Introwertyczny bohater serialu „Rooster” prowadzący zajęcia z literatury angielskiej w fikcyjnym Ludlow College nieudolnie próbuje niezobowiązująco rozmawiać ze swoimi studentami. Gdy jedna z młodych osób wyznaje, że ceni literaturę Zadie Smith, wykładowca odpowiada bez zastanowienia: Ja też go bardzo lubię. To znaczy ją. Ich – wymienia spontanicznie, widząc zmieszanie na twarzy rozmówczyni. Przy innej okazji, na wieść o tym, że koleżanka po fachu nie czytuje jego powieści, nonszalancko odpowiada jej tym samym, szczycąc się brakiem znajomości jej twórczości. – Napisałeś w mailu, że przeczytałeś wszystkie moje wiersze – zauważa przytomnie serialowa Dylan Shepard. Niezręczna próba sformułowania riposty kończy się wyartykułowaniem niewyraźnego sprostowania i kurtuazyjnym zapewnieniem, że krótka rozmowa była dla niego przyjemnością.
Trudno nie odnotować, że sztuka nawiązywania niezobowiązującej, dowcipnej konwersacji nie należy do mocnych stron serialowego Grega, z wdziękiem odegranego przez Steve’a Carella. Szczęśliwie nie każda rozmowa odbywająca się w pozaserialowej rzeczywistości przebiega według powyższych schematów. Umiejętność dostosowania zagadnień do rozmówcy i kontekstu spotkania bywa na tyle cenna, że nawet wymienione w krótkim czasie uwagi czy dowcipne spostrzeżenia na temat zaobserwowanych zdarzeń, mogą zaskarbić sympatię drugiej osoby. Dlaczego zatem taki rodzaj budowania relacji, dla podkreślenia jej ulotnego charakteru określany mianem small talk, bywa bagatelizowany? Co sprawia, że mimo pośpiechu i jedynie powierzchownego zaangażowania w wymianę zdań, niektóre „małe rozmowy” zapadają w pamięć i mogą zapoczątkować ciekawą znajomość? Zagadnienia te omawiamy z mgr Anną Martyniuk-Białecką, psychologiem specjalistką Psychokliniki, oraz Eweliną Salwuk-Marko, specjalistką z obszaru komunikacji, wykładowczynią akademicką i przedsiębiorczynią.
Small talk wydaje się błahy, schematyczny i pozbawiony treści
Wymiana zdawkowych uwag na temat pogody, utrudnionego transportu do biura czy smaku kawy dostępnej w firmowym ekspresie, stanowi codzienność osób regularnie pojawiających się w miejscu pracy i spotykających na swej drodze współpracowników i przełożonych. Ponieważ zdania te padają zwykle w przerwie między bieżącymi obowiązkami, rozmowom o charakterze small talk nie przypisuje się wysokiej rangi. – Small talk bywa bagatelizowany, ponieważ na pierwszy rzut oka wydaje się błahy, schematyczny i pozbawiony treści. Przewidywalność tematów, jak choćby klasyczne rozmowy o pogodzie, rzeczywiście mogą sprawiać wrażenie powierzchowności, a nawet pewnej sztuczności. Łatwo ulec myśleniu, że small talk to forma komunikacji o niskiej wartości, która nie wnosi nic istotnego do relacji. I rzeczywiście, zwykle nie pamiętamy później, o czym dokładnie rozmawialiśmy i ma to swoje uzasadnienie. Mózg silniej zapamiętuje bodźce nowe, budzące silne emocje lub nietypowe. Dlatego neutralne i przewidywalne rozmowy nie zapisują się zbyt wyraźnie w naszej pamięci epizodycznej. Często nie pamiętamy więc konkretnych treści small talku, pozostaje w nas raczej ogólne wrażenie: atmosfera spotkania, poczucie komfortu lub napięcia oraz subtelne sygnały dotyczące drugiej osoby. Choć często traktujemy go z przymrużeniem oka, sporo mu zawdzięczamy – wyjaśnia mgr Anna Martyniuk-Białecka.
Jak zauważa Ewelina Salwuk-Marko, small talk jest bagatelizowany, bo z zewnątrz wygląda jak rozmowa „o niczym”. – Często pytamy o to, co słychać, co u męża lub żony. Rozmawiamy o pogodzie, weekendzie czy ciekawym serialu. Nic przełomowego, żadnych wielkich wniosków, żadnej wiedzy, którą można sprzedać dalej. W świecie, który premiuje konkrety, efektywność i szybkie rezultaty, takie rozmowy wydają się stratą czasu. Tylko że to jest bardzo powierzchowne spojrzenie. Small talk nie służy do przekazywania informacji. On służy do budowania poczucia bezpieczeństwa i kontaktu między ludźmi, do zbudowania relacji. To jest ten moment, w którym druga osoba przestaje być anonimowa, a zaczyna być „oswojona”. I to się dzieje często w kilka zdań, zupełnie niepozornie. Problem polega na tym, że nie umiemy mierzyć jego efektów. Nie wpiszesz small talku w KPI, nie pokażesz go w raporcie, nie zrobisz z niego case study. A jednocześnie to właśnie od takich krótkich, lekkich rozmów zaczynają się relacje, które później przeradzają się we współprace, rekomendacje czy decyzje zakupowe. Z perspektywy PR to jest wręcz fundament. Bo zanim ktoś zaufa twojej wiedzy, musi poczuć się przy tobie swobodnie jako człowiek. Small talk robi dokładnie to. Skraca dystans, obniża napięcie i pokazuje, że po drugiej stronie jest ktoś dostępny, a nie tylko „ekspert od wszystkiego”. Dlatego on nie znika z pamięci dlatego, że jest nieważny. On znika, bo jest subtelny. A to właśnie te subtelne rzeczy najczęściej mają największy wpływ – podkreśla ekspertka od PR.
Czytaj więcej
Pozorny awans polegający na zwiększaniu zakresu obowiązków bez zmiany stanowiska i wysokości wynagrodzenia określa się jako ghost growth. Według ja...
Small talk – testowanie gruntu pod relację
Krótkie komunikaty wymieniane z rozmówcą pozwalają nie tylko skrócić dystans i wypełnić krępującą ciszę panującą w windzie czy w kolejce po kanapkę w firmowej kawiarni. Stanowią one też istotne źródło informacji na temat sposobu komunikowania się danej osoby, jej poczucia humoru i zestawu tematów, które bezpiecznie można w jej towarzystwie poruszyć. – Small talk w istocie jest procesem testowania gruntu pod relację. Pozwala ocenić styl komunikacji, otwartość i dopasowanie interpersonalne. Ma na celu przełamanie lodów, umilenie czasu lub nawiązanie relacji towarzyskich, biznesowych czy romantycznych. Można go porównać do trailera filmu: sam w sobie nie stanowi pełnej historii, ale dostarcza wystarczająco dużo informacji, by zdecydować, czy jesteśmy zainteresowani. Jego wartość nie tkwi więc w treści, lecz w funkcji, jaką pełni. Jego mechanizm pozwala na redukcję niepewności interpersonalnej (bardziej szczegółowo wyjaśniają to Charles Berger i Richard Calabrese w Uncertainty Reduction Theory). W początkowych fazach znajomości ludzie dążą do zmniejszenia odczuwanej niepewności. Small talk daje możliwość stopniowego oswajania relacji. Dzięki niemu ludzie sprawdzają, czy kontakt jest bezpieczny i przewidywalny. Jednocześnie aktywnie poszukują przy tym podobieństw, wspólnych doświadczeń, zainteresowań czy opinii, co, zgodnie z zasadą podobieństwa, sprzyja wzrostowi sympatii i poczucia więzi. Small talk ma również wymiar regulacyjny: pozwala zsynchronizować się emocjonalnie z rozmówcą i dostroić do jego stylu komunikacji. Small talk może stanowić naturalny wstęp do kolejnych etapów znajomości. Choć niektóre relacje będą się utrzymywały na tym poziomie i to też jest w porządku. Również one stanowią normalny i potrzebny element funkcjonowania społecznego – podkreśla mgr Anna Martyniuk-Białecka.
Gdy jednak w ferworze bieżących zadań przypadkowe spotkanie z dawno niewidzianą koleżanką czy przełożonym oznacza konieczność zwolnienia tempa działań i skupienia uwagi na znalezieniu ciekawych tematów do niezobowiązującej rozmowy, może okazać się, że czynność ta nie każdemu przychodzi z łatwością. – Dla niektórych osób small talk może wydawać się sztuczny, a nawet nieszczery. U podstaw takiego przekonania może leżeć literalne trzymanie się standardu autentyczności oraz myślenie, że rozmowa jest albo głęboka i szczera, a co za tym idzie bardziej wartościowa albo powierzchowna i tym samym „nieprawdziwa” (i zarazem mniej wartościowa). W rzeczywistości potrzebujemy różnego rodzaju relacji: bliższych i dalszych. A small talk nie polega na udawaniu zainteresowania ani na hipokryzji. Jego funkcją jest regulowanie dystansu społecznego oraz stworzenie bezpiecznej przestrzeni do budowania dalszego kontaktu, a niekiedy do jego zakończenia na tym etapie znajomości. Small talk daje również możliwość eleganckiego wycofania się z interakcji, jeśli druga osoba nie budzi naszej sympatii albo z innych powodów relacja ma pozostać powierzchowna, bez naruszania granic i bez generowania dyskomfortu. A czasem po prostu każdy potrzebuje rozmowy o wszystkim i niczym, to naprawdę może być przyjemnie spędzony czas – zauważa psycholog.
Czytaj więcej
Mankeeping to niewidzialna praca emocjonalna kobiet polegająca na tonowaniu negatywnych nastrojów w zespole czy ingerencji w proces zażegnania konf...
Small talk wymaga uważności, a nie scenariusza
Dla osób przyzwyczajonych do prowadzenia spotkań zgodnie z zaplanowanym trybem i ograniczających rozmowy ze współpracownikami do tematyki związanej z bieżącymi zadaniami służbowymi, wyzwanie związane z przystąpieniem do mniej zobowiązującej wymiany zdań ma pewne uzasadnienia. – Trudność w prowadzeniu small talku polega na tym, że wymaga on uważności, a nie scenariusza. I to dla wielu osób jest niewygodne. Nie masz tu gotowej struktury, nie możesz się zasłonić wiedzą ekspercką, nie imponujesz statystykami ani doświadczeniem. Jesteś „po prostu człowiekiem” w rozmowie z drugim człowiekiem. A to dla wielu osób jest trudniejsze niż wystąpienie na scenie czy nagranie rolki. Druga rzecz to strach przed oceną. Ludzie boją się, że wyjdą banalnie, że powiedzą coś oczywistego, że zapadnie niezręczna cisza. W efekcie wolą nie powiedzieć nic albo od razu przejść do konkretów. A small talk z natury jest lekki i czasem właśnie banalny. Tylko że jego celem nie jest błyskotliwość, tylko stworzenie przestrzeni do kontaktu. Jest też jeszcze jeden aspekt, który widzę często w pracy z klientami. Wiele osób traktuje rozmowę zadaniowo. Skoro nie ma celu biznesowego, to po co ją prowadzić. A small talk nie daje natychmiastowego efektu, nie prowadzi od razu do sprzedaży czy decyzji. On działa bardziej w tle. Z perspektywy PR to jest paradoks. Ludzie chcą być postrzegani jako autentyczni i dostępni, ale unikają najprostszej formy kontaktu, która właśnie to buduje. Bo small talk wymaga odpuszczenia kontroli i bycia tu i teraz, a nie realizowania planu. I może dlatego jest trudny. Bo nie chodzi w nim o to, żeby wypaść dobrze. Chodzi o to, żeby naprawdę być w tej rozmowie – przekonuje Ewelina Salwuk-Marko.
Czytaj więcej
Microshifting to ciekawa alternatywa wobec pracy zdalnej i hybrydowej. Podział zadań na małe bloki wykonywane w dogodnym momencie i bez przestrzega...
W small talk warto zachować ostrożność przy tematach potencjalnie polaryzujących
Choć omawiana forma konwersacji nie ma na celu dzielenia się z rozmówcą fachową wiedzą w obrębie wskazanego zagadnienia, warto mieć na uwadze bezpieczny zakres tematów podejmowanych w trakcie takiej rozmowy, jak również pamiętać o obszarach, które podczas przelotnego kontaktu mogą okazać się niestosowne. – W small talku kluczowa jest właściwie nie sama treść rozmowy, a bardziej funkcja, jaką pełni ta konwersacja. Chodzi przede wszystkim o budowanie poczucia bezpieczeństwa, przewidywalności i swobody. Naturalnym punktem wyjścia mogą być zatem odniesienia do bieżącego kontekstu, np. wydarzenia, w którym uczestniczymy, organizacji, atmosfery czy detali, takich jak jedzenie, miejsce lub pogoda. Bezpieczne tematy to te neutralne emocjonalnie i wspólne dla większości ludzi, takie jak praca, studia, czas wolny czy zainteresowania, a także kultura, książki, filmy czy podcasty. Każdy motyw, który kojarzy się ze swobodną wymianą zdań, bez nadmiernego emocjonalnego angażowania, będzie tak naprawdę dobry. Ostrożność warto zachować w obszarach bardziej osobistych lub potencjalnie polaryzujących, takich jak zdrowie, sytuacja finansowa, życie prywatne czy kwestie światopoglądowe. Szczególnie ryzykowne mogą okazać się rozmowy o religii, polityce czy problemach rodzinnych, ponieważ mogą uruchamiać silne emocje, zwłaszcza na wczesnym etapie znajomości. Z perspektywy psychologicznej zadaniem small talku jest stopniowa regulacja oraz „testowanie” gotowości drugiej osoby do pogłębiania kontaktu. Dlatego kluczowa jest uważność na reakcje rozmówcy oraz elastyczne dostosowywanie tematu rozmowy do konkretnej sytuacji – zastrzega mgr Anna Martyniuk-Białecka.
Staranny dobór tematów, które mogą zostać poruszone podczas zdawkowej rozmowy między innymi obowiązkami, jawi się zatem jako umiejętność, nad którą warto nieustannie pracować. Brak znajomości nazwiska jednej z najbardziej poczytnych współczesnych autorek może wydać się zabawny dla widzów komediowego serialu. Dla naukowców profesjonalnie zajmujących się daną dziedziną taki błąd może jednak okazać się dyskredytujący, podobnie jak jawne wypieranie się słów wcześniej wypowiedzianych w innym kontekście. Serialowy wykładowca bezbłędnie wybrnie z każdej z powyższych sytuacji. Poza ekranem próżno liczyć na scenariusz z podpowiedzią.