Czy pamięć o Czarnobylu i Fukushimie wciąż wpływa na społeczne postrzeganie atomu, czy można powiedzieć, że strach przed nim zniknął?
Dr hab. Aleksandra Wagner, prof. UJ: Na pewno istnieje społeczna pamięć tych wydarzeń. Ja sama byłam wtedy dzieckiem, pamiętam nerwowość rodziców i brak rzetelnych informacji. Myślę jednak, że w doświadczeniu mojego pokolenia utrwaliło się przekonanie, że tamta epoka już się skończyła. Awarii w Czarnobylu towarzyszy przeświadczenie, że była ona skutkiem ludzkich błędów i zaniedbań, a nie zawodności samej technologii. Dziś mamy nowe i bezpieczniejsze technologie. Od lat 80. zmieniała się również argumentacja popierająca budowę elektrowni jądrowych: dawniej koncentrowała się głównie na dostępności energii i postępie cywilizacyjnym, a w ostatnich latach coraz częściej skupia się na dekarbonizacji i bezpieczeństwie, w tym także rozumianym jako niezależność energetyczna i stabilność dostaw.
Jakie kwestie związane z energetyką jądrową są pani zdaniem istotne społecznie, a jednocześnie rzadko pojawiają się w polskiej debacie publicznej?
Debata dotycząca energetyki jądrowej ma często techniczno–ekonomiczny charakter. Skupia się na samej inwestycji, jej kosztach i bezpieczeństwie. Pojawia się także temat napięć w społecznościach lokalnych; i są to oczywiście ważne perspektywy. Brakuje jednak głosu, który podkreślałby, że energetykę jądrową należy postrzegać jako znacznie szerszy system. To nie tylko elektrownia, lecz także cały łańcuch dostaw obejmujący wydobycie uranu i jego wzbogacanie. Produkcja paliwa jądrowego koncentruje się w rękach nielicznych podmiotów, ściśle powiązanych z państwami, w których funkcjonują, co ma istotne znaczenie geopolityczne. Równie ważna jest kwestia zagospodarowania odpadów promieniotwórczych. W Polsce wciąż brakuje publicznej dyskusji na temat tego, gdzie mogłoby powstać składowisko, podczas gdy w innych krajach, na przykład w Szwecji, takie debaty trwały niemal 20 lat. Dlatego tak istotne jest spojrzenie na energetykę jądrową jako całościowy system niezbędny do funkcjonowania elektrowni, a nie wyłącznie pojedynczą inwestycję.
Z czego wynika ten brak holistycznego spojrzenia na energetykę jądrową?
Obecnie poparcie społeczne dla budowy elektrowni jądrowych jest bardzo wysokie. Badanie z 2024 r. na zlecenie Ministerstwa Przemysłu wskazało, że przekracza ono 90 proc. Myślę, że decydenci obawiają się, że wprowadzanie w tym momencie nowych wątków mogłoby wywołać podziały i niepokój społeczny, dlatego wolą tego nie robić.
Czytaj więcej
Jak można mówić, że pieniądze, które się w to inwestuje, to pieniądze stracone? One się zwrócą na...
Co pani zdaniem sprawia, że poparcie jest tak wysokie?
Polacy w przeszłości bywali entuzjastyczni wobec nowych technologii energetycznych, poparcie dla gazu łupkowego czy geotermii było często wyższe niż w innych krajach Europy. W przypadku gazu łupkowego w Polsce debata koncentrowała się na pytaniu „czy mamy gaz?”, podczas gdy w Niemczech duża część dyskusji dotyczyła technologii szczelinowania i zagrożeń z nią związanych, co sprawiało, że tam debata była bardziej spolaryzowana i trudniejsza.