Już na początku rozmowy pada kluczowa teza: „Niestety muszę stwierdzić, że czytanie nie jest wartością samą w sobie”. Daria Chibner od lat obserwuje rynek książki i nie ma wątpliwości, że bezrefleksyjne powtarzanie hasła „nieważne, co czytasz, ważne, że czytasz” przynosi dziś więcej szkody niż pożytku. – Cały czas nam się powtarza, że musisz czytać. Rozwinie to twoją wyobraźnię, będziesz lepszym człowiekiem. No ale niestety przestaliśmy zwracać uwagę na to, co czytamy. Ilość zastąpiła jakość.
Rozmowa dotyka też „pożyteczności” książek i naszego pozytywistycznego myślenia o literaturze jako narzędziu do poprawiania kompetencji. – To jest echo pozytywizmu – mówi Chibner, podważając przekonanie, że każda książka rozwija tak samo. Pada mocne porównanie: – No, jeżeli nie liczy się to, co czytamy. To po co książka? Można czytać etykietę Domestosu. Tam też jest słowo pisane.
Szkodliwe wzorce relacji
Gościni podcastu nie owija w bawełnę: – I co najgorsze, jest tam bardzo wiele wątków i elementów, które po prostu są pornografią, czystą pornografią. Opowiada o eksperymencie w księgarni: – Kiedyś zrobiłam taki eksperyment w Empiku, podeszłam do półki z young adult i tam brałam jakąkolwiek książkę, otwierałam na jakiejkolwiek stronie i za każdym razem trafiałam na scenę erotyczną soft albo już bardziej hard.
To nie tylko kwestia erotyki, ale także wzorców relacji. – W young adult często jest tak, że ten mężczyzna też maltretuje tę swoją wybrankę – mówi Chibner, wskazując na brutalność i uprzedmiotowienie bohaterek.