Reklama

Pierwsza kobieta kapitan SAR: Ze względu na wynagrodzenia pracują tu głównie pasjonaci

„Tylko głupia osoba by się nie bała” – usłyszała, gdy wahała się przed przyjęciem awansu. Paulina Pacuła, pierwsza kobieta na stanowisku kapitana Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa (SAR), opowiada o przełamywaniu stereotypów i wyzwaniach ratownictwa na Bałtyku.
Paulina Pacuła: Mimo zainteresowania ratownictwem nie wiedziałam, że nie ma kobiet pracujących na st

Paulina Pacuła: Mimo zainteresowania ratownictwem nie wiedziałam, że nie ma kobiet pracujących na statkach ratowniczych w Polsce.

Foto: Marcin Pacuła

Co takiego daje człowiekowi morze, czego nie można znaleźć w żadnej innej pracy na lądzie?

Kpt. Paulina Pacuła: Myślę, że daje poczucie odpowiedzialności za ludzi, z którymi pracujemy. Wiele zależy od tego, z kim pracujemy i jak bardzo sobie ufamy, bo każdy błąd członka załogi wpływa na bezpieczeństwo wszystkich na statku.

Oczywiście praca na morzu daje też wolność. Kiedy zaczynałam, podobała mi się niezależność i możliwość pływania po świecie, bez sztywnych godzin pracy od 7.00 do 15.00.

Czy pamięta pani swoją pierwszą akcję? Jakie emocje pani wtedy towarzyszyły?

Najbardziej zapadło mi w pamięć oczekiwanie na nieznane. Pracujemy w systemie 15 na 15 dni i w tym czasie całą dobę jesteśmy gotowi do wyjścia w morze. Na samym początku bardzo się tym stresowałam i nawet myjąc włosy, zostawiałam lekko uchylony prysznic, żeby w razie alarmu mieć telefon w zasięgu wzroku. Z czasem jednak to napięcie mija i zaczyna się funkcjonować normalnie. Okazało się jednak, że wcale nie było tak strasznie, jak się wydawało i pierwszą akcję miałam bardzo przyjemną.

Jak wyglądała pani droga do pracy w SAR (Search And Rescue)?

Moje życie zawodowe od początku było związane z morzem. Najpierw próbowałam dostać się na stanowisko marynarza, ale nie zostałam przyjęta, więc trafiłam na statki handlowe. Ta praca mi się podobała, jednak czułam, że to nie jest miejsce, w którym chciałabym zostać na dłużej.

Zawsze chciałam robić coś dla ludzi i zwierząt. Czułam potrzebę, by moja praca miała głębszy sens niż tylko zarabianie pieniędzy. Na studiach wybrałam specjalność ratownictwo morskie. Wtedy jednak nie myślałam jeszcze, że będę pracować w tym zawodzie, po prostu mnie to interesowało. Myślałam, że nie jestem wystarczająco dobra, żeby pracować w SAR. Kiedy jednak zobaczyłam ogłoszenie o naborze, pomyślałam: „A, spróbuję”. Aplikowałam, ale długo nikt nie odpowiadał na moje zgłoszenie. Co ciekawe, mimo zainteresowania ratownictwem nie wiedziałam wtedy, że nie ma kobiet pracujących na statkach ratowniczych w Polsce.

Reklama
Reklama

Czy gdyby wiedziała pani o tym wtedy, wpłynęłoby to na pani decyzję o aplikacji?

Myślę, że może bym próbowała aplikować, ale nie zdziwiłabym się, gdyby nikt nie odpowiadał. A bardzo mnie to zastanawiało, więc kilka razy zadzwoniłam i w końcu zaproszono mnie na rozmowę. Wtedy dowiedziałam się, że do tej pory nigdy nie zatrudniono tam kobiety, choć formalnie zawód ten nie jest przeznaczony wyłącznie dla mężczyzn. Trochę się wystraszyłam, że jestem pierwsza. Czułam presję, bo nie dość, że nie czułam się w pełni gotowa, by objąć to stanowisko, to jeszcze przełamywałam schematy. Obawiałam się też, że wszyscy będą mnie oceniać, a moje błędy nie zostaną wybaczone tak łatwo, jak potknięcia innych.

Czytaj więcej

Sylwia Sudoł: Odkąd pracuję jako ratownik medyczny, nie boję się śmierci

Czy rzeczywistość potwierdziła obawy?

Nie, na szczęście trafiłam na wspaniałych ludzi. Wiadomo, czułam się obiektem oceny, ale nie miałam nieprzyjemnych doświadczeń.

Czy pani zdaniem kobieta w tej branży wciąż musi mierzyć się z większymi wyzwaniami niż mężczyzna?

Nigdy nie chciałam kategoryzować trudności ze względu na płeć, ale uważam, że kobietom w branży morskiej jest trudniej. Jest im trudniej znaleźć pracę, a w procesie rekrutacji często jesteśmy oceniane surowiej. Myślę, że pracodawca z tyłu głowy ma też myśl, że kobieta może zajść w ciążę i na jakiś czas odejść z pracy. W mojej obecnej pracy wiem, że nikt nie ma mi za złe tego, że teraz jestem w ciąży. Zatrudniając kobietę, brali to pod uwagę.

Skąd biorą się bariery, z którymi muszą mierzyć się kobiety pracujące na morzu?

Z perspektywy czasu dowiedziałam się, że w SAR obawy dotyczyły głównie tego, czy obecność kobiety nie wpłynie na zgranie zespołu. Dziś wiem jednak, że nie żałują zatrudnienia mnie, wręcz przeciwnie, mówiono mi, że wniosłam do załogi dużo optymizmu.

Czasami zakłada się też, że kobiety nie podołają fizycznym wyzwaniom tego zawodu. Jednak później okazuje się, że siła fizyczna nie jest aż tak potrzebna. Myślę, że czasem radzę sobie lepiej niż niektórzy mężczyźni. Często też szufladkuje się nas jako „płeć słabszą”, również pod względem psychicznym. Ja mam jednak poczucie, że potrafię szybko podejmować odpowiedzialne i racjonalne decyzje, odkładając emocje na bok. W czasie akcji skupiam się przede wszystkim na działaniu, emocje przychodzą dopiero później.

Reklama
Reklama

Czy w trakcie swojej kariery zawodowej doświadczyła pani dyskryminacji lub poczuła, że pani kompetencje są podważane wyłącznie ze względu na płeć?

Myślę, że tak. Nie zostałam zatrudniona przez jedną firmę i dano mi do zrozumienia, że nie chcą przyjmować kobiet ze względów bezpieczeństwa. Chodziło o rejony Afryki z zagrożeniem pirackim, dlatego armator niekoniecznie chciał mieć kobietę na burcie. Może wtedy dyskryminacja wynikała z troski.

Poza tym nie miałam większych problemów. Awansowałam dość szybko, choć na początku, jako marynarz, czułam zdziwione spojrzenia: „Kobieta w tym zawodzie? Co ona tu robi?”. Wtedy kobiety dopiero zaczynały pojawiać się na statkach u tego armatora, a załogi nie były do tego przyzwyczajone. Później trafiłam do innego armatora, gdzie bycie kobietą na statku było zupełnie normalne. Mimo że często byłam jedyną kobietą w załodze, to mobilizowali i motywowali mnie do awansu. Jeden z kapitanów mówił, że lubi pływać z kobietami, bo jest większa kultura na statku i kobiety lepiej potrafią oceniać sytuację na mostku.

A jak wyglądało to w ratownictwie?

Myślę, że na początku, jeśli chodzi o sam proces zatrudnienia, można było odczuć dyskryminację. Ostatecznie jednak zostałam przyjęta, a później nawet zachęcano mnie do objęcia wyższego stanowiska. Na pewno były osoby, które patrzyły sceptycznie na to, że młoda kobieta przychodzi do zespołu i awansuje, ale miałam odpowiednie kwalifikacje. Mój zespół był ze mnie zadowolony, kadry również, dlatego nie czułam się dyskryminowana ze względu na płeć.

W jednym z wywiadów wspominała pani, że kiedy po raz pierwszy zaproponowano pani awans na stanowisko kapitana, odmówiła pani. Dlaczego?

Czasami troszeczkę nie wierzę w siebie i ktoś musi mnie zmotywować do tego, żebym podjęła ryzyko. Tak było też wtedy, gdy zaproponowano mi stanowisko kapitana. Było to krótko po obronie dyplomu kapitana, który zrobiłam raczej dla zaspokojenia własnej ambicji niż z myślą o szybkim awansie. Miałam poczucie, że nie przeżyłam jeszcze wystarczająco wielu akcji. Zaproponowano mi stanowisko kapitana na jednostce, na której wcześniej nie pływałam i nie chciałam brać odpowiedzialności za statek, którego nie znałam. Później zaproponowano mi stanowisko kapitana na jednostce, na której wcześniej pływałam jako oficer.

Czytaj więcej

Japonia: pierwsza kobieta na stanowisku prezesa linii lotniczych

Co panią ostatecznie przekonało, żeby zgodzić się za drugim razem?

Też się jeszcze wahałam i początkowo nawet odmówiłam. Mój kapitan dowiedział się o tym i powiedział, że przy tak odpowiedzialnym stanowisku zawsze jest strach przed pierwszym razem i że tylko głupia osoba by się nie bała. Dodał też, że bardziej gotowa już nie będę i powinnam po prostu spróbować. Po tym zadzwoniłam do kadr i zgodziłam się.

Reklama
Reklama

Praca w ratownictwie kojarzy się z ciągłym mierzeniem się ze strachem. Skoro określa pani siebie jako osobę niepewną siebie, to jak udaje się pani pogodzić tę cechę z naturą swojej pracy?

Jestem raczej osobą spontaniczną i odważną, jednak przy podejmowaniu ważnych decyzji życiowych i zawodowych często towarzyszy mi brak wiary w siebie i obawa, że ktoś uzna, że się do tego nie nadaję.

Myślę jednak, że warto podążać własną drogą i być otwartym na to, co przynosi życie. Ja nie planowałam tego wszystkiego, co się wydarzyło. Nigdy nie myślałam, że zostanę kapitanem. Po prostu starałam się robić swoją pracę najlepiej, jak potrafię, a sukcesy i awanse przychodziły same, dlatego że ktoś to dostrzegł.

Czego najbardziej obawia się pani przed wypłynięciem na akcję?

Moją jedyną obawą jest to, że komuś z załogi coś się stanie i będzie potrzebował pomocy. Staramy się nieść pomoc, ale nie kosztem naszych ratowników.

Jakie wyzwania czekają ratownictwo morskie na Bałtyku w najbliższych latach?

Na pewno wyzwaniem będzie rozwój morskiej energetyki wiatrowej na Bałtyku, który zmienia sposób funkcjonowania na morzu i wymaga dostosowania działań ratowniczych. Coraz częściej mierzymy się też z zakłóceniami sygnału GPS. Ważnym tematem pozostaje również ochrona środowiska i oczyszczanie Bałtyku z powojennych zanieczyszczeń.

Stawki dla ratowników nie są adekwatne ani do wymaganych dyplomów, ani do odpowiedzialności, jaką biorą na siebie podczas akcji. Kapitan statku w służbie ratowniczej zarabia często tyle, co marynarz na statku handlowym. Dlatego pracują tu głównie pasjonaci, bo można z tymi samymi uprawnieniami zarobić więcej w innych miejscach. To niestety nie zachęca młodych ludzi do wyboru tej ścieżki zawodowej.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Kanclerz PAN: Wciąż obecne są hierarchiczność, kastowość oraz lęk przed silnymi kobietami

Wydaje się, że wciąż niewiele mówi się o tej służbie jako o potencjalnej drodze kariery.

Tak, zdarzało mi się spotykać ludzi z branży morskiej, którzy nie wiedzieli, czym jest SAR. To było dla mnie naprawdę zaskakujące. To tak, jakby ktoś na lądzie nie wiedział, czym jest karetka pogotowia.

Jakie ma pani plany na przyszłość?

Po porodzie mam nadzieję wrócić do pracy. Jeśli nie na statki, to być może do centrum koordynacji akcji, gdzie podejmowane są decyzje o wysyłaniu jednostek w dany rejon. Na początku proponowano mi właśnie pracę tam, jednak wolałam najpierw pływać i poznać tę pracę od praktycznej strony. Może w przyszłości pojawi się okazja, żeby wrócić do tej możliwości.

Chciałaby pani pracować w centrum, czy jednak na statkach?

Wolałabym wrócić na statki, bo ta praca jest spełnieniem moich marzeń. Dziś czuję się jednocześnie szczęśliwa i smutna, bo wiem, że to prawdopodobnie się zmieni. Nie wyobrażam sobie zostawić małego dziecka na 15 dni w domu. Zobaczymy, co przyniesie życie, ale przyszedł czas na spełnianie nie tylko marzeń zawodowych, ale też prywatnych.

Myśli pani, że to może się zmienić, kiedy dziecko będzie już starsze?

Mam nadzieję, że z czasem wrócę do pływania, bo jest to coś, co naprawdę lubię. Coś, czego w życiu najbardziej się obawiałam, to że kiedy zajdę w ciążę, będę musiała o tym poinformować kadry. Jednak w SAR informacja o mojej ciąży została bardzo pozytywnie odebrana. Liczę na to, że uda mi się pogodzić rolę mamy z pracą na morzu, choć na ten moment nie wiem jeszcze, jak. Wierzę jednak, że tak jak do tej pory wszystko układało się samo, tak i tym razem wydarzy się coś, co pozytywnie mnie zaskoczy.

Reklama
Reklama

Paulina Pacuła

Absolwentka Akademii Morskiej w Szczecinie. Kapitan w Morskiej Służbie Poszukiwania i Ratownictwa (SAR), gdzie na co dzień bierze udział w akcjach ratowniczych na Bałtyku. W pracy łączy profesjonalizm z empatią i dużą wrażliwością na potrzeby innych.

Wywiad
Paulina Kirschke: Wybieramy z przeszłości wzorce, które pasują do naszego światopoglądu
Materiał Promocyjny
Jedna rata i większa kontrola nad budżetem domowym?
Materiał Promocyjny
Bank Pekao przyjął Plan Dekarbonizacji
Wywiad
Kanclerz PAN: Wciąż obecne są hierarchiczność, kastowość oraz lęk przed silnymi kobietami
Wywiad
Emi Buchwald: W filmie staram się pokazać, że rodzina nie jest źródłem całego zła
PODCAST „POWIEDZ TO KOBIECIE”
Agnieszka Sułkowska: Z autyzmem można szczęśliwie żyć
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama