział obowiązków oferuje psychologiczną ulgę. W dobie przedefiniowania ról płciowych wielu mężczyzn czuje się zagubionych. Model „żywiciela rodziny”, choć przez lata krytykowany jako opresyjny, dawał jasne instrukcje obsługi życia.

Mężczyźni przyciągani do tego modelu często deklarują zmęczenie „ciągłą negocjacją” każdego aspektu życia domowego. Model tradycyjny zdejmuje z nich ciężar emocjonalny związany z podziałem sfery work-life balance – on zajmuje się finansami, ona domem. To powrót do świata, w którym zasady gry były jasne, nawet jeśli dzisiaj uznajemy je za ograniczające. Psychologia ewolucyjna, często przywoływana przez teoretyków tego nurtu, wskazuje na atawistyczną potrzebę bycia „żywicielem”. Badania nad postawami wobec tradycyjnych ról płciowych, przeprowadzone przez University of Queensland, wykazują, że w okresach niestabilności ekonomicznej i politycznej, u mężczyzn wzrasta przywiązanie do konserwatywnych wzorców męskości. Chęć „ochrony i zapewnienia bytu” staje się mechanizmem radzenia sobie z lękiem przed utratą kontroli nad przyszłością. Mężczyźni widzą w tym obietnicę partnerki, która nie jest rywalką na polu zawodowym, lecz wsparciem. Jak zauważają badacze z London School of Economics, wizualna strona ruchu – spokój, czystość, brak stresu korporacyjnego – jest potężnym narzędziem marketingowym, które trafia do wypalonych zawodowo trzydziesto- i czterdziestolatków.

Popularność tradwife to nie przypadek 

Socjologowie zauważają, że popularność tradwife nie wzięła się z próżni. To pokłosie „wypalenia wszystkim”. W świecie permanentnego kryzysu, inflacji i niepewności jutra, wizja domu jako bezpiecznej, przewidywalnej twierdzy staje się niezwykle kusząca. Kobiety, zmęczone koniecznością bycia „wszystkim dla wszystkich”, zaczynają pytać: czy muszę wygrywać każdy wyścig szczurów?

Z tej perspektywy tradwife to nie regres, a specyficzna forma buntu przeciwko późnemu kapitalizmowi. Wybór domowej izolacji staje się luksusem i manifestem kontroli nad własnym czasem.

Jeszcze dekadę temu symbolem sukcesu była girlboss – kobieta w garniturze, z kubkiem kawy w biegu, zarządzająca zespołem i własnym kalendarzem co do minuty. Dziś algorytmy karmią nas obrazami Estee Williams czy Hannah Neeleman (@ballerinafarm), które z uśmiechem celebrują domową codzienność. Ale ruch traditional wives to coś więcej niż estetyka retro. To zjawisko, które uderza w czułe punkty współczesnego społeczeństwa.

Trend tradwife obiecuje przywrócenie dawnego ładu. Daje mężczyźnie poczucie bycia niezbędnym fundamentem, a kobiecie – opiekunką domowego ogniska. Krytycy zauważają jednak pułapkę: czy ta wizja nie jest jedynie cyfrowym filtrem nałożonym na rzeczywistość? W realnym świecie, przy obecnych kosztach życia, model „jedna pensja, czwórka dzieci i dom z ogrodem” jest dla większości rodzin nieosiągalną mrzonką.

Czytaj więcej

Tradwives chcą być jak matki i babki

Tradycyjne żony to w rzeczywistości biznesmenki 

Dane demograficzne nie potwierdzają masowego powrotu kobiet do domów – wręcz przeciwnie, aktywność zawodowa kobiet w Europie pozostaje wysoka. Tradwife to w dużej mierze zjawisko estetyczne i performatywne. Wiele z tych tradycyjnych żon to w rzeczywistości prężnie działające bizneswoman, które na pokazywaniu swojego podporządkowania zarabiają krocie jako influencerki. Można powiedzieć: paradoks naszych – promowany powrót do przeszłości używa zaawansowanych narzędzi przyszłości.

Zdaniem ekspertów trend ten można traktować raczej jako społeczną reakcję obronną niż realny zwrot socjologiczny.

– W zasadzie pojawia się pytanie, czy nie jest tak, że tradwives istnieją jedynie w naszej zbiorowej wyobraźni, w nostalgicznym pragnieniu uwolnienia się od trudnego rynku pracy. Bo kogo dzisiaj stać na utrzymanie rodziny z jednej pensji? Niewielu – podsumowuje dr Sandra Frysiak.

Nawet jeśli fascynacja tą estetyką przeminie, dyskusja, którą wywołała, jest cenna. Przypomina, że współczesny feminizm polega na wolności wyboru – również wtedy, gdy tym wyborem jest domowe zacisze i pieczenie chleba. Pod warunkiem, że fartuszek można zdjąć w każdej chwili, a nie tylko wtedy, gdy pozwoli na to mąż.