Reklama

2016 challenge zawładnął internautami. Ekspert: Widać w nim coś więcej niż „głupi trend”

Nowoczesne rytuały napędzanymi przez algorytmy – z jednej strony budują wspólnotę i dają proste narzędzia ekspresji, z drugiej ujawniają, jak bardzo ludzka tożsamość i emocje stały się częścią gry o widoczność. Tak internetowe challenge postrzega socjolog problemów społecznych dr Maciej Dębski. Co mówi o człowieku chęć angażowania się w tego typu zabawy?

Publikacja: 16.01.2026 18:13

Dr Maciej Dębski: Motywacje udziału w takim „challenge’u” zwykle są mieszanką potrzeb: trochę zabawy

Dr Maciej Dębski: Motywacje udziału w takim „challenge’u” zwykle są mieszanką potrzeb: trochę zabawy i ciekawości reakcji innych, ale też potrzeby domknięcia historii o sobie.

Foto: Adobe Stock

Challenge 2016 bije rekordy popularności. Ludzie masowo zamieszczają w sieci swoje zdjęcia sprzed 10 lat. Co pan myśli o tym zjawisku?

Dr Maciej Dębski:  Ogólnie internetowe challenge są ciekawym zjawiskiem, bo na styku socjologii i technologii widać w nich coś więcej niż „głupi trend”. Socjologicznie działają jak współczesne mikrorytuały: proste, powtarzalne gesty (zdjęcie „wtedy – teraz”, określona poza, hasztag, format wideo), dzięki którym ludzie mogą w szybki sposób zamanifestować „jestem częścią tej samej rozmowy”. To trochę jak dawniej wspólne obyczaje czy mody, tylko przyspieszone i zdemokratyzowane – każdy może dołączyć, niezależnie od pozycji, a uczestnictwo jest równocześnie sygnałem przynależności i narzędziem budowania tożsamości („jakim typem osoby jestem, skoro robię to wyzwanie?”). Widać też mechanizm statusu i reputacji: uczestnicy negocjują, co jest „w punkt”, co żenujące, co odważne, a co ryzykowne; społeczność rozstrzyga to lajkami, komentarzami i udostępnieniami.

Technologicznie challenge są niemal idealnie dopasowane do architektury platform. To treści łatwe do skopiowania, porównania i ocenienia, a algorytmy premiują formaty, które są: szybkie w odbiorze, powtarzalne, „remiksowalne” i wywołujące reakcje. Challenge to w praktyce szablon — a szablony są paliwem viralowości, bo obniżają koszt tworzenia: nie musisz wymyślać, wystarczy wstawić siebie w gotową ramę. Do tego dochodzą funkcje samej technologii: filtry, automatyczne montaże, „przypomnienia”, archiwa zdjęć, łatwe udostępnianie w kilku kanałach naraz. Platformy nie tylko umożliwiają trend — one go projektują poprzez narzędzia i reguły widoczności.

Jest jeszcze drugi, ważny wątek: challenge bywają społecznym „testem temperatury” – pokazują, co w danym momencie zbiorowo rezonuje. Kiedy popularne są wyzwania o metamorfozie, formie, produktywności, to często odbija presję samodoskonalenia; gdy wracają trendowe „nostalgiczne” formaty, może to sygnalizować potrzebę zakorzenienia i sensu w okresie zmian. Oczywiście nie należy tego czytać jak twardych danych o społeczeństwie, ale raczej jak barometr nastrojów: w jakim kierunku ludzie szukają wspólnego języka.

Wreszcie: ambiwalencja. Z jednej strony challenge potrafią integrować, dawać poczucie wspólnoty, normalizować doświadczenia („też tak mam”), czasem mobilizować do dobrych działań, a nawet edukować. Z drugiej strony mogą utrwalać presję porównań, wzmacniać kulturę „performansu”, a w skrajnych przypadkach promować ryzykowne zachowania albo działać jako narzędzie marketingu przebrane za spontaniczność. To, czy challenge jest społecznie „dobry” czy „toksyczny”, zależy więc mniej od samego formatu, a bardziej od tego, jaką normę niesie: czy wspiera relacje i sprawczość, czy żeruje na lęku przed wypadnięciem z obiegu i na pogoni za uwagą. Przed zaangażowaniem w daną aktywność należy jednak zadać sobie pytanie, co ona nam daje , bo jak wynika z raportu „Cyfrowe Mosty” przygotowanego przez Cyfrowy Ośrodek Informatyki, co trzeci dorosły uważa, że spędza czas w sieci bez sensu, w zasadzie go marnując.

Czy patrząc na popularność tego zjawiska w perspektywie psychologicznej, można się doszukiwać w nim jakiejś ciekawej, ważnej informacji o ludziach, którzy biorą udział w tej zabawie?

Tak. Popularność takiego „challenge’u” jest sama w sobie dość czytelną informacją psychologiczną, ale raczej o mechanizmach wspólnych dla większości ludzi niż o jakiejś jednej cesze uczestników.

