Reklama

Sylwia Sudoł: Odkąd pracuję jako ratownik medyczny, nie boję się śmierci

Staram się nie pokazywać swoich emocji, dlatego mogę wydawać się surowa i zdystansowana. Moim zadaniem jest uspokoić rodzinę i zaangażować ją do pomocy, ale rozumiem ten stres. Gdy coś dzieje się moim bliskim, nie jestem ratownikiem - mówi Sylwia Sudoł.

Publikacja: 18.11.2025 12:01

Sylwia Sudoł: Od samego początku spotykałam się ze zdziwieniem, że „taka chuda kobieta” idzie do pog

Sylwia Sudoł: Od samego początku spotykałam się ze zdziwieniem, że „taka chuda kobieta” idzie do pogotowia

Foto: Archiwum prywatne

Czy praca w ratownictwie medycznym zmieniła pani spojrzenie na życie poza nią?

Nie boję się śmierci.

Myśli pani, że to kwestia tego, że widziała ją pani tyle razy?

Tak. Mam też świadomość, że każdego z nas to niestety kiedyś dotknie. Najbardziej boję się śmierci kogoś z moich bliskich. Bo tak naprawdę osoba, która umiera, już nic nie wie. Natomiast zostaje rodzina, która cierpi.

Jak zaczęła się pani droga w tym zawodzie? Co sprawiło, że wybrała pani właśnie tę ścieżkę, chyba dla wielu osób nie jest to oczywisty wybór kariery zawodowej?

Myślę, że zwłaszcza dla kobiety nie jest to oczywisty wybór. Nastolatki częściej myślą o tym, by zostać lekarką czy pielęgniarką, a ja już w szkole podstawowej powtarzałam, że będę pracować w karetce. Dlatego poszłam na studia z ratownictwa medycznego, a zaraz po obronie rozpoczęłam pracę. W tamtych czasach trzeba było jeszcze zdawać egzaminy do wojewódzkiego pogotowia ratunkowego i bardzo się tym stresowałam, bo od samego początku spotykałam się ze zdziwieniem, że „taka chuda kobieta” idzie do pogotowia.

Jak pani reagowała na takie komentarze?

Mówiłam, że to nie ma znaczenia. Tak mówię też dzisiaj.

Kobiety stanowią tylko około 11 proc. wszystkich ratowników medycznych. Czy w codziennej pracy da się odczuć skutki tej dysproporcji, na przykład w traktowaniu przez innych?

W Polsce wciąż zdarzają się miejsca, gdzie kobiety nie są zatrudniane w zespołach wyjazdowych. Wśród ratowników liczy się przede wszystkim wiedza i umiejętności partnera, z którym jedziemy. Natomiast niektórzy męscy pacjenci bywają zaskoczeni, gdy widzą kobietę, zwłaszcza jeśli prowadzi karetkę. Kiedy zaczęłam prowadzić, słyszałam komentarze od kolegów: „Zobaczycie, ona nam rozwali karetkę”. Ostatecznie karetka faktycznie była rozwalona trzy razy, ale nie przeze mnie, tylko przez tych mężczyzn, którzy żartowali.

Reklama
Reklama

Nie ma znaczenia, czy ktoś jest kobietą czy mężczyzną, albo potrafi prowadzić, albo nie. Kobiety często mają inne spojrzenie na pewne sytuacje, co może być dużym wsparciem w pracy zespołowej.

Czy pamięta pani swoje pierwsze wezwanie? O czym wtedy pani myślała i co czuła?

Na co dzień nie pamięta się wszystkich wezwań, ale pierwsze dni pracy pamiętam dobrze. Przez pierwszy tydzień byłam przerażona. To był ogromny stres. W ciągu dwóch tygodni schudłam aż 6 kg.

Czytaj więcej

„Albo będziesz żyła ze mną, albo w ogóle”. O mechanizmach przemocy w filmie „Dom dobry”

To dlaczego pani nie zrezygnowała?

Uznałam, że skoro wszyscy inni się nauczyli, to ja też sobie poradzę. Z każdym kolejnym wyjazdem było już coraz lepiej. Wydaje mi się, że ten stres wynikał przede wszystkim z tego, że zdawałam sobie sprawę, jak bardzo odpowiedzialna jest ta praca.

Jak potem przebiegała pani droga zawodowa?

Zaczynałam w tym samym miejscu, w którym pracuję teraz, czyli w Wojewódzkim Pogotowiu Ratunkowym w Katowicach. Przez pewien czas pracowałam też w firmie farmaceutycznej, ponieważ sama wychowywałam małe dziecko, a wynagrodzenie w pogotowiu było wówczas niewystarczające. Ta praca jest naprawdę trudna dla samotnej mamy.

Dlaczego zdecydowała się pani wrócić do zawodu ratownika medycznego?

Zawsze chciałam wrócić do pracy w ratownictwie. Nawet kiedy nie pracowałam aktywnie w zawodzie, mówiłam, że jestem ratownikiem medycznym. W tym czasie byłam świadkiem wielu sytuacji, w których akurat znalazłam się w odpowiednim miejscu, na przykład przejeżdżałam obok wypadku samochodowego i zatrzymywałam się, żeby pomóc. Czułam, że los mnie do tego przyciąga. Ta praca daje mi poczucie spełnienia. Nie wyobrażam sobie pracy w biurze.

Reklama
Reklama

Obecnie wróciłam na studia. Do tej pory można było ukończyć jedynie licencjat z ratownictwa medycznego, natomiast w zeszłym roku Śląski Uniwersytet Medyczny uruchomił dzienne studia magisterskie z tego kierunku i postanowiłam skorzystać z tej okazji. Oprócz tego mam jeszcze dwie prace w Wojewódzkim Pogotowiu Ratunkowym oraz w szpitalu, gdzie pracuję jako ratownik medyczny na pediatrycznej izbie przyjęć.

Czy praca na pediatrycznej izbie przyjęć jest emocjonalnie trudniejsza?

Większość ratowników boi się wyjazdów do dzieci, co jest całkowicie zrozumiałe. Ja również się bałam. Doszłam jednak do wniosku, że boimy się tego, czego nie znamy. Podczas tej pracy mogłam bardzo dużo się nauczyć pod nadzorem lekarza pediatry. Dzięki temu teraz wyjazdów do dzieci w pogotowiu już się nie boję.

Co daje pani największą satysfakcję w tej pracy?

Największą satysfakcję daje mi możliwość uratowania komuś życia. Podoba mi się nieprzewidywalność tego, co przyniesie każdy kolejny dzień.

Jakie są najczęstsze błędne wyobrażenia na temat pracy ratowników medycznych?

Na przykład w serialach często pokazuje się, że przy prostej linii na monitorze należy użyć defibrylatora, co jest błędem. Zdarza się, że rodzina krzyczy, żeby użyć prądu, i trudno w tym momencie wytłumaczyć, że telewizja nie pokazuje prawidłowych procedur. Taka panika bliskich jest w pełni zrozumiała.

Jak radzicie sobie z tą paniką?

Czytaj więcej

Szachistka Oliwia Kiołbasa: Potrzebujemy kibiców i większego zainteresowania

Staram się nie pokazywać swoich emocji, dlatego w odbiorze mogę wydawać się surowa i zdystansowana. Moim zadaniem jest uspokoić rodzinę i zaangażować ją do pomocy, ale rozumiem ten stres. Prywatnie, gdy coś dzieje się moim bliskim, nie jestem ratownikiem. Mimo że wciąż mam wiedzę medyczną, nie jestem w stanie nic zrobić, ponieważ ogarnia mnie ta sama fala emocji, która zalewa rodzinę, do której jadę.

Reklama
Reklama

Co uważa pani za najtrudniejszy aspekt tej pracy?

Przekazywanie złych informacji rodzinie.

Czy w pracy ratowniczki medycznej ryzyko wypalenia zawodowego jest większe niż w innych zawodach medycznych?

Wypalenie zawodowe jest faktycznie dość częste. Dużym problemem jest przepracowanie, ponieważ ratownicy na kontrakcie spędzają w pracy nawet prawie 500 godzin w miesiącu, podczas gdy łączna liczba godzin w miesiącu wynosi 720.

Ja natomiast nie zabieram pracy do domu, nie rozmyślam o tym, co się wydarzyło i nie rozmawiam o tym z rodziną.

Czy zawsze da się tak całkowicie odciąć?

Ja potrafię się tak odciąć. Dwa tygodnie temu rozmawiałam z kolegą, który mówił mi, że pacjent mu się śnił. Ja często pamiętam trudne sytuacje, ale nie pamiętam twarzy pacjentów.

Najtrudniej odciąć się w sytuacjach, gdy wiem, że coś podobnego mogłoby wydarzyć się mojej rodzinie, na przykład gdy osoba, której nie udało się uratować, była w podobnym wieku do mojego syna. Wielu ratowników ma tendencję do czarnowidztwa.

Reklama
Reklama

W jakim sensie?

Nie tylko wyobrażamy sobie tragedie, ale jesteśmy ich świadkami i dokładnie wiemy, jak one wyglądają. Kiedy mój syn wychodzi z domu, od razu widzę najczarniejsze scenariusze.

Jak wygląda w takim razie wsparcie psychologiczne dla ratowników?

Od około roku pojawiła się kartka z numerem, pod którym można skontaktować się z psychologiem. Nie wiem dokładnie, jak to działa, ponieważ sama z tego nie korzystałam. Mnie pomaga rozmowa z kimś z branży o trudnych sytuacjach. Gdybym jednak nie radziła sobie z czymś sama, na pewno skorzystałabym z pomocy psychologa.

Czy pani zdaniem to wsparcie jest wystarczające?

Czytaj więcej

Psychoterapeutka Magdalena Chrzan-Dętkoś: Pamiętajmy, że depresji nie widać

Myślę, że warto byłoby wprowadzić obowiązek, aby każdy ratownik raz na jakiś czas korzystał z pomocy psychologa.

W mediach od czasu do czasu pojawiają się informacje o atakach na ratowników medycznych. Jak ocenia pani ryzyko związane z tym zawodem?

Staram się o tym nie myśleć, kiedy wchodzę na wizyty. Zdarza się jednak, że pacjenci pod wpływem różnych środków bywają agresywni. Jeśli wiemy, że jedziemy do kogoś, kto może być agresywny, wzywana jest także policja.

Reklama
Reklama

Czy podczas akcji zdarzyło się pani odczuć strach o własne bezpieczeństwo lub życie?

O życie nie, natomiast spotkałam się z agresywnymi pacjentami. Gdy widzę, że ktoś jest agresywny, to od razu się wycofuję. Zawsze jestem też z kimś w zespole, a na tablecie mamy przycisk, który po naciśnięciu automatycznie wysyła dyspozytorowi informację, że potrzebujemy pomocy.

Wywiad
Dobrosława Gogłoza: Stajemy się społeczeństwem bardziej świadomym, a przez to nieszczęśliwym
Wywiad
Prof. Anna Matysiak: Niższa liczba urodzeń to rzeczywistość, na którą musimy się przygotować
Wywiad
Nauczycielka Roku Agnieszka Kopacz: Szczerość wobec uczniów procentuje
PODCAST „POWIEDZ TO KOBIECIE”
„Chcemy całego życia” – historia polskich sufrażystek w „Parasolkach”
Wywiad
Prezeska fundacji Gajusz: Rodzice adopcyjni powinni mieć pełną wiedzę o przeszłości dzieci
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama