W „Glorious Summer” pokazujecie świat, który wydaje się rajem. Trzy kobiety mieszkają w pięknym pałacu, mają zapewnione wszystkie potrzeby, nie muszą pracować, nie mają obowiązków, a jednak coś je uwiera. Żyją w uśpieniu, próbują szukać ucieczki – zaskakującej, bo polegającej na „uczeniu się umierania”. Skąd wziął się pomysł na film i na taki świat?
Helena Ganjalyan: Ten film dojrzewał w nas bardzo długo. Pięć lat temu, w czasie pandemii, zrealizowaliśmy spektakl na Festiwal Szekspirowski – luźną reinterpretację „Ryszarda III”. Już wtedy skupialiśmy się na postaciach kobiecych i zastanawialiśmy się nad systemem opresji, który opierałby się na idei „państwa opiekuńczego”, przesuniętego do maksimum. Badaliśmy, jak manipulacja językiem wpływa na postrzeganie świata.
Później, realizując teledysk, trafiliśmy do pałacu w Gorzanowie. Ta przestrzeń mocno z nami zarezonowała i po jakimś czasie wpadliśmy na pomysł przepisania „Glorious Summer” na scenariusz filmowy, który rozgrywałby się właśnie w tym miejscu. Odłożyliśmy na bok kontekst szekspirowski i zdecydowaliśmy się zbudować „system” na narzędziach znanych z mindfulness czy wellness.
W filmie, w jednej ze scen pojawia się fragment wywiadu z twórcą systemu, który mówi, że „żyjemy w świecie przebodźcowania i przytłoczenia ilością informacji”. Trudno się z tym nie zgodzić. Coraz częściej pojawia się w nas silna potrzeba prostoty, ograniczenia świata. Stąd podwaliny tego filmowego systemu są tak kuszące. „Bądź tu i teraz”, „Odpuść to, na co nie masz wpływu” – wszystkie te myśli są same w sobie niezwykle pomocne, natomiast tutaj chcieliśmy je pokazać w wersji doprowadzonej do granic absurdu. Do momentu, w którym tępią naszą czujność, empatię i otwarcie na drugiego człowieka, kosztem samorealizacji, samodoskonalenia się i bycia „najlepszą wersją siebie”.
W filmie pojawia się też bardzo wyraźny podział na „tu” i „tam” – bezpieczny świat wewnątrz murów i ten nieznany, groźny – na zewnątrz.
To dla nas drugi bardzo istotny temat – chcieliśmy się przyjrzeć rozgraniczeniu świata na „tu” i „tam”. „Tu”, gdzie jest nasza codzienność i jesteśmy my – versus „tam”, czyli to, co dzieje się „gdzieś indziej”. Świat, w którym toczy się wojna czy też dzieją się rzeczy, do których nie mamy dostępu, a jednocześnie są one bardzo blisko. Jak na te sytuacje reagujemy, w jakiej pozycji się wobec nich stawiamy? Nasz film jest próbą refleksji nad stanem i kondycją jednostki, ale też społeczeństwa, w którym funkcjonujemy.
Czytaj więcej
Choć premiera filmu „Zapiski śmiertelnika” odbyła się w minioną środę, już teraz mówi się, że pol...