Podczas odbywającego się w Białym Domu spotkania w ramach szczytu Kształtujemy Razem Przyszłość (oryg. Fostering the Future Together), Marta Nawrocka miała okazję wygłosić przemówienie w towarzystwie między innymi gospodyni spotkania, Melanii Trump, a także pierwszej damy Francji, Brigitte Macron. Przy wspólnym stole zasiadły też dr Fatima Maada Bio reprezentująca Sierra Leone, księżniczka Lalla Hasnaa z Maroka oraz Jej Wysokość Szejka Alyazia bint Saif Al Nahyan ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Po krótkim przedstawieniu się w języku angielskim i podziękowaniu za zaproszenie na spotkanie, pierwsza dama kontynuowała wystąpienie po polsku. Chwilę wcześniej jasno zasygnalizowała ten zamiar zgromadzonym. Czy taką praktykę powszechnie stosuje się podczas spotkań dyplomatycznych? Jak decyzja o używaniu języka ojczystego w trakcie oficjalnych wystąpień wpływa na odbiór danej przemowy? O komentarz poprosiliśmy Aleksandrę Szubę, tłumaczkę ustną i przysięgłą języka angielskiego.

Czytaj więcej

Celimar Rivera Cosme tłumaczy muzykę Bad Bunny’ego na język migowy. Niuanse mają znaczenie

Czy zastosowana przez pierwszą damę procedura krótkiego wstępu w języku obcym, a następnie kontynuowania wypowiedzi w języku angielskim, jest powszechna podczas spotkań dyplomatycznych czy wystąpień publicznych?

Jak najbardziej. Stanowisko reprezentantów Polskiego Stowarzyszenia Tłumaczy Konferencyjnych jest w tej kwestii jednoznaczne. Podczas spotkań zagranicznych czy wystąpień w Parlamencie Europejskim, wypowiedź w języku ojczystym zawsze pozwala mówcy powiedzieć dużo, dużo więcej. Więc jeżeli polityk nie jest biegły w języku obcym, czyli nie jest dwujęzyczny, to tłumacze zawsze zachęcają do tego, żeby korzystać z tłumaczeń. W takiej sytuacji, jeśli pani prezydentowa zechce się wyrazić w języku polskim, to zawsze będzie miała dużo więcej do powiedzenia, niż gdyby korzystała z języka angielskiego. Niewiele jest osób, które są w stanie sformułować tą samą treść w języku obcym i w języku polskim. Więc korzystanie z pomocy tłumaczy, zwłaszcza podczas spotkań wysokiego szczebla, jest jak najbardziej dobrze widziane.  Wiem, że obecnie Internet jest pełen specjalistów od języka angielskiego, tak jak jesteśmy specjalistami od piłki nożnej i wszystkich innych dziedzin. Natomiast w instytucjach europejskich obecna jest pewna strategia, zgodnie z którą mniejsze państwa – nawet te, w których poziom znajomości języka angielskiego jest dużo wyższy niż w Polsce, jak choćby Holandia – bardzo dbają o to, by ich politycy mówili w ich własnym języku. Jest to element budowania tożsamości. Jeśli przedstawiciele Holandii mówiliby po angielsku, istnieje ryzyko, że słuchacze puszczą to mimo uszu. Natomiast w momencie, gdy holenderski polityk mówi po niderlandzku, to każdy ze zgromadzonych posłów musi włożyć słuchawki, wykonać ten wysiłek, żeby dowiedzieć się, co ten człowiek chce powiedzieć. Więc to świadoma forma dbałości o tożsamość narodową i podkreślania, że nasz język jest ważny.

Czytaj więcej

Trenerka savoir-vivre'u o tym, jak prezydentowa Marta Nawrocka wypadła w Watykanie

Czy istnieje jednak alternatywne podejście, zgodnie z którym od polityków czy osób publicznych oczekuje się biegłej znajomości języka angielskiego?

Jest oczywiście takie podejście, dość popularne, zgodnie z którym oczekuje się, żeby polityk umiał mówić co najmniej w języku angielskim, a najlepiej w ogóle w trzech językach. Ale z zawodowego punktu widzenia uważam, że bardzo odpowiedzialne jest korzystanie w tym zakresie z usług profesjonalnych tłumaczy. My jesteśmy szkoleni do tego, żeby przekazywać bardzo złożone komunikaty, zachowując przy tym wierność oryginalnej wypowiedzi i rzetelnie przekazując zaprezentowane podczas przemowy treści.

