W jaki sposób dziś decydujemy o tym, kogo „warto pamiętać”?
O tym, kogo „warto pamiętać”, często decydujemy, słuchając autorytetów, przede wszystkim autorów podręczników szkolnych. Dla wielu osób nauka historii kończy się na szkole średniej. Choć powoli się to zmienia, to historia wciąż często ulega mitologizacji. Mówimy o Polsce jako o „mesjaszu narodów”, o wyjątkowości szlachty czy husarii. Trudno nam zaakceptować, że ta przeszłość mogła nie być tak wspaniała, jak chcielibyśmy wierzyć. Dlatego nasza chęć zgłębiania historii jest bardzo wybiórcza, a wiedza pozostaje powierzchowna. W efekcie wybieramy z przeszłości takie postaci i wzorce, które najlepiej pasują do naszego światopoglądu. Brakuje nam spojrzenia wolnego od emocji i filtrów, które nakładamy na fakty historyczne.
Czy ta mitologizacja nie ma na celu budowania jednocześnie dumy narodowej i bieżącej narracji politycznej?
Tak, ponieważ mamy duży problem z redefinicją polskiej tożsamości. Nie chcemy „rozpuścić się” w unijnej narracji. Chcemy wiedzieć, kim jesteśmy jako Polska w Unii Europejskiej i w Europie. W takiej sytuacji łatwiej nam sięgać po sprawdzone wzorce: opowieść o narodzie, który zawsze walczył w imię czegoś. To nam buduje pewną narrację, ale dość płaską.
Kobiety stanowią zaledwie 4 proc. nazwisk w podręcznikach szkolnych. Z czego pani zdaniem wynika ta dysproporcja?
Czytaj więcej
Przychodzi nowa władza i wszystko wywraca się do góry nogami – mówi Monika Kallista, kanclerz Polskiej Akademii Nauk. Opowiada też o zmianach w PAN...
Wśród znanych historyków zdecydowanie częściej pojawiają się męskie nazwiska, a oni sami najczęściej pisali o innych mężczyznach. Wynikało to także z dostępności źródeł, najlepiej zachowane są materiały dotyczące wojen i polityki, czyli sfer tradycyjnie zdominowanych przez mężczyzn. Do dziś widać dominację tych tematów w podręcznikach szkolnych. Uczymy się wielu bitew i dat, natomiast historii społecznej wciąż jest stosunkowo niewiele.
Czy wynika to z konieczności wyboru, która historia jest dla nas ważniejsza?
W pewnym sensie zawsze jest to kwestia wyboru. Pytanie jednak brzmi: kto tego wyboru dokonuje i w jakim celu. Jeśli skupiamy się głównie na konfliktach zbrojnych, budujemy narrację o narodzie, który był nieustannie zagrożony i zawsze musiał się bronić, oczywiście w sposób bohaterski. Z drugiej strony moglibyśmy opowiedzieć historię z perspektywy np. chłopstwa, o ucisku i roli szlachty. Każda z tych opowieści jest wyborem określonej narracji i służy jakiemuś celowi.