Nie było żadnych szklanych sufitów. Anna Rulkiewicz otwarcie o swojej karierze

- Nigdy nie obawiałam się nowych wyzwań, zawsze byłam przebojowa i walczyłam o swoje - mówi prezes Grupy Lux Med.

Publikacja: 04.10.2023 10:39

Anna Rulkiewicz: "Kluczowa jest pewność siebie".

Anna Rulkiewicz: "Kluczowa jest pewność siebie".

Foto: Archiwum prywatne

Na swoim wideoblogu na LinkedIn zachęca pani kobiety, by zadbały o karierę, przełamywały stereotypy i pokonywały bariery, które tkwią także w nich samych – brak wiary we własne możliwości czy odwagi do podjęcia wyzwań. Pani zawodowy życiorys – szybkie awanse w korporacjach i objęcie stanowiska prezeski Lux Med w młodym wieku – dowodzi, że nie bała się pani wyzwań. A czy musiała pani przełamywać jakieś bariery, kruszyć szklane sufity?

Może jestem wyjątkiem, ale nie pamiętam w swojej karierze żadnych szklanych sufitów. Cały czas szłam do przodu i nikt mi w tym nie przeszkadzał, choć miałam szefów mężczyzn. Faktem jest, że byłam bardzo pracowita, bardzo odważna – taka „hej, do przodu”. Nie czułam też rywalizacji z mężczyznami. Co prawda nie rywalizowałam wtedy o stanowisko prezesa, ale byłam promowana na stanowiska w zarządach. Tylko w jednym przypadku, w firmie ubezpieczeniowej, musiałam dłużej czekać na taki awans, a prezes podjął szybką decyzję dopiero wtedy, gdy poczuł, że mogę odejść. Moja kariera nie była jednak typowa, bo po kilku latach pracy w dużych korporacjach ubezpieczeniowych, przeszłam do Lux Med, który w tym czasie miał tylko kilka przychodni. Inwestorzy firmy przekonywali mnie do tego przejścia ponad pół roku, bo wtedy miałam już plany powiększenia rodziny.

Jak panią przekonali?

Skusili mnie tym, że uwzględnili moje plany. Pamiętam rozmowę z partnerem funduszu, w której pojawił się wątek dotyczący tego, ile dzieci chciałabym mieć. Powiedziałam, że dwójkę, a pierwsze dziecko planuję po roku pracy w firmie. Inwestor przyjął te warunki, ustaliliśmy plan działania i przeszłam do Lux Med.

Z dokładnym planem, kiedy będzie pani miała pierwsze i kiedy drugie dziecko?

Tak, uznałam, że decydując się na takie zmiany, sama chcę mieć w tym względzie jasną sytuację i komfort psychiczny, a firma zapewniła mi bardzo przyjazne środowisko. Miałam też wokół siebie bardzo sympatycznych ludzi. Gdy byłam w ciąży z pierwszym synem i zgodnie z zaleceniami lekarki, musiałam ograniczyć przebywanie w pozycji stojącej do pięciu godzin dziennie, to posiedzenia zarządów odbywały się w moim gabinecie, przy kanapie, na której leżałam. Potem, podczas negocjacji sprzedaży Lux Med, robiłam przerwy w rozmowach, by móc pojechać do domu i nakarmić dziecko. A gdy mój syn miał kilka miesięcy, nowy właściciel promował mnie na prezeskę firmy.

Nie miała pani tych wewnętrznych barier, które sprawiają, że kobiety wahają się, czy przyjąć awans?

Nie. Nigdy nie obawiałam się też nowych wyzwań, zawsze byłam przebojowa i walczyłam o swoje. Jeśli zbyt długo czekałam na promocję, to sama o nią pytałam – bo skoro tyle zrobiłam, pokazałam co potrafię a firma mnie nie awansuje, to znajdę pracę gdzie indziej.

Czytaj więcej

W branży medycznej ludzie nie zmieniają pracy dla pieniędzy. Joanna Szyman o tym, co nimi kieruje

Czy ta odwaga i przebojowość to kwestia genów czy wychowania?

