Czy zgadza się pani z dość powszechnym myśleniem, że aby budować relacje z osobami z pokolenia Z i odnosić w nich sukcesy komunikacyjne, trzeba mówić do nich innym językiem niż do przedstawicieli starszych pokoleń?

Nina Sługocka: Zdecydowanie tak, ale z ważnym zastrzeżeniem – nie chodzi o to, żeby „mówić innym językiem” w sensie sztucznego odmładzania się czy kopiowania trendów, tylko o zmianę podejścia do komunikacji. Pokolenie Z jest bardzo wyczulone na autentyczność. Szybko wyłapuje fałsz i odrzuca przekaz, który jest nienaturalny lub paternalistyczny.

Kluczowe jest więc traktowanie młodych ludzi po partnersku, bez moralizowania, bez tonu „wiemy lepiej”, raczej jako zaproszenie do rozmowy niż wykład. To oznacza również zgodę na pewien luz w komunikacji: miejsce na humor i dystans, ironię czy bardziej bezpośredni język, ale tylko wtedy, gdy jest to naturalne.

Każde pokolenie ma swoją wrażliwość i swoje kody komunikacyjne – w przypadku pokolenia Z ważną rolę odgrywa transparentność, szczerość i spójność. Jeśli komunikat jest autentyczny, nie musi być „przebrany” za młodzieżowy – a zostanie przyjęty. Jeśli nie jest, nawet najlepiej odwzorowany styl czy format nie zadziała. Dlatego zamiast próbować mówić „jak młodzi”, starajmy się mówić – językiem prostym, bezpośrednim i uczciwym, który buduje zaufanie i realne zaangażowanie.

Warto też pamiętać, że komunikacja nie jest czymś stałym – już teraz zbliżamy się do momentu, w którym będziemy musieli równie uważnie przyjrzeć się potrzebom pokolenia Alfa, które wchodzi w okres dojrzewania. To pokazuje, że kluczową kompetencją nie jest „znajomość języka jednego pokolenia”, ale umiejętność ciągłego dostosowywania się i budowania autentycznego dialogu.

Jakie „tradycyjne” narzędzia komunikacyjne na pewno nie sprawdzają się w przypadku mówienia do pokolenia Z?

Trudno dziś wskazać konkretne „tradycyjne” narzędzia komunikacyjne, które należałoby całkowicie skreślić. Bo prawda jest prostsza: to nie narzędzia zawodzą – zawodzi sposób ich użycia! Klasyczne rozwiązania – prezentacje, warsztaty, prelekcje – jak najbardziej dalej mogą działać. Pod warunkiem, że coś z nich wynika i są dobrze zaprojektowane.

Czytaj więcej

Światowy Dzień AIDS. System wpływa w Polsce na wykrywalność zakażeń w pewnej grupie wiekowej?

Problem leży gdzie indziej. Przegadany i długi przekaz, jednostronna komunikacja, powielane schematy, zero interakcji sprawiają, że uwaga bardzo szybko ucieka – czasem po kilku minutach, a czasem po kilkunastu sekundach.

Pokolenie Z funkcjonuje w zupełnie innym rytmie – szybszym, bardziej dynamicznym. Inne tempo, inne nawyki i przede wszystkim inne oczekiwania. Dlatego znacznie lepiej działają konkrety niż długie wstępy, zaangażowanie zamiast biernego słuchania, a w miejsce monologu warto wprowadzić dialog.

Nie chodzi o to, żeby odrzucać „tradycyjne” formaty. Chodzi o to, żeby nadać im nową jakość. Więcej energii, więcej interakcji i więcej sensu! Zamiast odrzucać konkretne narzędzia, ważniejsze jest, aby korzystać z nich w sposób bardziej angażujący i elastyczny. Nie narzędzie jest dziś problemem. Problemem są brak dopasowania, brak świeżości i przede wszystkim brak skupienia na osobie odbiorcy.

A czym właściwie jest komunikacja bez odbiorcy? Monologiem. Prezentacją „dla siebie”. Przekazem, który istnieje, ale nie działa. Brak skupienia na osobie odbiorcy to przede wszystkim brak zrozumienia jego świata. Pokolenie Z nie „czeka”, aż coś stanie się interesujące – ono decyduje o tym natychmiast.