Czytaj więcej

Nauka języka tylko z papierowym słownikiem. Dlaczego warto z niego korzystać w dobie AI?

Czy podczas spotkań na tak wysokim szczeblu, w gronie przedstawicieli światowych mediów czy polityków różnych krajów, obecność tłumacza biegle posługującego się językami osób przemawiających jest obowiązkowa?

To wynika z protokołu danego spotkania. Zwykle wymaga on, by mówca pojawił się tam w towarzystwie własnego tłumacza. Może być i tak, że dana instytucja organizuje pomoc tłumacza, z którym współpracuje przy tego typu spotkaniach, a który mieszka na miejscu. Ważne, by była to osoba, która jest przez daną instytucję zweryfikowana. Wynika to nie tylko z zasad dyplomatycznych, ale też wiąże się z kwestią bezpieczeństwa informacji. Przy spotkaniach wysokiej rangi ma to istotne znaczenie.

Gdybyśmy mieli odwrócić sytuację i założyć, że osoba przyjeżdżająca do danego kraju podejmuje wysiłek przygotowania fragmentu przemówienia w języku obcym, czy jest to zwykle pozytywnie odbierane przez gospodarzy spotkania?

Tak, jak najbardziej. Tylko pytanie, na kim chcemy zrobić wrażenie. Gdy przyjeżdża gwiazda muzyki pop i śpiewa jedną piosenkę po polsku, to odbiór jest fantastyczny. Pamiętam taką sytuację z pewnego koncertu i widzowie byli wprost zachwyceni. W moim zawodowym doświadczeniu miałam okazję tłumaczyć znanego psychoterapeutę, który wygłosił całe przemówienie po polsku. Dużo pracuje z Polakami, a sam jest Irlandczykiem, ale miał fonetycznie rozpisane całe przemówienie. Ja byłam tuż obok, aby go wspomóc w razie potrzeby. Takie działania oczywiście robią fantastyczne wrażenie. Tylko pytanie, czy mają odniesienie do omawianej sytuacji. Gdyby pani prezydentowa miała wypowiedzieć się po angielsku, nie wiem, czy zrobiłoby to wrażenie na jej krytykach, którzy i tak mają uwagi na temat jej publicznych wystąpień. Czy to miałoby zrobić wrażenie na Amerykanach? Pytanie, czy te relacje są transmitowane na miejscu. Być może mogłaby powiedzieć więcej, ale może też ktoś po prostu oszacował, że koszt przygotowania będzie za duży. Z punktu widzenia dyplomacji korzystanie z tłumacza jest po prostu właściwe.

Czy zatem otwarte zakomunikowanie słuchaczom, że w danym momencie mówca zmienia język na swój ojczysty, którym posługuje się swobodnie, jest przejawem świadomego, odważnego działania?

Ja tak to widzę. W wielu obszarach życia korzystamy z pomocy specjalistów: biorąc kredyt, kupując czy projektując mieszkanie. Tłumaczenie to jest naprawdę wysoce specjalistyczna dziedzina. Zwłaszcza na najwyższym szczeblu. My jako tłumacze mamy właśnie taką misję. Skoro tak wiele specjalistycznych zadań oddajemy w ręce profesjonalistów, tłumaczenie należy traktować w ten sam sposób: jako jeden z tych obszarów życia, w których wsparcie ze strony specjalisty jest niezbędne.

Informacje o rozmówczyni

Aleksandra Szuba

Tłumaczka ustna i przysięgła języka angielskiego. Pomaga ludziom i organizacjom skutecznie komunikować się ponad barierami językowymi. Wierzy, że dobre tłumaczenie to nie tylko przekład słów. Jej usługi obejmują tłumaczenia ustne – od konferencji, szkoleń, spotkań biznesowych po tłumaczenia sądowe i urzędowe – a także tłumaczenia przysięgłe dokumentów wszelkiego rodzaju. Jest tłumaczką przysięgłą wpisaną na Listę Tłumaczy Przysięgłych Ministerstwa Sprawiedliwości. W zawodzie tłumacza pracuje od 2014 roku.