Chwilę temu wróciła pani z gali finałowej konkursu Czuje się pani wyjątkowo, czy emocje już opadły?
Ewa Drobek: Emocje powoli opadają i pewnie dlatego zaczynam być trochę zmęczona wydarzeniami ostatnich tygodni – tym bardziej, że samolot w obie strony był opóźniony kilka godzin – ale czuję się absolutnie wyjątkowo. Pracuję 27 lat i nigdy w tym czasie nie byłam tak doceniona, jak podczas wizyty w Dubaju. To było unikalne doświadczenie – dające radość, możliwości rozwoju, szansę na spotkanie inspirujących ludzi, z którymi można było wymienić się wiedzą i przemyśleniami. Wystarczy powiedzieć, że z czterema spośród nauczycieli, których poznałam, umówiłam się na wymianę uczniowską. Takie ustalenia zapadły w rozmowach z osobami z Włoch, Hiszpanii, Stanów Zjednoczonych i Argentyny. Uczestniczyliśmy w konferencji poświęconej roli technologii i empatii w pracy nauczyciela. Każdy z nas miał możliwość wzięcia udziału w kilku interesujących go panelach dyskusyjnych. Ja również współprowadziłam jeden z nich – poświęcony kreatywności. Wymiana myśli, która się tam dokonywała, jest bezcenna. No i to poczucie, że nie jestem tam tylko „sama dla siebie”, że reprezentuję swoją szkołę, a nawet kraj. To była dla mnie duża odpowiedzialność. Zrobiłam wszystko, żeby godnie wypaść. Przy okazji tej intelektualnej uczty nie zabrakło też przyjemności: kolacja w hotelu Atlantis, zwiedzanie Burj Khalifa, wizyta na pustyni, a wreszcie spotkanie z samym królem, księciem i wieloma wysokimi urzędnikami państwowymi. W takich okolicznościach trudno nie czuć się wyjątkowo.
Czytaj więcej
Przyznawaną corocznie od 2015 roku nagrodę w wysokości miliona dolarów ma szansę zdobyć nauczycie...
Procedura nominacji w konkursie jest wieloetapowa i wymagająca, ale aby w ogóle do niej przystąpić, ktoś musi do niej zgłosić nauczyciela. Kto to zrobił w pani wypadku?
Przede wszystkim: tegoroczny udział w konkursie był drugim w mojej historii. Rok temu odpadłam po rozmowie kwalifikacyjnej. W obu latach moją kandydaturę zgłaszali uczniowie. Po zeszłorocznej porażce powiedzieli, że nie zamierzają się poddać i w tym roku aż 360 moich wychowanków podjęło taką inicjatywę. Informacja o każdym z tych zgłoszeń przychodziła na mój mail oddzielnie. Widząc ich liczbę, wiedziałam, że nie mogę ich zawieść i solidnie się przygotowałam, zanim przystąpiłam do uzupełniania pól w aplikacji. Opisanie 27 lat pracy za pomocą bardzo ograniczonej liczby słów wymagało starannego przemyślenia. Druga ważna kwestia to rekomendacje. Uczniowie nie mogli ich udzielać. Trzeba było prosić o zaangażowanie się w ten proces 10 instytucji, z którymi współpracowałam. Przygotowałam wymagane filmy. Dowiodłam, że moje działania można próbować zmultiplikować w innych krajach. Zrobiłam to wszystko i udało się. Mniej więcej trzy tygodnie po przesłaniu wymaganej aplikacji otrzymałam mailowo informację, że kolejnego dnia rano mam być gotowa na rozmowę z przedstawicielami zarządu Fundacji. To było kolejne wyzwanie – u mnie dodatkowo obciążone emocjami związanymi z tym, że rok wcześniej właśnie na tym etapie odpadłam z rywalizacji.
Czytaj więcej
Z raportu „Efekt nagrody: widoczność lekarstwem na znikanie”, przygotowanego na zlecenie programu...
Jaka ostatecznie była ta rozmowa – łatwiejsza czy trudniejsza niż rok wcześniej?
Dla mnie trudniejsza – zarówno mentalnie, jak i „pytaniowo”. Z jednej strony niby wiedziałam, jak to wszystko przebiega, a z drugiej pytania zupełnie mnie zaskoczyły. Mam wrażenie, że w jakimś sensie sprawdzano naszą odporność psychiczną.