Skupienie na odbiorcy to coś więcej niż segmentacja czy target. To uważność na jego czas, uwagę i sposób, w jaki przyswaja i „konsumuje” treści.

I jeszcze jedno – kluczowe! Autentyczność. Nasze pokolenie błyskawicznie wyczuwa, kiedy ktoś naprawdę chce z nimi rozmawiać…, a kiedy tylko „odhacza temat”.

A rozwiązanie? Jest proste: mniej schematów – więcej myślenia, mniej mówienia – więcej rozmowy. Bo jeśli komunikacja jest tylko „nadawaniem”, a nie próbą wejścia w dialog, odbiorca bardzo szybko to wyczuje. I odpłynie!

Czy tematy, które starsze pokolenia uznawały za tzw. trudne, tak samo widzą osoby z pokolenia Z? Czy może młodym ludziom łatwiej przychodzi mówienie o „niewygodnych” sprawach?

Pokolenie Z często postrzegane jest jako bardziej otwarte i progresywne – i rzeczywiście w dużej mierze tak jest. To generacja kreatywna, niezależna i cyfrowa. Czy inaczej podchodzimy do tematów „trudnych”? Zdecydowanie tak, ale to nie jest tak proste i oczywiste, jak mogłoby się wydawać.

Jesteśmy generacją bardziej otwartą, bardziej bezpośrednią i mniej skrępowaną. Tematy, które dla starszych pokoleń były niewygodne – zdrowie psychiczne, tożsamość, różnorodność seksualna – dla nas coraz częściej są po prostu częścią codziennej rozmowy. Bez tabu. Bez szeptów. Skąd ta zmiana? Przede wszystkim ze środowiska, w którym dorastamy – internet, media społecznościowe i stały przepływ doświadczeń i opinii. To właśnie tam następuje „oswajanie” trudnych tematów. Tam buduje się język. Tam normalizuje się to, co kiedyś było przemilczane.

Ale uwaga – ta otwartość ma swoje granice! Nie jest tak, że pokolenie Z z natury mówi o wszystkim łatwo i swobodnie. Nasza otwartość jest w dużej mierze selektywna. Zależy od tego, co już funkcjonuje w przestrzeni publicznej. O czym się mówi. Co „krąży” w mediach. Co zostało wcześniej nazwane i pokazane.

Efekt? Z jednej strony duża świadomość. Z drugiej – konkretne luki. Bo choć pokolenie Z swobodnie rozmawia o zdrowiu psychicznym czy tożsamości, to w innych obszarach – jak rzetelna edukacja seksualna, w tym o HIV, profilaktyce czy zdrowiu reprodukcyjnym – wiedza bywa fragmentaryczna, nierówna i często powierzchowna. W efekcie zetki mogą być bardzo świadome w niektórych obszarach, a jednocześnie mieć istotne braki w innych, kluczowych z perspektywy zdrowia publicznego.

Czytaj więcej

Pokolenie Z zmienia zasady przeżywania urlopów. Co jest teraz na topie?

Media społecznościowe odegrały ogromną rolę – to fakt. Dały przestrzeń, język i odwagę. Ale nie zastąpią systemowej edukacji. Nie uporządkują wiedzy. Nie zagwarantują jej jakości. To ważne rozróżnienie: otwartość a wiedza, gotowość do rozmowy a dostęp do rzetelnych informacji.

Dlatego największym wyzwaniem dziś nie jest „czy młodzi chcą rozmawiać”. Bo chcą! Pytanie brzmi: czy mają dostęp do pełnej, sprawdzonej i odpowiedzialnie podanej wiedzy? Bo dopiero wtedy otwartość naprawdę zaczyna mieć znaczenie!

Co uważali państwo za największe wyzwanie przy realizacji kampanii „Nie zarażaj mitem”?

Jednym z największych wyzwań nie był brak zainteresowania, tylko bariera wejścia w temat. Zdrowie seksualne, HIV, profilaktyka – to wciąż obszary, które nawet dla pokolenia Z potrafią być niewygodne. Mniej z powodu braku otwartości, a bardziej z uwagi na brak uporządkowanej, rzetelnej wiedzy i języka, którym można o tym rozmawiać bez skrępowania.

