Założycielka Girls Money Club: Wyzwaniem jest społeczne przeświadczenie, że inwestycje to męski świat

Dorota Sierakowska jest finansistką, inwestorką, pierwszą w Polsce analityczką, specjalizującą się wyłącznie w rynku surowcowym – czyli inwestycjach w złoto, ropę naftową czy kawę. Opowiada o tym, jak inwestować i odnajdywać się w tym stereotypowym świecie.

Publikacja: 15.12.2023 11:30

Dorota Sierakowska: Polski rynek kapitałowy generalnie jest stosunkowo młody i mały.

Dorota Sierakowska: Polski rynek kapitałowy generalnie jest stosunkowo młody i mały.

Foto: Archiwum prywatne

Jest pani przedsiębiorczynią, inwestorką i analityczką – jedną z niewielu w Polsce. Jak przebiegała pani droga zawodowa i jak pani się odnajduje w obszarach, które według stereotypowego myślenia są raczej dedykowane mężczyznom?

Dorota Sierakowska: Odnajduję się bardzo dobrze. To mój świat już od ponad 17 lat. Zaczęło się od wyboru kierunku studiów. Zależało mi na tym, żeby był on ciekawy, a zarazem wszechstronny. I tak wybrałam finanse w Szkole Głównej Handlowej. Dzięki temu już na studiach zaczęłam otaczać się osobami, które zajmowały się inwestycjami i były tym tematem zainteresowane. To dało mi bardzo wiele, bo wówczas dostęp do wiedzy o inwestowaniu był znacznie mniejszy niż teraz (to niesamowite, jak bardzo zmienił się rynek finansowy przez ostatnie 5, 10 czy 15 lat!).

To zainteresowanie przekształciło się w coś więcej. Będąc jeszcze na studiach, wraz z przyjaciółmi założyłam magazyn, który był skierowany do studentów, a dotyczył tematyki inwestowania oraz ogólnie finansów. To właśnie jako redaktorka (później także redaktor naczelna) pisma w ogromnym stopniu rozwinęłam swoją wiedzę o inwestowaniu. Zaczęłam też szukać niszy, w której mogłabym się specjalizować zawodowo.

I padło na surowce.

Tak. Było w Polsce bardzo niewiele osób, które specjalizowałyby się w tym obszarze, czyli inwestycjach w złoto, ropę naftową czy surowcach rolnych takich jak np. kawa. Początkowo pisałam o inwestycjach na rynku surowcowym do magazynu, a potem „wyłowił” mnie DM BOŚ, czyli jeden z największych domów maklerskich w Polsce. I tak rozpoczęła się moja przygoda z rynkiem kapitałowym. Stałam się analityczką, napisałam też książkę „Świat surowców” , opisującą podstawy inwestowania na tym rynku.

Czy zastanawiało panią to, że w tej branży była pani jedną z niewielu kobiet?

W zasadzie przez cały czas mojego zawodowego życia towarzyszyło mi poczucie, że w obszarze inwestycji i giełdy jest bardzo niewiele kobiet. Było tak, kiedy wchodziłam na rynek pracy. Ale uderzyło mnie to najmocniej dopiero kilka lat temu, gdy uświadomiłam sobie, że minęło przecież tyle lat mojego zawodowego życia i nic się w tym względzie nie zmieniło. Dobrze pokazują to chociażby badania Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych z ostatnich lat, według których zaledwie 8-12 proc. inwestorów na warszawskiej giełdzie to kobiety.

Dlaczego tak się dzieje? Co jest barierą?

Na pewno nie jest nią brak wiedzy, bo kobiety są dobrze wykształcone i ambitne. Wyzwaniem jest raczej społeczne przeświadczenie, że inwestycje to męski świat. Gdy kobiety już w niego wejdą, to dopiero wtedy widzą, że ten świat tak naprawdę jest bardzo inkluzywny, a nie ekskluzywny.

Skąd zrodził się pomysł na Girls Money Club? Jakie były jego początki?

Początkowo była to po prostu grupa na Facebooku, jednak wzbudziła ona na tyle duże zainteresowanie i tak szybko się rozrastała, że niewiele później doszedł m.in. blog i podcast. Dziś Girls Money Club to duży projekt edukacyjny, który uczy kobiety, jak skutecznie zarządzać pieniędzmi, rozwijać swoją karierę i generować dodatkowe źródła przychodów. Mamy już zbudowaną naprawdę sporą społeczność, łącznie jest nas około 40 tysięcy kobiet.

Jak inwestują kobiety? Czy mają inne predyspozycje psychologiczne związane chociażby z większą awersją do ryzyka?

Tak, i to widać w wyważonym sposobie podejmowania decyzji finansowych. Kobiety mają (w większości) mniejsze ego niż mężczyźni i co do zasady wolą współpracować niż rywalizować. To cechy, które w świecie finansów są istotne, ponieważ sprawiają, że kobiety zdecydowanie rzadziej niż mężczyźni podejmują mocno ryzykowne decyzje, które co prawda potrafią dać sławę w inwestorskim świecie, ale mogą mieć też fatalny wpływ na stopę zwrotu z inwestycji. To właśnie mężczyźni częściej „zerują” portfele, decydując się na strategię „wszystko albo nic”. Kobiety oczywiście też podejmują ryzyko – bo nie ma inwestycji bez ryzyka - ale jest to ryzyko skalkulowane. Oczywiście z drugiej strony rzadziej słyszymy o spektakularnych sukcesach kobiet wśród zarządzających czy samych inwestorek.

Co prawda nie jestem fanką generalizowania, ale także po badaniach na rozległych danych w Stanach Zjednoczonych było widać, że co do zasady kobiety podejmują decyzje inwestycyjne ostrożniej, wolą zacząć od zachowawczego portfela oraz ogólnie wykonują średnio mniej transakcji.

