Spór o wzór. Radczyni specjalizująca się w prawie patentowym o tym, co i jak można zastrzec

- Spory o prawo do wzoru torebki damskiej rozpalają wyobraźnię, bo dotyczą rzeczy nam bliskich – mówi Ewa Gryc-Zerych, radca prawny i rzecznik patentowy. Opowiada też o swojej działalności jako wiceprezeska Krajowej Rady Radców Prawnych.

Publikacja: 22.02.2024 19:17

Ewa Gryc-Zerych: Pasjonuje mnie walka o to, by chronić różne niestandardowe rozwiązania.

Ewa Gryc-Zerych: Pasjonuje mnie walka o to, by chronić różne niestandardowe rozwiązania.

Foto: Archiwum prywatne

Pamięta pani spór sądowy o szpilki z czerwoną podeszwą? Aż do europejskiego trybunału doszła sprawa o to, czy ktokolwiek poza firmą Louboutin może je produkować.

Szło o to, czy można sobie zastrzec prawo do koloru podeszwy butów, zresztą nie tylko damskich. Firma Louboutin wygrała w Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Wprawdzie to nie ja byłam pełnomocnikiem tej firmy, ale oczywiście pamiętam ten głośny proces. Toczył się przez wiele lat na różnych szczeblach, bo nie było oczywiste, czy sam czerwony kolor można opatentować.

Zajmuje się pani zawodowo takimi sprawami…

Tak, choć to nie ja byłam pełnomocniczką Louboutina. I nie zawsze sprawy patentowe są tak spektakularne, chociaż brzmią egzotycznie. Niedawno obsługiwałam spółkę, która chciała pozbawić ochrony patentowej wynalazek w postaci sposobu wytwarzania „jednorodnych granulatów z odpadowych szlamów w celi ich utylizacji termicznej lub recyklingu”.

Kichnęłaś sowo, gdy to mówiłaś – powiedziałby Kubuś Puchatek.

Sprawy moich klientów czasem wymagają wgłębienia się w technologię i trudne pojęcia, ale to bywa fascynujące. Można przy okazji przekonać się, jak daleko zaszła ludzkość w różnych dziedzinach. A ja zawsze podziwiałam łączenie biznesu z kreatywnością. Pasjonuje mnie walka o to, by chronić różne niestandardowe rozwiązania.

Prawo własności przemysłowej potrafi rozpalić emocje. Jakiś czas temu napisałem krótką relację z wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie firmy Louis Vuitton. Toczyła spór o beżowo-brązowy wzorek na swoich torebkach. Oniemiałem ze zdziwienia, gdy artykuł przeczytało w internecie kilkadziesiąt tysięcy osób. Z newsami o prawie tak nie bywa, chyba że dotyczą głośnych przestępstw albo jeszcze głośniejszych ułaskawień.

Bo taka rzecz jak damska torebka to coś, czego codziennie używamy, część naszego życia i dlatego tak interesuje kobiety. Może nawet bardziej niż cudze problemy z prawem. To, czy kobieta zakłada buty z czerwoną podeszwą czy z inną, decyduje o jej stylu. A osobisty styl jest bardzo istotną częścią osobowości wielu osób, także mężczyzn.

Louis Vuitton przegrał ten spór. Chciał zastrzec wzorek w beżowo-brązową kratkę, ale się nie udało. Sędziowie uznali, że jest zbyt pospolita.

Jeśli urząd patentowy czy sąd odmawia zastrzegania jakiegoś wzoru, to znaczy że ów wzór niedostatecznie się wyróżnia spośród innych w danym segmencie rynku. Na przykład jeśli jest już na rynku jakiś wzór prążków czy kratek, w jakie jest przyozdobiona damska torebka czy sukienka – jest możliwość, że nie da się zarejestrować takiego wzoru. Prawo odwołuje się tu do „zorientowanego użytkownika”, czyli fikcyjnej osoby, która jest w stanie dostrzec, że jakiś wzór graficzny czy słowny jest oryginalny czy zupełnie pospolity. Oczywiście konia z rzędem temu, kto znajdzie w realnym świecie takiego „zorientowanego użytkownika”, który w realnym świecie odegra odpowiednio swoją rolę.

Czytaj więcej

Adwokat działająca na rzecz zwierząt: To one mnie znalazły. Bronię ich, gdy dzieje im się krzywda

Ja chyba nim jestem, choć się na torebkach nie znam. Ten wzór na torebkach LV przypomina obicia foteli w wagonach dalekobieżnych PKP, które jeździły jeszcze kilkanaście lat temu.

Nie jestem pewna, czy urzędnicy i sędziowie analizowali ten akurat kolejowy przykład. Najwyraźniej wzór składający się z beżowo-brązowych kwadracików niewystarczająco się odróżniał od innych wzorów, które spotykamy w naszym otoczeniu. Wyrok TSUE oznacza, że każdy producent może taki wzór stosować na swoich wyrobach. Zdaje się jednak, ze nasza kolej już wycofała z użytku te wagony, o których pan wspomniał. Aczkolwiek kanapa wagonowa torebce nierówna pod względem produktu.

Co niepospolitego udało się pani zastrzec?

Śpiew ptaków. Chodziło o 35-sekundowe nagranie z głosami sójek, szpaków, krogulców i kobuzów. Mój klient chciał mieć urzędowe potwierdzenie, że jest chroniony i ze nikt inny takiego zestawu komercyjnie nie może wykorzystywać.

Czy ten klient miał dziób i skrzydła?

Sam nie miał skrzydeł, ale skrzydlata branża była mu bliska (śmiech). Śpiew tych konkretnych ptaków, odtwarzany z głośników na lotniskach, skutecznie płoszy jaskółki. A to one najczęściej wkręcają się w silniki odrzutowe samolotów, powodując ogromne ryzyko katastrofy. Klient chciał mieć pewność, że jego pomysłu nikt nie skopiuje, a on przysłuży się ludzkości.

Rozumiem, że ten ptasi koncert był na tyle oryginalny, że udało się go zastrzec?

Udało się. Europejski Urząd Patentowy w Alicante na mój wniosek zarejestrował tak zwany dźwiękowy znak towarowy. Zresztą podczas postępowania okazało się, że moja sprawa jest w jednej grupie z innym słynnym „zwierzęcym” znakiem dźwiękowym. Chodzi o ryk lwa z czołówki filmów wytwórni Metro Goldwyn Mayer. Gdyby pan chciał kręcić filmy i zaczynać je od takiego ryku, miałby pan kłopoty.

MGM przysłałoby mi fakturę, czy pozwałoby do sądu?

Zapewne najpierw wezwałoby do zaprzestania takich praktyk. Mogłoby zażądać opłaty licencyjnej za używanie znaku towarowego. Mógłby pan tez trafić za kratki. Za naruszenie prawa do zarejestrowanego znaku polskie prawo przewiduje także kary grzywny albo pozbawienia wolności do dwóch lat. A nawet pięciu, jeśli pan uczyniłby sobie z tego procederu stałe źródło dochodu.

Mocno gryzie ten lew i to paszczą nie tylko swoją, ale i państwową…

Tak, mamy w prawie własności przemysłowej ochronę cywilnoprawną, ale też w prawie karnym. A wie pan, że gryzienie tez udało mi się zmonopolizować?

Własne czy cudze? Bo zaczynam się bać, że nie dożyję końca tej rozmowy…

Moim klientem był producent słodyczy. W swoim sloganie reklamowym chciał użyć zwrotów „gryź mnie czule” oraz „gryź mnie żwawo”. Udało się zastrzec tylko ten pierwszy. Najwyraźniej urząd patentowy uznał, że gryzienie żwawe jest pospolite, a czułość w podejściu do słodyczy jest czymś wyjątkowym.

Co jeszcze można w ten sposób sobie urzędowo „zaklepać”?

Zastrzec można bardzo wiele różnych znaków wizualnych i dźwiękowych albo nawet połączenie obrazu i dźwięku. W ten sposób można zastrzec na przykład format jakiegoś widowiska telewizyjnego z charakterystycznym wystrojem studia czy sygnałem czołówki takiego programu. Ale to też daje się obejść. Sądy w podobnych sprawach i wydają zaskakująco sprzeczne rozstrzygnięcia.

Przypomina mi się sytuacja sprzed kilku lat, gdy z radiowej Trójki odeszło wielu dziennikarzy. Kierownictwo stacji od razu zastrzegło tytuły wszystkich audycji, którą prowadzili ci dziennikarze. Jeden z nich – Wojciech Mann – dziś w Radiu Nowy Świat i tak prowadzi audycję pod podobnym tytułem jak w Trójce, też wykorzystując słowo „Manniak”. Sporu na razie nie było…

Bo pewnie trudno by było wygrać, skoro w tytuł audycji wpleciono nazwisko prowadzącego ją dziennikarza i to tak słynnego. Jeśli sprawa trafiłaby do sądu, różnie mogłoby być. Gdyby na przykład jakieś trzy lokalne rozgłośnie radiowe z różnych miast użyły słowa „maniak” w tytułach audycji, mogłyby się toczyć trzy oddzielne procesy w trzech sądach. I w każdym wyrok mógłby być inny. Bo sporo tu zależy od uznania sędziego: czy taki znak towarowy wystarczająco odróżnia się od innych.

To jak się ustrzec zarzutu tworzenia podróbek?

Najlepszy marketingowiec to taki, który wypuści na rynek produkt bardzo zbliżony do konkurencyjnego, ale go nie podrobi. Jeśli to się uda – konkurencji trudno będzie udowodnić naruszenie prawa. Procesy na tym tle bywają trudne, bo odnoszą się do ludzkich skojarzeń i ludzkiej pamięci. Ta ostatnia bywa mocno niedoskonała.