Z jednej strony mamy generację wychowaną w cyfrowym świecie, w którym wiele tematów przestało być tabu, przynajmniej na poziomie codziennej rozmowy i obecności w mediach społecznościowych. Z drugiej – edukacja systemowa wciąż nie nadąża, a wiedza bywa fragmentaryczna. Efekt? Otwartość deklaratywna, ale nie zawsze idąca w parze z poczuciem pewności. Wyzwaniem było więc nie tyle „przekonanie młodych do rozmowy”, co stworzenie warunków, w których ta rozmowa naprawdę może się wydarzyć. Bez ocen, dystansu i moralizowania.

Drugim istotnym wyzwaniem była współpraca z instytucjami – szczególnie szkołami, które często działają w ramach sztywnych struktur i nie zawsze są gotowe na wprowadzanie treści z zakresu edukacji seksualnej. To pokazuje, że bariera nie leży tylko po stronie odbiorców, ale również systemu.

Pozytywne jest to, że w praktyce spotykamy się z coraz większą otwartością i ciekawością. Pokazuje to, że przy odpowiednio dobranej formie i języku komunikacji możliwe jest przełamywanie barier i tworzenie przestrzeni do rozmowy nawet wokół tematów, które początkowo wydają się trudne czy „tabu”.

Co wyróżnia tę kampanię spośród innych poświęconych tematyce HIV/AIDS?

To nie jest kampania, która wyłącznie „mówi młodym, jak jest”. To kampania, w której rozmawiamy z nimi na równych zasadach. Nie próbujemy narzucać osobom z pokolenia Z rozmowy o HIV tylko przenosimy tę rozmowę dokładnie tam, gdzie oni już są i prowadzimy ją razem z nimi, ich językiem.

W kontekście kampanii „Nie zarażaj mitem” niezwykle istotnym elementem są działania peer-to-peer education, czyli edukacji rówieśniczej, w której młodzi ludzie uczą się od osób podobnych do siebie – wiekiem, doświadczeniem i sposobem komunikacji. To podejście ma szczególne znaczenie, ponieważ w tematach takich jak HIV, zdrowie seksualne czy profilaktyka zakażeń kluczową rolę odgrywa zaufanie i poczucie bezpieczeństwa w rozmowie.

W Fundacji GrowSPACE nie próbujemy wyciągać młodych do „edukacyjnego świata”. Robimy coś odwrotnego – wchodzimy w ich przestrzeń komunikacyjną: social media, szkoły, wydarzenia. Czyli miejsca, w których zetki funkcjonują. Jesteśmy obecni wszędzie tam, gdzie realnie toczy się życie pokolenia Z.

I równie ważna jak obecność jest forma. Krótkie, dynamiczne treści i nacisk na interakcję zamiast biernego odbioru i suchej teorii.

To podejście jest spójne z tym, co pokazują badania – młodzi odbiorcy nie odrzucają trudnych tematów. Odrzucają sposób ich podania. Odchodzimy od długich, pasywnych przekazów na rzecz krótkich, angażujących treści, które odpowiadają dynamice współczesnych mediów. Stawiamy na interaktywność i formaty, które młodzi znają z codzienności. Dzięki temu edukacja przestaje być czymś narzuconym, a zaczyna być czymś, w czym można uczestniczyć.

Kampania wyróżnia się także połączeniem online i offline. Z jednej strony treści w mediach społecznościowych, z drugiej – realne działania: warsztaty, rozmowy, dostęp do testów, możliwość zadania pytań w bezpiecznej przestrzeni. To swoisty moment przejścia: od scrollowania do działania.

I może najważniejsze – to kampania, która traktuje młodych poważnie. Nie upraszczamy treści – upraszczamy komunikację.

Czytaj więcej

Światowy Dzień AIDS. Epidemia zbiera ostatnio w Polsce wyjątkowo obfite żniwo

Czy mają państwo jakieś komunikaty zwrotne od młodych ludzi, do których adresowana jest kampania? Jak oni ją odbierają i oceniają?

To kampania od zetek dla zetek. Jesteśmy w trakcie działań w social mediach, głównie na TikToku oraz w trakcie prowadzenia warsztatów w szkołach ponadpodstawowych. Obecność podczas wydarzeń o większej skali dopiero przed nami – rozpoczniemy już w tym miesiącu od obecności podczas Timeless Film Festival Warsaw.

Choć działania wciąż trwają, już teraz widać wyraźny kierunek reakcji. I on jest bardzo charakterystyczny. Młodzi reagują na sam temat, ale też na sposób jego podania. A tutaj pojawia się coś, co powtarza się w feedbacku najczęściej: „to jest w końcu powiedziane normalnie”.

Doceniają brak moralizowania, doceniają język, doceniają to, że ktoś nie „wie lepiej”, tylko chce rozmawiać. W przestrzeni warsztatowej szczególnie widoczna jest jedna rzecz: kiedy znika ocena, pojawiają się pytania. Dużo pytań. Takich, które pokazują realne potrzeby i braki w wiedzy. To potwierdza coś bardzo ważnego: problemem nie jest brak ciekawości, tylko brak przestrzeni.

I naszym celem jest tworzenie przestrzeni, w której młodzi ludzie mogą zadawać pytania bez skrępowania, konfrontować mity i rozmawiać o trudnych tematach w swoim języku. To właśnie ta forma komunikacji często przełamuje pierwszą barierę milczenia, bo rozmowa nie odbywa się „z góry”, tylko wspólnie. Przekaz nie ma charakteru wykładu czy oceny, a jest bliższy codziennemu doświadczeniu, bardziej naturalny i mniej obciążony dystansem.

Co uznają państwo za miarę skuteczności tej kampanii?

W przypadku takiego tematu skuteczności nie da się zamknąć wyłącznie w liczbach. Oczywiście są one ważne – liczba rozdanych i wykonanych testów, udział w warsztatach, zasięgi.

Ale prawdziwa zmiana dzieje się gdzie indziej: w momencie, kiedy ktoś po raz pierwszy zada pytanie, kiedy ktoś zweryfikuje mit, kiedy ktoś podejmie świadomą decyzję dotyczącą swojego zdrowia. Każda osoba, która zatrzyma się na chwilę i pomyśli: „to mnie dotyczy” – to już jest efekt. Każdy wykonany test – to konkret. Każda rozmowa – to krok dalej!

Bo w przypadku profilaktyki HIV najważniejsze nie jest to, ile osób „usłyszało”. Najważniejsze jest to, ile osób naprawdę zrozumiało i coś z tym zrobiło. I jeśli kampania uruchamia choćby jeden taki proces, to znaczy, że działa. Celem naszej kampanii jest więc budowanie realnej zmiany w postawach i świadomości młodych ludzi.

W jakim wieku młody człowiek powinien na pewno usłyszeć o HIV i AIDS i profilaktyce zakażeń?

Nie istnieje jeden „właściwy” moment, w którym młody człowiek powinien usłyszeć o HIV i AIDS. I to jest kluczowe. Bo edukacja w tym obszarze nie powinna być jednorazową rozmową, lecz procesem – rozłożonym w czasie, dostosowanym do wieku i etapu rozwoju.

Zgodnie z rekomendacjami międzynarodowych instytucji zdrowia publicznego, takich jak WHO, UNESCO czy CDC, edukacja powinna zaczynać się wcześnie. Stopniowo i odpowiedzialnie. Bez straszenia – za to z naciskiem na wiedzę i zrozumienie.

Ale jest jeden moment absolutnie krytyczny: zanim pojawią się pierwsze doświadczenia seksualne. Wówczas wiedza przestaje być teorią, a zaczyna realnie wpływać na decyzje. Na zdrowie i na bezpieczeństwo.

I tu nie ma miejsca na przypadek. Bo dane są jednoznaczne – wczesna, kompleksowa edukacja seksualna nie przyspiesza ryzykownych zachowań. Wręcz przeciwnie! Ogranicza je, zwiększa świadomość i sprawia, że młodzi ludzie częściej sięgają po skuteczne metody profilaktyki – jak prezerwatywy czy regularne testowanie w kierunku HIV.

Dlatego właściwe pytanie nie brzmi, kiedy powiedzieć, tylko czy zdążymy powiedzieć wystarczająco wcześnie i wystarczająco jasno? Bo w dzisiejszych realiach zagrożeniem nie jest nadmiar informacji, tylko brak rzetelnej wiedzy.