Joachim Trier znany jest z ogromnej dbałości o detale dźwiękowe. Jak wyglądał wasz wspólny język? Czy muzyka powstawała już na etapie czytania scenariusza, czy dopiero pod gotowe obrazy?
Zostałam zaproszona do współpracy nad filmem niedługo przed rozpoczęciem zdjęć, w okolicach lipca 2024 r.. Po przeczytaniu scenariusza od razu zostałam też poproszona o wysłanie swoich pierwszych przemyśleń muzycznych, opierając się jedynie na swoim własnym wyobrażeniu i kilku rozmowach z reżyserem. Tak praca wyglądała aż do stycznia 2025, kiedy Joachim zaprezentował mi pierwszy gotowy montaż filmu, który choć był o wiele dłuższy, to jednak nie różni się drastycznie od finalnej wersji. Moja praca zatem w dużej mierze opierała się jedynie na znajomości historii i wielu rozmowach telefonicznych z Joachimem i taki styl zdecydowanie bardzo mi pasuje.
W filmie „Wartość sentymentalna” cisza wydaje się równie ważna, co dźwięk. Jak balansowała pani między swoją naturalną potrzebą budowania bogatych tekstur a minimalizmem, którego wymagało kino Triera?
Czytaj więcej
Choć premiera filmu „Zapiski śmiertelnika” odbyła się w minioną środę, już teraz mówi się, że pol...
Dobrze znam inne filmy Joachima, więc zdawałam sobie sprawę, że w wypadku tej współpracy będę musiała starać się stworzyć muzykę prawie przezroczystą, jednak precyzyjną, bo mam wrażenie że Trier jest bardzo skrupulatnym artystą i tego też szuka w innych. To zawsze bardzo trudne zadanie dla kompozytora i lekcja pokory, bo i mnie czasem marzyło się, aby w pełni rozwinąć skrzydła i dodać tej muzyce trochę więcej ‘dźwięków’. Jednak miałam ogromny szacunek i zaufanie do Joachima i wiedziałam, że jego wybory i sugestie będą służyć opowieści i temu, w jaki sposób zostanie w publiczności.
Czy praca nad tym soundtrackiem zmusiła panią do porzucenia swoich „bezpiecznych” schematów kompozytorskich?
Zdecydowanie tak, nawet jeśli z pozoru taka się nie wydaje, bo mam wrażenie, że soundtrack przedstawia bardziej klasyczną, znaną słuchaczom z moich wcześniejszych albumów odsłonę ‘Hani Rani’. Jednak przy tym projekcie bardzo dużo czasu i fascynacji poświęciłam metodzie translacji – z jednego medium na inne, z jednego zestawu instrumentów na drastycznie inny, i ta technika przyniosła bardzo ciekawe, nieznane mi dotąd rezultaty, które wykorzystałam też później w innych utworach. Zazwyczaj pracując nad filmem, pracuję symultanicznie również nad kilkoma innymi kompozycjami i mam wrażenie, że bardzo urozmaica to środowisko biologiczne tych kompozycji, dodaje im składników, które pozornie do siebie nie pasują, jednak w zestawieniu tworzą jakąś nową jakość.
Pani styl jest bardzo rozpoznawalny – intymny, minimalistyczny. Jakie było najtrudniejsze wyzwanie przy komponowaniu do tego konkretnego filmu?
Czytaj więcej
W muzyce nie chodzi o medale czy pieniądze, ale o emocje odbiorców – mówi Zuzanna Sejbuk, jedyna...