Inna sprawa, że na polskim rynku finansowym kobiet zarządzających aktywami np. w funduszach nadal jest bardzo mało.

Tak, ale proszę też zauważyć, że polski rynek kapitałowy generalnie jest stosunkowo młody i mały. Mam wrażenie, że dopiero jesteśmy na początku pewnej drogi. Co nie zmienia faktu, że kobiety mają nie mniejsze niż mężczyźni predyspozycje do zarządzania portfelami. Jak już wspomniałam, podejmują skalkulowane ryzyko. Częściej niż mężczyźni trzymają się założonego planu i rzadziej dokonują zmian w portfelach.

Czytaj więcej

Członkini zarządu BASF Polska: Pokolenie Z nie chce czuć, że cokolwiek poświęca dla pracy

To chyba dobrze, bo przekłada się na niższe koszty transakcyjne.

Dokładnie tak. Kobiety są bardziej cierpliwe, bardziej zachowawcze. Takie podejście –szczególnie przy inwestowaniu długoterminowym – procentuje. Jeśli chodzi o kobiety to istotną kwestią jest też chęć samodoskonalenia się, systematycznego podnoszenia swoich kompetencji.

Czy to nie jest szersze zjawisko, wynikające generalnie z tego, że kobiety na rynku pracy mają trudniej? To nie subiektywne stwierdzenie, ale wynikające z badań. Sytuacja powoli się zmienia, ale nadal na tych samych stanowiskach kobiety dostają niższe wynagrodzenia niż mężczyźni, rzadziej awansują. A jeśli już, to spotykają się z komentarzami, że robią karierę kosztem rodziny.

Tak, kobiety często mają poczucie, że muszą nieustannie coś udowadniać – tym bardziej dotyczy to branż wymagających dużej siły przebicia i pewności siebie. Zresztą, od kobiet generalnie wymaga się w życiu wiele. Mamy się spełniać w rodzinie, robić fajne rzeczy w pracy, a jednocześnie świetnie wyglądać, mamy być uśmiechnięte i wypoczęte. Dopiero od niedawna pojawiło się w społeczeństwie większe przyzwolenie na to, aby dać kobietom więcej swobody w decydowaniu o sobie. Żeby odejść od perfekcjonizmu, wyjść poza schematy i stereotypy. I przede wszystkim, działać skutecznie na bazie własnych doświadczeń i charakteru. Nie musimy przecież być jak mężczyźni, aby osiągać sukcesy. Świat mężczyzn przecież często funkcjonuje na innych zasadach.

To znaczy?

Mężczyźni częściej są nastawieni na rywalizację i inaczej zdobywają wiedzę i doświadczenie. Przerzucają się argumentami, udowadniają, kto ma rację. Często jest tak, że nawet jeśli czegoś nie wiedzą, to nie pytają. Mają też tendencje do doradzania innym, nawet jeśli nie są o to proszeni (śmiech). Nie mówię tego złośliwie – pojęcie „mansplaining” nie wzięło się z niczego.

A kobiety jednak wolą działać bardziej empatycznie, nie mają też problemu z zadawaniem mnóstwa pytań. Skrupulatnie zasypują luki w wiedzy i kiedy mają już komplet informacji, zaczynają działać. Oczywiście, to ma swoje jasne i ciemne strony: sprawia, że jesteśmy lepiej przygotowane do działania, ale też często prowadzi do tego, że odkładamy inwestowanie w czasie, bo wciąż nie czujemy się w stu procentach gotowe. Trzeba znaleźć więc złoty środek.

Przejdźmy do inwestowania. Co można doradzić kobietom, które chciałyby wejść w ten świat i zacząć zarządzać swoimi pieniędzmi?

Na początku warto ustalić sobie cel inwestycyjny i zastanowić się, jakie mamy możliwości czasowe. Na ogół, niezależnie od wiedzy i doświadczenia, polecam zacząć od zbudowania sobie poduszki finansowej, opartej o instrumenty finansowe cechujące się niskim ryzykiem i dobrze zbalansowane (można tu postawić na klasykę, czyli np. obligacje detaliczne indeksowane inflacją). Przynoszą one niewysoką stopę zwrotu, ale pomagają przynajmniej pokryć inflację, co sprawi że nasza gotówka nie będzie realnie tracić na wartości.

Drugi etap to długoterminowy portfel inwestycyjny. To aktywa, które powinny pracować np. na naszą emeryturę, na zabezpieczenie potrzeb finansowych rodziny itp. Tu warto wybierać takie instrumenty jak np. fundusze ETF (exchange-traded fund - red. ) oparte o indeksy akcji lub mieszane ETFy akcyjno-obligacyjne, złoto czy nieruchomości.

Z kolei trzeci poziom to już inwestowanie aktywne, poszukiwanie rynkowych okazji. Wiąże się on z wyższym ryzykiem, ale też z szansą na zrealizowanie wyższej stopy zwrotu. Oczywiście, nie wszyscy muszą się na ten rodzaj inwestycji decydować.

Rodzajów inwestycji jest naprawdę dużo. Warto na nie spojrzeć również przez pryzmat optymalizacji podatkowej, co umożliwiają takie programy oszczędzania na emeryturę jak IKE czy IKZE.

Biznes
Szef ważniejszy niż wynagrodzenie. Co dziś najbardziej cenią pracownicy i jak im to zapewnić?
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Biznes
Japonia: budżety domowe pod ścisłą kontrolą kobiet
Materiał partnera
W branży motoryzacyjnej mężczyźni traktują kobiety jak równe sobie
Biznes
Droga do równości szans dla kobiet
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Biznes
Tydzień Kobiet Sukcesu