Reklama

Hania Rani o tym, jak tworzy się "muzykę przezroczystą"

Sześć Fryderyków, Paszport Polityki i Europejska Nagroda Filmowa za muzykę do filmu „Wartość sentymentalna” to tylko ułamek jej osiągnięć. Hania Rani z rozbrajającą szczerością mówi, że w Polsce „nikt jej nie zna”,a jej koncerty na całym świecie wyprzedają się w mgnieniu oka.
Hania Rani: Niesamowicie ciekawa jest dla mnie perspektywa zachowania niezależności jako artystka i

Hania Rani: Niesamowicie ciekawa jest dla mnie perspektywa zachowania niezależności jako artystka i współpracy przy projektach, które naprawdę mnie interesują.

Foto: PAP

Joachim Trier znany jest z ogromnej dbałości o detale dźwiękowe. Jak wyglądał wasz wspólny język? Czy muzyka powstawała już na etapie czytania scenariusza, czy dopiero pod gotowe obrazy?

Zostałam zaproszona do współpracy nad filmem niedługo przed rozpoczęciem zdjęć, w okolicach lipca 2024 r.. Po przeczytaniu scenariusza od razu zostałam też poproszona o wysłanie swoich pierwszych przemyśleń muzycznych, opierając się jedynie na swoim własnym wyobrażeniu i kilku rozmowach z reżyserem. Tak praca wyglądała aż do stycznia 2025, kiedy Joachim zaprezentował mi pierwszy gotowy montaż filmu, który choć był o wiele dłuższy, to jednak nie różni się drastycznie od finalnej wersji. Moja praca zatem w dużej mierze opierała się jedynie na znajomości historii i wielu rozmowach telefonicznych z Joachimem i taki styl zdecydowanie bardzo mi pasuje. 

W filmie „Wartość sentymentalna” cisza wydaje się równie ważna, co dźwięk. Jak balansowała pani między swoją naturalną potrzebą budowania bogatych tekstur a minimalizmem, którego wymagało kino Triera?

Czytaj więcej

Aneta Kręglicka o filmie „Zapiski śmiertelnika”: Mój mąż powinien był nim zadebiutować

Dobrze znam inne filmy Joachima, więc zdawałam sobie sprawę, że w wypadku tej współpracy będę musiała starać się stworzyć muzykę prawie przezroczystą, jednak precyzyjną, bo mam wrażenie że Trier jest bardzo skrupulatnym artystą i tego też szuka w innych. To zawsze bardzo trudne zadanie dla kompozytora i lekcja pokory, bo i mnie czasem marzyło się, aby w pełni rozwinąć skrzydła i dodać tej muzyce trochę więcej ‘dźwięków’. Jednak miałam ogromny szacunek i zaufanie do Joachima i wiedziałam, że jego wybory i sugestie będą służyć opowieści i temu, w jaki sposób zostanie w publiczności.

Czy praca nad tym soundtrackiem zmusiła panią do porzucenia swoich „bezpiecznych” schematów kompozytorskich?

Zdecydowanie tak, nawet jeśli z pozoru taka się nie wydaje, bo mam wrażenie, że soundtrack przedstawia bardziej klasyczną, znaną słuchaczom z moich wcześniejszych albumów odsłonę ‘Hani Rani’. Jednak przy tym projekcie bardzo dużo czasu i fascynacji poświęciłam metodzie translacji – z jednego medium na inne, z jednego zestawu instrumentów na drastycznie inny, i ta technika przyniosła bardzo ciekawe, nieznane mi dotąd rezultaty, które wykorzystałam też później w innych utworach. Zazwyczaj pracując nad filmem, pracuję symultanicznie również nad kilkoma innymi kompozycjami i mam wrażenie, że bardzo urozmaica to środowisko biologiczne tych kompozycji, dodaje im składników, które pozornie do siebie nie pasują, jednak w zestawieniu tworzą jakąś nową jakość.

Pani styl jest bardzo rozpoznawalny – intymny, minimalistyczny. Jakie było najtrudniejsze wyzwanie przy komponowaniu do tego konkretnego filmu?

Czytaj więcej

Zuzanna Sejbuk w Konkursie Chopinowskim 2025: To, że jestem kobietą, to zaszczyt i atut
Reklama
Reklama

Myślę, że presja pracy z tak znakomitym twórcą. Nie chciałam tego zepsuć, a jednocześnie stworzyć coś, co i dla mnie będzie ciekawe i wartościowe.

Czy była scena, która wymagała od pani napisania różnych wersji motywu?

Scena w archiwum, gdzie Agnes (jedna z sióstr) zagląda do archiwów rodzinnych i odkrywa makabryczną przeszłość swojej babci. Zajęła nam ona naprawdę dużo czasu i mam wrażenie, że powstało około 10 wersji tego samego utworu, który nagrywałam w bardzo różnych miejscach na świecie , jako że byłam w tym momencie w trasie – podjęliśmy zatem próbę w Tokio, w Melbourne, Meksyku… Finalnie do filmu weszła wersja z mojego studia w Londynie, którą nagrałam sama. Czasem tak bywa, że te najzwyklejsze rzeczy wzbudzają najsilniejsze emocje.

Co ta nagroda zmienia w pani postrzeganiu samej siebie jako kompozytorki filmowej?

Sama nagroda – nie wiem , czy coś zmienia, ponieważ już od kilku lat jestem pochłonięta pracą kompozytorską przy różnych filmach, pracując nad co najmniej jednym filmowym projektem rocznie, mam na koncie serial i kilka filmów dokumentalnych i pełnometrażowych. Domyślam się jednak, że dla wielu osób ta nagroda była pierwszym spotkaniem się z moją muzyką i moją pracą z filmem. I myślę, że w tym sensie nagrody stanowią dużą siłę i rzeczywiście zmieniają coś w karierze artysty.

Tytuł filmu to „Wartość sentymentalna”. Który z instrumentów lub dźwięków użytych w tej ścieżce ma dla pani największą osobistą, sentymentalną wartość?

Instrumenty dęte drewniane – w wypadku tego filmu główny motyw muzyczny, który pojawia się w filmie kilkakrotnie opiera się na 4 takich instrumentach: klarnecie basowym i klasycznym, oraz flecie klasycznym i altowym. Kilka osób zapytało mnie, czy to brzmienie organów, a to po prostu bardzo pięknie brzmiący kwartet instrumentów dętych.

Pani pianino zawsze brzmi bardzo blisko, wręcz intymnie. Czy w przypadku dużej europejskiej produkcji kinowej musiała pani „powiększyć” swój warsztat o orkiestrację, czy pozostała wierna solowym, surowym formom?

Przy tym filmie opierałam się na dość skromnej orkiestracji, w porównaniu do mojego ostatniego albumu Non Fiction, gdzie słyszymy 45 instrumentów orkiestry symfonicznej. Jednak przy tak kameralnym filmie i jego subtelnej narracji zdecydowaliśmy wspólnie z Joachimem, że zestaw instrumentów powinien odpowiadać atmosferze, która towarzyszy głównym bohaterom. Na pewno ważną rolę miała też moja podróż do Oslo, do filmowego domu, gdzie spędziłam kilka dni, razem z reżyserką dźwięku Agatą Dankowską nagrywałam najróżniejsze, znalezione na miejscu, przedmioty oraz pianino. Jeden z utworów nagrany w ten sposób również wszedł do oficjalnego soundtracku.

Czytaj więcej

Flamenco inkluzywne – wyjątkowy taniec i projekt, który pozwala przeformatować emocje
Reklama
Reklama

Jakie to uczucie słyszeć swoje kompozycje w kinowym systemie Dolby Atmos, wiedząc, że każdy szmer pani instrumentu wypełnia ogromną salę?

Muszę powiedzieć, że dość stresujący. Jestem perfekcjonistką, więc za każdym razem słucham z wytężeniem, czy na pewno wszystko brzmi i pasuje wystarczająco dobrze.

Po tak wielkim sukcesie na European Film Awards, czy planuje pani teraz mocniej skoncentrować się na pisaniu dla kina, czy priorytetem pozostają solowe albumy i trasy koncertowe?

W idealnym świecie chciałabym móc kontynuować wypracowaną przeze mnie wolność twórczą, gdzie mogę swobodnie skakać pomiędzy karierą solową i koncertami, a ciekawymi projektami filmowymi czy pracą z innymi twórcami sztuk wizualnych czy tanecznych. Niesamowicie ciekawa jest dla mnie perspektywa zachowania niezależności jako artystka i współpracy przy projektach, które naprawdę mnie interesują. Nie interesuje mnie kino komercyjne, ponieważ zwyczajnie po takich seansach niezmiernie szybko zapominam o obejrzanych filmach. Dużo bliżej jest mi do kina ambitnego, arthouse'owego czy videoartu i mam nadzieję, że twórcy takich gatunków też będą postrzegać mnie jako bratnią duszę do przyszłych projektów artystycznych.

Polska premiera filmu przypada na 27 lutego. Kiedy słuchacze będą mogli usłyszeć ten materiał w wersji na żywo podczas specjalnych koncertów?

Nie planuję takich koncertów, jednak przygotowujemy specjalne wydanie albumu ze ścieżką do filmu, gdzie będzie można zobaczyć filmowy dom z Oslo moimi oczami, na ręcznie wywołanych fotografiach. Mam nadzieję, że będzie to miła pamiątka zarówno dla fanów filmów Joachima Triera, jak i Hani Rani.

Wywiad
Magdalena Żelazowska: Mało wiemy o tym, ile Polek osiągnęło w USA spektakularne sukcesy
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX w Warszawie
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Wywiad
Helena Ganjalyan o reżyserowaniu i roli w „Glorious Summer”: Nie da się żyć bez ryzyka
Wywiad
Mroczna prawda o literaturze young adult
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Wywiad
Wnuczka Jolanty Wadowskiej-Król o babci i „Ołowianych dzieciach”: Ludzie dobrze wspominają hutę
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama