Trwająca wiele miesięcy burza plotek dotyczących stanu zdrowia brytyjskiej księżnej Catherine zakończyły się oświadczeniem jej samej: tak, mam raka. Ale wiadomo już, że szum wokół tej sprawy może mieć swoje konsekwencje prawne.
Sprawą zajął się brytyjski ICO (Information Commissioner’s Office, odpowiednik polskiego Urzędu Ochrony Danych Osobowych). W wydanym oświadczeniu stwierdził, że zgłoszono do niego naruszenie reguł ochrony danych osobowych w londyńskiej klinice, gdzie leczy się księżna. „Potwierdzamy, że otrzymaliśmy zgłoszenie naruszenia i przeprowadzamy czynności wyjaśniające” – głosi oświadczenie na stronie ico.org.uk
Czytaj więcej
Księżna Walii w nagraniu przekazała, że jest chora na nowotwór. Obecnie przechodzi chemioterapię.
Wyciek danych to przestępstwo
Urząd przypomniał, że dane dotyczące dokumentacji medycznej podlegają szczególnej ochronie, jako tzw. dane wrażliwe. Przeglądanie cudzej dokumentacji medycznej bez uprawnień i zgody tej osoby może być również przestępstwem. Jeżeli Urząd znajdzie dowody, że dostęp do tej dokumentacji był bezprawny, może podjąć działania i przedstawić zarzuty.
Działania ICO bywały całkiem skuteczne. Na przykład w ubiegłym roku urząd ten postawił zarzuty sekretarce pracującej w publicznym szpitalu, która uzyskała dostęp do ponad 150 raportów medycznych. Została ukarana karą grzywny 648 funtów.
O ocenę zamieszania wokół choroby księżnej Kate poprosiliśmy Aleksandrę Kowalską, polską adwokatkę mieszkającą w Londynie i pracująca dla tamtejszego ośrodka East European Resource Centre. Jej zdaniem w tej sprawi istotne są dwa aspekty: ochrona danych wrażliwych oraz kwestia swobody pisania o osobach powszechnie znanych.
- W Wielkiej Brytanii ochrona dokumentacji medycznej podlega ochronie prawnej, a w przypadkach jej nieuprawnionego ujawnienia możemy mieć do czynienia z przestępstwem zagrożonym nieograniczoną karą grzywny. Zresztą w przypadku księżnej Kate doszło do tego już nie pierwszy raz, bo kilkanaście lat temu też miał miejsce wyciek informacji o jej stanie zdrowia – zauważa prawniczka.
Przywołana przez nią historia zdarzyła się w 2012 roku, gdy dwaj żartownisie pracujący dla australijskiego radia zadzwonili do szpitala, podszywając się pod królową Elżbietę II. Pielęgniarka Jacintha Saldanha, nieświadoma oszustwa połączyła ich z Kate. Gdy sprawa wyszła na jaw, Saldanha załamała się i popełniła samobójstwo.
Czytaj więcej
W ubiegły piątek świat obiegła informacja, że u księżnej Walii Kate, żony brytyjskiego następcy tronu księcia Williama, zdiagnozowano raka. Dla rod...
Naomi Campbell też się leczyła
A na ile media mogą swobodnie pisać o problemach zdrowotnych znanych postaci, nawet bez podstępnego wydobywania informacji? Ciekawa sprawą był przypadek modelki Naomi Campbell, która paparazzi sfotografowali, gdy wychodziła z ośrodka leczenia uzależnień. Zdjęcia opublikował dziennik „Daily Mirror”. W 2004 roku spór modelki z wydawcą trafił aż do brytyjskiego Sądu Najwyższego
- Dziennik argumentował wówczas, ze z uwagi na wizerunek jaki modelka przedstawiała w mediach, miał prawo opublikować zdjęcia, gdyż działał w interesie społecznym. W tym przypadku Sąd Najwyższy uznał jednak, że naruszone zostało prawo do prywatności – wspomina Aleksandra Kowalska. I dodaje, że według tego orzeczenia nawet osoby powszechnie znane mogą powołać się na ochronę prywatności.