Kryptowaluty, blockchain, tokeny, bitcoiny i phygital - specjalistka wyjaśnia co oznaczają te pojęcia i jak poruszać się po świecie wirtualnych finansów

"Trzeba stawiać na uświadamianie, jak legalnie możemy inwestować. Choć należy pamiętać, że zawsze oznacza to ryzyko" - mówi Magda Judejko - prawniczka, szkoleniowiec, ekspertka ds. RODO i ochrony danych osobowych, entuzjastka nowych technologii.

Publikacja: 15.03.2024 09:55

Magda Judejko: Portfel kryptowalutowy jest niezbędny, żeby w ogóle zacząć inwestować.

Magda Judejko: Portfel kryptowalutowy jest niezbędny, żeby w ogóle zacząć inwestować.

Foto: Adobe Stock

Kryptowaluty, kryptoaktywa, tokeny, bitcoiny – to pojęcia na ustach specjalistów z różnych branż, ale dla wielu „normalsów” wciąż są egzotyczne. Uszeregujmy te, których znaczenie jest kluczowe do zrozumienia podstaw funkcjonowania waszej branży.

Najważniejszym pojęciem w całej układance jest blockchain, czyli technologia i rodzaj sieci umożliwiającej przechowywanie oraz przesyłanie danych, która w zasadzie leży u podstaw kryptowalut. To w niej możemy handlować i wymieniać się przedmiotami, nabywać i zbywać tokeny, czyli np. właśnie kryptowaluty. Pozwala nam tworzyć światy wirtualne, tzw. metawersy.

Blockchain to cyfrowy, zabezpieczony rejestr transakcji, przechowywany i zarządzany – a przez to kontrolowany — przez wiele komputerów, nazywanych węzłami. Są one rozlokowane na całym świecie, co oznacza, że blockchain nie jest nadzorowany przez jedną, centralną instytucję. Dostęp do niego jest jawny, a każda zmiana rejestrowana. W skrócie można powiedzieć, że blockchain to technologia rozproszonego rejestru zapewniająca bezpieczeństwo i przejrzystość transakcji. Chociaż dodatkowo może mieć ona zupełnie inne zastosowania, takie jak śledzenie łańcuchów dostaw, gromadzenie danych medycznych czy nawet organizacja głosowania elektronicznego. W dobie sztucznej inteligencji może odegrać kluczową rolę w procesie uwierzytelniania np. dokumentów czy transakcji.

Kryptoaktywa to z kolei aktywa wyrażone właśnie w formie cyfrowych tokenów, czyli np. kryptowalut (odpowiadających realnym pieniądzom), czy praw własności do dzieła sztuki, nieruchomości, przedmiotu (w tym tokeny NFT); zaś bitcoin to po prostu najpopularniejszy obecnie rodzaj kryptowaluty. Obrót nimi, wymiana i transakcje dokonywane są właśnie w sieci blockchain.

Popularne tokeny NFT rzeczywiście pozwalają nam na „wykupienie” prawa własności do dzieła sztuki lub przedmiotu kolekcjonerskiego?

Generalnie tokeny – zapisane w blockchainie – reprezentują różnego rodzaju prawa, aktywa, wartości. Mogą być używane w różnych dziedzinach – od finansów po rozrywkę, w zależności od rodzaju platformy, na której się je wydaje. Każdy z nich jest niepowtarzalny, czyli odróżnialny od innych. Przykładowo: tokeny użytkowe służą do uzyskania dostępu do usług, produktów, platform, uzyskiwania uprawnień; tokeny zabezpieczeń reprezentują udziały w firmie, akcje, zasoby finansowe; za pomocą tokenów płatności możemy płacić za towary lub usługi. Z kolei tokeny NFT możemy traktować jako rodzaj cyfrowego certyfikatu potwierdzającego nasze prawo własności do dzieł sztuki, przedmiotów kolekcjonerskich czy wirtualnych nieruchomości. Token jest niepodzielny.

Co oznacza pojęcie „phygital”?

NFT służy do tzw. tokenizacji sztuki fizycznej lub przedmiotów. Każdy obraz, rzeźba, figura czy też książki, unikatowe kolekcje mody, biżuteria, może być powiązana z unikalnym NFT, co ułatwia potwierdzenie jego autentyczności i wartości. To specyficzne połączenie świata rzeczywistego z wirtualnym nazywamy po prostu „phygital”.

Jak to działa?

Wystarczy za pomocą swojego smartfona zeskanować tzw. tag NFC znajdujący się na jakimkolwiek przedmiocie. To dokładnie ten sam mechanizm, który pozwala nam płacić zbliżeniowo za pomocą naszych telefonów. Po zeskanowaniu „kodu” na ekranie pojawi się zbiór informacji: że nasz certyfikat jest autentyczny, a przedmiot zgodny z oryginałem. Wyświetli się szereg informacji na jego temat i sprawdzi się oryginalność na blockchainie; tam można też umieścić ten przedmiot, a sieci tej również „zawieszony” może zostać nasz token NFT.

A jakie powinny być nasze pierwsze kroki, żeby bezpiecznie – na ile można – zacząć działać w branży?

Czytaj więcej

Start-upy nie mają płci, ale bardzo potrzeba im kobiet

Najważniejsze to znaleźć wiarygodne źródła informacji. Można skontaktować się ze specjalistami działającymi np. w reprezentowanej przeze mnie projekcie MetaMixer. Celem naszej inicjatywy jest edukowanie m.in. osób chcących zacząć tworzyć czy też inwestować, dla których jesteśmy pośrednikami i doradcami w tym procesie. My specjalizujemy się w branży kreatywnej, więc współpracujemy z artystami i inwestorami. Razem z Next Block Expo w Woman in WEB3 czy też BlockchainGirls promujemy też działalność kobiet, bo niestety w branży nie ma ich zbyt wiele. Uważają, że aby się tym zajmować, muszą być programistkami, co nie jest prawdą. Oczywiście można też na własną rękę zwrócić się np. do stacjonarnych kantorów kryptowalut, przyjść na miejsce i – jeśli potrzebujemy wsparcia - razem ze specjalistą założyć tzw. portfel kryptowalutowy.

Portfel kryptowalutowy jest niezbędny, żeby w ogóle zacząć inwestować. Brzmi to dziwnie i wiem, że ludzie podchodzą do tego nieufnie, ale w praktyce polega to po prostu na wypełnieniu formularza, a następnie uzyskaniu unikatowego numeru. Dzięki niemu możemy logować się na giełdy i nabywać tokeny. Oczywiście najpierw musimy zainwestować, czyli wpłacić pieniądze – gotówką lub przelewem. Ale to nie muszą być miliony jak wiele osób myśli.

Nie da się ukryć, że takie działania wielu osobom spoza branży kojarzą się z czymś „podejrzanym” lub z „rozrywką” dla bogaczy. Od kiedy zaczęła się zła sława kryptowalut i NFT?

Niestety, rozwój technologii został zniweczony przez działania ludzkie. A ściślej mówiąc: oszustów, którzy kilka lat temu scamowali, czyli oszukiwali i namawiali do nieuczciwych inwestycji, a następnie znikali z cudzymi pieniędzmi. Ale ja chce podkreślić, że to nie technologia jest zła, tylko działania osób, które używają jej do wykorzystywania innych.

To właśnie z takimi nieuczciwymi praktykami rząd chce walczyć za pomocą ustawy o kryptoaktywach, której projekt opublikowano pod koniec lutego. Za złamanie przepisów grożą milionowe kary. Jak pani ocenia propozycje takich rozwiązań?

Pod koniec roku mają zresztą zacząć obowiązywać już przepisy unijnego rozporządzenia MiCA, którego celem jest objęcie nieuregulowanej części rynków kryptoaktywów regulacją prawną oraz walka z zagrożeniami. Obok rozporządzenia MiCA znajduje się tam również strategia w zakresie finansów cyfrowych, rozporządzenie DORA14 i rozporządzenie o technologii rozproszonego rejestru.

Uważam, że nie powinno się grozić karami, a skupić się na edukacji. W prosty sposób należy mówić o tym po co i jakie rozwiązania zostały przyjęte, żeby świadomie i bezpiecznie korzystać z tej technologii. Nagłówki z karami a propos wdrożenia MICA przypominają mi czas wprowadzania przepisów RODO, kiedy ludzi straszono, że za ich złamanie grożą sankcję, zamiast tłumaczyć, dlaczego powinniśmy chronić dane. Nie wyjaśniano, jak ważne jest to w kontekście rozwoju sztucznej inteligencji, o której istnieniu wtedy już wiedziano, a która w ciągu ostatniego roku rozwija się w niesamowitym tempie. Moim zdaniem trzeba stawiać na uświadamianie, jak legalnie możemy inwestować. Choć należy pamiętać, że zawsze oznacza to ryzyko.

Biznes i prawo
Przerwy w pracy pozwalają wspiąć się na wyżyny intelektu. Jak to działa?
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Biznes i prawo
Liderka, managerka, szefowa – to nie są synonimy
Biznes i prawo
Niedziela handlowa 24 marca: jak zaplanować przedświąteczne zakupy
Biznes i prawo
Marnotrawstwo talentu kobiet: alarmujące dane Banku Światowego
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Biznes i prawo
„Money dysmorphia”: kogo dotyczy poczucie zagrożenia związane ze stanem finansów?