O czym myślała pani, oglądając serial „Ołowiane dzieci”?
Agnieszka Cygan: Przede wszystkim zastanawiałam się, czy moja babcia byłaby zadowolona, oglądając tę historię na ekranie.
I jak pani sądzi?
Byłaby zadowolona, że ten temat wreszcie będzie znany w Polsce i na świecie. Nie widziała siebie jako bohaterki, zależało jej raczej na mówieniu o problemie. Wiedziała, jak ogromny wpływ na zdrowie mają warunki, w których żyjemy. Oczywiście na pewno miałaby też wiele uwag, żeby wszystko zostało pokazane zgodnie z prawdą.
Zagrała pani w tym serialu epizod. Jakie to uczucie, wejść do historii własnej rodziny i stać się jej częścią na ekranie?
Wszystkie dzieci Jolanty Wadowskiej-Król miały swój epizod w tym serialu. Od początku byłam konsultantem serialu i współpracowałam z Maćkiem Pieprzycą. Dbałam o zgodność serialowej historii z faktami. To było odpowiedzialne, ale też niezwykłe doświadczenie, ponieważ na planie mogłam „spotkać” moją babcię, dziadka i nastoletnią mamę.
Kiedy po raz pierwszy usłyszała pani historię „ołowianych dzieci”? To był rodzinny sekret czy temat, o którym mówiło się otwarcie?
Do pewnego momentu w mojej rodzinie w ogóle nie mówiło się o ołowicy i Szopienicach. Miałam kilkanaście lat, kiedy po raz pierwszy usłyszałam o tej historii. Kiedy byłam dzieckiem, zastanawiało mnie, dlaczego babcia jest tam tak znana. Gdy szłyśmy razem przez miasto, wszyscy się z nią witali, jakby była kimś sławnym. Dopiero po latach moja kuzynka zrobiła o niej reportaż, dostępny dziś na YouTubie, potem pojawiły się pierwsze wywiady. Wtedy rodzina zaczęła wypytywać ją o szczegóły tej historii.
Czyli dopiero przy pierwszych wywiadach zaczęła wam naprawdę opowiadać o tej historii?
Tak. Oczywiście moja mama pamiętała tę historię, ale nigdy nikt nie przedstawiał jej jako spektakularnej. Babcia zawsze powtarzała: „Nie jestem bohaterką, po prostu robiłam swoje. Leczyłam te dzieci, bo musiałam, bo byłam lekarzem”.