Uszczypliwe uwagi na temat dokonań zespołu, brak wiary w powodzenie wymagającego projektu, niekontrolowane wybuchy złości lub, dla przeciwwagi, karanie pracowników ciszą, by podkreślić dezaprobatę wobec ich działań, nakładanie na podwładnych kolejnych obowiązków mimo że lista ich zadań wydłuża się regularnie – to zaledwie wybrane przykłady zachowań, których niejedna osoba doświadcza na co dzień w miejscu pracy. Ten sam mechanizm dotyczyć może też relacji z najbliższymi osobami, które emanując negatywną energią, przenoszą ją na pozostałych członków danej rodziny. Odczuwana frustracja, podniesiony poziom napięcia i stres wywołany takimi działaniami – zarówno ze strony przełożonego, jak i członka zespołu czy rodziny – istotnie wpływają na samopoczucie danej osoby, w dłuższej perspektywie przyczyniając się do przyspieszenia procesów starzenia.

Mechanizm ten przeanalizowali naukowcy z National Institute on Aging, którzy przeprowadzili badanie wśród 2300 uczestników w celu sprawdzenia wpływu, jaki na ich zdrowie wywierają osoby o – jak to określono – „uciążliwym” charakterze (ang. hasslers). Wyniki badań, opublikowane na łamach czasopisma „Proceedings of the National Academy of Sciences of the United States of America” (skr. PNAS), świadczą o tym, że przebywanie wśród takich osób przyczynia się do podwyższenia wieku biologicznego o 9 miesięcy i przyspieszenia procesów starzenia o 1,5 proc. O innych konsekwencjach wynikających z regularnego kontaktu z osobami o negatywnym nastawieniu do życia rozmawiamy z mgr Natalią Kunas, psychologiem, specjalistką z Poradni Zdrowia Psychicznego Psychoklinika.

Przejmowanie nastrojów i emocji od innych osób za sprawą neuronów lustrzanych

Jak zastrzega psycholog, relacje z ludźmi są jednym z ważniejszych czynników kształtujących nasze samopoczucie, zarówno psychiczne, jak i fizyczne. – Choć często mamy tendencje do skupiania się na pojedynczych, kluczowych w życiu wydarzeniach czy stresujących sytuacjach, to właśnie ten codzienny, stały kontakt z określonymi osobami, ich sposobem myślenia, mówienia, zachowania czy reagowania na emocje lub na otaczający świat, ma znaczący wpływ na nasze funkcjonowanie. Szczególnie wyraźnie widać to w przypadku osób o negatywnym, nieprzyjaznym i zimnym lub, przeciwnie, wspierającym, ciepłym i optymistycznym nastawieniu. W gabinecie często można usłyszeć: „Nic takiego wielkiego się nie wydarzyło, ale po spotkaniu z nią/nim jestem kompletnie wyczerpana, zmęczona, zła i smutna”. Dlaczego tak się dzieje? Czy jesteśmy w stanie „zarażać się” emocjami? Otóż tak. Jesteśmy w stanie je zauważać, rozumieć, analizować, a także na nie reagować i poniekąd przejmować – wyjaśnia Natalia Kunas.

Emocje wyrażane przez osoby z najbliższego otoczenia mają zatem niebagatelny wpływ na odczucia ich rozmówców, przedstawicieli rodziny czy współpracowników. – Kiedy obserwujemy emocje u innych, w naszych mózgach uaktywniają się neurony lustrzane, odpowiedzialne za przejmowanie nastrojów i emocji od innych osób. To dzięki nim jesteśmy w stanie przewidzieć czyjeś intencje, naśladować zachowania czy uczyć się nowych. To również dzięki nim wzruszamy się podczas oglądania filmów, odczuwamy smutek, kiedy ktoś płacze i śmiejemy się chętniej w otoczeniu innych śmiejących się osób. To właśnie te komórki są odpowiedzialne za tworzenie swego rodzaju symulacji stanu podobnego do tego przeżywanego przez inną osobę. To potężne narzędzie odgrywa kluczową rolę w empatii. Pozwala na współodczuwanie. Kiedy spotykamy się z osobą, która ma negatywne nastawienie do ludzi, świata i wszystkiego, co ją otacza, jesteśmy w stanie przejąć jej emocje bez większego trudu. Wystarczy do tego specyficzna mieszanka narzekania, katastroficznych wizji przyszłości i negatywnego obrazu przeszłości, tonu wypowiedzi czy negowania dowodów zaprzeczających temu sposobowi interpretacji otaczających zjawisk. Nasz mózg wspaniale odzwierciedli stan naszego rozmówcy i prawdopodobnie poczujemy spadek nastroju, zmęczenie psychiczne, a może nawet lęk czy złość. I to są konsekwencje jednego spotkania. Sytuacja zmienia się diametralnie, kiedy żyjemy w takim otoczeniu nieustannie, na przykład w relacji rodzinnej. Dlaczego? Ponieważ istnieje duże ryzyko stopniowego przyswajania takiego negatywnego stylu myślenia i traktowania go jako nasze. W toku uczenia się poznawczego, konstruujemy negatywne przekonania na temat siebie, otaczającego świata i ludzi. Częściej koncentrujemy się na zagrożeniach, przewidujemy najgorsze scenariusze, podważamy własną wiedzę i możliwości, a każdy sukces odbieramy jako porażkę, bo przecież mogło być jeszcze lepiej. Z czasem może to prowadzić do obniżenia samooceny, obniżenia poczucia własnej wartości, lęku, a nawet depresji – zastrzega psycholog.

