Co uświadomiło pani, że nauczyciele potrzebują własnego telefonu zaufania?
Anna Morawska-Borowiec: Gdy wybuchła wojna w Ukrainie, uruchomiliśmy program „Twarze depresji dla Szkół”. Chcieliśmy przygotować nauczycieli, którzy już po pandemii byli obciążeni. W tym czasie obserwowaliśmy wzrost liczby prób samobójczych i myśli samobójczych wśród dzieci i młodzieży. Musieli oni jednocześnie zmierzyć się z kolejnym wyzwaniem, jakim była praca z dziećmi z doświadczeniem traumy wojennej. Do tej pory, w ramach programu, przeszkoliliśmy około 2500 nauczycieli w zakresie rozpoznawania najczęstszych zaburzeń psychicznych. Dzięki temu utrzymujemy z nimi stały kontakt i widzimy wyraźnie, że potrzebują oni wsparcia nie tylko merytorycznego w obliczu trudnych wyzwań, takich jak próby samobójcze, samookaleczenia czy zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne uczniów, ale przede wszystkim wsparcia psychicznego dla nich samych.
Jednocześnie autorytet nauczyciela jest często podważany, a niskie zarobki potęgują frustrację. Sama jestem córką emerytowanych nauczycieli i wiem, że w tym środowisku zdrowie psychiczne to wciąż temat tabu. Dlatego mówimy „Tak, drogi nauczycielu, Ty też możesz chorować na depresję”. Wielu pedagogów boi się, że przyznanie się do choroby i leczenie podważy zaufanie rodziców czy dyrekcji. Depresja może dotknąć każdego, a jej nieleczenie stanowi większe zagrożenie niż podjęcie terapii i wykonywanie swojego zawodu. Prawidłowo leczona pozwala pracować w każdym zawodzie, a nawet zdobywać medale olimpijskie, tak jak Agnieszka Kobus-Zawojska. Nadszedł czas, by obalić mit, że to tajemnicza przypadłość, a ludziom, którzy na nią chorują, nie wolno ufać.
Czy nauczyciele przełamują to tabu i rzeczywiście dzwonią?
Telefon dzwoni cały czas, dlatego uruchomiliśmy dodatkowy dyżur i obecnie działa on w poniedziałki i wtorki w godzinach 13.00–17.00 pod numerem 510 338 182. Dążymy jednak do tego, aby telefon był dostępny pięć dni w tygodniu. Do tej pory zadzwoniło ponad 120 nauczycieli. Dyżury pełnią doświadczeni psycholodzy Fundacji „Twarze Depresji”, którzy dobrze znają realia pracy w szkołach i wyzwania, z jakimi mierzą się nauczyciele.
Z czym dzwonią?
Początkowo nauczyciele dzwonili głównie z pytaniami dotyczącymi problemów uczniów i tego, jak im pomóc. Obecnie coraz częściej kontaktują się również w swoich sprawach, przede wszystkim związanych z depresją i zaburzeniami lękowymi. Pojawia się też temat mobbingu.
Godziny działania Telefonu zaufania dla nauczycieli.
Co najbardziej panią zaskoczyło w rozmowach z dzwoniącymi nauczycielami?
Zaskoczyła mnie liczba telefonów dotyczących mobbingu i trudnych relacji między nauczycielami a dyrekcją. Obecnie analizujemy ten problem.
Prawie połowa nauczycieli dzwoniących do telefonu zaufania została skierowana do pogotowia psychologicznego – tam oferujemy trzy bezpłatne konsultacje. Dzięki temu nauczyciele otrzymują realną pomoc.
Czytaj więcej
Czy nabycie samochodu może być tak proste, jak zamówienie sprzętu online? O tym, jak wygląda transformacja tego sektora oraz jak należy odpowiedzie...
Co robią państwo w sytuacji, gdy po rozmowie specjalista uznaje, że nauczyciel jest w tak poważnym kryzysie, że nie powinien pracować z dziećmi?
Są prawne działania, które możemy podjąć. Jeśli okazałoby się, że nauczyciel stosuje przemoc wobec dziecka, możemy zgłosić sprawę do prokuratury. Zdarzają się jednak sytuacje, w których trudniej jest podjąć interwencję. Na przykład: nauczyciel, który przychodził na lekcje zimą w rozpiętej koszuli, w japonkach, a czasem nawet bez butów. W takich przypadkach niewiele możemy zrobić, jeśli dana osoba nie chce pomocy. Prowadzimy interwencję kryzysową, próbując postawić te osoby na nogi, jednak nasze zasoby są ograniczone. Musimy kierować pacjentów do publicznej służby zdrowia, a tam sytuacja jest bardzo trudna. Jeden z moich pacjentów z nasilonymi myślami samobójczymi, kiedy w lutym zgłosił się do placówki, otrzymał termin wizyty na listopad. Średni czas oczekiwania na wizytę u psychiatry wynosi nawet około ośmiu miesięcy, co w takich sytuacjach jest dramatycznie długim okresem.