Reklama
Reklama

Po pierwsze, pokazuje, jak silna jest u nas potrzeba spójności i ciągłości tożsamości. Porównanie „ja wtedy–ja dziś” to szybki sposób, by sobie (i innym) potwierdzić: zmieniłem/am się, ale nadal jestem sobą — albo przeciwnie: mimo zmian świat w środku jest ten sam. To jest szczególnie atrakcyjne w okresach, gdy życie przyspiesza, a ludzie czują się „przestawiani” przez tempo świata. Po drugie, fenomen mówi coś o tym, że wspomnienia są dla nas narzędziem regulowania emocji. Nostalgiczne treści często przynoszą ulgę, wzmacniają poczucie sensu i więzi („kiedyś byliśmy razem”, „miałem/am wtedy jakichś ludzi”), więc w masowej skali takie akcje działają jak zbiorowy „emocjonalny reset”. Jednocześnie to bezpieczna forma wglądu w upływ czasu: można dotknąć tematu starzenia się, zmian, strat czy sukcesów, ale w estetyce zabawy. Po trzecie, popularność tego formatu obnaża, jak bardzo media społecznościowe są dziś przestrzenią autoprezentacji i opowiadania historii o sobie. Wrzucając zdjęcie sprzed 10 lat, rzadko pokazujemy „surową prawdę”, częściej wybieramy kadr, który pasuje do narracji: „popatrz, jak dojrzałem”, „zobacz, co osiągnęłam”, „wciąż mam ten sam uśmiech”, „przeszłam/przeszedłem dużo”. To jest forma krótkiej autobiografii – zrobionej pod publiczność, ale często także dla siebie.

Czytaj więcej

Kobiety kontra X i Grok. Powstał list otwarty do technologicznych gigantów

I wreszcie: masowość takiej zabawy mówi o naszej potrzebie wspólnego rytuału. To nie tylko sentyment, lecz także sygnał: „jestem częścią tej samej rozmowy, tego samego pokolenia, tego samego czasu kulturowego”. W świecie, w którym wiele doświadczeń jest rozproszonych i indywidualnych, takie trendy działają jak łatwy, powszechny kod przynależności. Oczywiście sam udział nie oznacza automatycznie „ucieczki od teraźniejszości”. Dla jednych to lekki sentyment i zabawa, dla innych — sposób na domknięcie etapu życia albo przetestowanie reakcji otoczenia. Ale ogólny wniosek jest ciekawy: jeśli takie akcje wracają falami i „zalewają internet”, to znaczy, że bardzo wielu ludzi regularnie potrzebuje narzędzi do tego, by oswoić czas, uporządkować własną historię i poczuć więź — z dawnym sobą i z innymi.

Jakie motywacje mogą skłaniać ludzi do brania udziału w tego rodzaju akcjach – potrzeba ucieczki od tego, co tu i teraz, tęsknota za tym, co minione, czy jeszcze coś innego?

Motywacje udziału w takim „challenge’u” zwykle są mieszanką potrzeb: trochę zabawy i ciekawości reakcji innych, ale też potrzeby domknięcia historii o sobie („zobaczcie, jaką drogę przeszedłem/przeszłam”). Dla wielu osób to sposób na podbicie poczucia tożsamości i sprawczości: „to ja – tylko po kolejnych doświadczeniach”. Dochodzi też aspekt społeczny: trend działa jak wspólny rytuał, do którego łatwo dołączyć, a przy okazji dostać porcję uwagi, wsparcia, komentarzy i potwierdzenia przynależności. W tle bardzo często jest też po prostu potrzeba mówienia o sobie i ekspresji – pokazania własnej historii, stylu, wrażliwości, czasem poczucia humoru. Dla części osób to również okazja do zaprezentowania kompetencji: „zobaczcie, jak się zmieniłem/am”, „czego się nauczyłem/am”, „co zbudowałem/am” – czy to w sensie wyglądu, pracy nad sobą, kreatywności, czy umiejętności opowiadania o swoim życiu w atrakcyjnej formie.

Ogólnie w różnych sytuacjach daje się zauważyć, że wiele osób szczególnie ciepło wyraża się o tym, co miało miejsce w przeszłości. Dlaczego tak się dzieje? Skąd ta skłonność u ludzi?

Bo pamięć nie jest kamerą – raczej montażystą. Z czasem szczegóły przykrych emocji u wielu osób bledną szybciej niż przyjemne, a my sami mamy naturalną skłonność do „wygładzania” wspomnień. To bywa adaptacyjne: łatwiej iść dalej, jeśli nie czujemy pełnej ostrości dawnych porażek. Dodatkowo tęsknota za „dawnymi czasami” często jest w gruncie rzeczy tęsknotą za czymś, co było wtedy obecne: poczuciem prostoty, bliskości, mniejszej odpowiedzialności, większej nadziei.

Jak duży wpływ na człowieka „tu i teraz” ma jego przeszłość?

Wpływ przeszłości na „tu i teraz” jest duży, bo to ona kształtuje nasze nawyki, sposób interpretowania zdarzeń i to, co uznajemy za „normalne” w relacjach. Przeszłość daje też gotowe scenariusze: jeśli kiedyś coś bolało, dziś szybciej widzimy zagrożenie; jeśli kiedyś dostawaliśmy wsparcie, łatwiej nam ufać. Ale to nie jest wyrok  – teraźniejszość i świadome wybory potrafią te scenariusze stopniowo przepisać.

Reklama
Reklama

Co i jak warto robić, aby trudne doświadczenia z przeszłości nie utrudniały aktualnego życia?

Najważniejsze jest odróżnienie przetwarzania od utknięcia. Przetwarzanie to nadawanie sensu: nazywam, rozumiem, porządkuję, ale nie muszę wciąż przeżywać tego samego. Utknięcie to kręcenie się w kółko w myślach bez ulgi. Ciągłe wpadanie w poczucie winy i życie z tym poczuciem każdego dnia. Pomaga praca nad regulacją stresu, rozpoznawaniem wyzwalaczy, budowaniem bezpiecznych relacji i — jeśli wspomnienia są natrętne, a objawy silne — psychoterapia ukierunkowana na trudne doświadczenia (w tym podejścia „traumowe”), czasem także konsultacja psychiatryczna.

Czytaj więcej

Wysoka cena bezpiecznych mediów społecznościowych. Moderatorka treści o swojej pracy

Powiedzenie, że ktoś żyje przeszłością, ma raczej negatywny wydźwięk. Czy jest możliwość, aby taki „tryb” wpływał na człowieka pozytywnie? Inaczej ujmując: czy są takie aspekty przeszłości, którymi warto wspierać się w teraźniejszości?

Czy „życie przeszłością” może działać pozytywnie? Tak, jeśli chodzi o zdrową nostalgię, a nie ucieczkę. Przeszłość bywa zasobem: przypomina o ludziach, którzy nas wspierali, o momentach, gdy daliśmy radę, o wartościach, które są naprawdę nasze. Wtedy działa jak kotwica i kompas. Trzeba jednak dodać, że to mocno zależy od tego, jaka była ta przeszłość. Bywa taka, od której człowiek chce się odciąć, bo kojarzy się z bólem, stratą czy wstydem – i wtedy „wracanie” do niej bez przygotowania może bardziej ranić niż pomagać. Ale bywa też taka, do której bardzo chcemy wrócić, bo niesie poczucie sensu, bezpieczeństwa, bliskości albo wersję siebie, z której jesteśmy dumni. W praktyce nie da się żyć dzisiaj i myśleć o jutrze, całkowicie ignorując to, kim było się kiedyś: przeszłość jest częścią naszego systemu odniesienia, uczy nas reakcji, kształtuje przekonania i pokazuje, co działało, a co nie. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy przeszłość staje się jedynym miejscem, w którym „da się oddychać”, a teraźniejszość jest tylko tłem do porównań i żalu.

Czy można powiedzieć, że przeszłość ma większe znaczenie dla którejś płci?

Tutaj musimy zachować dużą ostrożność. Częściej powinniśmy mówić nie o „ważności przeszłości”, tylko o stylach radzenia sobie. Statystycznie kobiety częściej niż mężczyźni wpadają w „zapętlające się” roztrząsanie (co nie znaczy, że „bardziej żyją przeszłością”, raczej że częściej przeżywają ją w trybie analizowania i emocji). Mężczyźni z kolei częściej mogą unikać rozmowy o przeszłości i „przykrywać” ją działaniem albo dystansem  – co czasem wygląda jak mniejsze przejmowanie się, a bywa po prostu inną strategią. W praktyce większą rolę niż płeć gra osobowość, poziom stresu, wsparcie społeczne i to, czego człowiek został nauczony o okazywaniu emocji.

Dr Maciej Dębski

Prezes Fundacji Dbam o Mój Zasięg, partnera merytorycznego programu „Cyfrowe Mosty”, realizowanego przez Cyfrowy Ośrodek Informatyki.  Socjolog problemów społecznych, wykładowca akademicki zatrudniony w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Gdańskiego, edukator społeczny, ekspert w realizacji badań naukowych, ekspert Najwyższej Izby Kontroli, Rzecznika Praw Obywatelskich. W obszarze jego zainteresowań pozostają tematy związane z cyberprzemocą, ochroną prywatności i zdrowiem psychicznym. 

Styl życia
Kobiety kontra X i Grok. Powstał list otwarty do technologicznych gigantów
Styl życia
„Offline talks". Oryginalna inicjatywa budująca społeczność bije rekordy popularności
Styl życia
Nowa lalka Barbie w spektrum autyzmu wywołała burzę w polskim Internecie
Styl życia
Badanie pokazało, jak Polacy przygotowują się na niespodziewane trudności. „Magiczny racjonalizm”
Styl życia
Księgarnie zaczynają służyć nowym celom. Umacnia się ciekawy trend w budowaniu relacji
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama