Polski duet z mocą światowego rażenia: wynalazczynie rękawiczki, która zmieniła pielęgnacyjne rytuały kobiet

Ich rękawiczkę kojarzy każda kobieta, która miała dość płynów do demakijażu i nadmiaru wacików. Ewa Dudzic i Monika Żochowska stoją za sukcesem firmy Phenicoptere, której sztandarowym produktem jest rękawiczka do demakijażu GLOV®. Jaka wyglądała ich niełatwa droga do sukcesu i jak radzą sobie z wyzwaniami?

Publikacja: 06.10.2023 09:00

Ewa Dudzic i Monika Żochowska stoją za sukcesem słynnej rękawiczki do demakijażu.

Ewa Dudzic i Monika Żochowska stoją za sukcesem słynnej rękawiczki do demakijażu.

Foto: materiały prasowe

Materiał powstał we współpracy z Phenicoptere

Mówicie o sobie, że jesteście jak dwa przeciwstawne żywioły. Która z was jest w takim razie wodą, a która ogniem?

Ewa Dudzic: Myślę, że to widać na pierwszy rzut oka. Ja jestem wodą, a Monika ogniem. Rękawiczka GLOV® była jej pomysłem. Jest bardzo kreatywną wizjonerką, ma mnóstwo pomysłów. Czasami ją studzę, sprowadzam na ziemię, racjonalizuję i zastanawiam się, co z tego wyjdzie w praktyce.

Monika Żochowska: Ja wymyślam, a Ewa zadaje pytanie: „How much?”. To mnie zazwyczaj wkurza, ale też motywuje do tego, żeby i tak zrealizować dany pomysł, pilnując jednocześnie wskaźników.

ED: Monika dodaje spektakularności naszym działaniom i ambitnie podchodzi do szalonych pomysłów, a ja myślę o tym, żeby wszystko spinało się w Excelu, budżet był adekwatny do efektu i aby to wszystko połączone razem zapracowało na cele, które chcemy osiągnąć. To dowód na to, że dobrze uzupełniamy się jako wspólniczki, chociaż nie zawsze jest łatwo, bo często przez to, że mamy różne spojrzenie na projekty dochodzi do małych zwarć. Ale jest to rozwijające, kiedy możemy połączyć dwie wizje i stworzyć świetne projekty.

Jak rozładowujecie te biznesowe zwarcia i przekuwacie je w sukces?

ED: Jestem osobą unikającą konfliktów. Lubię spokojnie porozmawiać, ale czasami wchodzimy ze sobą w sprzeczki po to, żeby rozładować napięcia, a następnie to, co z nas wyjdzie, przekształcić w działania.

MŻ: To, co w naszym przypadku łagodzi obyczaje, to wspólny cel. Patrzymy w jednym kierunku, ale innymi oczami.

ED: Cenne jest też to, że od wielu lat jesteśmy przyjaciółkami i traktujemy się jak siostry. Cokolwiek by się nie wydarzyło, wiemy, że na sam koniec będzie dobrze - bo musi być. Sama mam dwie siostry i doświadczenie, że nawet pomimo największych sprzeczek i nieporozumień, zawsze wychodzi słońce za horyzontem. Monika ma czterech braci, więc jej też nie są obce układy między rodzeństwem.

W jednym z wywiadów powiedziałyście, że gdyby nie misja, która przyświecała wam od początku działania marki, to byłoby ciężko dojść do momentu, w którym jesteście. Na czym ona polega?

MŻ: Nasza misja jest niezmienna od lat i polega na upraszczaniu skomplikowanych czynności kosmetycznych. Chcemy ułatwiać życie kobietom, wpływając na ich pewność siebie i chronić środowisko, ograniczając odpady.

ED: Gdy powstawała nasza rękawiczka do demakijażu, wiedziałyśmy, że jest fantastyczna dla nas i naszych bliskich. Wtedy naszą misją było doprowadzenie do sytuacji, w której każda kobieta na świecie mogłaby z niej korzystać. Chciałyśmy, aby był to produkt na każdą kieszeń i ułatwiał szerokiej grupie konsumentek skomplikowany proces demakijażu. Monika stawiała na wygodę, ja na hipoalergiczność. Dziś nasza rękawiczka jest dostępna w ponad pięćdziesięciu krajach i blisko 15 tysiącach punktach sprzedaży. Gdy podróżujemy na kraniec świata i widzimy GLOV® na półkach, mamy poczucie spełnienia misji. Z czasem wzbogaciłyśmy ofertę produktami do włosów i ciała. Chciałyśmy stworzyć kategorię demakijażu samą wodą - to się udało. Teraz naszą misją jest stworzenie globalnej marki akcesoriów, które ułatwiają codzienną rutynę pielęgnacyjną i dbanie o to, aby być eco-friendly.

W tym celu wprowadziłyście też obieg zamknięty.

ED: Tak, wymagało to od nas wiele wysiłku, ale aktualnie, jeśli konsumentka chce poddać produkt recyklingowi, to zwraca go na nasz koszt. Same go przetwarzamy. Pamiętajmy, że samo używanie naszego produktu znacznie redukuje ilość zużywanych płatków bawełnianych i plastikowych butelek po kosmetykach do demakijażu.

A gdy kończy się przydatność rękawiczki w kontekście demakijażu, jest doskonała do porządków domowych…

ED: Dokładnie! Prezentujemy taki cykl życia produktu, że przez trzy miesiące używamy go do demakijażu, bo wówczas jest najbardziej efektywny. Gdy włókna rękawiczki twardnieją przez codzienne użytkowanie, możemy używać jej do sprzątania. To jest jej drugie życie. A potem z przyjemnością odbieramy ją od klientki i recyklingujemy.

Czytaj więcej

To nie są drobne różnice. Nowe badanie pokazało, jak luka płacowa dotyka kobiety na wysokich stanowiskach

Wróćmy do waszych początków. Niejednokrotnie wspominałyście o trudach, które towarzyszyły wam na pierwszych etapach: o pracy po kilkanaście godzin dziennie i przeznaczaniu każdej złotówki na inwestowanie. Co sprawiło, że nieustannie wierzyłyście w powodzenie swojego pomysłu?

ED: W moim przypadku było to uwielbienie do produktu. Mam wrażliwą, atopową skórę i to, że rękawiczka nie potrzebuje użycia kosmetyków niszczących barierę hydrolipidową i ją wzmacnia, było dla mnie wybawieniem. Pomogła mi ona z moimi skórnymi problemami i dlatego tak bardzo chciałam skomercjalizować produkt. Miałyśmy wizję i konsekwentnie ją realizowałyśmy. Dziś wiele kobiet identyfikuje się z naszą marką, ale naszym celem nigdy nie było zarabianie dużych pieniędzy - w przypadku start-up'ów jest to zazwyczaj wypadkowa tego, że kreuje się projekt solidnie i bez kompromisów. A korzyści finansowe przychodzą bardzo późno. Wiatru w żagle dodawały nam też negatywne opinie osób, które mówiły, że nam się nie uda. Że branża beauty jest tak liczna, że nigdy się nie przebijemy. Ale z Moniką za wszelką cenę chciałyśmy pokazać im, że nie mają racji i że kobiety, które kochają nasz produkt, nie mogą się mylić.

Pamiętacie swoją pierwszą rozmowę na temat pomysłu Moniki dotyczącego stworzenia rękawiczki do demakijażu?

MŻ: Pamiętam to doskonale, byłam wtedy u moich rodziców w Drozdowie. Zamknęłam się w salonie i zadzwoniłam do Ewy. Później przyjechałam do niej do Krakowa, bo podczas rozmowy była bardzo entuzjastycznie nastawiona do mojego pomysłu. To była krótka piłka.

ED: Ten pomysł wydawał mi się bardzo szalony, ale ponieważ lubię wyzwania, to podjęłam "rękawicę". W biznesie, który wówczas prowadziłam w Krakowie, zaczęło robić się coraz stabilniej. Zobaczyłam, że pomysł Moniki daje duże pole do rozwoju, który zawsze był tym, co najbardziej mnie motywowało. Byłyśmy kilka lat po studiach, więc wtedy chęć rozwoju jest bardzo duża. Wykorzystałyśmy więc okoliczności w taki sposób, że dziś cieszymy się z sukcesu tego pomysłu.

Ale były momenty, w których każdą oszczędność przeznaczałyście na biznes. Przeczytałam, że ukrywałyście to przed bliskimi. Bywało ciężko?

ED: To historia Moniki, gdzie mama dawała jej pieniądze na buty, a ona przeznaczała je na biznes. Z tyłu głowy miałyśmy przeświadczenie, że po studiach od razu należy rozpocząć karierę. Ale moi rodzice zawsze byli pozytywnie nastawieni do odważnych pomysłów i wspierali mnie. Były momenty wstydu, że pracujemy nad produktem miesiącami, a długo musiałyśmy przeznaczać to, co zarobiłyśmy, na inwestycje. Były chwile zwątpienia, kiedy nie mogłyśmy się jeszcze utrzymać z naszego biznesu. Ale wierzyłyśmy, że to się zmieni.

I kiedy nadeszła zmiana?

ED: Do tej pory wspominamy pierwsze duże zamówienie, które wyprodukowałyśmy dla dużego, francuskiego sklepu Monoprix. Początkiem były targi kosmetyczne w Bolonii, w których brałyśmy udział. Kupczynie z tej firmy użyły GLOV® tego samego dnia w hotelu, a następnego zachwycone wróciły z propozycją wprowadzenia naszego produktu do sprzedaży. Kiedy przyszła oferta, to okazało się, że nie mamy pieniędzy na produkcję. Nie było środków w spółce, nie było oszczędności, a inwestorzy nie chcieli nam pomóc. Wtedy pomogła nam rodzina. Dostałyśmy pożyczkę na pierwszą produkcję, którą zwróciłyśmy z nawiązką, żeby dotrzymać słowa. Po tej transakcji wypłaciłyśmy sobie pierwsze, dość skromne wynagrodzenie.

Czy doszłyście już do momentu odcinania kuponów od sukcesu?

ED: Ten moment jeszcze nie nadszedł. W dalszym ciągu jesteśmy na tyle nastawione na rozwój, zwiększanie obrotów i podbijanie kolejnych krajów, że nie myślimy o osobistych korzyściach, tylko o wykorzystywaniu ogromnego potencjału naszej marki. Ale miłym etapem był sukces na rynku międzynarodowym, czyli zamówienia dla marek niemieckich i rynku Bliskiego Wschodu. W jednym czasie otworzyłyśmy kilka rynków na raz. Wtedy poczułyśmy, że mamy płynność finansową i bezpieczeństwo. W jednym roku zatrudniłyśmy kilkanaście nowych osób i zaczęła się mocna praca zespołowa.

Wasza droga na polski rynek prowadziła z zagranicy?

ED: Choć marketingowo najmocniej działamy w Polsce, to zainteresowanie rewolucją GLOV® było większe za granicą. Jeździłyśmy po targach, co umożliwiły nam europejskie projekty i dotacje wspierające polską branżę kosmetyczną w celu wspierania eksportu. Po zagranicznym sukcesie zainteresował się nami rynek polski.

Jak ważnym elementem marketingowym waszej marki była siła poleceń konsumentek?

ED: Ponieważ na początku nie miałyśmy budżetu na profesjonalny marketing, była to ogromna część naszego sukcesu. Po produkcji i opatentowaniu GLOV® nie stać nas było na promocję. Siła poleceń i social mediów była wówczas kluczowa.

Krokiem milowym dla rozwoju GLOV® była wasza współpraca z Kim Kardashian. Jak do niej doszło?

MŻ: Uwielbiam biznesowy fenomen Kardashianów. Uważam, że te one wprowadziły ważny trend: uświadomiły światu, że kobieta też może odnieść ogromny sukces komercyjny. Nikt nie kwestionuje dziś tego, że ich rodzina to turbomiliarderzy, którzy mieli doskonały pomysł na rozkręcenie marki osobistej. Każdy z członków tej rodziny ma olbrzymi kapitał, i każdy z nich przeszedł długą drogę, by finalnie odnieść olbrzymi sukces. Wiedząc to wszystko, w mojej głowie od jakiegoś czasu pobrzmiewało dość abstrakcyjne marzenie, żeby móc z nimi współpracować. Mogło się to rzecz jasna wydawać niewyobrażalne z pozycji małej marki. Miałyśmy jednak najlepszą agencję PR-ową w USA w branży beauty. Mieszkałam wtedy w Dubaju, a Kim Kardashian opublikowała na Instagramie post, że będzie tam na masterclassie z Mario Dedivanovicem. Nasz agent z Middle East skontaktował się z miejscem, w którym miało odbywać się wydarzenie. Okazało się, że głównym menadżerem tego obiektu jest Libańczyk, tak samo jak nasz agent. Dał nam kontakt do organizatora tego wydarzenia, zaczęliśmy dość oporne negocjacje, w których pomogła nam nasza amerykańska agentka, u której ktoś z tego wydarzenia miał dług wdzięczności. Dzięki zbiegowi przypadków udało nam się wynegocjować dobre warunki współpracy. Kim Kardashian użyła naszej rękawiczki podczas wydarzenia - patrzyłam na to ze łzami w oczach.

ED: Tam też przekonałyśmy się, że dobry biznes powinien bazować na szczerych, etycznych relacjach i wartościach. Gdyby nie to, współpraca z Kim Kardashian nie byłaby możliwa. Ten sukces pokazał też, jak ważne są szalone marzenia. Początkowo podchodziłam sceptycznie do pomysłu Moniki, zastanawiając się, skąd weźmiemy na to wszystko budżet. Monika znalazła drogę do tego, żeby przekuć go w rzeczywistość. Kiedy wysłała mi zdjęcie Kim Kardashian z naszą rękawiczką, wraz z zespołem popłakaliśmy się ze wzruszenia. To był dowód na to, że mała marka bez milionów na koncie może coś takiego osiągnąć. I że będąc z małych miasteczek, działając etycznie, można cieszyć się międzynarodowym sukcesem.

Ciekawym zabiegiem marketingowym jest też niedawny udział Moniki w programie „The Real Housewives. Żony Warszawy”. Skąd taki pomysł?

MŻ: Wziął się z mojej chęci przygody i wyjścia ze strefy komfortu do zupełnie nieznanego świata, czyli do show-biznesu, który zawsze mnie intrygował. Nie byłam od początku przekonana, czy chcę brać udział w projekcie, ale produkcja skutecznie mnie do tego przekonała - podobno byłam jedną z najbardziej barwnych postaci na castingu. Przed podjęciem ostatecznej decyzji, skonsultowałam się z naszym zespołem, bo wiadomo, że taki program ma swój format i też chce zdobyć dużą "klikalność". Dziś wiem, że docelowo nie chcę funkcjonować w show-biznesie. To nie jest mój świat. Osoby, które go znają, radziły mi, żebym tam nie wchodziła, co teraz rozumiem. Ale nasz zespół GLOV® miał z tego dużo radości, a mój udział w programie bardzo nas zintegrował i wprowadził bardzo dobrą energię do firmy. Pamiętajmy, że nasza firma Phenicoptere 80 proc. obrotów generuje za granicą, a w Polsce wydajemy cztery razy więcej kapitału, niż na nim zarabiamy. Ta decyzja więc była trochę ryzykowna, ale finalnie nie zaważy na naszym biznesie znacząco. Przyznam, że są przykre momenty, kiedy w programie widzę, jak przedstawia się moją osobę w sposób, który ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Ale finalne efekty dotyczące tego, jak mój udział w programie wpłynie na naszą firmę, zobaczymy dopiero za jakiś czas.

ED: To też jest ciekawy przykład: że do programu idzie osoba, która już bardzo dużo osiągnęła biznesowo. Wierzę w to, że pokazanie kobiety biznesu, która odniosła tak duży sukces, posłuży nie tylko marce, ale też innym kobietom, które chcą iść do przodu.

Materiał powstał we współpracy z Phenicoptere

Materiał powstał we współpracy z Phenicoptere

Mówicie o sobie, że jesteście jak dwa przeciwstawne żywioły. Która z was jest w takim razie wodą, a która ogniem?

Pozostało 99% artykułu
Uroda
Sól Epsom dla zdrowia i urody. Jak działa modna kuracja?
Uroda
Marki z branży beauty apelują do nastolatek, aby nie kupowały „dorosłych” kosmetyków
Uroda
Makijaż na trening – lepiej znać te zasady, by uniknąć problemów z cerą
Uroda
Niedoskonałości - TAK, ale tylko z filtrami. Ekspertka o wizerunku kobiet w filmie i reklamie
Uroda
Beyonce rusza z nowym biznesem. Będzie działać w branży bliskiej jej mamie