Jak próbują państwo temu zaradzić?
W niektórych sytuacjach krytycznych ze środków darczyńców finansujemy pilne konsultacje psychiatryczne. Często jednak jedyną deską ratunku pozostają lekarze rodzinni. Uważam, że to, iż w ubiegłym roku odnotowano prawie 5000 samobójstw, a nie dwa razy więcej, w dużej mierze zawdzięczamy ich zaangażowaniu. Choć mają mniejsze możliwości niż psychiatrzy, oni także mogą przepisać leki przeciwdepresyjne i realnie pomóc. Misją Fundacji „Twarze depresji” jest wspieranie niewydolnej służby zdrowia, a nie zupełne jej wyręczanie. Ponieważ każdemu z nas, gdy chorujemy na jedną z najpowszechniejszych chorób na świecie, należy się leczenie zapewnione przez państwo.
Jakie systemowe wsparcie dla nauczycieli można by wdrożyć „od jutra”?
Jestem orędowniczką wprowadzenia regularnych, comiesięcznych superwizji dla nauczycieli. Ich praca wiąże się z ogromnym obciążeniem emocjonalnym, dlatego potrzebują przestrzeni, by omówić trudne przypadki uczniów i przepracować własne emocje. Rozmawiałam o tym również podczas ostatniego spotkania z panią minister w Ministerstwie Edukacji.
W zeszłym roku Rzecznik Praw Dziecka przedstawił propozycję ustawy wprowadzającej superwizję dla nauczycieli, jednak MEN skrytykowało ją m.in. za brak odpowiedniej infrastruktury, wskazania źródeł finansowania i oceny skutków regulacji.
Po spotkaniu zrozumiałam, że jest to ogromny koszt, trudny do udźwignięcia przy bieżących wydatkach i obecnej sytuacji geopolitycznej. Na razie to nierealny wydatek, dlatego uważam, że misją takich fundacji jak nasza jest rozważenie wsparcia państwa w tym obszarze. Teraz celem dla nas jest, oprócz rozwoju telefonu zaufania dla nauczycieli, uruchomienie dodatkowej puli zdalnych i stacjonarnych konsultacji.
Czytaj więcej
Dzięki mojemu wyróżnieniu wreszcie w przestrzeni publicznej mówi się coś dobrego o nauczycielach. W tym, co mi się udało osiągnąć, nie ma ani jedne...
Jakie pierwsze kroki przybliżyłyby nas do wprowadzenia superwizji dla nauczycieli?
Mam nadzieję, że uda się wprowadzić pilotaż. Na pewno będziemy prowadzić rozmowy w tym kierunku z Miastem Stołecznym Warszawą. Tak jak z depresji wychodzi się małymi krokami, tak i my konsekwentnie pchamy ważne tematy do przodu.
Obserwujemy dziś zmianę kulturową: rosną oczekiwania rodziców, pogarsza się dobrostan psychiczny dzieci, a prestiż zawodu nauczyciela maleje. Czy wymagania wobec pedagogów stały się nieadekwatnie wysokie, czy może tkwią oni w schematach, które w zderzeniu z nową rzeczywistością okazują się już nieefektywne?
Trudno wrzucać wszystkich nauczycieli do jednego worka. Część z nich swoją edukację odbywała jeszcze w czasach PRL-u. To nauczyciele, którzy mogą być wspaniali, ale świadomości dotyczącej zdrowia psychicznego zaczęli uczyć się dopiero w dorosłym życiu. Jednocześnie w szkołach pracuje nowe pokolenie nauczycieli, bardziej świadome znaczenia zdrowia psychicznego. Przykładem jest nauczycielka mojej córki, która z własnej inicjatywy prowadzi z dziećmi pogadanki o emocjach, angażuje dzieci w różne zadania i wspiera ich rozwój psychoedukacyjny.
Nauczyciele funkcjonują dziś pod dużą presją, od wymagań podstawy programowej po oczekiwania rodziców. Przykładowo, w klasie mojej córki nauczycielka wprowadziła zasadę, że uczniowie nie dostają informacji o ocenach, tylko o tym, nad czym powinni pracować, a oceny są widoczne wyłącznie dla rodziców. Wirtualny świat również zmienił szkołę, grupy na WhatsAppie czy Facebooku budują w rodzicach oczekiwanie permanentnej dostępności nauczyciela.
Oczekiwanie ciągłej dostępności staje się dziś powszechne w wielu zawodach. Czy uważa pani, że nauczyciele są na tę presję szczególnie narażeni lub doświadczają jej w inny sposób?
Kiedyś nauczyciel był dostępny tylko na wywiadówkach i w wyznaczonych godzinach. Dziś rodzice mają ze sobą stały kontakt i nastąpiło kulturowe przekroczenie dostępności zarówno rodziców, jak i nauczycieli. Ma to istotny wpływ na nasze obciążenie psychiczne.
Czy pani zdaniem oczekujemy od nauczycieli zbyt wiele, czy, ponieważ chodzi o dobro dzieci, te oczekiwania są uzasadnione, a problem leży raczej w niewystarczającym przygotowaniu do zawodu?
Myślę, że wiedza nauczycieli w zakresie wsparcia psychoedukacyjnego jest niezwykle ważna, ale obecnie wielu z nich po prostu jej nie ma. Nie są odpowiednio przygotowywani do wyzwań, z którymi się mierzą. Najpierw powinniśmy dać im narzędzia, a dopiero potem stawiać przed nimi wymagania. Nauczyciele w kryzysie powinni mieć też przyzwolenie, by w pierwszej kolejności zadbać o siebie, tak jak w samolocie najpierw zakłada się maskę tlenową sobie, a dopiero potem osobie siedzącej obok nas. Są nauczyciele, którzy do szkoły idą z ogromnym napięciem i lękiem, a presja i oczekiwania tylko je pogłębiają. To może prowadzić do wypalenia, drażliwości i konfliktów z dyrekcją.
Nauczyciel musi też wiedzieć, jak nie bagatelizować problemu i nie stygmatyzować ucznia. Gdy widzi pocięte ręce, powinien wiedzieć, co zrobić, by wspierać ucznia, a nie ranić słowami. Często to właśnie nauczyciel jest jedyną osobą, która zauważa problem ucznia, dlatego jest to ogromna odpowiedzialność.
Po czym pozna pani, że telefon zaufania rzeczywiście działa i ma realny wpływ? Jakiego efektu pani oczekuje?
Efektem jest to, że telefon cały czas dzwoni, co pokazuje, że trafiliśmy w potrzebę. W naszych mediach społecznościowych jest nagranie nauczycielki z Białegostoku, która w półmaratonie pobiegła dla naszej fundacji, ponieważ sama ma problemy zdrowotne. Ona skorzystała z naszego telefonu zaufania. To pokazuje wdzięczność środowiska i daje poczucie, że w kryzysie mają gdzie zadzwonić. Jednocześnie pomaga to normalizować rozmowę o zdrowiu psychicznym.
Czytaj więcej
Czy liczniejsza obecność mężczyzn w szkołach wpłynęłaby na edukację i wychowanie dzieci? Czy to w ogóle realne? Na te pytania w podcaście „Powiedz...
Czego osoba, która nigdy nie doświadczyła depresji, nie jest w stanie zrozumieć o tej chorobie?
Osobie, która nigdy nie doświadczyła depresji, trudno zrozumieć, że choroba psychiczna może w ogóle dotknąć człowieka. Znacznie łatwiej zrozumieć problemy kardiologiczne czy inne choroby fizyczne. Dlatego tak często podkreślam, że depresja jest chorobą mózgu – aby obalić mit, że to „choroba duszy”. Jej podłoże biologiczne wiąże się między innymi z zaburzoną równowagą neuroprzekaźników, takich jak serotonina, dopamina czy noradrenalina, potocznie nazywanych hormonami szczęścia. Wciąż jednak wielu osobom trudno zaakceptować fakt, że leczenie depresji wymaga kompleksowego podejścia. O ile to oczywiste, że na anginę przyjmuje się antybiotyk, o tyle w przypadku depresji same leki to często za mało. Równie kluczowa jest psychoterapia. Bez wsparcia farmakologicznego oraz terapii nie da się wyjść z tej choroby. Tym różnimy się od robotów, że mamy świat emocji i myśli. To one pozwalają nam funkcjonować, ale bywają też destrukcyjne.