Co sprawiło, że wybrała pani akurat tę a nie inną specjalizację?
Już na studiach wiedziałam, że chcę zajmować się chirurgią. Brałam całonocne dyżury na chirurgii ogólnej w warszawskim szpitalu na Banacha. Najbardziej interesowała mnie ludzka twarz, podobała mi się - jest estetyczna i od razu widać efekt działań chirurga. Operuję nosy – a one wręcz zmieniają wyraz twarzy. Operowałam też ślinianki. Namówiłam moją ówczesną szefową do zastosowania po raz pierwszy w Polsce takiego cięcia, jakie robi się przy liftingu twarzy, żeby wyrządzić jak najmniej krzywdy urodzie operując nowotwór ślinianki przyusznej. W większości przypadków chirurg zajmuje się ratowaniem życia, więc nie do końca skupia się na aspekcie estetycznym. Ja ratuję zdrowie, ale myślę też o tym, by nie oszpecić pacjenta. Przyglądając się operacjom onkologicznym zatok, gdzie do niedawna wycinano choremu 1/3 twarzy, zrozumiałam, jak bardzo ważny jest każdy aspekt przywracania pacjenta do zdrowia. Chirurgia endoskopowa to kamień milowy w rynochirurgii.