Reklama

Polka w Malezji. „Tutaj epatuje się bogactwem, a cała elita gra w golfa”

W Malezji dzieci są akceptowane w przestrzeni publicznej. Są wszędzie, nikogo to nie dziwi i nikogo nie denerwuje. Moje dziecko i jego zachowania w sklepach nie zawsze były eleganckie, a mimo to nigdy nie spotkało się z negatywną reakcją – mówi dr Adriana Bartnik, która 3 lata mieszkała w Malezji.

Publikacja: 01.02.2026 14:47

dr Adriana Bartnik: Petronas Towers to symbol Kuala Lumpur. Są ogromne, a jednocześnie delikatne. Wy

dr Adriana Bartnik: Petronas Towers to symbol Kuala Lumpur. Są ogromne, a jednocześnie delikatne. Wyglądają jak sukienka baletnicy. A widok na Kuala Lumpur z Petronasów? Jest niesamowity. Uwielbiam je. Zarówno w dzień, jak i nocą są przepiękne. To współczesny cud architektoniczny.

Foto: Adobe Stock

Malezja jest z jednej strony ultranowoczesna, a z drugiej strony to kraj, w którym spore ograniczenia nakłada religia. Filmy są cenzurowane, a tabu jest tu ponoć rozmowa o biustonoszach. Jaka jest prawda o tym kraju?

Malezja jest państwem religijnym, ale jednocześnie nie zabrania wyznawania własnej religii, a nawet ułatwia praktykowanie innego wyznania. Ustawowo wolnym dniem od pracy jest nie tylko 31 sierpnia, czyli święto Narodowego Odzyskania Niepodległości, ale nie pracuje się również podczas świąt Bożego Narodzenia, Wielkiej Nocy (chrześcijan jest ok. 10 proc.), hinduskiego Dipawali, celebruje się chiński Nowy Rok. Różnorodność jest więc traktowana w tym kraju bardzo poważnie, a wraz z nią tolerancja wobec innych wyznań. Obowiązuje zakaz wzajemnego obrażania się. Za tym sposobem myślenia stoi najbardziej znany malezyjski polityk Mahathir bin Mohamad – Ojciec Modernizacji Malezji (premier w latach 1981–2003 oraz 2018–2020), który jest dość krytyczny wobec świata Zachodu. Wielokrotnie podkreślał on, że azjatyckie wartości są równie ważne i każdy ma prawo do swoich przekonań. Im więcej czytałam o Mahathirze i im bardziej poznawałam kraj, w którym się znalazłam, tym coraz łatwiej było mi go zrozumieć.

Żyją tutaj przedstawiciele głównie czterech wyznań: muzułmanie, chrześcijanie, hindusi i buddyści. Najczęściej spotkamy tutaj Malezyjczyków – Malajów, Malezyjczyków pochodzących z Indii, a także Malezyjczyków, których przodkowie wyemigrowali z Chin i choć językiem urzędowym jest bahasa, to absolutnie wszyscy mówią po angielsku. W banku i w większości instytucji bez problemu można się porozumieć i wszystko załatwić w tym języku. Okazuje się on też wspólnym mianownikiem w sytuacji, gdy Malezyjczyk z indyjskimi korzeniami, mówiący w hindi czy tamilsku będzie chciał ubić interes z Chińczykiem.

Czytaj więcej

Polka w Nowej Zelandii: Na antypodach jesteśmy szanowani za uczciwość i pracowitość

Jak ma się to, co głosił Mahathir, do wolności słowa i cenzury filmów?

Jest to konsekwentna polityka poszanowania różnych religii, w tym religii panującej, czyli islamu. Jeśli więc oglądamy film w telewizji lub w kinie, nie zobaczymy całujących się bohaterów. Taka klatka jest wycinana. Następuje kilkusekundowe opóźnienie. Terminy związane z seksualnością też są zakazane.

Z drugiej strony, kiedy wyjeżdżałam do Malezji, myślałam, że będę musiała chodzić bardzo przyzwoicie ubrana, a okazuje się, że ulice malezyjskie, w szczególności takich miast jak Kuala Lumpur, pełne są roznegliżowanych kobiet. Jest ich znacznie więcej niż u nas w Polsce.

Reklama
Reklama

Jak znalazłaś się w Malezji? Czym przywitał cię ten kraj?

Wyjechałam z mężem, który dostał tu kontrakt. W Malezji znalazłam się w 2022 r., tuż po pandemii, kiedy kraj powoli otwierał się na ruch turystyczny. Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy – po dwóch tygodniach kwarantanny – wyszłam na ulice Kuala Lumpur – zobaczyłam miasto oplakatowane informacjami: czym jest depresja, gdzie można zadzwonić, jak można uzyskać pomoc. Ktoś mógłby powiedzieć, że to na pewno kampania post-covidowa, kiedy to wiele osób borykało się z żałobą, chorobą, utratą pracy, odosobnieniem, ale ku mojemu zdziwieniu – wcale nie zastąpiły tych plakatów – reklamy koncernów czy domów mody – tylko w ich miejsce zawisły kolejne billboardy realizujące akcję społeczną przeciwko nierównemu traktowaniu ze względu na religię, rasę czy płeć. I tym mnie Malezja ujęła. Wiele regulacji w ramach prawa, a w szczególności prawa pracy, przypomina lub jest tożsame z prawami człowieka, które zazwyczaj kojarzą nam się ze zdobyczami zachodnich demokracji.

Poza tym myślę, że Malezja mentalnie jako państwo powinna być Polakom bardzo bliska, bo całkiem niedawno, raptem 68 lat temu odzyskała niepodległość. Na Półwyspie Malezyjskim miały swoje kolonie Portugalia, Niderlandy i Zjednoczone Królewstwo. Przy czym największy wpływ na współczesną kulturę tego kraju odegrały rządy Wielkiej Brytanii. Skutkuje to tym, że, w mojej ocenie, Malezyjczycy mówią najlepiej po angielsku ze wszystkich innych krajów Azji Południowo-Wschodniej (nie licząc Singapuru).

Zjeździłam calutką Malezję, byłam w każdym stanie, właściwie w każdym większym mieście, w wielu miejscowościach wypoczynkowych, a nie tylko tych skupiających się na obcokrajowcach, turystach czy ekspatach i mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że tutaj każdy mówi po angielsku. Czy to osoba na recepcji w szpitalu, czy obsługująca kasę, czy sprzątająca – wszyscy bez problemu komunikują się w tym języku. Zdarzało nam się, zwiedzając Malezję, jadać w małych rodzinnych knajpkach, przypominających często blaszaki, które mogliśmy spotkać w Polsce w głębokim PRL-u i nawet tam bez trudu można było porozumieć się po angielsku. To coś, czego często nie doświadczymy nawet w pięciogwiazdkowych kurortach w Tajlandii.

Czytałam, że Malajowie są faworyzowani w pracy, że mężczyźni są w dużo lepszej sytuacji, bo mogą na przykład mieć cztery żony. Jak to więc z tą różnorodnością jest?

W Malezji większość, czyli ok. 60 proc. społeczeństwa, stanowią muzułmanie. Rzeczywiście niektóre z przepisów nakłaniają do zatrudniania obywateli Malezji i w administracji publicznej stanowią większość. Są też limity przyjęć na studia, na przykład na kierunki medyczne na uczelnie publiczne.

Światem rządzą pieniądze, a w tym kraju pieniądze mają Malezyjczycy chińskiego pochodzenia. Trzeba pamiętać, że instytucje publiczne płacą znacznie mniej. Nie poznałam Chińczyków, którzy chcieliby pracować w administracji publicznej. Jeśli już, to są to tzw. prestiżowe stanowiska i branże. Generalnie wolą prowadzić swoje interesy, zajmują się deweloperką, stoją za prywatną opieką medyczną, mają swoje sklepy. Zarabiają o wiele więcej niż na państwowym etacie.

