– Dane są nadal niedoszacowane, ponieważ kobiety po prostu są mniej widoczne i trudniej w ich przypadku to zjawisko zbadać. Zazwyczaj widzimy na ulicy mężczyznę pomiędzy 40 a 50 rokiem życia, kobiet jest mniej niż mężczyzn. Problem kobiecej bezdomności różni się od bezdomności męskiej.
Zdarza się często, że panie pomieszkują w różnych miejscach: u znajomych, u koleżanek, gdzieś kątem u rodziny i to też jest kryzys bezdomności – mówi Agnieszka Jaskulska. – Nie są też aż tak widoczne w przestrzeni publicznej i miejskiej. Przebywają w noclegowniach, w schroniskach. Z naszych doświadczeń wynika, że są bardziej zamknięte. I ta droga dochodzenia do nawiązania relacji, rozmowy jest dłuższa niż u mężczyzn. Kobiety mają mniejsze zaufanie do ludzi, bardzo często doświadczyły różnych trudnych sytuacji na swojej drodze. I zanim otworzą się, zanim coś powiedzą, mija sporo czasu. Tam gdzieś głęboko kryją się traumy, nadużycia wszelkiego rodzaju – psychiczne i fizyczne, ekonomiczne, seksualne. Dla niektórych jest to bardzo duży wstyd, obezwładniający, bo jakoś od kobiet dużo się w życiu wymaga i mam wrażenie, ocenia się nas bardzo surowo. Czasem dużo surowiej niż mężczyzn. Kobieta ma być supermamą, ma być dobrą żoną, ma być piękna, umalowana, ma pracować. A te panie mówią: „No, ale ja nie jestem taka” – mówi Agnieszka Jaskulska.
Rozmówczyni podkreśla też, że dzięki pracy w Fundacji zrozumiała, co jest w życiu ważne.
Czytaj więcej
Gościem najnowszego odcinka jest psycholożka i seksuolożka, Magdalena Chorzewska, a tematem rozmowy – kondycja psychiczna Polaków. - Z badań przepr...
– Drugi człowiek, serce i empatia. Trzeba zobaczyć w każdym człowieka. Niezależnie od tego, gdzie teraz jest, czy leży, czy upadł. Potrzebna jest wrażliwość, otwarte serce. I żeby zawsze widzieć drugiego człowieka, dać mu szansę, nie przekreślać nikogo. Absolutnie. No i też nie oceniać, bo to uniemożliwia, moim zdaniem, spojrzenie na człowieka takim, jakim jest. Z tym, co niesie i czego potrzebuje. Mnie też się zdarzało oceniać, nie jestem święta. Kiedyś bardzo obawiałam osób w kryzysie. Myślałam o tym, że bałabym się być na ich miejscu, stracić poczucie bezpieczeństwa. Ale jest też tak, że boimy się tego, czego nie znamy. Muszę też przyznać, że podziwiam kobiety w kryzysie bezdomności. Nie wiem, czy ja bym sobie poradziła, gdyby zostały zamknięte za mną drzwi, gdyby okazało się, że nie mam dokąd pójść, że nie mam nic, że nie mam przy sobie niczego, ani pieniędzy, ani dokumentów. Mam duży szacunek do kobiet, które do nas przychodzą, że potrafią się przełamać, zaufać, opowiedzieć swoją historię – wyjaśnia rozmówczyni.
Przekonuje też, że pomóc takim osobom może każdy, na wiele sposobów. Nie chodzi tylko o pieniądze, ale o niesienie dobra szeroko pojętego.
– Wierzę w to, że powiedzenie komuś dobrego słowa, uśmiechnięcie się, czy kupienie bułki, to jest dużo. Każdy pomaga, na ile może – stwierdza.