Czy kupno i używanie podróbki oznacza ryzyko dla zwykłego Kowalskiego? Przecież może być nieświadomy, że nie używa oryginału.

Konsumentowi nic za to nie grozi. Nie wprowadza on takich towarów do obrotu ani ich nie wytwarza. Może mieć jedynie dyskomfort psychiczny, że okradł, choć może nieświadomie, właściciela danego wzoru. Nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że używanie podróbek jest pewna formą wspomagania kradzieży, podobnie jak sciąganie pirackich filmów czy muzyki z internetu. Jednak z tego co obserwuję, w społeczeństwie powoli rośnie świadomość, że to są naganne praktyki.

Da się dobrze zarobić na prowadzeniu spraw patentowych?

Nie narzekam.

Czytaj więcej

Czy prawnikowi wypada być aktywnym na TikToku? Radczyni Marta Kruk odpowiada

Pytam o to, bo równolegle rozwija się pani kariera w samorządzie radców prawnych. Zarzuca się niektórym działaczom, że obejmują tam funkcje, by zyskać nowe kontakty i klientów…

U mnie akurat było odwrotnie, bo najpierw zbudowałam stabilnie funkcjonującą kancelarię, a dopiero potem zaczęłam działać w samorządzie. I nie robię tego dla rozgłosu ani pieniędzy. Gdy prawnik prowadzi własną kancelarię przez dłuższy czas, zdobywa doświadczenie w prowadzeniu biznesu, zarządzaniu projektami i finansami. To jest przydatne w pracy dla samorządu. Tam powinni iść ludzie o zacięciu społecznika. Nie powinien temu przyświecać cel dorobienia się. Ja postrzegam swoja rolę tak, że zachęcam koleżanki i kolegów radców, by wspólnymi siłami zrobić coś dobrego dla naszego zawodu. To społeczność licząca 60 tysięcy osób.

To w największym skrócie – po co jest ten samorząd?

W największym skrócie: po to, by ludzie w ogóle wiedzieli, że taki zawód jest i jak radca może pomóc jako profesjonalny pełnomocnik w sądzie i poza sądem. Dość ważnym zadaniem jest edukacja społeczeństwa i to od najmłodszych lat. Ostatnio zorganizowaliśmy dla dzieci ze szkół podstawowych zabawę edukacyjną, w której symulowany był proces sądowy. Nawet zleciliśmy uszycie stosownych strojów w dziecięcych rozmiarach, były to togi sędziowskie, prokuratorskie i radcowskie. Jeśli dziecko w młodym wieku dowie się czegoś o prawie i prawnikach, to mu zostanie na stałe. Kiedyś w przyszłości może będzie obywatelem bardziej krytycznym wobec populistycznych zapędów polityków do „reformowania” wymiaru sprawiedliwości, rzekomo zdominowanego przez jakieś „kasty”.

W Krajowej Radzie Radców Prawnych na 69 członków tylko 24 to kobiety, czyli około 35 procent. W zarządach dużych kancelarii prawniczych odsetek kobiet bywa nawet mniejszy, choć ogólnie wśród prawników udział płci jest mniej więcej równy. Skąd to się bierze?

Dziś i tak jest pod tym względem lepiej, niż przed kilku laty. Podobnie jest z innymi organizacjami i instytucjami w kraju. Wciąż gdzieś tam pokutuje mit mężczyzny – silnego i odpowiedzialnego przywódcy. To, co obserwuję – to większa solidarność wśród liderów mężczyzn, niż wśród liderek. Kobiety powinny nauczyć się wspierać bez względu na to, jakie stanowiska zajmują. Dziś bardzo często jeśli mają wybór poparcia na stanowisko kierownicze kolegę czy koleżankę – wybierają kolegę. Dyskutuje się w różnych środowiskach, także w naszym, o wprowadzeniu parytetów płci na stanowiskach kierowniczych. Moim zdaniem przy obejmowaniu tych stanowisk powinny decydować przede wszystkim kompetencje, a tych przecież kobietom również nie brakuje.

Chce pani kandydować na prezesa Krajowej Rady Radców Prawnych?

Nie mam takich planów. Pewnie wygra mężczyzna, ale wierzę też, że głos kobiet nie będzie słabo słyszalny z odległej części sali

Trzeba mieć kły i pazury na takim stanowisku?

A jakże! Ja niestety, mam doświadczenia z gryzieniem, ale w sposób czuły.

Prawo
Prawniczka rodziła na sali sądowej. Pilnie potrzeba zmiany regulacji
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Prawo
Sharenting pod prawniczą lupą. Adwokat obala mit, że to tylko nieszkodliwa moda
Prawo
Dłuższe urlopy dla mam wcześniaków – wkrótce projekt ustawy
Prawo
Kamila Ferenc, Adwokatka Roku: W sprawie aborcji jest jeszcze wiele do zrobienia, nie tylko w przepisach
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Prawo
Ścigałam oszustów finansowych nawet w Wielki Piątek