Czytaj więcej

Dlaczego spotkania z przyjaciółmi powinny mieć wysoki priorytet? Psycholog wyjaśnia

Negatywne, długotrwałe relacje mogą działać jak silne stresory

Choć wspomniane badania rzeczywiście pokazują zależność stanu zdrowia od obecności osób i relacji „trudnych” w życiu, psycholog zwraca uwagę na pewne ich ograniczenia. – Najsilniejsza zależność dotyczy zdrowia psychicznego, gdzie wyniki pokazują, że każda dodatkowa „osoba trudna” to ryzyko wzrostu nasilenia depresji i lęku oraz subiektywnie gorsza ocena stanu zdrowia psychicznego. Dodatkowo, każda dodatkowa osoba trudna to wyższy o 9 miesięcy wiek biologiczny oraz około 1,5 proc. szybsze starzenie. Badacze zaznaczają jednak, że są to stosunkowo niewielkie efekty, natomiast z czasem mogą prowadzić do znacznych różnic w stanie zdrowia. Co ciekawe, badania pokazały, że nie wszystkie trudne relacje są tak samo obciążające. Największy negatywny wpływ ujawnia się w relacjach rodzinnych, czyli w systemie, którego zazwyczaj nie da się w prosty sposób opuścić. Relacje, na które mamy wpływ, są rzadziej negatywne, bo też de facto to my możemy decydować o tym, czy chcemy w takiej relacji być. Co z tego wynika? Na pewno badań tych nie powinno traktować się jak świętego graala, gdyż mają charakter przesiewowy, są samoopisowe, także narażone na subiektywizm odczuć i informacji deklarowanych przez osoby badane. Natomiast najważniejszym wnioskiem, który należy podkreślić, jest to, że negatywne, długotrwałe relacje, w których jesteśmy uwięzieni, mogą działać jak silne stresory, co w konsekwencji prędzej czy później odbije się na zdrowiu zarówno psychicznym, jak i fizycznym Co to oznacza? Że relacje są niezwykle ważne, ale niemniej ważny jest ich rodzaj, forma i to, co wnoszą do naszego życia. Czy są obciążające czy są wspierające? Ile zasobów zużywamy do podtrzymania relacji i czy ta relacja jest ich w ogóle warta? – tłumaczy Natalia Kunas.

Czytaj więcej

Delegowanie obowiązków domowych opłaca się związkom. Ustalono, jak to działa

Spokój, nadzieja, entuzjazm drugiej osoby obniżają napięcie

Dla przeciwwagi, relacje z ludźmi o odmiennym nastawieniu: pełnym optymizmu, dobrej energii i wzmacniających przekazów, również nie pozostają bez wpływu na samopoczucie i nastrój danej osoby. – To bardzo analogiczna sytuacja. Relacje wspierające, ciepłe, pełne optymizmu, ale też zrozumienia, budują wokół nas strefę, w której najzwyczajniej „lżej się żyje”. Ich wpływ również jest zarówno chwilowy, bo w ten gorszy dla nas dzień możemy otrzymać wsparcie i ukojenie, którego poszukujemy, jak i przynosi pozytywne skutki na dłuższą metę. Jak już wspomniałam na początku, emocje są „zaraźliwe”, więc spokój, nadzieja czy entuzjazm drugiej osoby obniżają nasze napięcie i poprawiają nastrój. Z czasem możemy też przejmować inny sposób interpretowania rzeczywistości: zamiast automatycznie zakładać najgorsze, uczymy się widzieć możliwości, rozwiązania i sens w mierzeniu się z trudnościami – wyjaśnia psycholog.

Pełne serdeczności relacje nie niwelują wprawdzie problemów, z jakimi boryka się dana osoba, jednak mogą złagodzić ich przebieg i dodać optymizmu, tak potrzebnego w opanowaniu kryzysowej sytuacji. – Takie relacje działają jak folia ochronna. W trudnych momentach obecność kogoś stabilnego i życzliwego przyspiesza powrót do równowagi. Dostajemy przestrzeń na uspokojenie i uporządkowanie emocji. To wzmacnia naszą odporność psychiczną. Nie dlatego, że problemy znikają, ale dlatego, że inaczej na nie reagujemy, a co najważniejsze, wiemy do kogo i gdzie możemy się udać, aby uzyskać skuteczne wsparcie. Taka relacja długofalowo daje nam poczucie bezpieczeństwa i akceptacji. Kiedy mamy blisko siebie osobę, której możemy mówić szczerze o trudnościach i czujemy zrozumienie, buduje to w nas zdrowszy obraz siebie i bardziej stabilne relacje ze sobą i innymi ludźmi. Jednocześnie nasuwa się pytanie, czy taka pozytywna, entuzjastyczna osoba jest nas w stanie przytłoczyć? Otóż tak! Wszystko zależy od naszego stanu, czyli momentu, w którym jesteśmy. Kiedy jesteśmy w kryzysie, albo najzwyczajniej mamy gorszy dzień, przesadny optymizm naszego rozmówcy po pierwsze może zostać przez nas odebrany jako niestosowny do sytuacji, a po drugie, możemy poczuć się kompletnie niezrozumiani, co jeszcze pogorszy nasz stan. Dlatego naturalnie częściej wchodzimy w relacje z osobami, które są do nas w pewien sposób podobne. W reakcjach na emocje, w sposobie komunikacji czy w poziomie energii. Czujemy do takich osób większą sympatię. Jednocześnie działa w nas mechanizm regulacji emocjonalnej oraz dążenia do dobrostanu, więc poszukujemy kogoś, kto da nam odrobinę więcej niż sami posiadamy. Poszukujemy kogoś, kto poprawi nam nastrój, poszerzy nasz horyzont i zmotywuje do działania. W praktyce najczęściej wybieramy (albo staramy się wybierać) balans pomiędzy tym, co jest do nas podobne, a tym, do czego dążymy, czyli relacje, w których czujemy się rozumiani i które dają nam paliwo do działania – wyjaśnia rozmówczyni.

Czytaj więcej

Przyjaźń międzypokoleniowa – to się bardzo opłaca. Kto i co na niej zyskuje?

Monitorowanie emocji wywoływanych przez „trudną” osobę

Jeśli jednak w najbliższym otoczeniu nie brakuje osoby skorej do kąśliwych uwag czy złowrogich przepowiedni, warto podjąć rozmowę mającą na celu zmianę tak negatywnego nastawienia. – Pewnie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby spróbować. Szczera rozmowa o tym, co nas przytłacza, co pogarsza nasz nastrój, na pewno nie zaszkodzi. Możliwe, że również przyniesie pozytywne efekty, chociażby krótkotrwałe. Pytanie, na ile zachowanie takiej „trudnej” osoby jest podatne na modyfikację i czy dana osoba ma chęć i motywację do zmiany. Być może będziemy pierwszymi osobami w życiu tej osoby, które zwróciły na takie zachowanie uwagę i poruszyły bądź co bądź trudny dla obydwu stron temat. To, co możemy na pewno zrobić dla siebie, to monitorować, jak taka relacja wpływa na nas. Jakie emocje wywołuje, jakie szkody nam wyrządza i czy jesteśmy wyposażeni w odpowiednie środki, żeby sobie z takim bagażem radzić. Musimy jasno określić naszą granicę, na ile jesteśmy sobie w stanie pozwolić, aby nie naruszyć naszego własnego dobrostanu – zastrzega Natalia Kunas.

Choć skłonność do snucia czarnych scenariuszy i regularnego przekazywania rozmówcom negatywnych komunikatów ma destrukcyjny wpływ na samopoczucie osób z najbliższego otoczenia, warto przyjrzeć się czynnikom warunkującym takie zachowania. – To, co nazywamy zwykle u innych pesymizmem, negatywną energią lub negatywnym nastawieniem do świata, jest mieszaniną przekonań i schematów ukształtowanych na przestrzeni czasu przez środowisko, wychowanie czy trudne wydarzenia życiowe. Osoba, która wychowywała się w lękowym, pełnym napięcia, chaotycznym środowisku, może nosić w sobie przekonania o zagrażającym świecie pełnym zła i krzywdzących ludzi. Takie ciągłe napięcie i życie w poczuciu ciągłego zagrożenia i chaosu, powodują lęk, frustrację i włączenie pesymistycznego filtra, który katastrofizuje, wyolbrzymia zagrożenia, wszędzie widzi porażki i brak sensu oraz bardzo wybiórczo skupia się tylko na tym, co nie działa, ignorując pozytywne aspekty życia. Zaburzenia depresyjne lub lękowe też mogą wizualizować się na zewnątrz w postaci wzmożonego krytycyzmu, wizji braku perspektyw na przyszłość czy uporczywego narzekania bez tendencji do szukania rozwiązań, co jest oznaką poważnego cierpienia. Do tego warto również wspomnieć o regulacji emocji: narzekanie czy dzielenie się swoimi frustracjami z inną osobą może mieć na celu radzenie sobie z trudnymi emocjami. Jeśli w takim emocjonalnym kryzysie znajduje się osoba nam bliska, naturalnym odruchem jest chęć udzielenia pomocy. I taką formą może być wysłuchanie, udzielenie wsparcia, zrozumienie, brak oceny czy próba pokazania innej perspektywy. To pierwszy i bardzo ważny krok, aby dać osobie w kryzysie przestrzeń do własnych przemyśleń. Pytanie brzmi, na ile dana osoba jest na taką formę wsparcia otwarta i na ile nasze działanie będzie pomocne długoterminowo. Warto monitorować taki rodzaj pomocy również wewnętrznie, aby nie wejść w rolę pogotowia emocjonalnego. Trzeba mieć na uwadze, że to nie my jesteśmy odpowiedzialni za stan psychiczny danej osoby. To wymaga świadomego postawienia sobie granic i akceptacji tego, że owszem możemy pomóc, ale tyle, na ile jesteśmy w stanie. Do momentu, w którym takie wsparcie nie zacznie nas przeciążać. W wielu przypadkach jednak, taka doraźna pomoc nie przyniesie długoterminowych, pozytywnych korzyści, a stan bliskiej nam osoby może ulec pogorszeniu. W takim przypadku zasugerowanie specjalistycznej pomocy i wsparcia może być nie tyle dobrym pomysłem, co koniecznością – alarmuje psycholog.

Czytaj więcej

Co łączy osoby określane mianem „cool”? Naukowcy dają odpowiedź

Odcinanie się od „toksycznych” relacji: ochrona czy ucieczka?

Jak zauważa rozmówczyni, ostatnio bardzo wyraźnym i popularnym trendem jest odcinanie się od tak zwanych „toksycznych” relacji. – Tylko trzeba poważnie zastanowić się, czym ta „toksyczna” relacja jest, bo w gabinecie często słychać, że do tego toksycznego koszyczka nie tyle wrzuca się osoby, które realistycznie nas obciążają i nie jesteśmy w stanie udźwignąć ich bagażu, a na przykład relacje, które z jakichś powodów nam nie pasują. I często są to powody z pozoru błahe, ale po pogłębionej analizie, są w stanie powiedzieć nam dużo o nas samych, np. dlaczego krytyka namalowanego przez nas obrazu tak bardzo nas dotknęła? Czy to rzeczywiście kolejna, bezpodstawna uwaga tej „trudnej” osoby, czy to my nie radzimy sobie z przejawami naszej niedoskonałości? Czy taka relacja chronicznie nas wyniszcza i powoduje spadek naszej samooceny, poczucie niskiej wartości, czy to jednorazowy „przypadek” wynikający z gorszego dnia, a relacja po wspólnej rozmowie nadal będzie przynosić obopólne korzyści. Trzeba być również bardzo uważnym na to, czy samo odcięcie od negatywnie wpływającej na nas relacji jest ochroną nas samych przed rzeczywistym zagrożeniem czy ucieczką od tego, co negatywne i nie przynosi nam korzyści, bo w takim scenariuszu istnieje spore ryzyko, że mechanizm ucieczki i obrony przed tym, co negatywne zastosujemy kolejny raz. Zmieni się tylko człowiek. Dlatego najistotniejszym jest rozróżnienie ucieczki od dyskomfortu, która przyniesie tylko chwilową ulgę, od dojrzałego stawiania granic, gdy mamy świadomość tego, co nas krzywdzi, na co chcemy sobie pozwalać, a czego nie akceptujemy, tak, żeby żyć w zgodzie ze sobą – wyjaśnia Natalia Kunas.

Choć każda relacja z osobą, w cytowanym badaniu określaną mianem „uciążliwej” czy „trudnej”, ma swój indywidualny charakter, powyższe wytyczne warto mieć na uwadze, starając się niwelować negatywne konsekwencje danej znajomości. Jak dowodzą naukowcy, zaniechanie tych prób może mieć znacznie wyższą cenę niż irytacja, dyskomfort czy czarne myśli kłębiące się w głowie jeszcze długo po odbytej rozmowie.

Informacje o rozmówczyni

Natalia Kunas

Ukończyła 5-letnie studia psychologiczne, ze specjalnością kliniczną na Uniwersytecie SWPS w Warszawie. Również na Uniwersytecie SWPS ukończyła studia podyplomowe na kierunku „Psychologia w praktyce Wymiaru sprawiedliwości”, dzięki którym zyskała kompetencje do pracy w roli biegłego sądowego w dziedzinie psychologii, której to poświęciła 5 lat swojego życia. Jest certyfikowanym interwentem kryzysowym oraz diagnostą ADHD dorosłych.