Reklama

Paulina Kirschke: Wybieramy z przeszłości wzorce, które pasują do naszego światopoglądu

Przeszłam wystawę stałą dwa razy i nie znalazłam ani jednego dzieła stworzonego przez kobietę – mówi Paulina Kirschke. Prezeska Fundacji im. Julii Woykowskiej i współzałożycielka Fundacji Muzeum Historii Kobiet opowiada o projekcie stworzenia przestrzeni, która przywróci pamięć o roli kobiet w historii.
Paulina Kirschke: Historia to nie tylko wielcy generałowie i przywódcy, lecz także kobiety, które od

Paulina Kirschke: Historia to nie tylko wielcy generałowie i przywódcy, lecz także kobiety, które odegrały w niej niezwykle istotną rolę.

Foto: Nika Khrystyna Nedomolkina

W jaki sposób dziś decydujemy o tym, kogo „warto pamiętać”?

O tym, kogo „warto pamiętać”, często decydujemy, słuchając autorytetów, przede wszystkim autorów podręczników szkolnych. Dla wielu osób nauka historii kończy się na szkole średniej. Choć powoli się to zmienia, to historia wciąż często ulega mitologizacji. Mówimy o Polsce jako o „mesjaszu narodów”, o wyjątkowości szlachty czy husarii. Trudno nam zaakceptować, że ta przeszłość mogła nie być tak wspaniała, jak chcielibyśmy wierzyć. Dlatego nasza chęć zgłębiania historii jest bardzo wybiórcza, a wiedza pozostaje powierzchowna. W efekcie wybieramy z przeszłości takie postaci i wzorce, które najlepiej pasują do naszego światopoglądu. Brakuje nam spojrzenia wolnego od emocji i filtrów, które nakładamy na fakty historyczne.

Czy ta mitologizacja nie ma na celu budowania jednocześnie dumy narodowej i bieżącej narracji politycznej?

Tak, ponieważ mamy duży problem z redefinicją polskiej tożsamości. Nie chcemy „rozpuścić się” w unijnej narracji. Chcemy wiedzieć, kim jesteśmy jako Polska w Unii Europejskiej i w Europie. W takiej sytuacji łatwiej nam sięgać po sprawdzone wzorce: opowieść o narodzie, który zawsze walczył w imię czegoś. To nam buduje pewną narrację, ale dość płaską.

Kobiety stanowią zaledwie 4 proc. nazwisk w podręcznikach szkolnych. Z czego pani zdaniem wynika ta dysproporcja?

Czytaj więcej

Kanclerz PAN: Wciąż obecne są hierarchiczność, kastowość oraz lęk przed silnymi kobietami

Wśród znanych historyków zdecydowanie częściej pojawiają się męskie nazwiska, a oni sami najczęściej pisali o innych mężczyznach. Wynikało to także z dostępności źródeł, najlepiej zachowane są materiały dotyczące wojen i polityki, czyli sfer tradycyjnie zdominowanych przez mężczyzn. Do dziś widać dominację tych tematów w podręcznikach szkolnych. Uczymy się wielu bitew i dat, natomiast historii społecznej wciąż jest stosunkowo niewiele.

Czy wynika to z konieczności wyboru, która historia jest dla nas ważniejsza?

W pewnym sensie zawsze jest to kwestia wyboru. Pytanie jednak brzmi: kto tego wyboru dokonuje i w jakim celu. Jeśli skupiamy się głównie na konfliktach zbrojnych, budujemy narrację o narodzie, który był nieustannie zagrożony i zawsze musiał się bronić, oczywiście w sposób bohaterski. Z drugiej strony moglibyśmy opowiedzieć historię z perspektywy np. chłopstwa, o ucisku i roli szlachty. Każda z tych opowieści jest wyborem określonej narracji i służy jakiemuś celowi.

Reklama
Reklama

Który wpływa na nasze myślenie dziś.

Tak. Opowiadanie o historii w taki sposób, by naprawdę zrozumieć, w jakiej rzeczywistości przyszło ludziom podejmować decyzje, jest bardzo trudne. Aby naprawdę zrozumieć ludzi z tamtych lat, musielibyśmy – niczym ludzik z map Google – zanurzyć się w konkretny moment historyczny. Dopiero wtedy zobaczylibyśmy, jak naprawdę wyglądały ulice, komunikacja i jak ci ludzie spędzali swój czas. Zawsze patrzymy na przeszłość przez filtr człowieka żyjącego w 2026 r..

Skoro dziś, w 2026 r., jesteśmy już świadomi tego, że nasz światopogląd kształtuje historię, to czy myśli pani, że historia naszych czasów będzie w przyszłości przedstawiana bardziej obiektywnie?

To zależy od tego, kto będzie tę historię opowiadał i czy wciąż będą to ludzie (śmiech).

Z pewnością jednak to, co dzieje się dziś, czyli coraz większa obecność historii kobiet jest bardzo ważną zmianą, która wpływa na sposób myślenia o przeszłości. W podręcznikach szkolnych wciąż jednak brakuje tych historii. Szkoła jest tak przeładowana materiałem, że nawet jeśli nauczyciel chciałby wprowadzać dodatkowe wątki, najczęściej po prostu nie ma na to czasu. Wiele dzieje się w kołach gospodyń wiejskich czy lokalnych klubach. Kobiety wyciągają z zapomnienia historie lokalnych bohaterek. To jest niesamowite, choć kobiet wciąż brakuje w podręcznikach czy nazwach ulic, to zmiana zaczyna się lokalnie. Współpraca i wspólne działanie to najlepsza recepta na to, żeby zmieniać nasz świat, chociaż lokalnie. W Fundacji Muzeum Historii Kobiet prowadzimy też warsztaty dla nauczycielek, ucząc je, jak odkrywać te herstorie.

Skąd wziął się pomysł stworzenia Muzeum Historii Kobiet?

Kiedyś pojechałam z mężem do Muzeum Narodowego w Gdańsku. Przeszłam wystawę stałą dwa razy i nie znalazłam ani jednego dzieła stworzonego przez kobietę – żadnego obrazu, żadnej rzeźby. Jakbyśmy w ogóle nie istniały. Opowiedziałam o tym mężowi, a on zażartował: „To sama załóż muzeum”.

Wtedy zaczęłam się zastanawiać, dlaczego nie ma miejsca, które w sposób ciągły opowiadałoby historię kobiet. Trudno dziś dotrzeć do tego, co robiły nasze przodkinie i jak wyglądało ich życie społeczne czy polityczne. Często wydaje nam się, że w ogóle takiego życia nie miały, a to nieprawda. Pomysł na muzeum wziął się z tej ogromnej nieobecności kobiet w opowieści o historii.

Jak muzeum miałoby być finansowane?

Żadne muzeum tej skali nie utrzymałoby się jako inicjatywa prywatna, dlatego prowadzimy zaawansowane rozmowy z ministerstwami oraz samorządem wielkopolskim. Pojawiły się już konkretne propozycje. Na pewno w projekt zaangażowane będą środki publiczne, bez nich powstanie i utrzymanie takiego muzeum nie byłoby możliwe.

Reklama
Reklama

Kiedy można spodziewać się otwarcia muzeum?

To nadal perspektywa kilku lat. Obecnie pracujemy nad warstwą narracyjną muzeum tak, aby pozwalała wyobrazić sobie rzeczywistość, w której żyły kobiety, a jednocześnie nie była przeładowana treścią. Uczymy się od innych muzeów, a jedna z najważniejszych lekcji jest taka, by narracja nie przytłoczyła odbiorcy. Chcemy pokazywać historię kobiet z różnych okresów historycznych, uwzględniając różne perspektywy.

Czytaj więcej

Szachistka Oliwia Kiołbasa: Potrzebujemy kibiców i większego zainteresowania

Jak wygląda podejście decydentów do tego pomysłu?

Deklaratywnie jest bardzo duża otwartość.

A poza deklaracjami?

Gorzej jest, gdy przechodzimy do szczegółów. Z decydentami rozmawiamy od trzech lat, a wciąż nie jesteśmy w stanie określić, kiedy muzeum zostanie otwarte.

Z jakimi najczęstszymi argumentami „na nie”…

Nie ma argumentów na nie.

W takim razie, czym argumentowane jest spowolnienie tego projektu? Czy wynika ono głównie z braku funduszy?

Wcale nie. Chodzi raczej o to, że jest wiele innych spraw do załatwienia. Mam nadzieję, że teraz projekt nieco przyspieszy. Wszyscy uważają, że to świetny pomysł, ale jeśli chodzi o fundusze, to będą dostępne dopiero, gdy zyskamy status instytucji kultury. Nad tym właśnie teraz pracujemy.

Reklama
Reklama

Załóżmy, że spotykamy się na otwarciu muzeum za kilka lat. Co chciałaby pani usłyszeć od pierwszej osoby, która wyjdzie z wystawy?

Chcemy, by każdy – mężczyzna, kobieta, chłopak czy dziewczyna – mógł poczuć dumę z tego, co kobiety osiągnęły przez wieki. Może ktoś pomyśli: „Jestem dumny z moich przodkiń, bo dokonały wspaniałych rzeczy, o których wcześniej nie wiedziałem”. Zależy mi na rozbudzeniu tego poczucia w każdym z nas, ponieważ historia to nie tylko wielcy generałowie i przywódcy, lecz także kobiety, które odegrały w niej niezwykle istotną rolę.

Która postać historyczna lub opowieść jest dla pani najważniejsza?

Czytaj więcej

Helena Ganjalyan o reżyserowaniu i roli w „Glorious Summer”: Nie da się żyć bez ryzyka

Dla mnie taką postacią jest Julia Woykowska. Im bardziej poznaję jej historię, tym bardziej uważam ją za niezwykłą kobietę. W pierwszej połowie XIX wieku sytuacja, w której kobieta publicznie zabiera głos na temat demokracji, ustroju czy światopoglądu, była niemal nie do pomyślenia. Woykowska była prawdopodobnie pierwszą Polką, która na łamach „Tygodnika Literackiego” brała czynny udział w najpoważniejszym dyskursie społecznym i politycznym tamtych lat.

Wiele kobiet miało bardzo zły PR, jeśli angażowały się w politykę. Działania, które mężczyznom uchodziły bezkarnie i były uważane za normalny sposób uprawiania polityki, spotykały się z dużo surowszą oceną, kiedy to samo robiły kobiety.

Myśli pani, że współcześnie nadal też tak jest?

Tak, zresztą widzimy to każdego dnia. Kobiety w życiu publicznym są oceniane i traktowane inaczej niż mężczyźni. Gdy kobieta występuje publicznie, często w pierwszej kolejności ocenia się jej wygląd. Wciąż stosujemy różne miary wobec kobiet i mężczyzn.

Reklama
Reklama

Paulina Kirschke

Dziennikarka, badaczka, aktywistka i innowatorka społeczna. Prezeska Fundacji im. Julii Woykowskiej i współzałożycielka Fundacji Muzeum Historii Kobiet. Współautorka wielu projektów i innowacji społecznych. Autorka "Subiektywnego przewodnika śladami kobiet po Wielkopolsce" oraz "Opowieści dla młodych organiczniczek". Przewodnicząca Komisji Dialogu Obywatelskiego przy pełnomocniczce prezydenta Poznania ds. polityki równościowej w latach 2022-2024, współautorka Polityki Równości Miasta Poznania 2024-2026. Członkini Rady Programowej Spółki Polskie Radio – Regionalna Rozgłośnia w Poznaniu. Uhonorowana przez Kongres Kobiet i Ambasadę Brytyjską tytułem jednej z 16 Liderek Równości 2023, a przez Forbes Women tytułem jednej z 25 kobiet wartych obserwowania w 2025 roku. 

Wywiad
Kanclerz PAN: Wciąż obecne są hierarchiczność, kastowość oraz lęk przed silnymi kobietami
Materiał Promocyjny
Jedna rata i większa kontrola nad budżetem domowym?
Materiał Promocyjny
PR&Media Days 2026
Wywiad
Emi Buchwald: W filmie staram się pokazać, że rodzina nie jest źródłem całego zła
PODCAST „POWIEDZ TO KOBIECIE”
Agnieszka Sułkowska: Z autyzmem można szczęśliwie żyć
Wywiad
Polka w Belgii: W wielokulturowym środowisku rodzą się lepsze pomysły
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama