Reklama

Ekspertka o potężnej pandemii wśród pracowników: Wyrafinowana forma autoagresji

Jako społeczeństwo wpadamy w kulturę wypalenia zawodowego – pracujemy więcej, ciężej, często znacznie mniej efektywnie. Ruch jest jak naturalna tarcza, ponieważ pozwala rozładować napięcie, zanim zamieni się ono w przewlekły stan zapalny organizmu – mówi dr hab. Małgorzata Dobrowolska, prof. Politechniki Śląskiej.
Traktowanie aktywności fizycznej jako luksusu, a nie konieczności dla przebodźcowanego dziś z każdej

Traktowanie aktywności fizycznej jako luksusu, a nie konieczności dla przebodźcowanego dziś z każdej strony układu nerwowego, drastycznie obniża odporność na presję.

Foto: Adobe Stock

Pracoholizm zaczyna się tam, gdzie kończy się ruch – to hasło przykuło moją uwagę. Czy faktycznie aktywność fizyczna jest tak prostym i skutecznym lekiem na ten problem, który dotyczy wielu ludzi?

Dr hab. Małgorzata Dobrowolska, prof. Politechniki Śląskiej: Zdecydowanie, aktywność fizyczna, nawet najmniejszy ruch wspiera nas, ludzi, nie tylko fizycznie, ale i mentalnie, choć słowo „lek” sugeruje, że mówimy o magicznej pigułce, a w rzeczywistości mówimy, powiem mocno – o absolutnym fundamencie naszego biologicznego i psychicznego funkcjonowania. Z perspektywy psychologii pracoholizm to nie tylko nadmiar zadań, ale przede wszystkim utrata balansu, nie zawsze ucieczka, ale w ogóle nieradzenie sobie z trudnymi emocjami i zatracenie zdolności do naturalnej regeneracji. To behawioralno-kognitywne uzależnienie, w którym praca staje się mechanizmem regulowania napięcia. Problem polega na tym, że to mechanizm bardzo destrukcyjny. A kiedy dodatkowo rezygnujemy z jakiejkolwiek aktywności fizycznej, ruchu, odbieramy organizmowi jedyne naturalne narzędzie do fizjologicznego zamykania cyklu reakcji stresowej. Traktowanie więc aktywności fizycznej jako luksusu, a nie konieczności dla przebodźcowanego dziś z każdej strony układu nerwowego, drastycznie obniża odporność na presję. Jako społeczeństwo wpadamy w kulturę wypalenia zawodowego – pracujemy więcej, ciężej, często znacznie mniej efektywnie. Ruch jest jak naturalna tarcza, ponieważ pozwala rozładować napięcie, zanim zamieni się ono w przewlekły stan zapalny organizmu.

Co dokładnie dzieje się z przebodźcowanym ciałem i układem nerwowym i jak to wpływa na efektywność w pracy?

Z ewolucyjnego punktu widzenia mózg w silnym stresie traktuje kanapę jak „bezpieczną jaskinię”. Gdy organizm jest wyczerpany psychicznie po wielogodzinnym dniu pracy, układ nerwowy blokuje chęć do wydatkowania energii fizycznej. Uznaje, że zasoby trzeba oszczędzać na wypadek realnego zagrożenia. To mechanizm przetrwania, który doskonale chronił naszych przodków, ale dziś, w środowisku biurowym, działa na naszą niekorzyść. Brak ruchu wywołuje akumulację kortyzolu i noradrenaliny, czyli hormonów stresu. Przebodźcowane ciało to ciało w ciągłym „stanie alarmowym” – układ współczulny jest permanentnie aktywny. Skutkuje to drastycznym spadkiem formy: trudniej nam podejmować strategiczne decyzje, rozwiązywać złożone problemy, czy kreatywnie myśleć. Bez ruchu mózg po prostu „przegrzewa się” jak procesor bez odpowiedniego układu chłodzenia, choć to tylko metafora, mam nadzieję, że będzie dla tych wszystkich, którzy to czytają impulsem, żeby wyjść na parę minut chociaż z domu na świeże powietrze i pospacerować lekkim marszem.

Czytaj więcej

Informowanie szefa o swoich dolegliwościach i samopoczuciu to nie oznaka słabości

Ile i jak trzeba się ruszać, żeby pomóc sobie i mózgowi?

Przede wszystkim należy porzucić zgubną zasadę „wszystko albo nic” i zacząć od mądrych „mikroinwestycji” w siebie. Nie musimy od razu kupować drogiego sprzętu i planować wyczerpujących maratonów, bo to często kończy się słomianym zapałem. 15 minut ruchu w domu, przy otwartym oknie – to doskonały start. Kluczem jest świadome zarządzanie własną energią i dobieranie rodzaju ruchu do poziomu i specyfiki naszego przestymulowania. Czasami układ nerwowy potrzebuje wyciszającej jogi, powolnego rozciągania, lekkiego truchtu czy po prostu spaceru po lesie. Ale bywają dni o innej dynamice – momenty potężnej kumulacji gniewu, presji i frustracji zawodowej. Wtedy łagodna joga może nas tylko bardziej irytować. W takich chwilach idealnie sprawdzi się intensywny trening kettle'owy, bokserski, interwałowy czy zajęcia krav magi. Taki ostry wysiłek fizyczny pozwala skanalizować agresję i skutecznie przerwać cykl reakcji stresowej, metabolizując nagromadzony kortyzol.

Wiele firm chwali się dziś dbałością o wellbeing pracowników. Tym, co mnie osobiście najmocniej kojarzy się z tym hasłem, są chyba owocowe czwartki... Czy pani zdaniem firmy właściwie promują kulturę aktywności fizycznej?

Powiedzmy to wprost, bez dyplomatycznych uników: wellbeing w firmach bez wdrożenia autentycznej, zakorzenionej w strategii kultury organizacji aktywności fizycznej pozostaje jedynie pustym hasłem marketingowym. Zjawisko to doczekało się nawet własnej nazwy – określamy je jako „wellbeing washing”. Wspomniane „owocowe czwartki”, darmowe masaże raz na kwartał czy standardowe karnety sportowe to dziś popularne działania, nie zawsze przekładające się na walkę ze sportkrastynacją czy przynoszące pożądane efekty. Często stają się nawet obiektem otwartych drwin i wielu memów. Pracownicy nie są przecież naiwni – doskonale dostrzegają, że organizacje w gruncie rzeczy ignorują ich prawdziwe potrzeby, fundując im w zamian wizerunkową „ściemę”. To częste zdanie, które słyszę: po co mnie, pracownikowi, karta sportowa, skoro z powodu nadmiaru obowiązków i tak nie mam kiedy z niej skorzystać? Wprost podkreślają, że firmy inwestują miliony w szkolenia z tzw. kompetencji twardych, a całkowicie ignorują potrzeby fizyczne i psychiczne, w tym regenerację swoich pracowników, co w rzeczywistości prowadzi również do wypalenia zawodowego. Mówimy o zjawisku prezenteizmu – pracownik fizycznie jest przy biurku, ale jego wydajność wynosi 30 proc. Wielu współczesnych liderów i zarządów dużych organizacji wciąż niestety nie rozumie kluczowego paradygmatu neurobiologii biznesu: wydajność intelektualna, innowacyjność i zaangażowanie są nierozerwalnie i biologicznie związane z dobrostanem fizycznym zespołu.

Reklama
Reklama

Proszę o przykłady firm i ich konkretnych działań w tym obszarze, które są godne naśladowania. 

Na rynku widać już na szczęście pionierów zmiany – to często nowoczesne firmy technologiczne, dojrzałe korporacje, ale też software house'y. Co robią inaczej? Wprowadzają absolutnie elastyczne godziny pracy pozwalające na trening w ciągu dnia, kiedy poziom energii naturalnie spada. Organizują firmowe wyzwania sportowe, ale z charytatywnym, głębszym celem, co dodatkowo buduje poczucie sensu. Niektóre poszły krok dalej: wliczają czas na aktywność do czasu pracy, wprowadzając np. wydłużone, płatne przerwy na lunch z jednoznacznym przeznaczeniem na sport czy spacer. Popularne stają się też spotkania w formie walk & talk – tam, gdzie nie potrzebujemy ekranu, rozmawiamy, spacerując.

Czytaj więcej

Prokrastynacja to nie tylko lenistwo. Może być znakiem odkrywczego umysłu

Coraz odważniej dyskutowanym i testowanym globalnie rozwiązaniem systemowym staje się czterodniowy tydzień pracy. Z perspektywy psychologii i naszej wiedzy o zmęczeniu, to wcale nie jest fanaberia leniwych pracowników ani utopijny postulat. To pragmatyczny, oparty na twardych danych z eksperymentów (np. w Wielkiej Brytanii czy Islandii) krok, który oddaje ludziom to, co najcenniejsze – czas, żeby po prostu pożyć. To czas, by zregenerować zasoby i zadbać o siebie w celu zwiększenia wydajności. Ten dodatkowy dzień w tygodniu to niezbędna, psychologiczna przestrzeń na to, by w końcu na spokojnie zaplanować ruch, nie mając przy tym dławiącego poczucia, że kradniemy cenne minuty rodzinie czy obowiązkom domowym. Inne rozwiązania systemowe, które powinny stać się standardem w mądrych organizacjach, to przykład idący z góry. Lider bez sportu to lider z krótszą wytrzymałością stresową, bardziej podatny na wybuchy złości i mikrozarządzanie. Jeśli zarząd i menedżerowie pokazują, że mają czas na trening, mówią o tym głośno i realnie szanują ten czas u swoich podwładnych – kultura organizacji zmienia się naturalnie. Oprócz tego absolutnie warto na stałe włączać warsztaty z zarządzania energią i fizjologii stresu do standardowych ścieżek onboardingowych i rozwojowych dla każdego pracownika.

Zrobiłam mały eksperyment i zadałam kilku osobom pytanie o to, jakie skojarzenia budzi w nich termin sportkrastynacja. Prawie wszyscy podeszli do tematu żartobliwie, a to zjawisko to chyba jednak nie żart. Jak działają jego mechanizmy?

Sportkrastynacja to tak naprawdę potężna, cicha pandemia naszych czasów. Wynika z tzw. paradoksu stresu, zbadanego w psychologii: im wyższy jest poziom napięcia i przeciążenia w organizmie, tym mniejsze staje się prawdopodobieństwo podjęcia aktywności, która mogłaby ten stres faktycznie zredukować. W kalendarzach zapracowanych ludzi sukcesu zawsze znajdzie się miejsce na kolejne pilne, wielogodzinne spotkanie. Kiedy jednak przychodzi do działań niezwykle ważnych, ale niepilnych „na już” – jak spacer, profilaktyka czy trening – nagle dramatycznie brakuje nam czasu. To klasyczny błąd poznawczy, związany z wpadaniem w pułapkę dopaminową szybkich nagród. Odpisanie na kolejnego maila daje szybki zastrzyk satysfakcji, a wyjście na trening wymaga odroczenia tej gratyfikacji. Dlatego 30-minutowy spacer w starciu z wielomilionowym kontraktem przegrywa w głowie na starcie. Koncentrujemy się na zadaniach pozornie priorytetowych, całkowicie zapominając, że jedynym narzędziem do ich realizacji jest biologiczne ciało i sprawny umysł. Odkładanie ruchu w nieskończoność, ignorowanie sygnałów, to z psychoterapeutycznego punktu widzenia wyrafinowana forma autoagresji, która jedynie umacnia destrukcyjny schemat przepracowania.

Czytaj więcej

Przedwiośnie wyjątkowo obnaża wyczerpanie zasobów psychicznych. Ekspert tłumaczy

Mam wrażenie, że jeszcze całkiem niedawno aktywność fizyczna była postrzegana jako coś mało ambitnego, wręcz niegodnego człowieka zajętego „ważnymi rzeczami”. Jakie rozwiązania wprowadzać, żeby podkreślać wagę ruchu?

Musimy całkowicie zmienić narrację i społeczny paradygmat. Sport musi raz na zawsze przestać być postrzegany przez pryzmat narcystycznego kultu ciała, odchudzania i „robienia formy na lato”. Musi stać się synonimem dojrzałego zarządzania własną psychiką i podstawowej higieny pracy mózgu. Z perspektywy psychologii biznesu i budowania odporności regularny wysiłek to fenomenalny trening „antykruchości”. Wchodząc na matę, bieżnię czy kort, dobrowolnie poddajemy się stresowi fizycznemu. Mikroporażki, pieczenie mięśni, zmęczenie i regularne przekraczanie własnych granic na treningu, uczą układ nerwowy jednej najważniejszej rzeczy: że po porażce, po upadku, po zadyszce świat się nie kończy. Przeżywamy to i idziemy dalej. Ta budowana latami fizyczna odporność bezpośrednio przekłada się na nasz kapitał psychologiczny. Przenosi się potem na radzenie sobie z potężnymi kryzysami, utratą klientów czy zwolnieniami w pracy. Na poziomie osobistym polecam prostą, ale bezlitosną metodę: zróbmy obiektywny audyt własnego kalendarza z ostatniego miesiąca. Sprawdźmy, z kalkulatorem w ręku, ile jest w nim zaplanowanego czasu na zdrowie fizyczne i psychiczne. Jeśli wynik jest bliski zeru, nie oszukujmy się – zmierzamy ku katastrofie. Następnie zaplanujmy trening i potraktujmy go jak spotkanie z najważniejszym klientem na świecie – czyli samym sobą. To ma być blok w kalendarzu, którego pod żadnym pozorem nie można odwołać.

Reklama
Reklama

Badania pokazują, że sportkrastynacja szczególnie mocno daje się we znaki kobietom. Jakie szczególne rady miałaby pani właśnie dla nich?

Kobiety kulturowo i społecznie są obciążone nieproporcjonalnie dużym ciężarem. Biorą na swoje barki rozwój zawodowy, ale też to, co nazywamy „niewidzialnym etatem” – czyli zarządzanie logistyką domu i obowiązkami opiekuńczymi wobec dzieci. Wpadają w wyczerpujący syndrom, w którym liczą się „najpierw wszyscy inni”. W efekcie, sport i sen stają się pierwszą ofiarą bezlitosnego poczucia winy z powodu rzekomego „marnowania czasu” czy „zaniedbywania rodziny”.

Dlatego kobietom zawsze przypominam procedurę znaną z samolotu: w sytuacji awaryjnej najpierw, bezdyskusyjnie zakładamy sobie maskę tlenową, a dopiero w drugiej kolejności pomagamy innym. Bądźmy ze sobą brutalnie szczere: co z tego, że heroicznie zrezygnujemy z własnych potrzeb i poświęcimy partnerowi czy dzieciom cały swój wolny czas, jeśli będziemy przy tym permanentnie wyczerpane, sfrustrowane, wściekłe i stale w złym humorze? Bliscy nie mają absolutnie żadnego pożytku z wyeksploatowanej, nieszczęśliwej i podenerwowanej mamy czy partnerki. Zdecydowanie zdrowiej i mądrzej jest z pełną świadomością i bez cienia wyrzutów sumienia „urwać” te kilkanaście czy kilkadziesiąt minut z domowego grafiku na ruch, by skutecznie rozładować nagromadzone napięcie. Inwestycja we własną energię fizyczną i dobre samopoczucie to najlepsze, co możemy dać od siebie swoim bliskim. Musimy systemowo zmienić perspektywę: z „zabieram rodzinie cenny czas” na wzmacniające „dbam o nas wszystkich, dając im na co dzień uśmiechniętą, zrównoważoną, szczęśliwą i silną siebie”.

I powtórzę to z pełnym przekonaniem, burząc mity luksusowego fitnessu: 15 minut ćwiczeń w starym, rozciągniętym dresie na dywanie w salonie, obok porozrzucanych zabawek, ma nieporównywalnie większą psychologiczną wartość, niż wciąż niezrealizowany plan wyjścia do drogiego klubu sportowego. Drogie panie – odpuśćmy perfekcjonizm, który nas spala już na starcie. Aktywność fizyczna to kluczowy, naturalny regulator naszej fizjologii i gospodarki hormonalnej. To najlepsza nasza inwestycja w siebie.

Dr hab. Małgorzata Dobrowolska, prof. Politechniki Śląskiej

Dr hab. Małgorzata Dobrowolska, prof. Politechniki Śląskiej

Foto: Adobe Stock

Dr hab. Małgorzata Dobrowolska, prof. Politechniki Śląskiej

Psycholog biznesu, prezes spółki spin off Politechniki Śląskiej Pro-Lab, dyrektor Szkoły Biznesu Politechniki Śląskiej i kierownik Studiów MBA PŚ. Łączy wiedzę naukową z realnymi technikami wsparcia emocjonalnego. Jej podejście skupia się na budowaniu odporności psychicznej, umiejętności zarządzania stresem, skutecznej komunikacji oraz psychologii zmian – zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym. 

Psychologia
Przedwiośnie wyjątkowo obnaża wyczerpanie zasobów psychicznych. Ekspert tłumaczy
Materiał Promocyjny
Jak zostać franczyzobiorcą McDonald’s?
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Psychologia
Niepokojący trend w pokoleniu Z. Młodych wyniszcza coś, co powinno być przyjemnością
Psychologia
Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją: Uwaga na destrukcyjny dystres
Psychologia
Dlaczego spotkania z przyjaciółmi powinny mieć wysoki priorytet? Psycholog wyjaśnia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama