Chyba jednym z podstawowych zmiennych, które wpływały u początku karier części influencerów na popularyzację tego typu aktywności była synergia: zasięgi wzrastają, gdy treść się radykalizuje i wulgaryzuje - tu mamy początki karier patostreamerskich w środowisku graczy relacjonujących swoje aktywności w sieci, im dosadniej, im brutalniej, agresywniej, tym widoczniej medialnie, tym szersza audiencja. A gdy ona rośnie, zwyżkuje obudowywanie tych treści materiałem komercyjnym, który także rośnie w cenę, bo uzyskuje atrakcyjniejszy kanał dostępu. Badania NASK i inne wyraźnie pokazują, że dzisiaj polski internauta nieprzeciętnie częściej niż inni w Europie konsumuje właśnie treści patostreamerskie. Wynika to z niskich kompetencji społecznych, z wysokiego poziomu agresji i frustracji, bardzo niskiego poziomu czy wręcz braku edukacji w zakresie korzystania z narzędzi i treści cyfrowych. Dostęp jest - każdy czwartoklasista właśnie dostaje darmowy laptop. Społecznie część z nas zapewne czuje się dumna: oto następuje i redystrybucja dóbr, i jednocześnie przecież widoczna likwidacja barier oraz wykluczeń cyfrowych. Ale one dzisiaj są gdzie indziej: w braku kompetencji, nie w braku sprzętu. O tym zresztą było od lat wiadomo, systemowe badania zależności pomiędzy wyposażeniem szkół w technologię a jej wykorzystaniem nakierowanym na realizację celów edukacyjnych pokazywały jednoznacznie, że można szkoły uzbroić w sprzęt po sufit i nie uzyskać żadnego sensownego zwrotu z tych inwestycji. Zatem nie tu był i jest problem.
Niska świadomość bezsprzecznie mogła tę "puszkę Pandory" stworzyć. Czy w takim razie fakt, że uwielbiani przez dzieci influencerzy dopuszczali się przestępstw wobec nieletnich, może w końcu wpłynąć na podejście rodziców do bezpieczeństwa ich dzieci w internecie?
To bardzo ciekawa sprawa. Badania i NASK, i środowiska producentów gier pokazują, że około 60 proc. polskich rodziców w żaden sposób nie podejmuje aktywności kontrolnej wobec dziecka w sieci na najbardziej podstawowym poziomie: nie uruchamia fabrycznych zabezpieczeń np. w grach sieciowych. Nie chce, uważa, że nie umie, boi się kompromitacji, wreszcie wzrusza ramionami. Moglibyśmy zakładać, że przestępczość internetowa w końcu staje się tu sygnałem ostrzegawczym. Tak nie jest: kradzieże zarówno tożsamości, jak i pieniędzy (np. poprzez mikropłatności i nieustawione limity, nieustawione przez zaniechanie) nie powodują żadnej reakcji. Jedynym obszarem, który zapala lampkę ostrzegawczą, jest hasło: pedofil w sieci, tu zdecydowanie częściej pojawia się reakcja obronna, której nie ma np. gdy w sieci dziecko staje się ofiarą agresji: „Przestań, czym ty się przejmujesz”, poniżania: „A co to w ogóle znaczy, co tam o tobie napisali”. A dla najmłodszych są bardzo istotne szkody emocjonalne. Dopiero kwestia bezpieczeństwa na poziomie zagrożeń pedofilskich skutecznie zwraca uwagę. Być może więc tu można oczekiwać zmiany nastawienia społecznego. Na marginesie zauważmy, że niektórzy politycy wyczuli tę możliwość i ten potencjał tuż przed wyborami.
Czego w takim razie nauczy nas Pandora Gate w wymiarze społecznym?
Śmiem stwierdzić, że w wymiarze społecznym niczego nas nie nauczy. Społecznie bowiem nie ma mechanizmu, który w takiej sytuacji byłby uczący. Duża część społeczeństwa jest zapewne zupełnie poza sprawą, nie ma pojęcia, o co chodzi i kogo owa afera dotyczy. Może dla części będzie uświadomieniem słabości regulacji systemowych, słabości systemu medialnego i jego mechanizmów samoregulacji. Zauważmy, że np. producenci gier w wielu systemach spotykają się z ograniczeniami i wprowadzają korekty czy to w obrębie fabuły, czy w obrębie świata przedstawionego, których u nas zupełnie nie spotykamy. Pamiętajmy też, że znaczna część przestrzeni komunikacyjnej, w której toczy się życie streamerów i patostreamerów, jest zarządzana z miejsca właściwego dla siedziby właściciela platformy. Wiele treści, które na streamach są dostępne, tam byłyby szybko blokowane. Żebyśmy się dobrze zrozumieli, rzecz nie w cenzurze internetu, rzecz w zdrowych i sprzyjających samoregulacjach rynku, do których nam daleko. Podsumowując: patostreaming, z racji tego, że jest „pato”, wymaga działań o charakterze regulacyjnym i prawnym, gdy przekracza granice prawa nie tylko obyczaju. Regulacja rynku jest widoczna w nieco innych przestrzeniach, w wielu już relacjach między markami a influencerami. Gigantyczny zasięg nie jest już podstawowym i jedynym argumentem, by nawiązać współpracę.
Igor Borkowski
Polski językoznawca, medioznawca, antropolog komunikacji, dr hab. nauk humanistycznych, profesor nadzwyczajny, SWPS Uniwersytetu Humanistycznospołecznego Wydziału Prawa i Komunikacji Społecznej i Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Wrocławskiego