Reklama

Regeneracyjna moc spędzania czasu w pojedynkę. Aktywność godna uwagi?

Samodzielne wizyty w teatrach czy restauracjach, w języku angielskim określane jako solo outing, przestają być traktowane jak konieczność dyktowana brakiem towarzystwa. Jaką mają przewagę nad wydarzeniami pieczołowicie organizowanymi w większym gronie?
Częstym powodem, dla którego idea samotnego wyjścia do kina, restauracji czy muzeum często bywa odrz

Częstym powodem, dla którego idea samotnego wyjścia do kina, restauracji czy muzeum często bywa odrzucana, są normy społeczne

Foto: Adobe Stock

Nie mogłeś zrozumieć
dlaczego czujesz się samotny
Zaangażowałeś się bez reszty
A ona wciąż tkwiła w telefonie
Ty byłeś zbędny

– śpiewa gorzko Taylor Swift w piosence „Opalite” mającej, wbrew pozorom, pogodną melodię i rytmiczny, łatwo wpadający w ucho refren. Teledysk do utworu, pochodzącego z najnowszej płyty artystki, „The Life of a Showgirl”, bije rekordy popularności w serwisach streamingowych, choć niektóre z zaprezentowanych scen również kłócą się z radosną konwencją utworu. W poszczególnych kadrach nagrania widać osamotnioną artystkę zaprzyjaźniającą się z … pokaźnych rozmiarów kamieniem, który towarzyszy jej w wielu okolicznościach poza domem: na spacerze w parku, zakupach czy randce w klubie karaoke. Zasiadającą tuż obok kobietę desperacko przegania, wyjaśniając, że miejsce zajęte jest przez jej „towarzysza”. Starannie wystylizowana, wznosi toast w imieniu własnym i usadowionego obok niemego uczestnika spotkania, na co obserwujący groteskowe zdarzenie barman reaguje krótkim komunikatem: „proszę stąd wyjść”. Podobne słowa słyszy zaprezentowany w dalszej części wideoklipu właściciel kaktusa, który każdą wolną chwilę spędza „w towarzystwie” rośliny uporczywie zadającej mu kolejne rany.

Przedstawione na ekranie sceny mają wprawdzie charakter przerysowany, jednak pomijając specyficzne towarzystwo bohaterów teledysku, widok samotnych uczestników wizyt w kawiarniach, restauracjach, na wystawach czy w teatrach staje się coraz bardziej powszechny. Brak konieczności konsultowania planów z innymi osobami, to jeden z istotnych czynników przemawiających na korzyść takiej aktywności. O kolejnych rozmawiamy z Żanetą Rachwaniec, psychologiem, socjologiem, psychologiem sportu z katowickiego wydziału Uniwersytetu SWPS.

Rezygnacja z samodzielnych wyjść wynikiem „efektu reflektora”

Obawy przed samodzielną wizytą w wymienionych powyżej miejscach zwykle wynikają z niepewności związanej ze znalezieniem się w centrum zainteresowania innych uczestników danego wydarzenia. – Najczęściej działa tu mechanizm nazywany w psychologii „efektem reflektora”: mamy tendencję do przeceniania tego, jak bardzo inni ludzie nas obserwują i oceniają. W praktyce wiele osób obawia się, że zostaną uznane za samotne, porzucone albo „niemające z kim wyjść”, co w ich mniemaniu oznacza, że są w jakiś sposób „popsute” – wyjaśnia psycholog.

Reklama
Reklama

Równie częstym powodem, dla którego idea samotnego wyjścia do kina, restauracji czy muzeum często bywa odrzucana, są normy społeczne. – Przez lata wyjścia do restauracji, kina czy teatru były kojarzone z aktywnościami towarzyskimi: randką, spotkaniem z przyjaciółmi czy rodziną. Gdy robimy coś inaczej niż większość, może pojawić się dyskomfort lub poczucie, że łamiemy niepisane zasady. Kolejnym elementem jest lęk przed samotnością, który bywa mylony z byciem samym. Samotność ma charakter emocjonalny, natomiast przebywanie samemu może być świadomym wyborem i wcale nie musi oznaczać izolacji ani poczucia osamotnienia – zastrzega psycholog.

Czytaj więcej

Solo-trip – nowy lek na całe zło? Psycholog o tym, do dają kobietom podróże w pojedynkę

Samodzielne wyjścia formą mikroodpoczynku

Jeśli jednak pozbawione towarzystwa osoby odważą się podjąć ten krok, samodzielnie wybierając się w miejsca zwykle odwiedzane z przyjaciółmi, ukochanymi czy rodziną, istnieje szansa na docenienie takiego sposobu spędzania czasu, o czym świadczą liczne czynniki przemawiające na korzyść takich aktywności. – Samodzielne wyjścia mają kilka psychologicznych zalet: wzmacniają poczucie autonomii i sprawczości: uczymy się, że nie musimy uzależniać swoich przyjemności od dostępności innych osób. To buduje większą elastyczność i niezależność w planowaniu czasu. Wyjścia w pojedynkę zwiększają uważność na siebie i własne doświadczenie, ułatwiają bycie „tu i teraz”. Gdy jesteśmy sami w teatrze czy w kinie, łatwiej w pełni skupić się na spektaklu lub filmie, bez rozpraszających rozmów czy konieczności dopasowywania się do reakcji innych. Takie wyjścia mogą działać regenerująco psychicznie. Dla wielu osób jest to forma mikroodpoczynku: chwili tylko dla siebie, bez społecznych ról i oczekiwań oraz konieczności zaspokajania nieswoich potrzeb – wymienia Żaneta Rachwaniec.

Dla przeciwwagi, próba zorganizowania spotkania w gronie osób z najbliższego otoczenia może wiązać się z trudnościami w postaci zsynchronizowania kilku kalendarzy, a także uzgodnienia lokalizacji dogodnej dla uczestników wydarzenia. – Umówienie się z kilkoma osobami bywa po prostu technicznie trudne. Im więcej osób bierze udział w spotkaniu, tym więcej pojawia się zmiennych: różne grafiki, preferencje, budżety czy oczekiwania wobec wydarzenia. W efekcie spontaniczny pomysł, na przykład wyjście na spektakl, może zamienić się w wielodniowe ustalanie szczegółów, a czasem w ogóle nie dochodzi do skutku. Dodatkowo w grupie częściej pojawia się kompromis zamiast autentycznego wyboru. Oglądamy film, na który wszyscy się zgodzili, ale który tak naprawdę nikogo szczególnie nie interesuje. W pojedynkę możemy kierować się wyłącznie własną ciekawością. Trzeba też wziąć pod uwagę, że nawet jeśli my lubimy wszystkie osoby z danego grona, one nawzajem wcale nie muszą czuć do siebie sympatii – zauważa psycholog.

Czytaj więcej

Nowy trend w spotkaniach z przyjaciółmi. Oto, co się robi podczas „admin nights”

Zmieniająca się kultura miejska sprzyja aktywnościom w pojedynkę

Mając na uwadze korzystne aspekty spędzania wolnego czasu zgodnie z własnymi preferencjami, widok osób w pojedynkę podziwiających sztukę w teatrze czy delektujących się posiłkiem w restauracji staje się zjawiskiem naturalnym. – Wynika to z kilku zmian społecznych. Po pierwsze, rośnie liczba singli, szczególnie w dużych miastach. To naturalnie zmienia sposób spędzania czasu wolnego. Po drugie, coraz większą wartość przypisuje się samorozwojowi i dbaniu o dobrostan psychiczny, a samodzielne aktywności są często postrzegane jako element troski o siebie. Po trzecie, zmienia się kultura miejska. W wielu krajach funkcjonuje już nawet pojęcie „solo dating” czy „solo leisure”, czyli świadomego planowania przyjemnych aktywności tylko dla siebie. W efekcie to, co kiedyś mogło budzić zdziwienie, dziś coraz częściej jest odbierane jako oznaka niezależności i dojrzałości emocjonalnej, a nie społecznego wykluczenia i może nawet budzić zazdrość otoczenia – konstatuje rozmówczyni.

Reklama
Reklama

Autorka obszernego artykułu opublikowanego na łamach magazynu „Times”, Rainesford Stauffer, przybliża czytelnikom własne doświadczenia sprzed dekady, gdy miała obawy przed pierwszą wizytą w operze w pojedynkę. Przełamanie oporów pozwoliło jej jednak docenić tę formę spędzania wolnego czasu, tak odmienną od starannie zaplanowanej i aranżowanej wśród znajomych eskapady na uzgodniony z nimi seans. – Cenię spontaniczność związaną z zakupem biletu na film czy sztukę wybraną przeze mnie i dla mnie. Po zakończonym seansie mogę wstąpić do ulubionej restauracji i przeznaczyć ten wieczór tylko dla siebie. Wyjścia w pojedynkę pozwalają czerpać przyjemność z tych aktywności, które lubisz i których nie musisz konsultować z nikim innym – zauważa autorka.

Być może przytulanie wyimaginowanego przyjaciela w postaci kaktusa czy głazu stanowi wyrafinowaną rozrywkę przeznaczoną wyłącznie dla bohaterów popularnego teledysku, jednak zanurzanie się w lekturę powieści przy filiżance kawy popijanej niespiesznie przy jednoosobowym stole w kawiarni czy podziwianie dzieł sztuki we własnym tempie bez potrzeby dostosowywania się do wymogów grupy, to zajęcia ze wszech miar pożądane. Praktykującym je osobom z pewnością nie grozi wyproszenie z danego lokalu, chyba że same podejmą taką decyzję.

Informacje o rozmówczyni

Żaneta Rachwaniec

Psycholog, socjolog, psycholog sportu. Zajmuje się psychologią sportu, psychoedukacją młodzieży szkolnej i nauczycieli oraz wykorzystaniem filmu w pracy psychologicznej. Założycielka i prezeska Stowarzyszenia Centrum Psychoedukacji i Rozwoju. Asystent w Instytucie Psychologii Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Współpracuje także z Centrum Doskonalenia Nauczycieli w Sosnowcu. Czterokrotna stypendystka Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Na katowickim wydziale Uniwersytetu SWPS prowadzi zajęcia z psychologii różnic indywidualnych, psychologii osobowości, psychologii emocji i motywacji oraz psychologii sportu.

Styl życia
Królowa była tylko jedna? Kreacje gwiazd na czerwonym dywanie gali Oscary 2026
Materiał Promocyjny
Jedna rata i większa kontrola nad budżetem domowym?
Materiał Promocyjny
PR&Media Days 2026
Styl życia
Polacy odświeżyli myślenie o obowiązkach domowych. „Istotna zmiana mentalna”
Styl życia
Matki noworodków w Holandii otrzymują wyjątkowe wsparcie. Ideał systemowej opieki?
Styl życia
Od goździka do „Soft Power” – nowa definicja kobiecego kapitału
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama