Reklama

Swag gap: jak sprawić, by dysproporcje w związku nie zamieniły się w ranking?

Swag gap: jak różny poziom atrakcyjności, rozbieżność zainteresowań czy dysproporcja w postrzeganiu atrakcyjności partnerów mogą prowadzić do rozpadu romantycznej relacji? Warto mieć na uwadze cenne wskazówki, które pomogą uratować związek.

Publikacja: 08.01.2026 11:19

W przypadku rażących różnic w stopniu atrakcyjności, umiejętności czy zdolności partnerów zdarza się

W przypadku rażących różnic w stopniu atrakcyjności, umiejętności czy zdolności partnerów zdarza się, że nieprzychylne komentarze ze strony osób postronnych mogą okazać się destrukcyjne dla związku.

Foto: Adobe Stock

Wybranek filmowej Sienny Holden zagranej przez pełną wdzięku Emily Hall, na powitanie jej rodziny popełnia szereg gaf, uśmiechając się przy tym pogodnie i prezentując garnitur dalekich od perfekcji, lekko pożółkłych zębów. Mamę swojej ukochanej przytula z impetem, niemal ją przewracając, a tatę omyłkowo całuje w szyję. Choć wpędza tym samym filmowych bohaterów w zakłopotanie, sam czuje się z nimi na tyle komfortowo, by ani na moment nie zmieniać naturalnych zachowań, do których z czasem również widzowie filmu „Święta z eks” zdołają się przyzwyczaić. Choć filmowy Nigel poziomem fizycznej atrakcyjności znacznie odbiega od pięknej nastolatki, ich związek ewoluuje z każdą minutą, a różnice między młodymi partnerami jedynie dodają uroku ich raczkującej relacji.

Filmowa opowieść ukazuje dysproporcje między partnerami w sposób niepozbawiony humoru i kolorytu właściwego świątecznym komediom. Tymczasem relacje nawiązywane w świecie rzeczywistym również bywają oparte na przeciwieństwach: od fizycznych, poprzez te związane z zainteresowaniami, ulubionymi sposobami na spędzanie wolnego czasu czy żartami, które bawią tylko jedną ze stron. Jak stawiać czoła takim wyzwaniom, by mimo braku podobieństw w wielu dziedzinach życia uratować romantyczną relację – nawet wtedy, gdy niepochlebne komentarze ze strony otoczenia mogą podsycać niepokój między zakochanymi? O zjawisku nazwanym swag gap rozmawiamy z Sylwią Sitkowską, psycholożką, terapeutką, współzałożycielką Poradni Psychologicznej.

Czytaj więcej

Shrekking: czy dysproporcja w stopniu atrakcyjności między partnerami bywa zamierzona?

Swag gap jako rozbieżność wartości partnerskiej

Choć użyte powyżej określenie można uznać za relatywnie nowe, ukute na potrzeby opisania poziomu dysproporcji między partnerami, psychologowie znają to pojęcie nie od dziś. – Swag gap brzmi jak nowe, internetowe hasło. I faktycznie nim jest. Ale to, co dziś opisujemy tym słowem, psychologia zna od dekad. Tyle że wcześniej mówiła o tym spokojniej, precyzyjniej i bez estetycznych skrótów. Badania z obszaru psychologii społecznej, ewolucyjnej czy socjologii relacji od lat pokazują, że w związkach znaczenie ma to, jak bardzo jesteśmy do siebie dopasowani w tym, co społeczne, symboliczne i widoczne na zewnątrz. To, co dziś nazywa się swag gap, wcześniej opisywano jako dobór asortatywny, rozbieżność wartości partnerskiej czy hipotezę dopasowania. Zmienił się język. Mechanizm pozostał ten sam. – zauważa Sylwia Sitkowska.

Różnice, o których mowa, mogą dotyczyć wielu dziedzin życia i, wbrew pozorom, nie ograniczają się jedynie do dysproporcji w poziomie atrakcyjności fizycznej między partnerami. – Dysproporcje, które dziś określa się mianem swag gap, rzadko dotyczą wyłącznie wyglądu. Znacznie częściej uderzają w poczucie bezpieczeństwa w relacji. W to, czy przy drugiej osobie czujemy się „na miejscu”, spokojni społecznie i wewnętrznie równi. W praktyce zwykle zaczyna się od tego, że jedna strona czuje, że dźwiga związek, a druga coraz częściej ma wrażenie, że musi nadrabiać, kompensować albo zasługiwać. Pojawia się napięcie, wstyd, irytacja albo dystans emocjonalny, który z czasem bywa nazywany „brakiem chemii” albo poczuciem, że „coś nie gra”. To nie brak uczuć niszczy związek. Dużo częściej robi to chroniczne poczucie nierówności. Z perspektywy osoby, która czuje się niedopasowana, relacja przestaje być miejscem swobody. Zaczyna przypominać przestrzeń ciągłej kontroli siebie: czy jestem wystarczająca? Czy nie zawstydzam? Czy ktoś zaraz nie zauważy, że odstaję? To napięcie prowadzi albo do nadmiernego starania się i kompensowania, albo do stopniowego wycofywania się. Emocjonalnego, społecznego, czasem także fizycznego. Bliskość, zamiast przynosić ulgę, zaczyna uruchamiać lęk i poczucie bycia „nie dość”. W efekcie obie strony zaczynają czuć się samotne w relacji. Jedna przeciążona odpowiedzialnością. Druga ciągłym napięciem i wstydem – wyjaśnia Sylwia Sitkowska.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Breadcrumbing, czyli okruchy związku. Co to za manipulacja i jak się z niej uwolnić?

Swag gap: czy dysproporcje mogą działać rozwojowo?

Choć w takich dysproporcjach można dopatrywać się korzyści, choćby w postaci mobilizacji do pracy nad sobą, nie w każdym związku okazuje się to możliwe i, jak zaznacza rozmówczyni, nie odbywa się to bez kosztów. – Dysproporcje mogą działać rozwojowo wtedy, gdy relacja opiera się na poczuciu wyboru, a nie na lęku przed utratą. Wtedy partner faktycznie inwestuje w siebie, rozwija się i „dorasta” do relacji, nie tracąc przy tym kontaktu z własną wartością. Problem zaczyna się wtedy, gdy motorem zmiany staje się wstyd albo poczucie bycia gorszym. Rozwój oparty na lęku rzadko prowadzi do bliskości. Częściej kończy się nadkompensacją, wypaleniem albo cichą urazą. W dłuższej perspektywie, taka dynamika sprzyja relacjom asymetrycznym, w których jedna strona nieustannie goni, a druga, często nieświadomie, zajmuje pozycję wyżej – wyjaśnia psycholożka.

Związki o tak zdefiniowanych dysproporcjach mogą przetrwać i rozwijać się harmonijnie, jednak warto mieć przy tym na uwadze pewne warunki, które należy spełnić na drodze do realizacji tego zamierzenia. – Takie związki mają szansę powodzenia. Ale nie dlatego, że różnice same z siebie się zniosą. Kluczowe nie są same dysproporcje, tylko to, jak partnerzy je przeżywają i interpretują. Czy widzą w nich uzupełnianie się, czy hierarchię. Gdy różnica w atrakcyjności, statusie czy kompetencjach uruchamia lęk przed utratą albo poczucie bycia gorszym, satysfakcja z relacji spada. Pojawiają się zachowania kontrolujące, wycofanie albo nadmierna kompensacja. Jeśli natomiast para potrafi pozostać po tej samej stronie i nie zamienia różnic w ranking, relacja może być stabilna i satysfakcjonująca. Nawet jeśli z zewnątrz widać wyraźne dysproporcje. Widzę to bardzo wyraźnie w gabinecie. Pracowałam z parą, w której ona była osobą bardzo „widoczną”. Dynamiczną, towarzyską, zadbaną, szybko rozwijającą się zawodowo. On był spokojniejszy, mniej przebojowy, z tendencją do wycofywania się w sytuacjach społecznych. Ona mówiła: „To ja ciągnę ten związek”. On: „Ciągle czuję, że nie wystarczam”. Przełom nie nastąpił wtedy, gdy próbowali się do siebie upodobnić. Pojawił się dopiero wtedy, gdy zeszliśmy z poziomu porównań na poziom emocji. Jej lęku przed byciem z kimś, kogo „świat nie doceni”. Jego wstydu i strachu przed porzuceniem. Wtedy relacja przestała być walką o pozycję, a zaczęła być spotkaniem dwóch osób po tej samej stronie. Dopiero wtedy mogli zobaczyć, że ich różnice nie są słabością, tylko zasobem. Jej energia i widoczność przestały być dla niego zagrożeniem, a zaczęły nadawać relacji kierunek. Jego spokój i stabilność okazały się dla niej przeciwwagą dla presji i tempa, w jakim funkcjonowała na co dzień. Zamiast się wyrównywać, zaczęli budować relację na tym, co każde z nich realnie wnosi – zauważa Sylwia Sitkowska.

Czytaj więcej

Sneating - na czym polega kontrowersyjne zjawisko związane z randkowaniem?

Swag gap: gdy niepochlebne komentarze ze strony otoczenia mogą zaburzyć równowagę w związku

W przypadku rażących różnic w stopniu atrakcyjności, umiejętności czy zdolności partnerów zdarza się, że nieprzychylne komentarze ze strony osób postronnych mogą okazać się destrukcyjne dla związku. – Krzywdzące komentarze z zewnątrz rzadko niszczą związek same w sobie. I zwykle nie dzieje się to nagle, tylko bardzo cicho. Działają destrukcyjnie wtedy, gdy trafiają w już istniejącą niepewność, gdy para nie ma silnego poczucia „my” i zaczyna sprawdzać swoją wartość w oczach innych. Badania nad porównaniami społecznymi pokazują, że to nie sama ocena otoczenia jest kluczowa, lecz to, czy partnerzy czują się wobec świata bezpieczni i solidarni. Usłyszałam kiedyś od jednej z popularnych osób: „To komentarze ludzi nas zniszczyły”. Ale w pracy terapeutycznej okazało się, że były raczej katalizatorem niż przyczyną. Żarty w stylu „jak ty ją złapałeś?” uruchomiły w nim wstyd i wycofanie, a w niej lęk przed oceną i potrzebę ciągłego dorównywania. Powstała samonapędzająca się spirala porównań, napięcia i dystansu, która ostatecznie doprowadziła do rozstania – tłumaczy rozmówczyni.

Aby sprawnie radzić sobie z krzywdzącymi opiniami ze strony osób spoza romantycznej relacji, warto mieć na uwadze kilka wskazówek przekazanych przez psycholożkę. – Przede wszystkim warto pamiętać, że komentarze z zewnątrz nie mają mocy same z siebie, nabierają jej dopiero wtedy, gdy zaczynamy je wnosić do środka relacji. Najbardziej ochronna postawa to szybkie i jasne opowiedzenie się po stronie „my”, zamiast cichego sprawdzania, czy inni być może mają rację. To oznacza stawianie granic, nieuczestniczenie w żartach kosztem partnera i niewciąganie osób trzecich w ocenę związku. Równie ważne jest to, co dzieje się między partnerami po takich komentarzach. Warto rozmawiać nie o tym, czy ktoś miał rację, ale o tym, co te słowa w nas uruchomiły: wstyd, lęk przed oceną, poczucie bycia gorszym czy strach przed utratą. Gdy te emocje zostają nazwane i pomieszczone w relacji, przestają działać destrukcyjnie. Związki nie rozpadają się dlatego, że ktoś coś powiedział. Rozpadają się wtedy, gdy te słowa zaczynają żyć własnym życiem między dwojgiem ludzi, tworząc dystans, podejrzliwość i cichą hierarchię. Postawą ratującą relację jest powrót do pytania: „co jest dobre dla nas?”, a nie „jak wypadamy?”. Tam, gdzie para potrafi stanąć po jednej stronie, nawet wobec krytycznego świata, pojawia się większe poczucie bezpieczeństwa. I często dopiero wtedy wraca bliskość – konstatuje Sylwia Sitkowska.

Reklama
Reklama

Filmowa opowieść przytoczona we wstępie poświęcona jest nie tylko budowaniu relacji między młodymi osobami o zróżnicowanym poczuciu humoru, dziedzinach zainteresowań czy stylu ubierania się. Na pierwszym planie toczy się historia dojrzałego związku głównych bohaterów, którzy po kilkunastu latach szczęśliwego małżeństwa podejmują decyzję o polubownym rozwodzie. Dla złagodzenia jego skutków nazywają go conscious uncoupling – świadome wyjście ze związku. Im również zjawisko swag gap doskwiera na tyle, że rozłąka wydaje się jedynym słusznym rozwiązaniem. 

Informacje o rozmówczyni

Sylwia Sitkowska

psycholog, terapeuta, absolwentka Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej z zakresu psychologii klinicznej. Ukończyła roczny Kurs Pomocy Psychologicznej w Ośrodku Pomocy i Edukacji Psychologicznej INTRA oraz 4-letnie podyplomowe studia z zakresu psychoterapii poznawczo- behawioralnej w Centrum CBT w Szkole Terapii Poznawczo-Behawioralnej (Cognitive Behavioral Therapy). Współzałożycielka Przystani Psychologicznej, Terapeutycznej Kawiarni i poradni online Przestrzeń Pomocy. Członek Polskiego Towarzystwa Terapii Poznawczej i Behawioralnej.

Psychologia
„Nowy rok nie potrzebuje nowej ciebie”. Psycholog o fundamentach dobrych zmian
Psychologia
Emocjonalny bilans roku. Ekspert o tym, jak i po co wykonać ten osobisty remanent
Psychologia
Cyfrowy detoks w święta? Psycholog odradza całkowity brak telefonu przez trzy dni
Psychologia
Ekspertka o rodzinnej celebracji świąt: Pełni bardzo ważną funkcję psychologiczną
Psychologia
Socjobiolożka o sukcesie zawodowym z ADHD: Nie warto się skupiać na „naprawianiu siebie”
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama