Czego nie wypada prawniczkom?

Prawnicy, zwłaszcza u progu kariery zawodowej, bardzo często zastanawiają się, co im jako osobom wykonującym, bądź co bądź, poważną profesję zaufania publicznego wypada, a co – nie? Prawniczki tego rodzaju rozterek doświadczają zwykle w dwójnasób, a powodów jest po temu co nie miara.

Publikacja: 03.09.2023 13:27

Czego nie wypada prawniczkom?

Foto: Archiwum prywatne

Joanna Parafianowicz

Adwokatka procesowa. Wpisana na listę Mediatorów Naczelnej Rady Adwokackiej oraz listę Sądu Okręgowego w Warszawie. Jej kancelaria posługuje się Certyfikatem Kancelarii Przyjaznej Dziecku. Autorka książki "Jeżeli chodzi o prawo, to mogę doczytać".

Choć mało kto mógłby w to uwierzyć, jeszcze nie tak dawno, czyli nie wiele więcej niż dekadę temu, żywa była w palestrze dyskusja o tym, czy wypada mieć stronę internetową, czy poprzestać wyłącznie na papierowej wizytówce (gdyby ktoś zechciał o nią poprosić, bowiem samemu z nią wychodzić przed szereg nie należy). Pomimo upływu lat środowisko nadal ma kłopot z opanowaniem zdziwienia wobec posługiwania się przez przedstawicielki adwokatury określeniem „adwokatka”, a poruszenie tego tematu w dyskursie publicznym (przez co przyzwyczailiśmy się uważać wpisy w mediach społecznościowych) polaryzuje społeczność z niemal taką samą skutecznością, jak społeczeństwo dzielą tematy dopuszczalności aborcji, adopcji dzieci przez pary nieheteronormatywne oraz odpowiedź na pytanie o to, czy Konstytucja RP dopuszcza małżeństwa jednopłciowe, czy jedynie szczególną ochronę udziela małżeństwu kobiety i mężczyzny.

Środowisko prawnicze, z równym zaangażowaniem skłonne jest do publicznego piętnowania adwokatek za ich pozazawodowe zainteresowania obejmujące choćby zamiłowanie do ćwiczeń siłowych czy pole dance, jak i karcenia ich za odwagę – nie tylko w wypowiadaniu własnych poglądów i przekonań, co skłonności do życia wedle własnych zasad pozostając równocześnie obojętnym wobec aktywności męskich przedstawicieli palestry. Równocześnie nie przepracowaliśmy jeszcze zagadnienia odpłatności za pracę aplikantów adwokackich, możliwości zakładania przez nich działalności gospodarczej jak i tego, że osoby publikujące swoje poglądy np. w formie felietonów robią to we własnym imieniu i na swój rachunek, a ujawnienie ich poglądów nie rodzi konieczności uprzedniego uzyskania wcześniejszej aprobaty środowiska. Innymi słowy, choć na przestrzeni ostatnich 20 lat świat zmienił się nie do poznania, a otoczenie, w którym przyszło praktykować prawo wywrócił się do góry nogami, bowiem niemal wszyscy mamy strony internetowe, profile w mediach społecznościowych i doprawdy mało kto jest zdania, że którakolwiek z tych aktywności niesie ze sobą cokolwiek zdrożnego, jako środowisko jesteśmy wobec siebie nawzajem i w stosunku do kobiet w szczególności równie tolerancyjni jak zwolennicy Konfederacji wobec równości płci.

O ile wykonując zawód prawniczy od dłuższego przyzwyczailiśmy się do tego, że funkcjonujemy w nieustannym rozdarciu między odpowiedzialnością i powagą, a tym, na co tak naprawdę mielibyśmy ochotę, o tyle rozważając wybór prawa, jako drogi zawodowej i będąc przy tym bacznym obserwatorem rzeczywistości możemy dojść do przekonania, że słowa i czyny w tym środowisku niekoniecznie idą w parze. Teoretycznie mamy prawo do podejmowania innych, obok świadczenia pomocy prawnej aktywności, ale równocześnie wychodząc poza szereg poddawani jesteśmy nieustannej i często mało subtelnej krytyce artykułowanej na forum publicznym (social media). Co do zasady możemy publikować, pisać książki, szkolić i prowadzić kanał na youtube, a z drugiej strony spotykamy się z krytyką sprowadzającą się do tego, że robiąc cokolwiek więcej niż inni, prędzej czy później spotkamy się z opinią, że de facto wyłącznie się promujemy, nie bacząc na zasady koleżeństwa i zawodowej uprzejmości.

Na przestrzeni kilkunastu lat zawodowej praktyki po wielokroć czytałam opinie i apele przedstawicieli prawniczego środowiska, z których wynika, że osoby, których aktywność wykracza poza ściany kancelarii powinny jej niezwłocznie zaprzestać, a w najlepszym wypadku zmienić metody działania, narzędzia, język i sposób myślenia. Regularnie spotykam się z komentarzami typu: „tej pani już dziękujemy”, „co się stało z Rzepą, że publikuje takie wypociny”, „czy pani nie wstyd pisać takie brednie?”. Czy jakkolwiek to na mnie wpływa? Już nie. Czy tak było zawsze – z pewnością bardzo to przeżywałam. Co mnie w tej sytuacji martwi? Że po przeczytaniu któregokolwiek z cytowanych komentarzy inna, być może wartościowa osoba może sobie odmówić przyjemności zrobienia tego, na czym jej zależy.

Zastanawiając się zatem nad tym jakiej rady udzieliłabym młodszej sobie (mając świadomość wszystkich wyzwań), albo jakimi słowami mogłabym zwrócić się do osób, zwłaszcza kobiet, które zaczynają przygodę ze światem prawa obawiając się czy podołają nie tylko zawodowym obowiązkom, ale i presji, którą skłonne jest zaserwować im środowisko, mam pewną refleksję.

To rzecz jasna banał, ale żyjemy najpewniej tylko raz. Róbmy zatem w tym czasie wszystko to, co sprawia nam frajdę, a nie krzywdzi innych. Chcemy pisać bloga o kosmetykach lub wyścigach samochodowych? Róbmy to. Mamy ochotę nagrać podcast? Czemu nie? Jak bowiem słusznie napisała Katarzyna Nosowska w książce A ja żem jej powiedziała: „Udawać orgazmy? Bardzo proste. Spróbuj poudawać szczęście”.

Komentarz
Paulina Szewioła: Szkodliwy trend na "bycie panią domu”
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Komentarz
Joanna Parafianowicz o oskarżeniu Pauliny Smaszcz: Nawigacja wyłącznie pod wpływem emocji
Komentarz
Joanna Parafianowicz o tragedii w Andrychowie: Za śmierć dziewczynki w takim samym stopniu nie odpowiada nikt, jak i wszyscy
Komentarz
Joanna Parafianowicz o zabieraniu dziecka do pracy: Na tym można zyskać
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Komentarz
Joanna Parafianowicz: Cieszący się renomą adwokat nie wykupi standu na targach rozwodowych