Aktywistka. Ale także matka, która swoje dzieci, bliźnięta Aliego i Kianę, ostatni raz widziała osiem lat temu. Kobieta i żona, która prawie wszystko oddała za walkę o wolność. I nadal oddaje: „Postanowiłam nie widzieć moich dzieci ani nawet nie słyszeć ich głosów i być głosem uciskanych ludzi, kobiet i dzieci, w mojej ziemi. Jeśli spojrzę na więzienie z okna mojego serca, to dla mojej córki i syna byłam bardziej obca niż jakikolwiek obcy i przegapiłam najlepsze lata swojego życia, a to, co minęło, nigdy nie wróci. Jestem jednak pewna, że świat bez wolności, równości i pokoju nie jest wart życia ani nawet oglądania.”
Jak ogromna jest to cena, wie tylko ona.
Narges, uhonorowana za swoją działalność na rzecz praw człowieka, wolności i przeciwko uciskowi wobec irańskich kobiet wciąż patrzy życiu prosto w oczy, choć nie patrzy w słońce. Widzi kraty. W więzieniu w Teheranie, miejscu o zaostrzonym rygorze, jest karana za „szerzenie propagandy przeciwko państwu”.
Narges Mohammadi
Narges Mohammadi - kobieta z niezwykłą siłą
Od zawsze na celowniku władz
Mohammadi była celem władz irańskich od ponad 30 lat – odkąd już jako studentka Międzynarodowego Uniwersytetu Imama Chomeiniego, ryzykowała artykułami na temat praw kobiet.
„Wyobraźcie sobie irańskie kobiety, przez 44 lata zmuszane do noszenia nakrycia głowy, długich płaszczy i ciemnych spodni podczas letnich upałów, a w niektórych miejscach także czarnych czadorów. Nie mogli założyć abai i turbanu połowie populacji, czyli mężczyznom w społeczeństwie” – czytamy w jej liście. „Jednakże z łatwością przystroili połowę populacji Iranu w «obowiązkowy hidżab», welon, czador, manteau i ciemne spodnie, aby pokazać światu odrażającą twarz despotycznego systemu religijnego”. Te słowa niosły wiarę, odwagę i moc. I działanie. Wiele lat później, w więzieniu na obrzeżach Teheranu Narges Mohammadi przeprowadziła także rozmowy ze współwięźniami na temat złego traktowania i nieludzkich warunków, jakich doświadczyli i przekazała światu zewnętrznemu informacje na temat tego, co jej powiedziano.
Czytaj więcej
Rok po śmierci Mahsy Amini komitet noblowski wymierzył reżimowi policzek: Pokojową Nagrodę Nobla otrzymała ikona irańskiego feminizmu Narges Mohamm...
Znała cenę: „Znowu wsadzą mnie do więzienia” – napisała w swojej książce „Białe tortury.” Ale nie przestawała. Pisała z mocą. O izolatce. Bólu rozłąki z dziećmi. Psychicznych torturach. Braku dostępu do koniecznych dla jej funkcjonowania, leków: „Prawa człowieka? A co to takiego?”
Kraty jej nie powstrzymują
Mimo tego nadal działała zza krat, szczegółowo opisując szokujące znęcanie się nad innymi kobietami.
Swoją aktywnością podbiła Instagram. Tam udało się jej zamieszczać informacje o więziennych nadużyciach wobec kobiet: w tym napaściach na tle seksualnym. Zbierała świadectwa strasznej prawdy, w tym własne.
„Kobiety znajdują się pod presją psychologiczną, aby ściśle przestrzegać obowiązkowego hidżabu, a wszystko po to, aby utrzymać wizerunek religijnych islamskich mężczyzn. Te same kobiety doświadczają przemocy na tle seksualnym i molestowania”.
Dla zniewolonych jest lustrem. Dla irańskiego systemu – zagrożeniem.
Wie o tym. I jak sama twierdzi: nie przestanie. „Nie przestanę prowadzić kampanii, dopóki w moim kraju nie zapanują prawa człowieka i sprawiedliwość”.
Z informacji zamieszczonych na stronie internetowej Pokojowej Nagrody Nobla Mohammadi wiadomo, że aresztowana przez władze irańskie 13 razy i skazana łącznie na 31 lat więzienia i 154 „baty”. Ale to nie jedyny i nie największy ból. Ten inny - rozłąki z rodziną jest tym, z czym musi zmagać się każdego dnia. To cena poświęcenia, na które zdecydowała się w zamian za marzenie o wolności.
„Narges” to żonkil. Niechaj rozkwitnie. Pomimo niesprzyjających warunków. A może właśnie - im wbrew.