Ambitna bohaterka serialu „Gilmore Girls”, od najmłodszych lat snująca plany rozpoczęcia studiów dziennikarskich na Harvardzie, zapytana o wymarzony prezent bez zawahania wymienia mało poręczną wersję słownika „Compact Oxford English Dictionary”. – Zawiera każde słowo powstałe w historii języka angielskiego, a do tego informacje o jego pochodzeniu i pierwotnym znaczeniu – argumentowała zaskoczonemu ojcu w trakcie wizyty w księgarni. Gdy sprzedawca podał cenę ważącego niemal 8 kilogramów dzieła zapakowanego w ozdobne pudło, serialowy tata nastoletniej Rory Gilmore dopytał, czy nie wolałaby na pamiątkę pierwszej od dawna wizyty otrzymać od niego… samochodu. Mimo początkowych trudności w sfinalizowaniu zakupu, ostatecznie udaje się wręczyć zdolnej uczennicy wymarzony prezent, który towarzyszy jej na dalszych etapach starań o upragnione studia.
Nakręcony przed 25 laty odcinek serialu trafnie ujmuje aspiracje osób pragnących poszerzać swoją wiedzę w zakresie znajomości słownictwa, etymologii poszczególnych wyrazów, poprawnych związków frazeologicznych czy powszechnie używanych kolokacji. Jak podaje magazyn „The New Yorker”, w połowie lat 80. cieszący się podobną renomą słownik, „Merriam-Webster’s Collegiate Dictionary”, znajdował się na liście bestsellerów „Times” przez 155 tygodni z rzędu, co można było porównać jedynie do popularności „Biblii”. Dostępność źródeł internetowych, słowników dołączanych do wersji drukowanych w formie płyt CD czy wreszcie sztucznej inteligencji sprawia, że każdą wątpliwość związaną ze znaczeniem, poprawnym zapisem, użyciem czy odmianą danego słowa można sprawdzić, nie odrywając dłoni od klawiatury. Ogromnych rozmiarów słowniki, które wymagają cierpliwego wyszukiwania haseł na odpowiedniej stronie, stają się tym samym reliktem przeszłości, wypełniając wprawdzie domowe biblioteki, coraz rzadziej jednak będąc źródłem językowej wiedzy dla swoich właścicieli. W jakich okolicznościach warto jednak po nie sięgnąć i czy ich wirtualne odpowiedniki mają porównywalną wartość merytoryczną? Zagadnienia te omawiamy z dr Karoliną Rudnicką, językoznawczynią z Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Gdańskiego oraz Sabiną Bursy, wykładowczynią na Uniwersytecie WSB Merito we Wrocławiu, tłumaczką przysięgłą, lektorką, lingwistką.
Słowniki papierowe przesunęły się w niszę specjalistyczną
Sięganie po dostępny w wydrukowanej wersji słownik przestaje być wprawdzie pierwszym wyborem dla osób mających wątpliwości co do znaczenia danego słowa, jednak warto mieć przy tym na uwadze nieobecną przed laty możliwość korzystania z niezliczonych alternatywnych źródeł wiedzy o języku. Przy gwałtownym wzroście liczby osób uczących się lub pragnących zrozumieć choćby pojedyncze zwroty w obcym języku, takie rozwiązanie ma swoje uzasadnienie. – Na pewno styl korzystania ze słowników zmienił się w ciągu kilku ostatnich dekad, a zmiany te gwałtownie przyspieszają. W efekcie to prawda, że widzimy wyraźny trend wychodzenia słowników papierowych z użycia. Tym niemniej warto zwrócić uwagę na pewną dodatkową kwestię. W ostatnich dekadach liczba osób uczących się i używających języków obcych wzrosła lawinowo. W związku z tym zasoby językowe się niejako „zdemokratyzowały”, przybierając formę ogólnodostępną zarówno dla użytkowników okazjonalnych chcących po prostu coś szybko sprawdzić w rozmowie, zrozumieć treść popularnego memu w innym języku lub post w mediach społecznościowych, a także dla tych zajmujących się językiem profesjonalnie, np. tłumaczy. Na „odchodzenie słowników papierowych do lamusa” można więc spojrzeć przez pryzmat wzrostu liczebności osób mających styczność z językiem i potrzebę korzystania z szybko i łatwo dostępnych źródeł pomocnych w nauce lub rozumieniu języka, w następstwie czego słowniki papierowe, ustępując miejsca w centrum, przesunęły się w niszę specjalistyczną – zauważa dr Karolina Rudnicka.
Taka też bywa tematyka słowników wypełniających domową bibliotekę niejednego tłumacza, lektora czy nauczyciela akademickiego. Zawierające specjalistyczną terminologię, zwykle poświęcone są konkretnej dziedzinie, jak choćby medycyna, technika czy prawo, a także odrębnym zagadnieniom, jak kolokacje, synonimy czy idiomy w danym języku. – Według badań naukowych, w tym cenionego przeze mnie prof. dr hab. Roberta Lwa z UAM, wprowadzenie formatów cyfrowych było zmianą paradygmatu w leksykografii, a najnowsze wyniki wskazują na to, że sztuczna inteligencja może spowodować porównywalną lub jeszcze większą zmianę. Jeśli chodzi o przyziemne powody wzrostu popularności narzędzi elektronicznych wśród np. studentów lingwistyki stosowanej lub anglistyki, źródła internetowe są zwyczajnie szybsze i wygodniejsze w użyciu. Telefon jest lekki, jeśli porównamy go do nawet skromnych rozmiarów słownika. Możemy wszystko to robić w jednej pozycji: nie trzeba wstawać i brać słownika z półki lub iść do biblioteki. Na telefonie oraz innych urządzeniach mobilnych mamy dostęp do wielu słowników naraz, zarówno jedno- i dwujęzycznych. Warto dodać, że studenci w przeważającej liczbie czują się bardzo kompetentni, jeśli chodzi o korzystanie z narzędzi internetowych. Jednocześnie skorzystanie z telefonu w celu użycia słownika internetowego lub sprawdzenia słówka w przeglądarce internetowej lub asystencie AI, może też dla części z nich stanowić okazję do odwiedzenia innych aplikacji lub mediów społecznościowych – wyjaśnia językoznawczyni.