Reklama

„Proszę poczekać, zawołam męża”. Polska debata o atomie w cieniu stereotypów

W grudniu 2025 KE zatwierdziła pomoc publiczną dla pierwszej polskiej elektrowni jądrowej. Realizacja inwestycji staje się coraz bliższa, ale czy społeczeństwo jest na nią gotowe? O lękach i nadziejach Polaków związanych z tym tematem mówi dr hab. Aleksandra Wagner, prof. UJ.

Publikacja: 26.01.2026 09:59

Dr hab. Aleksandra Wagner, prof. UJ: Mężczyźni częściej optymistycznie oceniają swoją wiedzę i kompe

Dr hab. Aleksandra Wagner, prof. UJ: Mężczyźni częściej optymistycznie oceniają swoją wiedzę i kompetencje energetyczne, podczas gdy kobiety niżej oceniają swoje kompetencje.

Foto: Jacek Taran

Czy pamięć o Czarnobylu i Fukushimie wciąż wpływa na społeczne postrzeganie atomu, czy można powiedzieć, że strach przed nim zniknął?

Dr hab. Aleksandra Wagner, prof. UJ: Na pewno istnieje społeczna pamięć tych wydarzeń. Ja sama byłam wtedy dzieckiem, pamiętam nerwowość rodziców i brak rzetelnych informacji. Myślę jednak, że w doświadczeniu mojego pokolenia utrwaliło się przekonanie, że tamta epoka już się skończyła. Awarii w Czarnobylu towarzyszy przeświadczenie, że była ona skutkiem ludzkich błędów i zaniedbań, a nie zawodności samej technologii. Dziś mamy nowe i bezpieczniejsze technologie. Od lat 80. zmieniała się również argumentacja popierająca budowę elektrowni jądrowych: dawniej koncentrowała się głównie na dostępności energii i postępie cywilizacyjnym, a w ostatnich latach coraz częściej skupia się na dekarbonizacji i bezpieczeństwie, w tym także rozumianym jako niezależność energetyczna i stabilność dostaw.

Reklama
Reklama

Jakie kwestie związane z energetyką jądrową są pani zdaniem istotne społecznie, a jednocześnie rzadko pojawiają się w polskiej debacie publicznej?

Debata dotycząca energetyki jądrowej ma często techniczno–ekonomiczny charakter. Skupia się na samej inwestycji, jej kosztach i bezpieczeństwie. Pojawia się także temat napięć w społecznościach lokalnych; i są to oczywiście ważne perspektywy. Brakuje jednak głosu, który podkreślałby, że energetykę jądrową należy postrzegać jako znacznie szerszy system. To nie tylko elektrownia, lecz także cały łańcuch dostaw obejmujący wydobycie uranu i jego wzbogacanie. Produkcja paliwa jądrowego koncentruje się w rękach nielicznych podmiotów, ściśle powiązanych z państwami, w których funkcjonują, co ma istotne znaczenie geopolityczne. Równie ważna jest kwestia zagospodarowania odpadów promieniotwórczych. W Polsce wciąż brakuje publicznej dyskusji na temat tego, gdzie mogłoby powstać składowisko, podczas gdy w innych krajach, na przykład w Szwecji, takie debaty trwały niemal 20 lat. Dlatego tak istotne jest spojrzenie na energetykę jądrową jako całościowy system niezbędny do funkcjonowania elektrowni, a nie wyłącznie pojedynczą inwestycję.

Z czego wynika ten brak holistycznego spojrzenia na energetykę jądrową?

Obecnie poparcie społeczne dla budowy elektrowni jądrowych jest bardzo wysokie. Badanie z 2024 r. na zlecenie Ministerstwa Przemysłu wskazało, że przekracza ono 90 proc. Myślę, że decydenci obawiają się, że wprowadzanie w tym momencie nowych wątków mogłoby wywołać podziały i niepokój społeczny, dlatego wolą tego nie robić.

Czytaj więcej

Prof. Elżbieta Marciszewska: Inwestowanie w sektor kosmiczny to bardzo efektywne wydawanie pieniędzy

Co pani zdaniem sprawia, że poparcie jest tak wysokie?

Polacy w przeszłości bywali entuzjastyczni wobec nowych technologii energetycznych, poparcie dla gazu łupkowego czy geotermii było często wyższe niż w innych krajach Europy. W przypadku gazu łupkowego w Polsce debata koncentrowała się na pytaniu „czy mamy gaz?”, podczas gdy w Niemczech duża część dyskusji dotyczyła technologii szczelinowania i zagrożeń z nią związanych, co sprawiało, że tam debata była bardziej spolaryzowana i trudniejsza.

Reklama
Reklama

Dlatego nie dziwi mnie obecne wysokie poparcie. W polskiej debacie przez wiele lat podkreślano konieczność niezależności energetycznej od Rosji, która często traktuje energię jak broń. Dodatkowo wycofujemy się z węgla, a odnawialne źródła energii postrzegane są jako niestabilne i wymagające dużych powierzchni. Dlatego Polacy często uważają, że energia jądrowa nie ma realnej alternatywy.

Według wspomnianego badania w 2020 r. to poparcie wynosiło 62,5 proc. Co spowodowało tak duży wzrost w ostatnich latach?

Komunikacja na temat energetyki jądrowej w ciągu kilku ostatnich lat była prowadzona dość konsekwentnie i w optymistycznym tonie. Istniała polityczna zgoda na budowę elektrowni, a dyskusja dotyczyła raczej tego, czy rząd poradzi sobie z realizacją inwestycji, niż czy powinien ją w ogóle prowadzić. Postrzeganie ryzyka także się zmieniło, już nie koncentruje się na możliwej awarii, lecz na aspektach gospodarczych, na przykład finansowaniu projektu.

Równocześnie badanie CBOS z 2024 r. wskazuje poparcie na poziomie 64 proc. Jak interpretować te rozbieżności?

W badaniach społecznych odpowiedzi ludzi mogą zależeć od czynników takich jak kolejność pytań, sposób ich sformułowania czy informacji, kto jest zleceniodawcą badania. Wciąż ponad 60 proc. to dość wysoki poziom poparcia.

Poparcie dla atomu wśród mieszkańców małych miast wynosi zaledwie 10,9 proc., jak wskazuje badanie przeprowadzone na zlecenie Ministerstwa Przemysłu. Z czego to wynika?

Moim zdaniem może to wynikać z fali protestów przeciwko polityce transformacyjnej UE wyrażonej w Green Deal, przy jednoczesnym postrzeganiu tematu zmian klimatycznych jako odległego. Polacy często uważają te problemy za istotne, ale nie do końca dotyczące ich samych. Ludzie zwykle bardziej skupiają się na problemach tu i teraz niż na kwestiach dotyczących państwa czy przyszłości, które są mniej namacalne. Taki związek wynikałby jednak z raczej ogólnego sceptycyzmu wobec transformacji. Może to również wynikać z większej otwartości na zmiany, jaką obserwujemy wśród mieszkańców dużych miast. Istotnym czynnikiem może być także poziom zaufania do instytucji państwowych i większa rezerwa wobec wielkich graczy rynkowych.

Badania od lat pokazują, że poziom akceptacji energetyki jądrowej wśród kobiet jest niższy niż wśród mężczyzn. Jak pani to interpretuje?

To prawda. Co ciekawe, w innych badaniach obserwujemy też, że kobiety rzadziej interesują się tematyką energetyczną, nawet jeśli to one płacą rachunki za prąd. Mężczyźni częściej optymistycznie oceniają swoją wiedzę i kompetencje energetyczne, podczas gdy kobiety niżej oceniają swoje kompetencje. W trakcie naszych badań prowadziliśmy wywiady w małej miejscowości. Często kiedy to kobiety otwierały drzwi, mówiły: „proszę poczekać, zawołam męża”, co pokazuje, że kwestie energetyczno–techniczne wciąż postrzegane są jako domena mężczyzn.

Z czego bierze się ten większy sceptycyzm kobiet?

Są teorie, które wskazują, że kobiety są bardziej ostrożne i mają niższy poziom akceptacji ryzyka. W takim razie dystans wobec technologii wynikałby z postrzeganego poziomu jej bezpieczeństwa. Sceptycyzm może także wynikać z mniejszego zainteresowania kwestiami technicznymi, w praktyce kobiety rzadziej są zachęcane do poznawania technologii. Sama ostrożność i myślenie w dłuższej perspektywie nie są jednak wadą. Ważne, by prowadziły do świadomego i poinformowanego przyjęcia stanowiska. Co ciekawe, kobiety wyraźniej deklarują poparcie dla celów klimatycznych.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Polka w Dolinie Krzemowej. „Idąc ulicą, od razu można rozpoznać osobę z Polski"

Czy sceptycyzm kobiet dotyczy samej technologii, czy raczej sposobu jej komunikacji, który w mniejszym stopniu uwzględnia tematy ważne dla nich, np. kwestie klimatyczne?

Jak wspomniałam, dyskurs na ten temat jest głównie techniczny i ekonomiczny. Większość ekspertów, którzy się wypowiadają w tej kwestii, to mężczyźni, dlatego postrzegamy ten świat jako „męski”.

Kończymy projekt Genesis, w którym badana jest obecność kobiet w sektorach energetycznych i sposoby jej zwiększania. Skuteczna transformacja energetyczna wymaga wykorzystania potencjału całej populacji, a nie tylko połowy. Nawet gdy kobiety pracują w sektorze energetycznym, często zajmują gorzej płatne stanowiska, mają też mniejszą możliwość podejmowania decyzji. W ramach tego projektu sprawdzaliśmy też, czy treści dotyczące energii w szkolnych podręcznikach są inkluzyjne i zachęcają dziewczyny do myślenia o dalszej edukacji i karierze w sektorze energetycznym. Wyniki temu przeczą. Energia przedstawiana jest bardzo technicznie, a historia techniki i wynalazków w wielu podręcznikach była ilustrowana niemal wyłącznie męskimi postaciami.

Większość wynalazków stworzyli jednak mężczyźni, bo kobiety nie miały takich możliwości.

Tak, ale już współczesne laboratoria mogłyby być pokazywane w sposób zróżnicowany. Chcielibyśmy uwrażliwić twórców podręczników, aby unikali stereotypów, na przykład przedstawiania korzystania z urządzeń elektrycznych w sposób, w którym pokazujemy tatę w samochodzie, a mamę z odkurzaczem. W naszych badaniach zauważyliśmy również, że treści związane z energetyką są przedstawiane w sposób rozproszony na różnych przedmiotach i dość abstrakcyjny. Brakuje przykładów pokazujących, że energetyka towarzyszy nam na co dzień.

Widziałam próby pokazania wpływu energii na codzienne życie, na przykład w kampanii „Czas zrozumieć Atom”, w której Ministerstwo Energii zaangażowało influencerów do promowania polskiego atomu.

Nie dziwi mnie, że decydenci próbują docierać do społeczeństwa kanałami, z których ono korzysta. Moim zdaniem absolutnie nie jest to wystarczające, może zwiększyć widoczność pewnych wątków, ale nie zastąpi rzetelnej edukacji. Obywatele powinni wiedzieć, ile energii zużywa ich gospodarstwo domowe i poszczególne urządzenia oraz jak to się zmienia sezonowo, a także znać zasady funkcjonowania wspólnot i spółdzielni energetycznych. Dlatego ważne jest odczarowywanie energetyki, pokazanie, że choć wymaga kompetencji i wiedzy, to jest to temat, który dotyczy wszystkich.

Reklama
Reklama

Budowa elektrowni jądrowej to proces trwający ponad dekadę. Co może sprawić, że społeczne poparcie dla atomu osłabnie w tym czasie?

Na przykład dalsza eskalacja konfliktu w Ukrainie mogłaby moim zdaniem doprowadzić do większego sceptycyzmu wobec długoterminowych inwestycji. Mogłoby się wydarzyć coś, co zachwiałoby zaufaniem Polaków do rządu lub do inwestora. Historycznie takie gwałtowne, choć krótkotrwałe spadki poparcia wywoływały przede wszystkim awarie i katastrofy związane z funkcjonowaniem reaktorów. Istotne są też kwestie związane z bezpieczeństwem militarnym, czyli na przykład przejęcie obiektu lub ataki terrorystyczne wobec instalacji nuklearnych.

Czytaj więcej

Dobrosława Gogłoza: Stajemy się społeczeństwem bardziej świadomym, a przez to nieszczęśliwym

Jakie projekty badawcze obecnie pani realizuje?

Obecnie pracujemy nad tworzeniem tzw. dystryktów dodatnich energetycznie, czyli obszarów, które produkują więcej energii niż zużywają. Zauważyliśmy, że osoby z instalacją fotowoltaiczną często mają problem z oddawaniem nadwyżek prądu do sieci. Jednocześnie wciąż brakuje ładowarek do samochodów elektrycznych. Chcielibyśmy, aby nadwyżki energii mogły być dzielone z kierowcami poprzez sieć społecznych ładowarek. W tym celu stworzyliśmy aplikację mobilną Plug & Chill i przygotowujemy jej pilotaż w Krakowie. W 10 lokalizacjach zainstalujemy ładowarki, udostępnimy aplikację użytkownikom i sprawdzimy, czy rozwiązanie jest opłacalne dla obu stron.

Drugi projekt, nad którym pracuję, to unoszące się na morzu wielofunkcyjne, sześciokątne platformy, tworzące archipelagi. Będą one produkować energię z trzech źródeł: wiatru, fal i słońca, a jednocześnie oferować różne funkcje społeczne. Energia wyprodukowana na wyspach zasili te funkcje. Mogłyby to być porty, centra przeładunkowe, a nawet hotele i obiekty turystyczne. Moim zadaniem jest określenie, jakie funkcje mogłyby pełnić te wyspy. Pytamy więc ludzi, co mogłoby się na nich znaleźć, aby było korzystne dla mieszkańców i środowiska. Uczestnicy wykazują się przy tym niezwykłą kreatywnością i świadomością potrzeb regionu.

Jaki był najciekawszy pomysł, który ktoś zgłosił?

Pojawił się pomysł, aby na wyspach stworzyć komercyjne obserwatorium kosmiczne do monitorowania śmieci na orbicie. W kolejnych fazach wspólnie z inżynierami będziemy się zastanawiać, czy jest to możliwe i jak sprawić, aby takie projekty mogły zostać zrealizowane.

Reklama
Reklama

Aleksandra Wagner

Socjolożka, profesorka uczelni w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Stopień doktora uzyskała w 2008 roku, a habilitację w 2018 roku. Jej badania koncentrują się na relacjach między społeczeństwem, środowiskiem i technologią, ze szczególnym uwzględnieniem transformacji energetycznej, innowacji społecznych oraz dialogu publicznego. Ma wieloletnie doświadczenie w realizacji projektów badawczych finansowanych ze środków krajowych i międzynarodowych, w tym programów Unii Europejskiej. Odbyła staże naukowe m.in. na Uniwersytecie Cambridge, Uniwersytecie Linköping, National Chengchi University w Tajpej oraz uniwersytecie Friedricha Schillera w Jenie. W 2024 roku objęła funkcję koordynatorki sieci badawczej Środowisko i Społeczeństwo Europejskiego Towarzystwa Socjologicznego. Współtworzy innowacyjne programy dydaktyczne łączce perspektywę nauk społecznych i technicznych (m.in. Key to the Future). Jest autorką i współautorką licznych publikacji naukowych związanych ze społecznymi aspektami transformacji energetycznej.

PODCAST „POWIEDZ TO KOBIECIE”
Czy można przesunąć granicę młodości u kobiet? „Natury nie da się oszukać”
Wywiad
Dobrosława Gogłoza: Stajemy się społeczeństwem bardziej świadomym, a przez to nieszczęśliwym
Wywiad
Prof. Anna Matysiak: Niższa liczba urodzeń to rzeczywistość, na którą musimy się przygotować
Wywiad
Nauczycielka Roku Agnieszka Kopacz: Szczerość wobec uczniów procentuje
PODCAST „POWIEDZ TO KOBIECIE”
„Chcemy całego życia” – historia polskich sufrażystek w „Parasolkach”
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama