Święta nie są zarezerwowane tylko dla wierzących. Ksiądz profesor Jan Kazimierz Przybyłowski o sensie przeżywania Bożego Narodzenia

Każda celebracja jest ważna i każdy ma do niej prawo - mówi Kierownik Katedry Teologii Pastoralnej i Nauk Pomocniczych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, wicedyrektor Uniwersyteckiego Centrum Badań Wolności Religijnej.

Aktualizacja: 24.12.2023 08:00 Publikacja: 21.12.2023 12:00

Ksiądz profesor Jan Kazimierz Przybyłowski: Pewnych symboli nie da się już w tej chwili zastrzec dla

Ksiądz profesor Jan Kazimierz Przybyłowski: Pewnych symboli nie da się już w tej chwili zastrzec dla Kościoła.

Foto: PAP

Od Świąt Bożego Narodzenia dzielą nas już dosłownie chwile. O tym, jak je celebrować i przeżywać, mówi się wszędzie dookoła. W mediach społecznościowych dyskusje na ten temat toczą się co najmniej od końca listopada. Niektóre znane osoby aktywne w tej przestrzeni – bardzo ważnej w kontekście współczesnej komunikacji – szczegółowo relacjonują swoje przygotowania do świąt, a jednocześnie otwarcie informują, że nie czują się związane z wiarą i Kościołem Katolickim. Czy takie obchodzenie Świąt – bez uwzględnienia aspektu duchowego – ma rację bytu i można w nim dostrzec coś pozytywnego?

Ks. prof. dr hab. Jan Kazimierz Przybyłowski: Gdybym miał udzielić możliwie najkrótszej odpowiedzi na tak postawione pytanie, brzmiałaby ona: tak. Można w ten sposób przeżywać Boże Narodzenie. Dlatego, że wiara i kultura tak bardzo przeniknęły się ze sobą w niektórych płaszczyznach, że poszczególne elementy religii chrześcijańskiej stały się spoiwami życia społecznego. Konkretnie w Polsce granica między wiarą i kulturą została właściwie całkowicie zatarta. Wpływ na to miał przebieg dziejów naszego kraju. Chociażby w czasie zaborów: żeby kultura mogła przetrwać, znajdowała swoją moc, siłę napędową w religii. Z podobnym zjawiskiem mieliśmy do czynienia w stanie wojennym. Kościoły stawały się wtedy sceną dla ludzi kultury, który nie godzili się na warunki działania wyznaczane przez reżimowe władze i nie mogli występować ze swoimi przekazami w miejscach do tego przeznaczonych. Ich działania były też wyrazem sprzeciwu wobec próby zniszczenia bliskiego związku kultury i wiary. Powracając jeszcze do głównego wątku: odpowiadając na pytanie, które pani zadała, trzeba rozróżnić Kościół, religię, religijność i wiarę. To nie są jednoznaczne pojęcia.

Co konkretnie ksiądz profesor ma na myśli?

Zacznijmy od pojęcia religii. Pochodzi ono od słowa religati – oznaczającego więź z Bogiem, inaczej więź pobożności, czyli tego, co człowiek wyraża, poszukując możliwości spotkania z Sacrum. Proszę zauważyć, że bez względu na to, czy patrzymy na liturgię, czy na pobożność ludową, to są to działania zaczerpnięte z codzienności. Na przykład Msza święta. Jeśli powiemy o niej wieczerza albo jeszcze bardziej pospolicie – kolacja (to też się czasami zdarza), to będziemy blisko zrozumienia tego symbolu, którym Eucharystia jest w swoim wyrazie pobożnościowym. Znak wzięty z życia staje się jednocześnie przedstawieniem niewidzialnej mocy Bożej – rzeczywistości Sacrum. Daje człowiekowi możliwość włączenia się w wyrażanie tego, co czuje w sferze nadprzyrodzonej. Tak są zbudowane liturgia i pobożność ludowa — w swoich różnych formach. Mając to na uwadze, nietrudno stwierdzić, że pewnych symboli nie da się już w tej chwili zastrzec dla Kościoła.

A co z pojęciem religijności?

Wielu psychologów i socjologów mówi o tym, że człowiek ma naturę religijną, czyli jest otwarty na transcendencję. Potrzebuje nadania sensu swojej egzystencji. W religijności dopiero ujawnia się pobożność. To ona jest wyrazem wiary – tego, co człowiek osobiście czuje. Wiarę można wpisać w codzienność i wtedy profanum – człowiek ze swoją cielesnością i ograniczoną naturą – łączy się ze sferą duchową. Ta z kolei wyraża się poprzez wierność pewnym zasadom, przestrzeganie obowiązujących norm, a przede wszystkim uznawanie wartości uroczystych, na których buduje się moralność.

Czytaj więcej

Zbadano, jakie są ulubione zwyczaje świąteczne Polaków. Wcale nie choinka i prezenty

Rozumiem w takim razie, że „korzystanie” przez osoby niewierzące ze świątecznych symboli mocno osadzonych religii nie powinno być jednoznacznie negatywnie oceniane?

Inaczej: nie powinno podlegać żadnej ocenie – ani etycznej, ani – tym bardziej, ocenie w kontekście doktryny katolickiej. Jeśli ktoś widzi w naturze coś, co go uszczęśliwia, co sprawia, że czuje się osobowościowo dowartościowany – czymś takim może być np. dekoracja choinki – i to pozwala mu stworzyć aurę świętowania, przeżywania podniosłości chwili, to należy w tym dostrzec raczej potencjał do rozwoju duchowego. W tym konkretnym momencie człowiek, o którym mowa, potrafi przeżywać święta tylko tak, ale możliwe, że to się zmieni. Można tak myśleć, biorąc pod uwagę fakt, że – choć może nawet zupełnie nieświadomie – to obcuje symbolami religijnymi. To oznacza, że jest w nim coś, czego sam nie rozumie, a na pewno nie potrafi tego wytłumaczyć, używając argumentów teologicznych, duchowych, religijnych. Jednak wyraz szczęścia, które płynie z tego, co robi, jest u niego taki sam, jak u człowieka wierzącego. To, o czym mówię, jeszcze wyraźniej daje o sobie znać u ludzi, którzy deklarują, że cenią sobie obrzędowość wieczerzy wigilijnej. Jeśli w czasie tej celebracji cieszą się bliskością innych, odkrywają potrzebę dialogu, odczuwają szczęście płynące z rozmów, to wigilia jest czymś, co na pewnym poziomie łączy ich z osobami wierzącymi – choć w działaniach, które podejmują, nie ma znamion religii. W tym momencie ponownie należałoby wspomnieć o zacieraniu się granic wiary i kultury. Jeśli niewierzących czas świąt cieszy, bo spotykają się z bliskimi, czują się wyrwani z codzienności i doświadczają czegoś wyjątkowego, to oznacza, że wchodzą na ten sam poziom doświadczenia, co ludzie religijni, tylko mają ku temu inne motywacje. Przeżywanie Świąt przez człowieka osadzonego w wierze i tego, który robi to tylko po to, by zachować tradycję, niczym się nie różni.

Narracja księdza profesora jest piękna, ale nie każdy się z nią zgodzi. W Internecie jest wielu ludzi, których nazywałabym samozwańczymi strażnikami wiary. Te osoby odmawiają ludziom niewierzącym prawa do obchodzenia Bożego Narodzenia. Co ksiądz profesor na to?

To jest smutne – przede wszystkim w kontekście wartości płynących z przyjmowania postawy dialogicznej wobec każdego innego człowieka. Płaszczyzna, którą należy przyjąć w myśleniu o tym problemie, powinna być taka: dehumanizacja zawsze prowadzi do dechrystianizacji. I odwrotnie: dechrystianizacja prowadzi do dehumianizacji. Ktoś podważa godność innego człowieka i patrzy na niego z wyższością, bo znajduje się w innym punkcie na drodze poszukiwania swojej własnej trancendencji. To w pewien sposób odebranie mu wolności i próba przeobrażenia religii w fundamentalny ruch. O tych, którzy tak działają, można by powiedzieć, że nadają religii utopijny wymiar, a Kościół przekształcają w utopijną strukturę. To błąd. Od czasów Jana Pawła II wiemy, że Kościół jest wspólnotą grzeszników. Nie mamy prawa nikogo z tej wspólnoty wyłączyć – tym bardziej ludzi, którzy okazują szacunek symbolom używanym również przez chrześcijan. Co więcej: wprowadzają je w pewien sposób na poziom kultury społecznej. To dzięki nim w sklepach stawiamy choinki i żłóbki. Chęć odsunięcia tych osób, wyeliminowania ich z dyskursu to zaprzeczenie tego, co jest istotą Ewangelii – wiary w ducha dialogu i potrzebę podtrzymywania go.

Słuchając księdza profesora, zastanawiam się, dlaczego stosunkowo rzadko słyszy się głosy przedstawicieli Kościoła podobne do tego, którym ksiądz mówi?

Taka jest prawdziwa teologia. Gdyby wniknąć w magisterium ostatnich papieży – począwszy od Pawła VI, a właściwie od Jana XXIII, który był człowiekiem dialogu – byłoby widać, że wszyscy papieże dostrzegają ogromną wagę związku pomiędzy pojęciami wiary, religii i pobożności oraz kultury. W pełni oficjalnie głoszone jest, że Kościół nie chce dziś nikomu narzucać swoich religijnych przekonań. Jest jednak otwarty na racjonalny dyskurs z tymi, którzy tego chcą, a także podejmuje owocny dialog w przestrzeni kultury. Gdybyśmy wyeliminowali chrześcijaństwo czy w ogóle religię z życia społecznego, to musielibyśmy się pozbyć wszystkiego, co z kulturą jest związane. Wiadomo już, że to wszystko mocno się przenika. Dlatego na przykład nie możemy nikomu odebrać prawa do tworzenia wielkich dzieł kultury dlatego, że jest niewierzący. To pokazuje uniwersalność natury religijnej człowieka. Z jednej strony każdy poszukuje swojego miejsca w relacji z Sacrum. Z drugiej zaś w kulturze często lepiej widoczny jest element profanum – to, co mało wyraziste we wskazywaniu na transcendencję. Należy jednak uznać, że kultura i sztuka mają do tego prawo. Nie wszystko od razu musi kierować człowieka do postawy modlitewnej, do zachwytu Boską miłością. Coś może go po prostu zachwycać pięknem, pociągać przekazem prawdy, dobrem, które tam widzi. Co więcej: to właśnie może być dla niego początek nowej drogi w poszukiwaniu prawdy o sobie i wierze.

Czy ksiądz profesor czuje, że mówi teraz głosem całego Kościoła Katolickiego w Polsce? Czy najważniejsi hierarchowie podobnie widzą te kwestie?

Przede wszystkim mam poczucie, że Kościół jest teraz w trudnej sytuacji. Daje się zauważyć zjawisko, które nazwałbym egzystencjalnym i społecznym daltonizmem. Dotyka ono również hierarchów kościelnych i kapłanów będących na tzw. froncie, czyli pracujących bezpośrednio z ludźmi. Łatwiej jest przyjąć postawę jednoznaczną, jeśli chodzi o cel, który ma się do zrealizowania i nie zwracać uwagi, że tam, gdzie chce się dotrzeć, można dojść różnymi drogami. Hierarchowie faktycznie często widzą tylko jedną ścieżkę, a ona nie jest dla każdego. Trzeba dostrzec różnokolorowość sposobów doświadczania tego, co najważniejsze. Metaforycznie można by powiedzieć: hierarchowie powinni traktować wiarę i religię, jak świecę umieszczoną w kolorowej latarni. Światło, które ona daje, jest różnobarwne, ale w środku jest jednokolorowa świeca. Chodzi o to, żeby nie rezygnując z tego, co jest najważniejsze – Boga osobowego, źródła światła – akceptować fakt, że patrząc na tę lampę, różni ludzie mogą widzieć inne kolory blasku, który daje. Mając to na uwadze, podzielałbym pani niepokój dotyczący tego, że wielu hierarchów zbyt jednoznacznie podchodzi do własnych „prawd” i dróg, które do nich prowadzą. To sprawia, że nie pozwalają innym podążać własnymi ścieżkami. Być może przydatna okazałaby się tutaj rada mistrza Eckharta, dominikańskiego mistyka żyjącego w XIII wieku. Mawiał on, że jeśli przy pracy człowiek słabiej odczuwa obecność Boga niż w kościele, to znaczy, że w ogóle nie jest on obecny w jego życiu, że wcale go nie poznał. Jeszcze inaczej mówiąc: to wszystko, co przeżywają ludzie w codzienności, można uznać za przejaw tzw. kapłaństwa egzystencjalnego. Człowiek w każdej chwili życia naprawdę może dotykać sfery duchowej, a Kościół jest wtedy tylko dopełnieniem przeżyć z codzienności. Problem w tym, że hierarchowie chcieliby, żeby było odwrotnie – aby wszystko, co dzieje się na co dzień w życiu wiernych, brało swój początek w Kościele. Niestety, powszechność zbawienia mówi o tym, że nie wszyscy, którzy będą zbawieni, w ogóle zetkną się z Kościołem, a oni też doświadczają Boga w swoich sercach, w relacjach z innymi, a nawet w trudnościach i upadkach. Jeśli mając te doświadczenia, trafią na to, co oferuje Kościół, wtedy odkrywają swoją drogę. Świadomie decydują się na nią wejść i stają się członkami wspólnoty.

Czytaj więcej

Akcja: dekoracja! Badanie pokazało, że warto jak najwcześniej przystroić dom na święta

A co w takim razie powinno się zdarzyć, zostać dopełnione, żeby Święta miały prawdziwie religijny, duchowy charakter?

Znowu posłużę się metaforą. Każdy kto chce duchowo przeżyć Boże Narodzenie, powinien zapalić w sobie płomyk miłości. Uwaga: nie rozpalić ogromny ogień – taki, który oślepia i parzy. Chodzi o to, by znaleźć w sobie to coś ważnego, co odrywa od codzienności i wyznacza kierunek, w którym należy zdążać, żeby poczuć wyjątkowość tego czasu. Na tym płomyku trzeba się skupić. Wyniki wielu badań pokazują, że młodzi ludzie rezygnują dziś z celebrowania Bożego Narodzenia z rodziną, ale wcale nie dlatego, że tego nie chcą, tylko mają poczucie, że w sferze przeżywania tych chwil nastąpiły niekorzystne przewartościowania. W pierwszej kolejności sprząta się dom i zastawia stół, a zapomina o tym, co najważniejsze, czyli rozmowie, kolędowaniu, dzieleniu się emocjami. To wielka strata, bo wigilijny stół jest właśnie po to, by snuć przy nim opowieść o dziejach rodziny. Młodzi otwarcie mówią, że wolą wyjechać na święta, bo wtedy mogą właśnie skupić się na pielęgnowaniu płomyka, o którym wspomniałem. Żeby nie musieć tego robić, polecam zorganizować Święta tak, aby uniknąć uczucia zmęczenia. Wtedy będzie można czerpać z tego, co najważniejsze.

Ks. prof. dr hab. Jan Kazimierz Przybyłowski

Ks. prof. dr hab. Jan Kazimierz Przybyłowski

Agnieszka Bogdan Photography

Ks. prof. dr hab. Jan Kazimierz Przybyłowski

Kapłan diecezji włocławskiej. Studia specjalistyczne w zakresie teologii pastoralnej ukończył na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, otrzymując stopień doktora w 1993 roku. Habilitację uzyskał na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego (UKSW) w Warszawie w 2001 roku. Tytuł naukowy profesora nauk teologicznych otrzymał 25 stycznia 2011 roku. Od 2002 roku jest kierownikiem Katedry Teologii Pastoralnej i Nauk Pomocniczych na UKSW. W latach 2008-2010 pełnił funkcję prodziekana ds. naukowych na Wydziale Teologicznym UKSW, a w latach 2010-2012 był prorektorem ds. finansowych i naukowych na UKSW. Od 2021 roku jest również zastępcą dyrektora Uniwersyteckiego Centrum Badań Wolności Religijnej UKSW. Jest autorem kilkuset artykułów naukowych i popularno-naukowych, i kilkunastu książek, m.in. „Znaczenie nowej ewangelizacji dla duszpasterstwa młodzieży. Studium pastoralne” (Lublin 2001); „Funkcja wychowawcza w teorii i praktyce eklezjalnej. Studium teologicznopastoralne” (Warszawa 2010); „Jak modli się polska młodzież? Studium socjologiczne”, Warszawa 2013; „Rola nowej ewangelizacji w Kościele i w świecie. Nowe ubranie bez dziur i łat (Łk 5, 36)”, Warszawa 2014; „Szósty zmysł. Gdyby cały świat stał się na moment szpitalem”, Warszawa 2019. 

Od Świąt Bożego Narodzenia dzielą nas już dosłownie chwile. O tym, jak je celebrować i przeżywać, mówi się wszędzie dookoła. W mediach społecznościowych dyskusje na ten temat toczą się co najmniej od końca listopada. Niektóre znane osoby aktywne w tej przestrzeni – bardzo ważnej w kontekście współczesnej komunikacji – szczegółowo relacjonują swoje przygotowania do świąt, a jednocześnie otwarcie informują, że nie czują się związane z wiarą i Kościołem Katolickim. Czy takie obchodzenie Świąt – bez uwzględnienia aspektu duchowego – ma rację bytu i można w nim dostrzec coś pozytywnego?

Pozostało 96% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Wywiad
Luna: Nie czuję, że na Eurowizji poniosłam porażkę
Wywiad
Małgorzata Foremniak: Nie warto poświęcić siebie dla drugiego człowieka
Wywiad
Pisarka Małgorzata Oliwia Sobczak stworzyła "Kolory zła: Czerwień". Mówi, że to terapia
Wywiad
Reżyserka Maja Kleczewska: Warszawa nie potrzebuje "Wesela"
Materiał Promocyjny
Mazda CX-5 – wszystko, co dobre, ma swój koniec
Wywiad
Polka w Monako Dominika Eisenberg: Niedziela jest dniem na rozmawianie o wszystkim, tylko nie o pracy
Materiał Promocyjny
Branża bankowa gorszy okres ma za sobą