Głównie wychowania - ogromnego wsparcia w domu. Mieliśmy z bratem świetny dom, wspaniałych rodziców, którzy nigdy nas nie stygmatyzowali ze względu na płeć. Wychowanie jest bardzo ważne. Jeśli dziewczynka stale słyszy w domu, że coś jej nie wypada, że przede wszystkim ma być żoną i matką, to potem trudno jest jej przełamać bariery tkwiące w głowie. Nam rodzice nie mówili, że ja powinnam bawić się lalkami, a brat samochodzikami. Szczególnie mama, która była nauczycielem z prawdziwego zdarzenia, zawsze zachęcała nas do odwagi, do bycia sobą, do mówienia tego, co myślimy. W czasach komunizmu nie było to łatwe - rodzice często byli wzywani do szkoły a mój brat został emigrantem politycznym. Mama nie układała mi życia, nie mówiła, jaka mam być, ani kim mam być. Wszystko zależało ode mnie. To bardzo pomagało. I pomaga nadal, bo moja mama, która teraz mieszka ze mną, bardzo mnie wspiera. U nas w domu ważna jest prawda i autentyczność.

Chyba jednak w korporacyjnym świecie takie otwarte mówienie tego, co się myśli, niekoniecznie się sprawdza?

Trzeba wiedzieć, kiedy, komu i jak można coś powiedzieć. Na pewno potrzebna jest do tego intuicja, harmonijna współpraca i zbudowanie zaufania. W czasie mojej kariery zawsze mówiłam, co myślę, ale wiadomo, że z różnymi ludźmi rozmawia się w różny sposób. Do niektórych można mówić stanowczo, energicznie a do innych spokojnie i delikatnie. Czasem trzeba pochwalić, czasem zażartować - tak, żeby ktoś sam zrozumiał, albo uznał że to jest jego pomysł. I dzisiaj, gdy Lux Med działa w międzynarodowej kulturze, czuję, że jestem akceptowana z moją osobowością, radością życia. To także kwestia umiejętności dostosowania się do różnych kultur organizacyjnych i wiarygodności. Proszę zwrócić uwagę, że kilkakrotnie sprzedawałam Lux Med i zostawałam z każdym nowym właścicielem. Właściciele mają pełne zaufanie do zarządu, do naszego sposobu działania. Pracuję w tej firmie od 21 lat i nigdy nie czułam, że musiałam coś udawać.

Ważne jest chyba również to, że to pani budowała grupę Lux Med? Gdy obejmowała pani stanowisko prezeski, nie była to duża firma.

To była malutka spółka, a dyrektorka HR, która jest w firmie do dzisiaj, wspomina zaskoczenie, gdy w trochę skostniałym medycznej świecie pojawiła się blondynka z długimi włosami i w czarnych spodnich ze skóry. No, ale potem pokazałam, co potrafię, a jak pojawiały się problemy, to je pokonywałam.

Na swoim wideoblogu zachęca pani kobiety do korzystania z mentoringu. Czy sama też jest pani mentorką?

Tak, mentoruję moich pracowników. Staram się osobiście rozwijać menedżerów i menedżerki, u których widzę potencjał i jestem też mentorką w zewnętrznych programach.

Co więc jako mentorka poradziłaby pani młodym kobietom, które mają ambicje związane z awansem na wysokie stanowiska? Część ekspertów i menedżerek radzi, by najpierw skupić się na karierze, a potem - mając już silną pozycję zawodową, no i wyższe zarobki - realizować plany rodzinne. Z kolei badania IESE Business School dowodzą, ze wiele kobiet osiąga sukcesy zawodowe, łącząc karierę z rolą matki.

Trudno coś tutaj doradzić. U mnie najpierw była kariera, bo pierwsze dziecko urodziłam w wieku 35 lat, a drugie mając 38 lat. Mój przykład pokazuje więc, że można zostać prezesem mając małe dzieci, tylko, że wymaga to wielu wyrzeczeń. Trzeba mieć też odpowiednią osobowość, poczucie własnej wartości. Jednak na pewno dużo łatwiej jest stawiać warunki wtedy, gdy się już sobą coś reprezentuje - wtedy można przerwać negocjacje z potencjalnymi inwestorami, by móc nakarmić dziecko. Ważne jest, by pokazać w pracy, że jest się dobrym i zyskać pewność siebie a potem można walczyć o swoją karierę. Wtedy, jeśli natknie się na szklany sufit, z którym nie można nic zrobić, to kobieta powinna pomyśleć o zmianie firmy - uprzedzając szefa o swoich planach. Jak tak kiedyś zrobiłam, pracując w firmie ubezpieczeniowej i po poważnej rozmowie z szefem, w ciągu dwóch tygodni zostałam członkiem zarządu. Jeśli się jednak trafi na człowieka, który nie docenia kompetentnej kobiety, to nie trzeba się bać szukać innej pracy. Odchodzą ci, którzy są dobrzy, bo oni się nie boją. Kluczowa jest jednak pewność siebie, bo to brak tej pewności jest dzisiaj problemem wielu kobiet. Gdy tak dużo mówi się o różnorodności, na firmy, które nie mają kobiet w zarządach, krzywo się patrzy.

A jak to wygląda w Grupie Lux Med?

W naszym zarządzie korporacyjnym jest 30 proc. kobiet. Przewagę mają mężczyźni, co jest efektem łączenia spółek. Jednak wśród dyrektorów kobiety mają 60 proc. udział a ich liczba rośnie.

W pani życiorysie poza stanowiskiem prezeski Lux Med jest długa lista różnych funkcji społecznych i biznesowych, ukończonych kursów, studiów podyplomowych, prestiżowych programów Executive na Stanford University i Singularity University, do tego dwoje dzieci, lektury, wideoblogi. Jak to wszystko mieści pani w dobie i jeszcze znajduje pani czas na pasję - żeglarstwo. Jaki jest pani sposób na zarządzanie czasem?

Dam pani przykład, jak jestem zorganizowana i jak odpoczywam. Mieszkam w centrum Warszawy, a przeprowadziłam się tam tylko dlatego, by móc realizować swoją pasję. Bardzo ważne są dla mnie weekendy. Takie jak ten, gdy w piątek o 18.35 wsiadłam z rodziną w pociąg do Iławy, skąd pochodzę i gdzie mam mieszkanie. Po dwóch godzinach byłam na miejscu, a od soboty rano i całą niedzielę żeglowałam. O 23.oo byłam z powrotem w Warszawie. Dojście do domu zajęło mi siedem minut. Tamten weekend, gdy była piękna pogoda, żeglarski wiatr, zrekompensował mi bardzo trudny tydzień. Gdy ma się mało czasu, ważna jest każda minuta, więc tak sobie wszystko organizuję, by móc łapać równowagę i mieć czas dla siebie i dla rodziny. Dlatego też przed pracą staram się poćwiczyć i nie pracować w weekendy. Dużo wyjeżdżam służbowo, ale spędzam z synami każdą wolną chwilę, a że dzielą ze mną pasję do żeglarstwa, to spędzamy razem czas, żeglując. Teraz starszy syn wyjeżdża na studia do Gdańska, ale będzie studiował budowę i projektowanie jachtów, więc mamy już pomysły na przyszłość.

Czytaj więcej

Beata Pawłowska: Tkwienie za długo w jednej firmie jest dzisiaj personalnie niebezpieczne

Zawsze tak dokładnie planowała pani swój czas?

Nie, to wszystko przyszło z wiekiem. Na pewno ważne jest też to, że dzisiaj mogę powiedzieć – nie, i że mogę wziąć miesiąc urlopu. Moi szefowie wiedzą, że ciężko pracuję i dowożę wyniki. . A jak człowiek pokaże, że coś potrafi, stara się, to osoby po drugiej stronie też inaczej go traktują. Wiedzą, że jest potrzebny firmie i trzeba go szanować, bo jeśli nie wypocznie, to nie będzie mógł czegoś zrobić. To także kwestia dojrzałości, racjonalnego podejścia samych pracodawców, którzy rozumieją już, że ludzie muszą wypocząć. Uczą nas tego również młodzi pracownicy z pokolenia Z, którzy chcą wyjść z pracy o 17.00, bo potem mają już zaplanowany rower czy tenisa. Ja jestem z pokolenia, które bardzo dużo i ciężko pracowało. Pamiętam, że nie raz wychodziłam z biura o drugiej - trzeciej w nocy. Teraz to młode pokolenie uczy nas innego podejścia do pracy.

Jednak dla młodych kobiet, które chcą robić karierę, problemem mogą być wyrzuty sumienia, że nie będą przy tym, jak dziecko stawia pierwsze kroki, nie dotrą na jakieś występy w przedszkolu. I będą tego potem żałować. Czy pani czegoś żałuje?

Nie. Zbudowałam bardzo dobrą, świadomą relację z synami, choć pamiętam tylko, jak starszy zrobił pierwszy krok. Młodszego nie pamiętam. Zostałam prezeską akurat wtedy, gdy moje dzieci rosły, więc wielu rzeczy nie widziałam. I pewnie bym tego żałowała, gdyby nie udało mi zbudować tak dobrej więzi z synami. Wydaje mi się, że najważniejsza jest jakość relacji.

Mogła pani wtedy liczyć na pomoc mamy?

Mama mi pomagała, ale zawsze była też w domu opiekunka do dzieci. Na stałe, bo mąż lekarz również dużo pracował, miał dyżury. Nie było nam łatwo. Naprawdę odżyłam wtedy, gdy zdecydowałam się na dochodzącą gospodynię i wreszcie mogłam poczuć się swobodnie w domu. Tak więc wszystko można sobie ułożyć. Ważne jest jednak, by dbać o jakość relacji, budować silne więzi z dziećmi, co nam bardzo ułatwiły wspólne pasje.

Część osób oczekuje, być może podświadomie, że kobieta jako szef będzie trochę matkować, bardziej pobłażać swoim pracownikom niż mężczyzna. Czy pani jest wymagającą szefową?

Jeśli chodzi o pracę, to jestem bardzo wymagająca, ale i pobłażliwa, gdy widzę, że ktoś czegoś nie zrobił, lecz jest to uzasadnione. Nie jestem natomiast pobłażliwa, gdy chodzi o głupie błędy lub o lenistwo. Nie mam zwariowanych wymagań, bardzo szanuję ludzi, ale robota musi być zrobiona. Bardzo cenię więc ludzi pracowitych, nawet jeśli popełniają błędy, bo na błędach człowiek się uczy. Nie znoszę z kolei tych, którzy dużo mówią i niewiele robią a w dużych firmach takie osoby niekiedy się pojawiają. Jednak prędzej, czy później można je wyłapać. Ja je wychwytuję – na odległość wyczuwam tak zwanych ślizgaczy.

Kim się trudniej się zarządza; kobietami czy mężczyznami? A może - jak twierdzą niektórzy - nie ma tu różnic?

Różnice są, ale wszystko zależy od człowieka. Kobiety, z moich obserwacji, są bardziej empatyczne, wrażliwe, na pewno mają mniej pewności siebie a często mają też więcej obowiązków, zwłaszcza gdy żyją w tradycyjnym modelu rodziny. Jednak, niezależnie od płci, trzeba słuchać ludzi, starać się ich zrozumieć i szanować. Muszą też czuć, ze są potrzebni, że ich praca ma sens. Sądzę, że bardzo dobrze sobie radzę z odkrywaniem tego, co ludzie potrafią najlepiej. Jeśli ktoś nie jest w czymś dobrym, to nie ma sensu, by się z tym mordował - lepiej przenieść go w miejsce, gdzie sobie lepiej poradzi. Jednocześnie bardzo wierzę w ludzi. Mam dużą cierpliwość do coachingu i daję moim menedżerom dużo czasu, by się zmienili. Czasami łapię się na tym, że chyba nawet za dużo, choć z drugiej strony daje mi to poczucie, że zrobiłam wszystko, by człowieka uratować.

A czy jest coś, czego pani żałuje w swojej karierze?

Chyba nie ma, chociaż nie wiem, czy bym czegoś nie żałowała, gdyby nie coaching, który przeszłam w 2018 roku. Miałam wtedy bardzo trudny okres. Dużo pracowałam, często także w weekendy i miałam stale wyrzuty sumienia w związku z dziećmi, które bardzo mnie potrzebowały. Żyłam więc w ciągłym stresie i rozdarciu, byłam bardzo nerwowa. Wiedziałam, że coś muszę zmienić i to się udało z pomocą coachingu. Trwał rok i bardzo mi pomógł znaleźć równowagę w życiu. Teraz mogę powiedzieć, że jestem naprawdę szczęśliwa.

Na swoim wideoblogu na LinkedIn zachęca pani kobiety, by zadbały o karierę, przełamywały stereotypy i pokonywały bariery, które tkwią także w nich samych – brak wiary we własne możliwości czy odwagi do podjęcia wyzwań. Pani zawodowy życiorys – szybkie awanse w korporacjach i objęcie stanowiska prezeski Lux Med w młodym wieku – dowodzi, że nie bała się pani wyzwań. A czy musiała pani przełamywać jakieś bariery, kruszyć szklane sufity?

Pozostało 97% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Biznes
Dlaczego kobietom trudniej przychodzi budowanie relacji w biznesie? Wyniki raportu
Biznes
Joanna Czapska: Z klientami negocjuję na polach golfowych, jachtach i podczas ich treningów
Biznes
Twórczynie marki kosmetycznej Say hi: zarabiamy mniej niż kiedyś w korporacji, ale niczego nie żałujemy
Biznes
Właścicielki marki Just Paul: Szyjemy tylko to, w czym same chciałybyśmy chodzić
Akcje Specjalne
Firmy chcą działać w sposób zrównoważony
Biznes
Małgorzata Kobylarczyk na czele zbrojeniowego giganta. "Płeć nie jest najważniejsza"
Materiał Promocyjny
Sztuczna inteligencja może być wykorzystywana w każdej branży