Czy prawnikowi wypada być aktywnym na TikToku? Radczyni Marta Kruk odpowiada

Marta Kruk, ekspertka prawa własności intelektualnej, mówi o tym, jak prawo i prawnicy mogą zaistnieć w świecie nowych technologii i nowych mediów.

Publikacja: 01.02.2024 13:52

Marta Kruk: Prawnicy mogą być wręcz niejako współautorami projektów informatycznych i strategii ich

Marta Kruk: Prawnicy mogą być wręcz niejako współautorami projektów informatycznych i strategii ich używania.

Foto: Archiwum prywatne

Czy prawnikowi wypada opowiadać o swojej pracy na TikToku?

Marta Kruk: Jeśli tym kanałem może upowszechniać wiedzę o prawie i swoim zawodzie – to czemu nie? Mamy oczywiście swoje zawodowe zasady etyki, ale one nie zakazują używania Instagrama ani TikToka.

A czy można namówić influencera, by uświadamiał społeczeństwu, że warto korzystać z usług prawników?

Takie namowy to nawet już skutecznie przeprowadziła Komisja Promocji Zawodu Krajowej Rady Radców Prawnych, której przewodniczę. Doszliśmy do wniosku, że skoro znaczna część życia społeczeństwa przeniosła się do internetu, a influencerzy mają często większą siłę przebicia niż reklamy telewizyjne, to warto nawiązać z nimi współpracę. No i nawiązaliśmy. Na przykład z Ewą Grzelakowską-Kostoglu, znaną bardziej pod pseudonimem Red Lipstick Monster. Półtora miliona internautów śledzi jej wideoblogi o kosmetykach i urodzie.

Co taki blog ma wspólnego z prawnikami?

Ależ ma! Wspólnie z radczynią prawną opowiedziały, jak dochodzić swoich konsumenckich praw w sytuacji, gdy np. fryzjer wykona swoja prace niezgodnie z życzeniem klientki. Czasem chodzi tu o duże pieniądze. Gdy mówi o tym gwiazda internetu, znana półtoramilionowej rzeszy internautów, może być to skuteczniejsze niż występ samego tylko prawnika. Podobnie zresztą było z influencerką Mądrą Babcią czyli Beatą Borucką. Prowadzi ona kanał Silver TV, popularny zwłaszcza wśród seniorów. W rozmowie Mądrej Babci z radcą prawnym przekazaliśmy seniorom nieco porad dotyczących zagrożeń oszustwami „na wnuczka” i podobnymi.

Niejeden prawnik tradycjonalista obruszy się na takie pomysły. Zajęcie youtubera kojarzy się głównie z wygłupami przed kamerą, śledzonymi przez niewymagających widzów.

Dlatego wybraliśmy takich twórców, którzy mają coś do powiedzenia i robią programy na przyzwoitym poziomie. Na przykład Pan Belfer czyli nauczyciel Dawid Łasiński w jednym ze swoich programów opowiedział wraz z jedną z koleżanek radczyń prawnych, na czym polega nasz zawód i jak zostać prawnikiem. Jestem pewna, ze 70-tysięczna młoda widownia Pana Belfra całkiem dobrze to zrozumiała. To przecież ich idol.

Samorząd radcowski płaci tym ludziom?

Tak, nie ukrywamy tego. Promujemy nasz zawód jako taki, a nie konkretnych prawników.

Kogo jeszcze zaangażujecie?

Jest wielki problem z ludzkimi emocjami wyrażanymi w internecie. Toczą się tam dyskusje, w których często dochodzi do zniesławiania i obrażania rozmówców. Nieraz kończy się to ludzkimi dramatami. Chcemy z pomocą influencerów nagrać audycje z wykorzystaniem nowych mediów o tym, jak walczyć z sieciowym hejtem. Bo czasem taka walka może się skończyć w sądzie i wymaga wsparcia prawnika. Chcemy też opowiedzieć, czym różni się takie obrażanie od ironii czy złośliwości. Bo przecież nie wszystkie cierpkie komentarze łamią prawo.

Zajmuje się pani nie tylko nowymi mediami, ale też nowymi technologiami i prawem ich dotyczącym. Czy łatwo było prawniczce nauczyć się, co w świecie informatyki oznacza migracja, konwersja i parametryzacja oprogramowania?

Teraz, po kilkunastu latach współpracy z informatykami już łatwiej mi to przychodzi, niż kiedyś (śmiech). Zawsze mnie te sprawy interesowały. Dziś twórcy programów sami zapraszają mnie do udziału w naradach, na których je kreują. Moją rolą jest określić, jakie ryzyka prawne mogą się pojawić przy używaniu takich czy innych rozwiązań informatycznych. To ważne, bo według polskiego prawa nie można opatentować oprogramowania. Można jedynie zastrzec wygląd interfejsu. Trzeba też znać prawo konkurencji, by się zabezpieczyć przed kopiowaniem zmaterializowanych pomysłów informatyków przez konkurencyjne firmy. Więc jeśli pan pyta o to, jak prawnik może zrozumieć informatyka, to odpowiem, że możemy być wręcz niejako współautorami projektów informatycznych i strategii ich używania.

No dobrze, pani rozumie o co chodzi z tymi interfejsami, ale czasem trzeba poprowadzić spór na tym tle w sądzie i wytłumaczyć to sędziemu. Jak sobie z tym radzić?

Od 2020 roku działają w Polsce wyspecjalizowane sądy własności intelektualnej, w których orzekają sędziowie całkiem dobrze przygotowani do tych spraw, także w kwestiach informatycznych. Gorzej jest, gdy trzeba sprawy technologiczne i informatyczne tłumaczyć rozmaitym urzędom, które kontrolują firmy stosujące nowe technologie. Niedawno prowadziłam sprawę, dotyczącą branży turystycznej i technologii w niej używanych. Dziś często rezerwuje się hotele czy wycieczki za pomocą platform internetowych. W tej mojej sprawie ktoś zarezerwował sobie wczasy, przyjechał do hotelu, a tam okazało się, że nie ma dla niego miejsca. Było, ale gdzieś indziej. Spór toczył się o to, czy był błąd w oprogramowaniu rezerwacyjnym na stronie internetowej czy też pomylił się wczasowicz.

Kto wygrał?

Wygrał operator strony z rezerwacjami. To wczasowicz był nieuważny. Nie kliknął wszystkiego co trzeba. Załatwianie spraw przez internet jest może i wygodne, ale wymaga uważnego wypełniania wszystkich formularzy na ekranie i dokładnego czytania otrzymywanych informacji i dokumentów. Dla mnie prowadzenie takich spraw to zawsze wyzwanie dla prawnika, bo muszę najpierw sama poznać szczegóły oprogramowania sterującego takimi stronami. Potem staram się to wytłumaczyć sędziemu czy urzędnikowi. Bywa to trudne. Na szczęście wielu sędziów wykazuje dobra wolę i chce, by na rozprawie wszystko im wytłumaczyć. Nie zawsze wystarczają im pisemne dokumenty. Co więcej, argumentacja w dokumentach skłania sędziów do zagłębienia się w szczegóły działania oprogramowania komputerowego. Potem zadają mi na rozprawie pytania wymagające bardziej zaawansowanych wyjaśnień. W tym przypadku pytali o działania powiązanych informatycznych systemów rezerwacyjnych.

Czytaj więcej

Założycielka Girls Money Club: Wyzwaniem jest społeczne przeświadczenie, że inwestycje to męski świat

A prowadziła już pani spory o użycie sztucznej inteligencji?

Tak, w jednej sprawie istotny był aspekt funkcjonowania chatbota. W innej klientem był producent tapet, choć tam nie doszło do procesu w sądzie.

Sztuczna inteligencja i tapety?

Chodzi o takie z nadrukowanymi obrazami, tworzonymi przez artystę wykorzystującego w swoich grafikach sztuczną inteligencję. Chodziło o kwestię praw autorskich do takich obrazów. Artysta pracujący dla mojego klienta nie zdawał się tylko na komputer, sam też dokładał sporo od siebie. A przecież gdyby w dwóch różnych miejscach świata dwaj nieznający się ludzie zadali swoim komputerom, używającym podobnego algorytmu zadanie typu „namaluj mi jesienny pejzaż górski w Alpach” i sami nie dokładaliby do obrazu nic, to efektem mógłby być dokładnie taki sam obraz. Czy byłby to plagiat? To właśnie zależy od tego, ile artysta dołoży od siebie i jaki efekt uzyska. Choć orzecznictwo sądowe jest tu jeszcze dość ubogie.

Na ile znam środowisko informatyków, to w większości są nimi mężczyźni. Jak patrzą na sytuację, gdy to kobieta ma im zapewnić bezpieczeństwo prawne i spokojne prowadzenie interesów?

Fakt, większość moich klientów z tej branży to mężczyźni. Ale ani razu nie odczułam, że nie mają do mnie zaufania. Traktują mnie po partnersku.

Chyba ma pani talent do tłumaczeń.

Nie sądzę.

Sędziom tłumaczy pani zawiłości informatyczne, a informatykom zawiłe paragrafy.

No tak (śmiech). Ostatnio pracuję też przy tłumaczeniach na język migowy.

Zna go pani?

Nie, ale uczestniczę w powstawaniu pierwszego w Polsce słownika wyrażeń prawniczych i medycznych dla osób głuchych. Samorząd radców prawnych razem z Instytutem Praw Głuchych został zaproszony do współpracy z naukowcami z Uniwersytetu Warszawskiego, przede wszystkim z prof. dr hab Pawłem Rutkowskim przy realizacji programu „Nauka dla Społeczeństwa” Ministerstwa Edukacji i Nauki. Słownik będzie miał około 2 tys. Haseł. Proszę sobie wyobrazić, że w języku migowym i owszem, są już gesty oznaczające takie słowa jak „prawnik” czy „sędzia”, ale nie było dotychczas takich jak „apelacja”, „spadek” czy „zachowek”. Gdy słownik będzie już gotowy, to na przykład w sytuacji wypadku drogowego, w którym będzie brała udział osoba niesłysząca, łatwiej będzie jej opowiedzieć o obrażeniach ciała ofiar czy opisać tę sytuację później w sądzie. Dziś, gdy osoby głuche uczestniczą w procesach sądowych, mają oczywiście zapewnioną asystę tłumacza migowego. To jednak nie zawsze wystarcza, bo pewnych fachowych pojęć prawniczych w języku migowym po prostu jeszcze nie ma.

Jak pani godzi ze sobą te wszystkie zajęcia – pracę w swojej kancelarii i w samorządzie?

Ja po prostu lubię swój zawód, a większość rzeczy, które robię zawodowo czy społecznie, sprawia mi przyjemność. Dzięki temu łatwiej zorganizować mi czas. Na życie prywatne też mi go wystarcza (śmiech).

Bycie kobietą, wygląd mają znaczenie w zawodzie?

Uroda to tylko dodatek. Najważniejsze w zdobywaniu klientów jest wczucie się w ich położenie, zrozumienie ich sytuacji i znalezienie jak najlepszych rozwiązań. Wszystko, co osiągnęłam, zawdzięczam swojej ciężkiej pracy i pogłębianiu wiedzy.

Ale udziela się pani w mediach i wiem, że te występy wywołuje czasem nieprzyjazne i niezbyt merytoryczne komentarze, często od koleżanek po fachu.

Kiedyś się tym przejmowałam, dziś już nie. To element rzeczywistości zawodowej, którą świadomie wybrałam. Trzeba się z tym pogodzić. Cieszy mnie, gdy kobiety się wspierają, a nie zwalczają. Niech ludzie sobie gadają co chcą, byle nazwiska nie pomylili.

A mylą?

O, tak. Czasem dzwonią do kancelarii ludzie pytający o windykację długów i biżuterię. Tak im się kojarzy moje nazwisko. Ale ja w te branże nie wejdę, bo lubię robić to, co robię.

Czy prawnikowi wypada opowiadać o swojej pracy na TikToku?

Marta Kruk: Jeśli tym kanałem może upowszechniać wiedzę o prawie i swoim zawodzie – to czemu nie? Mamy oczywiście swoje zawodowe zasady etyki, ale one nie zakazują używania Instagrama ani TikToka.

Pozostało 97% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Prawo
Co wolno na balkonie, a za co można dostać mandat lub pozew?
Materiał Promocyjny
Wykup samochodu z leasingu – co warto wiedzieć?
Prawo
Prawnicze liderki: trzeba walczyć ze schematami płci. I z własnymi oporami
Prawo
Prawniczka rodziła na sali sądowej. Pilnie potrzeba zmiany regulacji
Prawo
Sharenting pod prawniczą lupą. Adwokat obala mit, że to tylko nieszkodliwa moda
Prawo
Dłuższe urlopy dla mam wcześniaków – wkrótce projekt ustawy