Powiedziałaby pani, że dzisiaj zaburzenia odżywiania to epidemia naszych czasów?
Tak myślę. Przyczyniła się do tego pandemia COVID. Dodałabym jeszcze wszechobecną tematykę diet, odchudzania, obsesji ciała. Mimo że wiemy, że zanim ktoś wrzuci swoje zdjęcie do internetu, to prawdopodobnie zrobi ich kilkanaście czy kilkadziesiąt, sprawdzi różne ustawienia ciała i oświetlenia, żeby wyjść jak najlepiej, to jednak porównujemy nasze odbicie w lustrze z tym, co widzimy w sieci. Siłą rzeczy często wypadamy gorzej. Jeśli chodzi o dzieci i młodzież, to dla nich pandemia była tym momentem, kiedy nie spotykały się z rówieśnikami. Nie mogły więc porównać się z innymi na żywo. Nie widziały, że ktoś, tak jak one, ma pryszcze czy tłuste włosy. Zamiast tego widziały w sieci mnóstwo zdjęć swoich rówieśników – ale tylko takich, które te osoby chciały pokazać. To na pewno przyczyniło się do wzrostu zaburzeń odżywiania. Poza tym zaburzenia te są często związane z innymi problemami psychicznymi. Czasami pod zaburzeniami odżywiania kryje się depresja. Na jedzenie przenosimy też różne napięcia czy stresy, z którymi sobie nie radzimy. Dochodzi do tego wojna za granicą – te czynniki sprzyjają nadmiernemu napięciu i problemom psychicznym, więc zaburzenia odżywiania występują częściej.