Reklama

Kanclerz PAN: Wciąż obecne są hierarchiczność, kastowość oraz lęk przed silnymi kobietami

Przychodzi nowa władza i wszystko wywraca się do góry nogami – mówi Monika Kallista, kanclerz Polskiej Akademii Nauk. Opowiada też o zmianach w PAN, relacjach ze środowiskiem naukowym oraz o tym, dlaczego w nauce wciąż trudno jest być kobietą.
Monika Kallista: Praca w nauce jest wymagająca zarówno w Polsce, jak i na całym świecie.

Monika Kallista: Praca w nauce jest wymagająca zarówno w Polsce, jak i na całym świecie.

Foto: Agnieszka Łukaszewicz

Na czym polega praca kanclerza Polskiej Akademii Nauk?

Kanclerz PAN zarządza obszarem administracyjnym oraz majątkiem Polskiej Akademii Nauk. Jako urzędnik państwowy kieruję Kancelarią PAN. Rolę kanclerza można porównać do funkcji COO (Chief Operating Officer) w firmie.

Biorąc pod uwagę pani doświadczenie w sektorze prywatnym, czy czuje się pani bardziej urzędnikiem, czy COO?

Chciałabym, aby Polska Akademia Nauk była organizacją nowoczesną, dlatego myślę o sobie rather jako o COO. Mentalnie staram się wyprowadzić tę organizację z ram tradycyjnie pojmowanego urzędu. W Polsce słowo „urzędnik” ma dziś często negatywne skojarzenia, niekoniecznie uzasadnione. Przed wojną była to bardzo ważna i szanowana funkcja, związana z pracą na rzecz kraju. Jestem państwowcem i chcę po sobie zostawić coś, co będzie służyło państwu i społeczeństwu.

Co konkretnie chciałaby pani po sobie zostawić?

Moim celem jest, aby Kancelaria PAN stała się nowoczesną i przystosowaną do wyzwań XXI wieku organizacją. Przez lata nie inwestowano w jej rozwój, a cyfryzacja nie była priorytetem. Brakuje partnerskiego podejścia do urzędników, co jest zresztą szerszym problemem w polskich urzędach. Ponadto zależy mi na tym, aby PAN był najważniejszą w Polsce instytucją rozwijającą i popularyzującą naukę, zarządzaną przez wykształconą, doinwestowaną kadrą kierowniczą.

To dzięki temu powstał portal popularnonaukowy Academia.pl, który przybliża społeczeństwu osiągnięcia naukowe – tak, aby nie były one tylko domeną specjalistów. Pracujemy także nad utworzeniem muzeum historii naturalnej, ponieważ w Polsce wciąż nie ma takiej instytucji, choć na świecie cieszą się one ogromną popularnością.

Jakie są główne wyzwania w funkcjonowaniu instytucji publicznych w Polsce?

Brakuje ciągłości zarządzania i realizacji długofalowych projektów. Przychodzi nowa władza i wszystko wywraca się do góry nogami. Zmienia się koncepcja zarządzania, a nikt nie inwestuje w urzędników tak, aby stali się wysokiej jakości menedżerami i samodzielnymi pracownikami.

Reklama
Reklama

A pracownicy spoza kierownictwa? Oni zazwyczaj zostają na swoich stanowiskach, niezależnie od zmiany władzy.

Prawda, ale „ryba psuje się od głowy”. Jeśli kierownictwo dobrze funkcjonuje, to reszta wtedy też pracuje sprawnie. Widzę to po tym, co mi się udało zmienić i jak pracownicy zaczęli funkcjonować, odkąd zostałam kanclerzem, co dostrzegają również inni i o czym „mówią korytarze”.

Czytaj więcej

Dr n. med. Katarzyna Muras-Szwedziak: Finansowo moja specjalizacja się nie opłaca

O czym mówią korytarze? Co już udało się zmienić, a co ma pani jeszcze w planach?

Przede wszystkim traktujemy się po partnersku. Nienawidzę mikrozarządzania, do mnie raportuje 20 osób, więc nie mogłabym kontrolować wszystkiego osobiście. Staram się, aby podlegli mi dyrektorzy, mieli większą swobodę decyzji i brali za to odpowiedzialność. To jest główny problem urzędników. Boją się wziąć odpowiedzialność za swoje działania, ponieważ wiedzą, że wkrótce zmieni się kierownictwo i mogą zostać rozliczeni za podjęte decyzje.

Więc ostatecznie nie podejmują żadnych działań?

Tak, starają się przetrwać między zmianami władzy.

Których z pani planów z początku kadencji nie udało się zrealizować?

Prędkość niektórych zmian nie jest taka, jak sobie założyłam. Jednak na razie udało się zrealizować to, co sobie zaplanowałam, czyli cyfryzację PAN. Wprowadziłam elektroniczny obieg dokumentów, którego do 2025 r. nie było. Uporządkowałam organizację, wprowadziłam jasny podział obowiązków pomiędzy biurami. Rozpoczęłam pracę nad stworzeniem systemu zarządzania procesowego w organizacji. Zwiększyłam bieżący nadzór nad realizacją budżetu PAN. Wprowadziłam wiele działań, które ustabilizowały sytuację kadrową i zatrzymały dużą rotację pracowników. Sukcesywnie buduję kompetencje kadry kierowniczej poprzez cykliczne szkolenia.

To wszystko sprawiło, że Kancelaria PAN stała się lepszym miejscem do pracy. Potwierdzają to najnowsze wewnętrzne badania opinii pracowników – co jest dla mnie najlepszym miernikiem sukcesu. Jak zaczynałam to ponad połowa pracowników nie chciała polecić PAN jako miejsca pracy, teraz 60 proc. przyznało w badaniu, że poleciłoby nas szukającym pracy.

Reklama
Reklama

Czy uważa pani, że wprowadzone przez panią zmiany mają szansę przetrwać w dłuższej perspektywie, niezależnie od zmian kierownictwa?

Czytaj więcej

Wnuczka Jolanty Wadowskiej-Król o babci i „Ołowianych dzieciach”: Ludzie dobrze wspominają hutę

Kiedy wprowadzam zmiany, myślę o tym, żeby przetrwały dłużej niż moja kadencja. W poprzednich miejscach pracy zawsze mi się to udawało. Cyfryzacja i nowe podejście do pracy to procesy, których nie da się cofnąć.

Jak opisałaby pani podejście i środowisko pracy w PAN?

To bardzo trudne środowisko. Praca w nauce jest wymagająca zarówno w Polsce, jak i na całym świecie. Wciąż obecne są hierarchiczność, kastowość oraz lęk przed silnymi kobietami. Jednak od 2023 r. jestem jego częścią i widzę już pozytywną zmianę. Sam fakt, że kobieta pełni funkcję kanclerza, a w zarządzie PAN są dwie wiceprezeski, jest dowodem tej zmiany. W kancelarii wdrożyłam plan równości, powołałam pełnomocniczkę ds. równości oraz pełnomocniczkę ds. etyki.

Współpraca ze środowiskiem naukowym ma również bardzo pozytywny wymiar, ponieważ pracuje się wśród elity intelektualnej tego kraju. To niezwykle inspirujące doświadczenie uczestniczyć w spotkaniach i rozmawiać z osobami zajmującymi się np. sztuczną inteligencją czy badaniami nad genomem Piastów. Więc można poczuć, że jest się w wyjątkowym miejscu. Z drugiej strony odnalezienie się w tym środowisku nie jest łatwe, jednak jestem magistrem prawa, a nie naukowcem.

Czy brak stopnia naukowego rzeczywiście stanowi przeszkodę?

Nikt nigdy nie zwrócił mi na to uwagi. Na stanowisku kanclerza nie jest to wymagane. Dobry menedżer może, ale nie musi mieć tytułu naukowego. Aczkolwiek może byłoby mi łatwiej, gdybym miała doktorat. Jednak nie czuję w związku z tym zewnętrznej presji, być może po prostu sama ją sobie narzucam. Praca w środowisku profesorów o silnych osobowościach bywa wymagająca. Często mają poczucie, że znają się na wszystkim i uważają, że ich rady zawsze powinny być przyjęte i wdrożone. Trzeba mieć poczucie humoru, czasem tupnąć nogą, a innym razem po prostu porozmawiać i wysłuchać. Wiem, że pewnych rzeczy nie jestem w stanie zmienić. Dlatego podchodzę elastycznie do tej współpracy i zmieniam swoje nastawienie.

Jednak jest pani na stanowisku, na którym można zmienić coś więcej niż własne nastawienie.

To robię, choćby moją postawą. Na szczęście prezes PAN bardzo mnie wspiera i rozumie, że płeć nie gra roli. Nie byłabym w tej instytucji, gdyby nie wsparcie jego i moich pracowników.

Reklama
Reklama

Umie pani wyczuć moment, kiedy podejść do sytuacji z poczuciem humoru, a kiedy tupnąć nogą?

Tak, jestem osobą doświadczoną i wiele wyzwań mam już za sobą. Myślę, że gdyby mi się to nie udawało, prezes nie poprosiłby mnie, żebym wzięła udział w konkursie na stanowisko kanclerza na kolejną kadencję.

Staram się, żeby moje środowisko pracy nie było toksyczne. Być może ja byłabym w stanie w takim funkcjonować, bo mam twardy charakter, ale muszę myśleć o ludziach, którzy ze mną współpracują.

Czy to jest najtrudniejsza praca, jaką pani do tej pory wykonywała?

Tak, jest to najbardziej odpowiedzialna i zarazem najbardziej prestiżowa praca, z której jestem najbardziej dumna. Aczkolwiek w trakcie mojej kariery zawodowej stawiałam czoła różnym wyzwaniom. Pracę w Ministerstwie Rodziny i Polityki Społecznej zaczęłam w czasie pandemii, tworząc biuro od podstaw.

Co jest największym wyzwaniem w pani obecnej pracy?

Myślę, że brak czasu i zastępcy – mam nadzieję, że to drugie się zmieni. Wyzwaniem są też warunki finansowe, ponieważ nie mogę zapłacić ludziom tyle, ile bym chciała, powoduje to także trudności z rekrutacją specjalistów.

Jaka jest skala wyzwań finansowych?

Czytaj więcej

Prof. Anna Matysiak: Niższa liczba urodzeń to rzeczywistość, na którą musimy się przygotować
Reklama
Reklama

W firmie, jeśli chcemy zatrudnić wysokiej klasy specjalistę, możemy zaoferować mu wynagrodzenie adekwatne do kwalifikacji. Ja natomiast muszę przestrzegać rozporządzeń określających widełki płacowe, które nie odpowiadają poziomowi obowiązków ani realiom rynku. Są tacy „wariaci” jak ja, którzy chcą pracować dla państwa i zgadzają się na dużo niższe pieniądze niż w prywatnej firmie na stanowisku o podobnym poziomie odpowiedzialności. Dlatego przy niższym wynagrodzeniu tak ważne jest tworzenie środowiska pracy opartego na szacunku i dobrej atmosferze.

Określa się pani mianem „strażaka Polskiej Akademii Nauk”. Jakie „pożary” udało się pani ugasić?

Ten tytuł nadał mi prezes trochę prześmiewczo, kiedy jeszcze byłam dyrektorem Biura Organizacyjnego i potem już tak zostało.

Dlaczego prześmiewczo?

Bo jakie pożary mogą niby być w Polskiej Akademii Nauk? (śmiech)

Właśnie, jakie?

Bardzo różne, na przykład pod koniec mijającej zimy razem z prezesem pojechaliśmy na Mazury i musieliśmy odmrozić kilka nieruchomości. Nie można zarządzać majątkiem, nie znając go. Byłam w każdej jednostce i nieruchomości, jaką mamy. Idę od piwnicy po dach i patrzę, co jest zepsute, gdzie są dziury i gdzie leci woda.

Musi pani zajmować się tym wszystkim osobiście, czy nie graniczy to już z mikrozarządzaniem?

Nie, dlatego że trzeba wiedzieć, co ma się pod sobą i jaka jest skala problemów. Trzeba porozmawiać i wysłuchać ludzi na miejscu. Nie wszystko kręci się wokół Warszawy. Ludzie potrzebują, żeby przyjechał ktoś z centrali i zaoferował wsparcie, radę albo po prostu docenił ich pracę i powiedział: „super robota, dzięki, że jesteś i mnie wspierasz”. Każdy tego potrzebuje, ja też. Kancelaria to nie tylko biura w Pałacu Kultury i Nauki, to także Pałac Staszica, 11 jednostek nieposiadających osobowości prawnej i oddziały Polskiej Akademii Nauk. Wszędzie tam pracują ludzie. Dlatego, jeżeli wdrażam jakąś zmianę, musi ona działać także w tych miejscach.

Reklama
Reklama

Krytyka PAN często dotyczy efektywności, struktury i relacji z systemem szkolnictwa wyższego. Które z tych zarzutów uważa pani za zasadne, a które nie?

Problemem jest to, że Polacy nie wiedzą, czym zajmuje się Polska Akademia Nauk. Jesteśmy częścią systemu nauki i szkolnictwa wyższego. Wywiązujemy się z zadań, które są na nas nałożone ustawą o PAN. Prowadzimy projekty popularyzujące naukę, np. program Otwarta Nauka, w którym wspieramy inicjatywy realizowane przez instytucje i naukowców związanych z PAN. Dlatego nie sądzę, że jesteśmy nieefektywni. Dysponujemy ogromnym majątkiem, który staramy się utrzymać w ramach skromnego budżetu. Biorąc pod uwagę nasze zasoby i ramy, w których działamy, uważam, że jesteśmy sprawną instytucją.

W tym roku kończymy 75 lat i z tej okazji chcemy pokazać społeczeństwu, czym jest Polska Akademia Nauk oraz jak ważna jest dla Polaków i całego systemu nauki. Pracując tu, wiem, że mamy odpowiednie mechanizmy i widzę, że one działają, ale problem w tym, że na zewnątrz tego nie widać.

W debacie publicznej pojawiały się też głosy mówiące o likwidacji PAN.

Myślę, że to także wynika z braku zrozumienia. Nikt na pewno nie zlikwiduje Polskiej Akademii Nauk, która istniała już przed wojną jako Polska Akademia Umiejętności. Na całym świecie funkcjonują akademie zrzeszające naukowców, które są lokomotywami napędzającymi naukę i badania.

Co pani zdaniem jest najważniejszą rzeczą, jaką robi PAN? Jaki jeden argument przekonałby Kowalskiego, że PAN jest potrzebny?

Mamy 69 instytutów prowadzących badania na światowym poziomie. Prowadzimy istotne badania podstawowe, które są fundamentem przyszłych przełomów. Myślę, że jeśli kiedyś Polak zdobędzie Nagrodę Nobla, będzie wywodził się z PAN.

Dlaczego?

Uważam, że jeśli chodzi o naukowców, jesteśmy elitą. Wystarczy spojrzeć na liczby cytowań, przyznawanych nagród i zdobywanych grantów. W tym roku przyznamy Nagrodę Polskiej Akademii Nauk w wysokości 100 tys. dol. naukowcowi, który w przyszłości może zostać noblistą.

Reklama
Reklama

W jednym z wywiadów powiedziała pani: „Zanim zaczęłam pracę w Akademii, nie odczuwałam, że płeć może cokolwiek w pracy utrudniać”. Co sprawiło, że poczuła pani, że płeć jest utrudnieniem w pracy?

Wcześniej nigdy nie zwracałam na to uwagi, nawet pracując w firmach, zatrudniających głównie mężczyzn. Świat nauki wciąż jest w dużej mierze męski. Widać to po liczbach, bo kobiet jest niewiele, co skłania do refleksji, dlaczego tak się dzieje. Sama nie zdecydowałabym się na karierę naukową, bo musiałabym być znacznie silniejsza niż jestem teraz. Można usłyszeć sprośne żarty, personalne czy seksistowskie komentarze. Często czułam, że druga strona myśli: „Co ta kobieta, która nie ma dorobku naukowego, w ogóle mówi?”. W Kancelarii PAN tego nie ma, ale wynika to z faktu, że urzędniczkami są głównie kobiety. Jednak na wysokich stanowiskach czy wśród profesorów kobiet jest bardzo mało.

Jaka największa zmiana dotycząca sytuacji i widoczności kobiet zaszła w czasie pani kadencji?

To, że na stanowisku kanclerza jest kobieta, stało się czymś normalnym.

Mówi się, że kobieta musi pracować dwa razy ciężej, żeby osiągnąć to, co mężczyzna, czy zgadza się z tym pani?

Tak, zdecydowanie. W nauce kobieta musi o wiele więcej udowodnić. Dlatego kobieta z tytułem profesora robi na mnie większe wrażenie niż mężczyzna. Nie oznacza to, że mężczyzna włożył mniej pracy, by zdobyć ten tytuł, ale płeć dodaje dodatkowe wyzwanie. Czasami kobiety, które już dojdą do tego wyższego stanowiska, wolą otaczać się mężczyznami.

Z czego to wynika?

Może ze strachu, że nie poradzą sobie, jeśli obok nich nie będzie stał silny mężczyzna.

Czy ten strach jest uzasadniony?

Zależy, w jakim środowisku się przebywa.

A w naukowym?

Można się rozczarować, słysząc seksistowskie komentarze. Gdybym jednak doświadczyła jawnej dyskryminacji, wiem, że mam prezesa, który by mnie wsparł. Ale to pokazuje, że jednak kobieta czasami potrzebuje silnego mężczyzny, czy nam się to podoba, czy nie.

Naprawdę myśli pani, że sama by sobie nie poradziła?

Poradziłabym sobie, na pewno.

Czytaj więcej

Job hugging nadciąga do Polski. Na czym polega przytulanie się do pracy?

Czy na komentarzach się kończy, czy są to zachowania idące dalej?

Na szczęście nie mamy takich przypadków. Jeśli mają miejsce, to kobiety powinny o nich mówić, po to jestem ja i pełnomocniczki ds. równości i etyki. Najważniejsza jest reakcja. Nie można tolerować znieczulicy, nawet gdy sytuacja nie dotyczy bezpośrednio nas, tylko jesteśmy jej świadkami. Dotyczy to każdej sytuacji, także poza pracą.

W 2023 r. wpadłam między wagon metra a peron. Nikt nie zareagował. Kiedy się podniosłam, zobaczyłam las pustych spojrzeń ludzi, którzy robili wszystko, żeby nie złapać ze mną kontaktu wzrokowego. Ja taka nie jestem, zawsze reaguję. Człowiek często boi się, że gdy powie o czymś głośno i rozpocznie jakiś proces, konsekwencje skupią się właśnie na nim. Jednak, jeśli nie będziemy tym pierwszym kamyczkiem, żadna lawina zmian nie ruszy.

Czy uważa pani siebie za pierwszy kamyczek?

Jestem pierwszą kobietą kanclerzem i mam nadzieję, że pojawi się druga, trzecia i dziesiąta. Chciałabym, żeby po moim odejściu nie miało znaczenia, czy następcą będzie kobieta czy mężczyzna, lecz by była to właściwa osoba na właściwym miejscu. Mam też nadzieję, że doczekam czasów, gdy prezesem PAN zostanie kobieta.

Monika Kallista

Prawniczka, od 2024 roku kanclerz Polskiej Akademii Nauk i pierwsza kobieta na tym stanowisku w 75-letniej historii instytucji. Odpowiada za zarządzanie administracją i majątkiem PAN oraz za rozwój nowoczesnych standardów zarządzania w jednej z najważniejszych organizacji naukowych w Polsce. Wcześniej przez blisko dwie dekady związana z biznesem i administracją publiczną, gdzie prowadziła duże projekty operacyjne i strategiczne, w tym także w środowisku międzynarodowym. Pracowała m.in. w firmach z sektora energetycznego i technologicznego, współpracowała z globalnymi korporacjami, takimi jak Intel czy Amazon. W swojej działalności stawia na kooperację, która wzmacnia instytucje publiczne oraz środowisko naukowe. Ważnym elementem jej aktywności jest także wspieranie obecności kobiet na stanowiskach kierowniczych w nauce i życiu publicznym. 

Wywiad
Emi Buchwald: W filmie staram się pokazać, że rodzina nie jest źródłem całego zła
Materiał Promocyjny
Jak zostać franczyzobiorcą McDonald’s?
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
PODCAST „POWIEDZ TO KOBIECIE”
Agnieszka Sułkowska: Z autyzmem można szczęśliwie żyć
Wywiad
Polka w Belgii: W wielokulturowym środowisku rodzą się lepsze pomysły
Wywiad
Dr n. med. Katarzyna Muras-Szwedziak: Finansowo moja specjalizacja się nie opłaca
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama