Wybranek filmowej Sienny Holden zagranej przez pełną wdzięku Emily Hall, na powitanie jej rodziny popełnia szereg gaf, uśmiechając się przy tym pogodnie i prezentując garnitur dalekich od perfekcji, lekko pożółkłych zębów. Mamę swojej ukochanej przytula z impetem, niemal ją przewracając, a tatę omyłkowo całuje w szyję. Choć wpędza tym samym filmowych bohaterów w zakłopotanie, sam czuje się z nimi na tyle komfortowo, by ani na moment nie zmieniać naturalnych zachowań, do których z czasem również widzowie filmu „Święta z eks” zdołają się przyzwyczaić. Choć filmowy Nigel poziomem fizycznej atrakcyjności znacznie odbiega od pięknej nastolatki, ich związek ewoluuje z każdą minutą, a różnice między młodymi partnerami jedynie dodają uroku ich raczkującej relacji.
Filmowa opowieść ukazuje dysproporcje między partnerami w sposób niepozbawiony humoru i kolorytu właściwego świątecznym komediom. Tymczasem relacje nawiązywane w świecie rzeczywistym również bywają oparte na przeciwieństwach: od fizycznych, poprzez te związane z zainteresowaniami, ulubionymi sposobami na spędzanie wolnego czasu czy żartami, które bawią tylko jedną ze stron. Jak stawiać czoła takim wyzwaniom, by mimo braku podobieństw w wielu dziedzinach życia uratować romantyczną relację – nawet wtedy, gdy niepochlebne komentarze ze strony otoczenia mogą podsycać niepokój między zakochanymi? O zjawisku nazwanym swag gap rozmawiamy z Sylwią Sitkowską, psycholożką, terapeutką, współzałożycielką Poradni Psychologicznej.
Czytaj więcej
Shrekking to kontrowersyjny trend polegający na zaniżaniu standardów przy doborze partnera. Efekt...
Swag gap jako rozbieżność wartości partnerskiej
Choć użyte powyżej określenie można uznać za relatywnie nowe, ukute na potrzeby opisania poziomu dysproporcji między partnerami, psychologowie znają to pojęcie nie od dziś. – Swag gap brzmi jak nowe, internetowe hasło. I faktycznie nim jest. Ale to, co dziś opisujemy tym słowem, psychologia zna od dekad. Tyle że wcześniej mówiła o tym spokojniej, precyzyjniej i bez estetycznych skrótów. Badania z obszaru psychologii społecznej, ewolucyjnej czy socjologii relacji od lat pokazują, że w związkach znaczenie ma to, jak bardzo jesteśmy do siebie dopasowani w tym, co społeczne, symboliczne i widoczne na zewnątrz. To, co dziś nazywa się swag gap, wcześniej opisywano jako dobór asortatywny, rozbieżność wartości partnerskiej czy hipotezę dopasowania. Zmienił się język. Mechanizm pozostał ten sam. – zauważa Sylwia Sitkowska.
Różnice, o których mowa, mogą dotyczyć wielu dziedzin życia i, wbrew pozorom, nie ograniczają się jedynie do dysproporcji w poziomie atrakcyjności fizycznej między partnerami. – Dysproporcje, które dziś określa się mianem swag gap, rzadko dotyczą wyłącznie wyglądu. Znacznie częściej uderzają w poczucie bezpieczeństwa w relacji. W to, czy przy drugiej osobie czujemy się „na miejscu”, spokojni społecznie i wewnętrznie równi. W praktyce zwykle zaczyna się od tego, że jedna strona czuje, że dźwiga związek, a druga coraz częściej ma wrażenie, że musi nadrabiać, kompensować albo zasługiwać. Pojawia się napięcie, wstyd, irytacja albo dystans emocjonalny, który z czasem bywa nazywany „brakiem chemii” albo poczuciem, że „coś nie gra”. To nie brak uczuć niszczy związek. Dużo częściej robi to chroniczne poczucie nierówności. Z perspektywy osoby, która czuje się niedopasowana, relacja przestaje być miejscem swobody. Zaczyna przypominać przestrzeń ciągłej kontroli siebie: czy jestem wystarczająca? Czy nie zawstydzam? Czy ktoś zaraz nie zauważy, że odstaję? To napięcie prowadzi albo do nadmiernego starania się i kompensowania, albo do stopniowego wycofywania się. Emocjonalnego, społecznego, czasem także fizycznego. Bliskość, zamiast przynosić ulgę, zaczyna uruchamiać lęk i poczucie bycia „nie dość”. W efekcie obie strony zaczynają czuć się samotne w relacji. Jedna przeciążona odpowiedzialnością. Druga ciągłym napięciem i wstydem – wyjaśnia Sylwia Sitkowska.