Mam wrażenie, że kobiety osiągałyby więcej w sferze zawodowej, albo co najmniej więcej osób znałoby i doceniało ich dokonania, gdyby nie autosabotaże, jakie na sobie praktykują. 

Tak, to dobra intuicja, dokładnie tak jest. Gdyby nie kobiece autosabotujące przekonania i działania, z pewnością byłoby więcej pań prezesek czy dyrektorek, a ich sukces zawodowy przychodziłby zdecydowanie szybciej. Byłby też okupiony mniejszymi dylematami i rozterkami. Kobiece wątpliwości potrafią naprawdę wyhamować rozwój zawodowy. Dotyczą one bardzo często samych kompetencji i poczucia własnej wartości. Panie zawodowo zazwyczaj w siebie wątpią – w swoje umiejętności i wiedzę. Mają stałą potrzebę zdobywania kwalifikacji i potwierdzania ich dyplomami i certyfikatami. Wtedy czują się ciut pewniejsze. Ale i tak mają problem z przyjęciem wysokiego stanowiska. Zawsze rozważają, jak zostanie to odebrane, nie tylko w biurze, ale w najbliższym otoczeniu. Społecznie cały czas funkcjonuje przekonanie, że sukces kobiety jest okupiony niezadbanym domem, dziećmi puszczonymi samopas i nieszczęśliwym, sfrustrowanym mężem. Pejoratywnie przykleja się kobietom sukcesu łatkę karierowiczek, które nie mają empatii, cech współczujących, opiekuńczych. Jak dodamy do tego kreowany powszechnie wizerunek, że można mieć sukces, ale do tego musi się zgadzać wszystko inne: kobieta ma być perfekcyjną żoną i matką, wyglądać zawsze atrakcyjnie, być miła i uśmiechnięta, to nakłada na nie olbrzymią presję.

Właśnie padło jedno z autosabotujących słów kluczy: perfekcjonizm.

Perfekcjonizm to kolejna rzecz, która spala kobiety. Mają one przekonanie, że są w czymś dobre tylko wtedy, kiedy są perfekcyjne i dają z siebie 200 proc. Dopiero wtedy wierzą, że zostaną dostrzeżone. Nie poproszą o awans. Mają przekonanie: wystarczy być najlepszą w tym, co się robi, a na pewno ktoś to zauważy. Częściej jednak to mniej zapracowany, a bardziej widoczny dla szefa kolega dostanie ten awans. Nie byłoby też pełnego zawodowego obrazu kobiety bez syndromu oszusta.

Czytaj więcej

Polka w Belgii: W wielokulturowym środowisku rodzą się lepsze pomysły

Jaką rolę odgrywa on w karierach kobiet?

Jest bardzo obciążający, a można nawet powiedzieć, że wręcz obezwładniający. To jedno z trudniejszych do przepracowania zjawisk psychologicznych. Według badań dotyczy on około 54 proc. kobiet, które piastują wysokie stanowiska. Polega na tym, że osoba mimo kompetencji, udokumentowanych osiągnięć uważa, że nie zasługuje na profity z nich płynące. Że tak naprawdę jest oszustką i ktoś to za chwilę odkryje. Zatem przekłada się to na czujność i stałą mobilizację. To potęguje stres, który przynosi chroniczne zmęczenie, albo wypalenie zawodowe. To też czasami prowadzi do rywalizacji, a to już prosta droga do trudności w budowaniu zespołu czy tworzeniu sojuszy między kobietami, które mogłyby się okazać bardzo wspierające.

Jak rozpoznać, że perfekcjonizm, syndrom oszusta lub nadmierna odpowiedzialność stały się destrukcyjne?

Ta destrukcja pojawi się na pewno w samoocenie. Ktoś zacznie czuć się niepewnie i tym bardziej będzie się starał wzmocnić swoją pozycję nie tylko w oczach innych, ale przede wszystkim swoich. Trudno mu będzie czerpać satysfakcję ze swoich osiągnięć. Pojawi się bardzo duży stres, czasami nawet ataki lęku. Może pojawić się prokrastynacja, blokada przed działaniem. W założeniu perfekcjonistki nie ma miejsca na pomyłki.

Co więcej, przy nadmiernej odpowiedzialności mamy problem z delegowaniem kompetencji, co kończy się tym, że większość rzeczy robimy same. Jesteśmy zatem przeciążone, mogą pojawić się jakieś zaległości, bo nie da się samemu wykonać pracy za wszystkich. Będziemy ją odrabiać po godzinach, a to spowoduje frustrację i poczucie krzywdy. Istnieje pojęcie toksycznego perfekcjonizmu, który przynosi wypalenie zawodowe, wyczerpanie, skrajne psychofizyczne zmęczenie. Somatycznie może boleć nas wręcz całe ciało: głowa, kark, szyja, brzuch, mięśnie. Mogą pojawić się problemy ze snem, jedzeniem. Dość powszechne jest stwierdzenie: „miałam wolny weekend, a jestem po nim bardziej zmęczona, niż przed”. Ciało nie łapie oddechu, będąc w napięciu. Trudno zatem uzupełniać swoje zasoby. Zaczyna się funkcjonowanie na rezerwie. A to już prosta droga do wielu chorób psychicznych i fizycznych.

Kobiety częściej niż mężczyźni przypisują sukcesy „szczęściu”, „zbiegowi okoliczności” lub „pomocy innych”, a nie własnym kompetencjom. Czym to skutkuje?

To kolejne zjawisko, które przypiszemy syndromowi oszustki. Kobiety nie wierzą, że sukces jest wynikiem ich ciężkiej pracy i kompetencji. Raczej pomyślą: to mi się udało. Co więcej, nie chcą być postrzegane jako „aspołeczne” czy mniej koleżeńskie. A badania wskazują, że właśnie tak oceniane są często szefowe. Mówi się o nich: „No dobrze, ma ona głowę do biznesu, ale jest wyzuta z uczuć, konfliktowa i mało sympatyczna”. To sprawia, że sukces przypiszemy sobie niechętnie. Dodatkowo w przypadku wysokich osiągnięć kobieta zazwyczaj empatycznie podkreśli, że to praca całego zespołu, bo chciałaby, żeby w pracy panowała miła atmosfera i pozytywne relacje. Pokutują też cały czas stereotypy, że mężczyźni zawodowy sukces zawdzięczają swojej ciężkiej pracy i talentom, a kobiety bardziej szczęściu. Wierzymy, że kobieta sukcesu jest trudna i twarda, a nawet mówi się, że ma „męską energię”.

Strach przed byciem „trudną” lub „konfliktową” prowadzi do niestawiania granic, akceptowania niesprawiedliwych warunków. Czy jest szansa, aby to się zbiorowo zmieniło?

To się bardzo powoli zaczęło zmieniać. Powstają kobiece kluby biznesowe czy przedsiębiorczości, gdzie kobiety się wspierają i wymieniają doświadczeniami. Coraz częściej też korzystają z konsultacji psychologicznych w zakresie własnej wartości czy budowania wizerunku. Uczą się stawać po swojej stronie i asertywnie reagować na niesprawiedliwość. Ale jako społeczeństwo mamy wciąż dużą lekcję do odrobienia. Wierzę, że pojawiające się w mediach materiały o sukcesach kobiet, budowaniu przez nie biznesów, coraz wyższych miejscach na liście najbogatszych Polek, są inspiracją. Przekonują, że sukces też ma kobiecą energię.

Czytaj więcej

Job hugging nadciąga do Polski. Na czym polega przytulanie się do pracy?

Brakuje jeszcze przekonania do networkingu, czyli budowania siatki kontaktów i połączeń biznesowych. Być może związane jest to z brakiem lojalności wśród kobiet – jak uważasz?

Niestety to chyba ta przysłowiowa łyżka dziegciu w tym optymistycznie zapowiadającym się trendzie. Kobietom trudno w pracy zbudować sojusz, zawrzeć – chciałoby się powiedzieć siostrzeństwo – i stanąć za sobą murem. Warto zwrócić uwagę, że networking opiera się na zaufaniu. Z tym kobiety mają w pracy problem. Wynika to między innymi z pomijania ich w awansach, niższych pensjach za taką samą pracę, braku docenienia wysiłków. Kobiety zatem nie odkrywają się tak przed innymi, czasami z chęci zatuszowania słabych stron, żeby nie zostały one wykorzystane przeciwko nim. Trudno im mówić o wymianie możliwości, a wymiana doświadczeń czasami jest bardziej demotywująca, niż inspirująca.

Lęk przed oceną i zajmowaniem eksponowanego stanowiska prowadzi do tego, że oddajemy głos tym, którzy niekoniecznie mają coś mądrzejszego do powiedzenia, jednocześnie umniejszając sobie i odbierając sobie szanse.

Dokładnie. Będąc w cieniu nie wystawiam się na ocenę. A jak mówiłyśmy, jest ona zazwyczaj dla kobiet krzywdząca. A też wiadomo, jak jest z takimi etykietkami w środowisku pracy. Raz przyklejona jest praktycznie nie do zdarcia. Tego się kobiety boją. Tej, która umniejsza swoje kompetencje i wiedzę najczęściej trudno będzie awansować. A co za tym idzie jej wyzwania zawodowe mogą kiedyś się skończyć, bo zostanie na stanowisku, które będzie dawało jej uczucie komfortu. 

Jakie przekonania wyniesione z dzieciństwa najczęściej utrudniają kobietom rozwój zawodowy? Jak na nas wpłynęło twierdzenie, że dziewczynka musi być grzeczna?

Dziewczynka nie tylko musi być grzeczna, ale też musi ustąpić, być skromna i ugodowa. Ten zestaw wiele wyjaśnia. Dodajmy do tego, że w procesie wychowawczym zaszczepimy jeszcze córce to, że nie powinna się chwalić, że do swoich osiągnięć i sukcesów należy mieć dystans. To z takiej dziewczynki wyrośnie szefowa, której trudno będzie celebrować sukcesy, a nawet będą w niej one powodowały niezrozumiałe poczucie winy. W przypadku konkursu na wysokie stanowisko w firmie, kiedy dowie się, że startuje kolega z dobrze ugruntowanym poczuciem własnej wartości i dużymi umiejętnościami autopromocyjnymi, ona raczej zrezygnuje. Pomyśli, że może faktycznie jemu się to bardziej należy i że pewnie lepiej odnajdzie się w męskim świecie prezesów i liderów. 

Czy istnieją branże lub środowiska, w których autosabotaż kobiet pojawia się częściej?

Tak, są to wybitnie „męskie” branże lub te, o których mężczyźni lubią myśleć, że są w nich dużo lepsi niż kobiety, że mają do nich idealne predyspozycje. Mam na myśli na przykład realizację światła czy dźwięku na koncertach, branże związane z energetyką, nowymi technologiami, transportem i logistyką czy służby mundurowe.

Jakie emocje są najczęściej konsekwencjami autosabotażu: lęk, wstyd, poczucie winy?

Lęk jest niezwykle silny. Obawa porażki, ale i sukcesu. Bo sukces może oznaczać, że zostaniemy źle ocenione przez środowisko lub nawet odrzucone. Co więcej, sukces to dodatkowy stres, większa presja, baczniej przyglądające się oczy. Za tym przyjdzie w końcu uczucie zmęczenia, wyczerpania i wypalenia. Pojawi się obniżony nastrój. Ten wewnętrzny konflikt czy mamy osiągnąć sukces, czy lepiej się nie wychylać, jest niezwykle obciążający. Jeżeli zrezygnujemy, będzie nam wstyd, pojawi się poczucie winy, surowa ocena. 

W jaki sposób chroniczne przeciążenie i „niewidzialna praca” prowadzą do wypalenia?

To bardzo ważny temat, bo syndrom wypalenia zawodowego dotyczy coraz większej liczby kobiet. Chroniczny stres, z którym już nie potrafią sobie poradzić, na tyle trudny, że przestały go w zasadzie obsługiwać, do tego przeciążenie i mamy gotowy przepis na wyczerpanie energetyczne, brak siły, niemoc. Wypalenie to tak naprawdę głęboki kryzys układu nerwowego. Można powiedzieć, że układ nerwowy przechodzi w awaryjny tryb przetrwania. Zaczyna mieć problemy z podejmowaniem decyzji, odpoczynkiem i regeneracją, trudniej nam budować relacje, również i te zawodowe, ale nie tylko. Mamy problem z kreatywnym myśleniem, trudniej nam przełączać się między zadaniami, wpadamy w irytację, czujemy się przytłoczeni, kiepsko funkcjonują nasze ośrodki językowe i komunikacyjne, stąd trudniej właśnie o prowadzenie konstruktywnego dialogu. Trudniej nam regulować afekt, czyli emocje. Wpadamy szybko w złość.

Czytaj więcej

Dlaczego niektórzy chcą tylko zadowalać innych? Psycholog wyjaśnia

Jakie interwencje są najskuteczniejsze w budowaniu pewności siebie i asertywności?

Budowanie pewności siebie najlepiej zacząć od zaakceptowania siebie, swoich mocnych i słabych stron. Dobrze jest w dialogu wewnętrznym zacząć ze sobą rozmawiać z wyrozumiałością, wyciszyć wewnętrznego krytyka. To jest trudne. Zatem kluczowa jest uważność i praktyka. Jeżeli uświadomimy sobie, że dziennie mamy około 48 myśli na minutę, a z tego około 70 proc. jest samokrytycznych, negatywnych, pesymistycznych, to naprawdę nasza uwaga skierowana na siebie jest kluczowa. Dobrze jest przestać porównywać się do innych. W biurze, gdzie jest dwudziestu nawet najlepszych dyrektorów, zawsze któryś na liście zajmie pierwszą, a któryś ostatnią lokatę. Porównania tylko obniżają naszą pewność siebie.

Dobrze jest też popracować nad komunikacją zewnętrzną. Zastanowić się, czy nasze komunikaty są zrozumiałe? Czy umiemy powiedzieć o tym, na czym nam zależy? Warto celebrować chociaż małe sukcesy. Ale też i podejmować wyzwania. Sprawdzając się w nowych sytuacjach, uczymy się nowych rzeczy i przekonujemy się o swojej sprawczości, a to zawsze dobrze wpływa na naszą samoocenę.

Jak kobiety mogą uczyć się przyjmować pochwały i mówić o swoich sukcesach bez poczucia winy?

To jest umiejętność, która będzie wynikową poprawy samooceny. Pomyślmy o sobie w sposób bardziej przychylny, a osobie, która nas komplementuje, przypiszmy dobre intencje. Unikajmy zaprzeczenia pochwałom, nie umniejszajmy im. Wystarczy powiedzieć: „Miło słyszeć” lub po prostu: „Dziękuję”. Przyjmijmy komplement, nie szukajmy w pochwałach drugiego dna, dobre słowo może być po prostu prezentem bez podtekstów. 

Jakie mity dotyczące pewności siebie i sukcesu kobiet warto obalić?

Moim marzeniem byłoby to, żeby w końcu przestało się mówić negatywnie o tym, że kobiety są emocjonalne. Bo te emocje to czasem gwarant tego, że pracownik zostaje w danej firmie. Bo czuje się zauważony, doceniony, widzi sens wspólnego działania. Dobrze by było, gdybyśmy w końcu dostrzegli, jak kobiety ciężko pracują na swoje sukcesy. Nikt im niczego nie podaje na złotych tacach. Są zmotywowane, stale się rozwijają i uczą. Kobiety lubią podnosić swoje kompetencje. Zawdzięczają sobie swoje osiągnięcia, a nie temu, że jakoś się udało i trafił się fantastyczny zbieg okoliczności. Chciałabym też bardzo, żeby kobiety same dla siebie były wsparciem. Wiele możemy sobie nawzajem dać i ta wymiana jest dla nas po prostu dobra. 

Małgorzata Frankowska

Psycholożka ze specjalnością kliniczną, interwentka kryzysowa, psychotraumatolożka, mediatorka sądowa i pozasądowa oraz specjalistka somatopsychologii i psychosomatyki. Pracuje z kobietami, które doświadczyły lub doświadczają przemocy psychicznej, pomaga zrozumieć doświadczenie cyklu narcystycznej i psychopatycznej przemocy, jego etapów i skutków psychologicznych.