Czytaj więcej

Polka w Kolumbii: Tutaj zachowanie z polskiej kawiarni jest kompletnie niemożliwe
Reklama
Reklama

W zasadzie niewielki procent większych biznesów należy do Malezyjczyków-Malajów. Jeśli już to są to przedsiębiorstwa na styku publiczno-prywatnym. Poza tym w Malezji trudniej o przedsiębiorstwa rodzime, mamy tu raczej do czynienia z ekspansją koncernów ogólnoświatowych. Czy to w zakresie branży spożywczej, czy odzieżowej, meblowej, kosmetycznej, gospodarstw domowych – widać tu produkty, które spotykamy w Polsce, Europie, USA lub Chinach. Tu także swoje siedziby mają chyba wszystkie największe korporacje międzynarodowe zarówno z sektora IT, medycznego, farmaceutycznego, spożywczego i wszystkie inne. Nie sądzę, żeby międzynarodowe koncerny, a to one są tu głównymi dużymi graczami, jak i pracodawcami, prowadziły inną politykę kadrową. Zazwyczaj normy korporacyjne są tożsame dla całego świata. Generalnie ta nadreprezentacja znanych mi zagranicznych marek i znikoma liczba produktów lokalnych (spożywczych, kosmetycznych i odzieżowych) była też czymś, co mnie zszokowało. Zarówno w Kuala Lumpur, jak i w małych nieturystycznych miastach oferta sklepów opierała się na produktach spoza Malezji. Widać tu skutki globalizacji. Oczywiście ze względu na położenie nie dziwiły mnie marki chińskie, ale amerykańskie czy europejskie początkowo tak. To znaczy nie to, że są, ale że jest ich więcej, że jest ich tak dużo.

Nam Polakom zarzuca się, że żyjemy po to, aby pracować. Jakie podejście do pracy panuje w Malezji? I w jakim tempie się tutaj żyje?

Duszą Malezyjczyków jest celebrowanie. Musimy też pamiętać, że tempo życia determinowane jest przez zawody, które wykonujemy i role społeczne, które odgrywamy. I o ile w Korei Południowej czy Singapurze – mieszkańcy definiują się przez zawód, o tyle Malezyjczycy bardzo poważnie traktują swoje role i relacje rodzinne. Zarówno jako synowie, jak i córki. Relacja z rodzicami jest tutaj dość silna.

Przyjechałam do Malezji, kiedy mój syn miał 10 miesięcy, bardzo długo więc szukaliśmy mieszkania do wynajęcia, w którym moglibyśmy zamieszkać. Znalezienie odpowiedniego lokum było bardzo trudne, także dlatego, że kiedy chcieliśmy umówić się z agentem nieruchomości w sobotę lub w niedzielę słyszeliśmy, że nie jest to możliwe, bo albo jedzie na weekend do mamy do Malakki, albo kuzynka ma imieniny, albo sąsiedzi świętują rocznicę ślubu. Zdarzyło się tak raz, drugi, trzeci. Najpierw myślałam, że może to jakaś moda wśród pośredników nieruchomości, ale gdy rozmawialiśmy na przykład z taksówkarzami, czy przedstawicielami innych zawodów, tylko się utwierdziliśmy w przeświadczeniu, że w Malezji ogromną wagę przykłada się do relacji rodzinnych. Poważnie traktuje się babcie, ale także wujków czy kuzynów.

W Malezji rodziny są wielopokoleniowe, wielodzietne, a rodziny ogromne. Niezależnie od religii. Przyjęcie urodzinowe zamienia się w zjazd rodzinny. Mój syn chodził do przedszkola, w którym większość stanowili Chińczycy i Malajowie, a urodziny czterolatków także miały taki charakter – szczególnie te organizowane przez Malajów, które były naprawdę huczne. Uczestniczyliśmy na przykład w czwartych urodzinach kolegi mojego syna, na które przyjechało 200 osób. Miałam wrażenie, że biorę udział w weselu, a to były „tylko” urodziny czterolatka. Na podwórku przed domem stanęły namioty, serwowano w nich dania malezyjskie, dzieci zabawiał klaun. Dzieci i rodzice z przedszkola wtapiali się w tłum, bo z kim bym nie rozmawiała, wszyscy po kolei byli z rodziny jubilata. Jeden wujek przyjechał z Penang, drugi z Georgetown, była też kuzynka z drugiego końca kraju.

Wśród moich współpracowników Malezyjczyków także rodzina była na pierwszym miejscu. Wujek jest chory? Trzeba wziąć kilka dni wolnego, „bo to prawie senior rodu – młodszy brat mojego ojca, tylko on został z rodziny, muszę więc jechać do szpitala i się z nim pożegnać”.

Dzieci też wychowuje się wspólnie?

Też. W Malezji jest bardzo gorąco. Znaleźć przedszkole, które ma własny plac zabaw dla dzieci jest bardzo trudno, bo tam nie wychowuje się pociech na świeżym powietrzu. W ponad 30 st. C dość trudno funkcjonować, więc mieszkańcy szukają ochłody w centrach handlowych albo w domach, w których oczywiście działa klimatyzacja. A jeśli już wychodzą z dziećmi na zewnątrz, to piknikują. Nie, nie mam na myśli biwakowania z koszykiem i biesiadowania na trawce. Malezyjska mama nie pójdzie do ogródka jordanowskiego tylko z dziećmi i przyjaciółką, ale zaprosi do wspólnego wyjścia siostrę, brata z jego dziećmi, a także jego żonę. A ona zapewne będzie chciała, żeby dołączyli do niej rodzice. I tak „zwykłe” wyjście na plac zabaw zamienia się w kolejny zjazd rodzinny.

Reklama
Reklama

Czy coś jeszcze zdziwiło cię na placach zabaw?

Kobiety na placach zabaw zajmujące się dziećmi to zazwyczaj Europejki albo nianie. Ku mojemu zaskoczeniu bardzo często spotykałam z dziećmi mężczyzn, którzy traktowali swoje ojcostwo poważnie. Takie odniosłam wrażenie, bo tych mężczyzn-ojców była nadreprezentacja. W porównaniu z placami zabaw w Polsce – w Malezji częściej widywałam na nich mężczyzn.

Społeczeństwo malezyjskie w nowoczesny sposób podchodzi do ról w małżeństwie?

W Polsce przecież też cały czas panuje tradycyjny podział ról. Niezależnie od szerokości geograficznej, prawa czy religii kobiety podkreślają, że więcej obowiązków domowych spoczywa na ich barkach. To one gotują, wstawiają pranie, prasują. Ale kiedy rozmawiałam z Malezyjkami, to często porównywały się raczej do swoich matek wskazując, że mają łatwiej, bo współcześni mężczyźni wspomagają ich w opiece nad dziećmi bardziej niż ich ojcowie.

Trzeba też pamiętać, że w Malezji funkcjonują domy wielopokoleniowe, więc pracujące kobiety mają pomoc w swoich teściowych czy mamach, które ugotują, wypiorą, posprzątają. Poza tym tutaj celebruje się wyjścia do restauracji, bo popularne jest jedzenie w knajpkach. I wcale stołowanie się na mieście nie kojarzy się Malezyjczykom z czymś bardzo drogim. Oczywiście są bardzo drogie restauracje, ale są też tańsze, w których za posiłek można zapłacić czasem mniej niż za jego przygotowanie w domu.

Czytaj więcej

Finka w Polsce: Fin zrobi wszystko, żeby tylko sąsiad nie miał lepiej niż on sam

W restauracjach toczy się też część spotkań biznesowych. Słyszałam, że w Malezji nawet kwestia wręczenia wizytówki ma znaczenie.

Wizytówkę podaje się dwiema rękami. To ważne. Nie jest to obyczaj malezyjski, a chiński. W Kraju Środka nie wydaje się ani pieniędzy, ani nie podaje się wizytówki, ani nie wręcza się prezentu jedną ręką. Podaje się dwiema. Warto o tym pamiętać, bo nawet pieniądze w sklepie wydają w ten sposób. Możesz podać albo odebrać banknot jedną ręką i nikt się na ciebie nie obrazi z tego powodu, ale to mniej więcej taki sam błąd jak powiedzenie „poszłem” zamiast „poszedłem”.

Reklama
Reklama

W malezyjskim odpowiedniku naszego kodeksu pracy jest przepis o przerwie obiadowej, która wlicza się do czasu pracy. My jemy szybko, jemy w biegu, a dla Malezyjczyków to jest czas bycia razem i oni do tej przerwy lunchowej podchodzą bardzo poważnie. To jest przestrzeń do wymiany informacji, poplotkowania, do dowiedzenia się czegoś o sobie. Gdybym mogła, to właśnie ten element chciałabym przenieść do Polski, żebyśmy też szanowali swoje przerwy i żebyśmy jedli zdrowiej.

Jakie różnice kulturowe dały ci się we znaki?

Malezyjczycy są dość powolni. Na wszystko trzeba poczekać. Odczekać. Idziesz załatwić jakąś sprawę, trzeba pogadać. Każdy cię przesłucha: „Skąd jesteś?”, „Czy masz dzieci?”, „Co robisz?”. My jesteśmy w biegu. Ja też przywykłam w Polsce biec z jednych zajęć na drugie, do kancelarii, sądu, na konferencję i na początku kipiałam, że nikt nie szanuje mojego czasu. Dopiero po latach zrozumiałam, że dzięki temu przestajemy być dla kogoś kolejnym anonimowym klientem, tylko stajemy się mamą Mikołaja lub miłośniczką malowania batikowego. Coraz częściej zaczęłam też myśleć: „Gdzie mi się spieszy? Przecież nie pracuję na akord”. A tworzenie małych wspólnot, poprawne relacje z ludźmi zaczynają się od drobnych uprzejmości, a nie załatwiania spraw.

Mieszkając w Malezji, zaczęłam doceniać tę powolność, ale również szacunek dla rodziny, umiejętność celebrowania uroczystości rodzinnych, bliskości i przyjaźni. Zaczynam to szanować, ale i trochę im tego zazdroszczę. To jest coś, czego nie wiem, czy się nauczyłam, ale na pewno bardzo bym chciała.

Urzekło mnie w tym kraju, że Malezyjczycy lubią siebie i swój kraj, znają swoje wady, wiedzą, w czym są dobrzy, w czym są fatalni, potrafią się z nich trochę śmiać, ale akceptują siebie takimi, jakimi są. Gdy Malezyjczyk spotka drugiego Malezyjczyka za granicą, to się cieszy – nie tak jak Polacy, którzy udają, że nie są Polakami. Gdy tylko usłyszą język bahasa w metrze czy w sklepie, to zaraz do siebie biegną, żeby tylko się poznać i przywitać. Nie doświadczyłam tego wcześniej, poznając inne narody w Azji i bardzo im tego zazdroszczę. Oni siebie jako społeczeństwo bardzo lubią – even if są jakieś niesnaski między nimi, a oczywiście, że są.

Mają w sobie dumę z tego, kim są, ale równocześnie nie są agresywni. Nie widziałam ani razu mężczyzny krzyczącego na kobietę, a jeśli już, to byli to Europejczycy. Nigdy też nie byłam świadkiem sytuacji, żeby rodzic krzyczał na dziecko albo je bił. Niestety widziałam to wielokrotnie w Polsce.

Reklama
Reklama

W Malezji, czy to w kolejce do lekarza, czy na placu zabaw otoczona byłam matkami z dziećmi i wiem, że mamy nie krzyczą na dzieci, ojcowie nie krzyczą na matki, ojcowie nie krzyczą na dzieci. To jest naprawdę zupełnie inne podejście.

W kulturach azjatyckich ukrywa się emocje.

Chodzi mi o to, że dzieci są akceptowane w przestrzeni publicznej. Są wszędzie, nikogo to nie dziwi i nikogo nie denerwuje. Moje dziecko i jego zachowania w sklepach nie zawsze były eleganckie, wzięło coś z półki, przewróciło, odkładało w inne miejsce, a mimo to nigdy nie spotkało się z negatywną reakcją. Po pobycie w Malezji wychodzenie z dzieckiem i lęk: „Co ludzie powiedzą, kiedy moje dziecko się źle zachowa” jest mi obce.

Dla Malezyjczyków rodzina jest najważniejsza. Żyją po to, żeby wspólnie z nią celebrować większe lub mniejsze uroczystości. Zresztą nie tylko rodzinne, bo święta państwowe są dla nich ważne, tak jak i podróże. Lubią podróżować.

Czytaj więcej

Tajka w Polsce: Tutaj przymus osiągnięcia sukcesu odbiera mi radość życia

Przyjęło się sądzić, że życie w Malezji jest tanie. Czy to prawda?

To stereotyp. Prawda jest taka, że Malezja nie jest tania! Za kilogram ziemniaków płaciłam równowartość 16 zł. A to, co zwykle jemy na co dzień, czyli kapusta, brukselka, pomidory, warzywa i owoce, są o wiele droższe niż u nas. Tani jest ryż, ogórki, kurczak i przyprawy. Jadąc do Azji nastawiałam się, że może nie będzie super jakości, ale będzie tanio. Nie, nie jest tanio. W Kuala Lumpur ceny nie są dla zwykłego Malezyjczyka, tylko dla ekspatów.

Reklama
Reklama

To, co jest tanie, to podróże i benzyna, bo Malezja ma własną ropę. Litr benzyny kosztuje 2 zł. Malezyjczycy więc na potęgę jeżdżą samochodami. Korek, w jakim zdarza nam się stać, wracając z Sopotu do Warszawy po majówce, to nic w porównaniu z tym, którego doświadczyłam wracając z Tioman (z jednej z najpiękniejszych wysp). Przeciętnie droga autobusem z Kuala Lumpur na wyspę trwa 6 godzin. Mnie droga powrotna po długim weekendzie zajęła ok. 15 godzin.

Zastanawiam się, jaki stosunek do pieniędzy mają Malezyjczycy?

W Malezji, jak w Azji, epatujesz bogactwem. Jeśli jesteś bogaty, to tego nie ukrywasz. Tutaj musisz być ometkowany, „omarkowany”. Koszulki z logo drogich marek kojarzyły mi się z bazarem i podróbką – po pobycie w Malezji dowiedziałam się, że na rynek azjatycki domy mody produkują takie właśnie ubrania.

Tutaj, jeśli chcesz załatwić sprawę w banku czy urzędzie, to lepiej jest wyglądać bogato. Jeśli jesteś biedny, to rodzina ma obowiązek ci pomóc. Jeśli jesteś biedny, to inni też mogą ci pomóc, ale nie masz prawa niczego żądać. Cała elita gra w golfa. Wszyscy. Musisz bywać, musisz się pokazywać. Jeśli jesteś biedny, to znaczy, że jesteś nieudolny.

Co Malezyjczycy wiedzą o Polsce? Jak reagowali, gdy mówiłaś, że jesteś Polką?

Polska nie jest tutaj krajem powszechnie znanym. Jeśli już ktoś kojarzy nasz kraj, to z medycyną. Był okres, gdy Malezyjczycy wyjeżdżali na studia do Europy, także do Polski. Poznałam kilku absolwentów naszych uczelni, najczęściej lekarzy. Część z nich nadal praktykuje, inni – jak na przykład zabiegane mamy – planują powrót do zawodu. Myślę, że polska medycyna rzeczywiście może stać się naszym towarem eksportowym do Azji. Patrząc na jakość usług medycznych, nabrałam ogromnego szacunku do polskich lekarzy. A gdy porównywałam polskich pediatrów, do których z synem chodziłam w Polsce w ramach NFZ, z pediatrami, u których byliśmy w Malezji w renomowanych klinikach czy szpitalach, to każda wizyta, szczepienie i badanie wywoływały ogromną tęsknotę za Polską. Podobnie jak jakość chodników…

Tutaj sportem narodowym jest badminton, a interesy załatwia się przy golfie, ale choć piłka nożna nie jest tak popularna – kojarzony jest oczywiście Robert Lewandowski, trochę Iga Świątek. Chrześcijanie wspominają Jana Pawła II.

Czy jesteśmy w czymś podobni?

Malezyjczycy są w tym podobni do Polaków, że uwierzyli w którymś momencie, że jeśli zainwestują w wykształcenie dziecka, to zapewnią mu w ten sposób lepszy start. I potem kończyło się na tym, że jedno mieszkanie pokazywało mi trzech agentów. Byli absolwentami architektury, geodezji czy prawa i nie mogli znaleźć pracy w wyuczonej profesji. Niestety wykształcenie nie przekłada się na łatwość w znalezieniu pracy w zawodzie. Dlatego pośród sprzedawców w wielkich centrach handlowych, w sieciówkach, wśród agentów nieruchomości i kelnerów spotykałam zawsze osoby po studiach. Warto też zauważyć, że w Malezji jest bardzo dużo uczelni wyższych – publicznych i prywatnych. Nie wiem nawet, czy nie jest ich więcej niż w Polsce.

Czy jest coś, za czym tęsknisz po powrocie do Polski?

Tęsknię do ludzi, których poznałam. Polubiłam też fakt, że nikt nie traktuje tam matki przewrażliwionej na punkcie dziecka jako dziwadła. Jest na to powszechna akceptacja. Nigdy nie słyszałam komentarzy będących odpowiednikiem polskiego utyskiwania na „madki”. Podoba mi się malezyjska rodzinność.

Bardzo lubię Polskę i nawet nasze polskie wady narodowe, więc wyszukiwałam polskich akcentów. W Malezji jest też trochę Polaków. Są Polki – dziewczyny, które zrobiły oszałamiające kariery w korporacjach międzynarodowych i szefują tym korporacjom na rynku Azji Południowo-Wschodniej. Zaprzyjaźniłam się też z polską naukowczynią-artystką Karoliną Wojnowską-Paterek, której prace są tutaj bardzo doceniane. Jej obrazy to głębia doznań. Generalnie polscy naukowcy są szanowani w Malezji, współpracowałam m.in. z prof. Markiem Kozłowskim, wybitnym urbanistą, wykładowcą na światowej klasy uniwersytetach.

Czytaj więcej

Polka w Dolinie Krzemowej. „Idąc ulicą, od razu można rozpoznać osobę z Polski"

Bardzo brakuje mi Petronas Towers. Petronasy to dwie wieże, symbol Kuala Lumpur. Są ogromne, a jednocześnie delikatne. Wyglądają jak sukienka baletnicy. A widok na Kuala Lumpur z Petronasów? Jest niesamowity. Uwielbiam je. Zarówno w dzień, jak i nocą są przepiękne. To współczesny cud architektoniczny. A wiesz, co jest ciekawe? Zawsze byłam fanką Pałacu Kultury. Lubiłam to, że widziałam go niemal z każdego miejsca w mieście. Był dla mnie punktem orientacyjnym. Dzięki niemu nie dało się zgubić. A po Malezji? Patrzę i myślę: „Jaki on jest malutki. Naprawdę maleństwo”.

Brakuje mi też tak soczystej wielobarwnej zieleni, namiastek dżungli w samym środku miasta. Tęsknię za pięknymi plażami, czystą wodą i morskimi rybami. Zauroczyły mnie wyspy Perhentian – to tam widziałam najczystszą wodę, najbielszy drobniutki piasek i jadłam najpyszniejszego grillowanego kalmara. Śliczne jest też miasto Taiping, w którym znajduje się też ośrodek przyjaźni polsko-malezyjskiej. Przepiękna jest także wyspa Tioman – a szczególnie Juarra Beach. Chętnie pojechałabym jeszcze raz na Borneo, do Kuching (dla mojego pokolenia i rodzin z dziećmi polecam koniecznie Muzeum Kotów) i Kota Kinabalu czy do Sandakan w poszukiwaniu mitycznego pirata.

Wywiad
„Proszę poczekać, zawołam męża”. Polska debata o atomie w cieniu stereotypów
PODCAST „POWIEDZ TO KOBIECIE”
Czy można przesunąć granicę młodości u kobiet? „Natury nie da się oszukać”
Wywiad
Dobrosława Gogłoza: Stajemy się społeczeństwem bardziej świadomym, a przez to nieszczęśliwym
Wywiad
Prof. Anna Matysiak: Niższa liczba urodzeń to rzeczywistość, na którą musimy się przygotować
Wywiad
Nauczycielka Roku Agnieszka Kopacz: Szczerość wobec uczniów procentuje
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama