Luna: Nie czuję, że na Eurowizji poniosłam porażkę

Eurowizji nie podbiła, ale zdobyła coś znacznie cenniejszego. Prawdziwy sukces dla niej to nie miejsce na podium, tylko wierność samej sobie. Luna mówi o odwadze bycia sobą, morderczej pracy, intuicji i przeobrażaniu codzienności w sztukę.

Publikacja: 03.07.2024 16:48

Luna: Próbując dostosowywać się do zmieniających warunków, sami stajemy się nikim.

Luna: Próbując dostosowywać się do zmieniających warunków, sami stajemy się nikim.

Foto: PAP/EPA

Występ na Festiwalu Eurowizji był twoim marzeniem z dzieciństwa?

Było jednym z nich. Marzyły mi się wielkie sceny i śpiewanie dla wielkiej publiczności. Eurowizja pozwoliła mi wrócić wspomnieniami do tamtych czasów.

Które jeszcze z marzeń z dzieciństwa zrealizowałaś?

Przede wszystkim jestem dumna z tego, że poszłam swoją drogą. Nie powielałam cudzych ścieżek, szłam za głosem intuicji; za tym, co zawsze było w moim sercu. Jestem dumna z tego, że byłam i jestem odważna. Cieszę się, że podczas Eurowizji do końca pozostałam sobą, że w 100 procentach pokazałam prawdziwą siebie. Fakt, że nie awansowałam do finału, to osobna kwestia.

Co było wówczas dla ciebie największym wyzwaniem?

Zdobyłam ogromne doświadczenie, a jednocześnie była to dla mnie ważna lekcja — nie tylko jako dla artystki, ale też jako człowieka. Dziś czuję się dużo silniejsza. Doświadczyłam upiornie ciężkiej pracy i rygoru. Teraz również mam bardzo pracowity czas, ale po tym, co przeżyłam na Eurowizji, czuję się jak na wakacjach. Najtrudniejsze chyba było połączenie wielu rzeczy naraz. Poza występem i przygotowaniami do niego, trzeba było skupić się także na spotkaniach z fanami, na licznych wywiadach i to w różnych w różnych językach. Cieszę się, że tego wszystkiego doświadczyłam, ale jednocześnie tempo było ekstremalne. Dlatego też my artyści staraliśmy się znaleźć w tym też radość i zabawę, by nie poddawać się jedynie rygorowi pracy od rana do nocy. Chcieliśmy mieć czas na poznanie siebie nawzajem.

Nawiązałaś relacje z artystami z innych krajów?

Tak, i to jest najpiękniejsze, co wyniosłam z tej Eurowizji – ludzie i fani, do których dotarłam. To moja pierwsza wygrana. Drugą wygraną są relacje, które tam nawiązałam, bo bardzo się zaprzyjaźniliśmy. Bardzo się zżyliśmy. Miałam już okazję spotkać się z Nemo, zwycięzcą Eurowizji, w Londynie. Podtrzymujemy te znajomości. Mogą one też zaowocować muzycznymi współpracami. Najbardziej wartościowe było wzajemne wsparcie. Jako artyści nie czuliśmy rywalizacji, która często jest narzucana z zewnątrz. Eurowizja z jednej strony ma łączyć, ale też jest konkursem, więc pewien element rywalizacji wydaje się nieunikniony.

Jako artystka, mimo młodego wieku, masz już swój dorobek. Jakie znaczenie miało dla ciebie to, że twoje zdjęcie – jako pierwszej Polki – znalazło się na słynnym telebimie na Times Square w Nowym Jorku? A także, jaka jest różnica między wcześniejszymi muzycznymi sukcesami, a tym, że zwyciężyłaś w preselekcji do Eurowizji? To wtedy nagle usłyszała o tobie cała Polska.

Różnica jest naprawdę ogromna. Ale ja po pierwsze się ucieszyłam – możliwość zaśpiewania na Eurowizji była dla mnie namacalnym dowodem, potwierdzeniem, że jestem artystką, o której słyszą ludzie. Ale Eurowizja była tylko kolejnym przystankiem. Muzyka od zawsze jest obecna w moim życiu. Cztery lata temu podpisałam umowę z wytwórnią Universal, wydałam już dwa albumy. Moje zdjęcie pojawiło się na Times Square, w ramach akcji związanej z platformą Spotify Equal, promującej kobiety w branży muzycznej. Wspierałam kobiety w tej branży – to też było dla mnie wielkim szczęściem i sukcesem.

Różnica między tymi sukcesami a Eurowizją polega na tym, że moje postrzeganie celu bardzo się zmieniło. Nie chodzi mi o to, żeby pojawić się na festiwalu czy wystąpić na Eurowizji i to odhaczyć. Moim celem jest sama droga artystyczna. Świadomość tego mnie zmieniła. Nie czuję, że na Eurowizji poniosłam porażkę, bo nie dostałam się do finału. To był kolejny etap w mojej karierze. Wyciągnęłam z tego to, co najlepsze. Nie awansowałam, ale cała Europa o mnie usłyszała, zdobyłam mnóstwo fanów, a moja piosenka się spodobała. Dla mnie najważniejsze jest ciągłe rozwijanie się, zdobywanie nowych fanów, eksperymentowanie z muzyką i po prostu bycie coraz lepszą artystką. To jest mój prawdziwy sukces – nieustanne dążenie do celu.

Czytaj więcej

Celine Dion tęskni za fanami i robi wszystko, żeby wrócić na scenę

Gdybyś mogła cofnąć czas – zrobiłabyś coś inaczej podczas występu na Eurowizji lub w dotychczasowej karierze?

Zawsze są momenty, kiedy zastanawiamy się nad tym, co moglibyśmy zrobić lepiej. Staram się nie myśleć w ten sposób. Kiedy zeszłam ze sceny po występie na Eurowizji, byłam zadowolona. Razem z całą ekipą zrobiliśmy to, co mieliśmy zrobić. Oczywiście, zawsze można coś poprawić – może przedostatnia próba wypadła trochę lepiej – ale nie miałam poczucia, że poszło źle. Starałam się tego nie analizować zbyt dogłębnie, bo wtedy za bardzo żyłabym przeszłością. Wolę myśleć o przyszłości. Chyba więc niczego bym nie zmieniła, bo to wszystko jest częścią mojej historii. Po Eurowizji przeżywam intensywny proces twórczy; piszę dużo nowych piosenek.

To piosenki z przekazem? Jakim?

Przede wszystkim chcę moją muzyką nieść dużo dobrej energii. To jest mój przekaz: być sobą, budować własną wartość. Wielu z nas cierpi teraz na niskie poczucie własnej wartości, trudno jest nam być sobą. Dopasowujemy się do rzeczywistości, a ona z każdej strony jest inna. Próbując dostosowywać się do zmieniających warunków, sami stajemy się nikim. A ja chcę inspirować ludzi do bycia sobą, do słuchania swoich emocji bez lęku.

Jak postrzegasz sukces? Czym on dla ciebie jest?

Myślę, że sukcesem jest wywieranie wpływu na rzeczywistość, docieranie do ludzi i zjednywanie sobie publiczności. Krytyka po moim występie to jedno, ale bardzo dużo ludzi mnie poznało, poszło za mną i zobaczyło w mojej muzyce siebie, poczuło emocje. Największym sukcesem jest dla mnie umacnianie ludzi, docieranie do nich. Moim celem oraz misją jest budzenie emocji moją muzyką, dodawanie siły oraz pokazywanie ludziom, że mogą być sobą. Chcę inspirować młodych. To jest moją miarą sukcesu – jeśli ludzie są w stanie za mną pójść, a ja mogę dać im coś od siebie.

Sporo krytycznych słów spadło na ciebie już od samego momentu, kiedy stałaś się popularna. Jak sobie z tym radzisz? Jakie jest twoje podejście do krytyki?

Cenię ją i lubię otrzymywać feedback – informacje zwrotne na temat tego, co się podoba, a co nie. Krytyka czasem może zaboleć, bo rzadko słyszymy to, co chcemy usłyszeć. Ale nie po to jesteśmy artystami. Krytyka sprawia, że stajemy się bardziej realistyczni. Krytyka czasami dodaje siły, bo czuję, że mam wpływ na rzeczywistość, skoro wywołuję emocje. Staram się czerpać z niej to, co najlepsze. Kiedy krytyka jest konstruktywna, chcę ją usłyszeć i staram się być coraz lepsza. Jeśli zaś chodzi o tę krytykę, która jest hejtem, to pewnie, że mnie dotyka, bo jestem wrażliwą osobą. Ale hejt przede wszystkim mówi o tych, którzy go do mnie kierują. To uczy większej empatii. Staram się nie myśleć o innych w taki sposób, jaki piszą o mnie hejterzy.

Jakie było twoje dzieciństwo?

Bardzo dorosłe. Przeszłam przez szybki okres dorastania i w zasadzie mało było we mnie dziecka. Co ciekawe, teraz mam w sobie więcej dziecięcych cech niż wtedy, gdy byłam małą dziewczynką. W dzieciństwie dużo się uczyłam i spędzałam czas w różnych szkołach. Byłam bardzo pilną i ambitną osobą. Miałam swój własny świat i do niego uciekałam. Dużo malowałam, śpiewałam. To był dla mnie najcenniejszy czas.

Czytaj więcej

Taylor Swift zmienia miasta, w których koncertuje. Warszawa będzie Swiftszawą?

Masz w pamięci swoje pierwsze wspomnienie muzyczne? Pamiętasz, jaką piosenkę usłyszałaś jako pierwszą?

Moja ulubiona piosenka z dzieciństwa to „Kawiarenki” Ireny Jarockiej. Pamiętam, jak śpiewałam tę piosenkę w moje czwarte urodziny. Wtedy też zaczęłam się uczyć grać na pianinie. Śmieję się, że to przez tę piosenkę jestem teraz uzależniona od kawy.

Grasz również na skrzypcach.

Skrzypce przyszły później. Pani w szkole muzycznej zauważyła moje palce i powiedziała: „Dziecko, masz palce stworzone do gry na skrzypcach”. Rzeczywiście mam długie palce, idealne do tego instrumentu.

Jesteś najmłodsza w rodzinie, masz trzech starszych braci. Czułaś się czasem samotna? To właśnie powodowało, że uciekałaś w świat wyobraźni?

Zdecydowanie. Muzyka i artystyczne zajęcia były dla mnie sposobem na znalezienie swojego miejsca i poczucie, że jestem sobą, że gdzieś przynależę. Byłam bardzo artystycznie uzdolnionym dzieckiem.

Po kim odziedziczyłaś swoje artystyczne talenty?

Po przodkach ze strony mamy – ma korzenie włosko-francuskie; dziadek grał na skrzypcach. W mojej rodzinie było dużo męskiej energii, a potem pojawiłam się ja – kobiecy pierwiastek, który nadał inne spojrzenie na rzeczywistość. Zawsze czułam się trochę niepasująca do mojej rodziny. Dopiero później starałam się to przekuć w coś pozytywnego. Może właśnie taka energia była w mojej rodzinie potrzebna – by zmienić sposób myślenia.

Jaka jest najcenniejsza rada, którą otrzymałaś?

Od mojego taty otrzymywałam rady dotyczące pracy – że praca jest bardzo wartościowa, że dzięki niej można wiele osiągnąć. W ubiegłym roku, na moje urodziny, spotkaliśmy się w gronie rodziny i przyjaciół. Mój brat powiedział mi wtedy, że jest ze mnie bardzo dumny, że jestem sobą, wierzę w swój świat oraz to, co robię. Dodał, że na moim miejscu już dziesięć razy by się poddał, bo to, co robię, jest bardzo trudne. Podziwia mnie, że kontynuuję wybraną drogę. Bardzo ważne i wzruszające były dla mnie te jego słowa.

Jak było z twoją miłością do muzyki?

Muzyka zawsze była dla mnie naturalnym wyborem. Bardzo szybko zaczęłam mówić, śpiewać i grać na instrumentach – to przychodziło mi naturalnie, nie musiałam się nad tym zastanawiać. Do tej pory mam tak, że budzę się rano i mówię: „Dzisiaj będę malować obrazy”, a następnego dnia: „Dzisiaj napiszę książkę”. Mam otwartą głowę, interesuje mnie wiele rzeczy. Ale muzyka zawsze była dla mnie czymś, nad czym się nie zastanawiałam – to mój sposób wyrażania siebie. Zawsze też pisałam piosenki — to mój język komunikacji. Kiedy poznałam branżę muzyczną i ludzi w niej, stwierdziłam, że to jest moje miejsce. Nie miałam jednego przełomowego momentu, ale często dostawałam potwierdzenia od świata – znaki, że to właściwa droga. Przykładem jest piosenka „La Luna”, która pojawiała się w moim życiu w różnych momentach.

Dlaczego wybrałaś pseudonim artystyczny Luna?

Czytaj więcej

Billie Eilish doświadczyła ghostingu: jaką cenę zapłaciła za popularność?

Po prostu wybrałam sobie taki pseudonim, bo jako mała dziewczynka,  zawsze bardzo lubiłam księżyc. W nocy patrzyłam w gwiazdy i w księżyc. Myśląc nad pseudonimem, chciałam, żeby niósł on jakieś znaczenie. Luna jako księżyc niesie skojarzenia z emocjami, światłem. Czuję to w sobie. Często słyszę porównania do Luny z „Harrego Pottera”, ale akurat na tym się nie wzorowałam. Swoją muzyką chciałabym wnosić jak najwięcej światła w świat. Chciałam dawać innym blask.

O swoich utworach mówisz, że niosą księżycową energię. Co to znaczy?

Księżycowa energia to energia kobieca, matczyna. Niesie dużo ciepła. Jesteśmy tutaj razem jako wspólnota, i razem jesteśmy w stanie przejść przez wszelkie trudności. Tę właśnie energię chciałabym przekazywać swoją muzyką.

Co cię inspiruje, jeśli chodzi o pisanie tekstów piosenek? Są takie miejsca, w których najlepiej ci się pisze?

Piosenki mogę pisać na skrawku papieru w autobusie. Inspiruje mnie niebo, księżyc, natura – las. Szczególnie nocny las to dla mnie idealne miejsce na spacer i pisanie piosenek. Bardzo inspirują mnie także sny. Praktykuję zapisywanie swoich snów po przebudzeniu. Mogą przynieść odpowiedzi na pytania dotyczące naszego życia, bo gdy śnimy, ujawnia się nasza podświadomość. Inspirują mnie również moje własne doświadczenia. Mimo młodego wieku mam już sporo przeżyć. Pisząc o nich, zbliżam się do ludzi, bo wszyscy przeżywamy podobne rzeczy, choć w różnych kontekstach.

Jakie było najdziwniejsze miejsce, w którym powstała twoja piosenka?

Autobus nie jest dziwnym miejscem? Często piszę w środkach transportu, dużo podróżuję i dobrze mi się wtedy pisze. W metrze, gdzie jest słaby internet, mogę skupić się na pisaniu bez rozpraszania. Dużo piszę, kiedy lecę samolotem.

Co to znaczy być artystką w dobie mediów społecznościowych, gdzie wszystko, co publikujesz, jest na sprzedaż?

Są dwie strony medalu. Z jednej strony, media społecznościowe ułatwiają kontakt z publicznością. Artyści nie są już enigmatycznymi postaciami, do których trudno dotrzeć. Możemy pokazać swoją ludzką twarz. To cenne. Chcę być postrzegana jako zwyczajna młoda dziewczyna, a nie tylko kreacja artystyczna. Na scenie jestem taka, jak na co dzień, tylko mam więcej do przekazania. W mediach społecznościowych możemy pokazać, kim naprawdę jesteśmy, ale z drugiej strony, trudno jest zachować pewne tajemnice i sekrety. Kontrolujemy, co ludzie o nas wiedzą, ale ta wiedza jest bardzo łatwo dostępna.

Trzy rzeczy, które zawsze masz przy sobie to?

Zawsze mam przy sobie kubek kawy, bo jak wspomniałam, jestem od niej uzależniona. Zawsze mam ze sobą notes, żeby coś zapisać, nawet w wersji mini. No i żyjemy w takich czasach, że telefon też mam zawsze przy sobie.

Masz swoje rytuały przed koncertem?

Staram się sprowadzić myśli na inne tory. Na przykład zajmuję się kolorowaniem kolorowanek; to ostatnio stało się moim rytuałem. Czasem układam puzzle albo piekę placki. Powrót do takich dziecięcych, oczyszczających zabaw pomaga mi uziemić stres.

Czy można powiedzieć, że twoje piosenki mają jakiś kolor?

Moja muzyka ma wiele barw, ale chyba najbardziej dominującym kolorem jest niebieski, który niesie dużo spokoju i jest bardzo uspokajający.

Jest osoba, która miała największy wpływ na twoje artystyczne życie?

Sama kształtowałam swoją ścieżkę. Mimo że pojawiało się wiele osób, które chciały mi coś doradzić czy narzucić, zawsze starałam się słuchać swojego głosu, tego wewnętrznego dziecka.

Jak udaje ci się słuchać intuicji? Skąd wiesz, że to ona do ciebie mówi?

Prowadzę dziennik. Pisanie mi pomaga, bo werbalizowanie myśli pozwala wyciągnąć wnioski.

Czytaj więcej

Kim Gordon ma 70 lat, ale jeszcze długo nie zamierza mówić Bye Bye

Co cenisz u innych artystów?

Prawdę, szczerość i autentyczność, które niestety teraz są rzadkością. Cenię również empatię, wrażliwość, oryginalność.

Jakie jest twoje największe marzenie, jeśli chodzi o karierę muzyczną?

Chcę zdobyć nagrodę Grammy za mój album.

A miłość? Kiedy znajdziesz czas na miłość?

Na razie jestem całkiem szczęśliwą singielką. Bardzo się skupiam na pracy i realizacji moich marzeń. Chwilowo trudno mi zaufać komuś, bo nie wiem, czy ktoś widzi mnie taką, jaka naprawdę jestem. Moje imię i nazwisko są teraz znane. Ale na miłość jestem otwarta.

Występ na Festiwalu Eurowizji był twoim marzeniem z dzieciństwa?

Było jednym z nich. Marzyły mi się wielkie sceny i śpiewanie dla wielkiej publiczności. Eurowizja pozwoliła mi wrócić wspomnieniami do tamtych czasów.

Pozostało 99% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Wywiad
Aktorka Zofia Jastrzębska o pracy i życiu osobistym: Autentyczność jest wolnością
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Wywiad
Małgorzata Foremniak: Nie warto poświęcić siebie dla drugiego człowieka
Wywiad
Pisarka Małgorzata Oliwia Sobczak stworzyła "Kolory zła: Czerwień". Mówi, że to terapia
Wywiad
Reżyserka Maja Kleczewska: Warszawa nie potrzebuje "Wesela"
Wywiad
Polka w Monako Dominika Eisenberg: Niedziela jest dniem na rozmawianie o wszystkim, tylko nie o pracy