Pani profesor, dlaczego termin „hormonalna terapia zastępcza” został zmieniony na „hormonalna terapia menopauzalna”?
W 2019 r. przygotowywałam wykład na konferencję ginekologiczną, bowiem współpraca chirurgów piersi, senologów (specjalistów chorób piersi) oraz ginekologów jest kluczowa w aspekcie optymalnej opieki w zakresie zdrowia kobiet, i w prestiżowym piśmie naukowym Lancet została użyta terminologia menopausal hormone therapy – hormonalna terapia menopauzalna. Myślę, że to brzmi bardziej precyzyjnie, bo czy funkcję jajników można zastąpić? W marcu 2026 r. zostało opublikowane stanowisko w sprawie hormonalnej terapii menopauzalnej (HTM) Polskiego Towarzystwa Onkologicznego, Polskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej oraz Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej. Stwierdzono, że HTM jest skuteczną metodą łagodzenia objawów menopauzy, jednakże jej stosowanie może wiązać się ze zmianą ryzyka zachorowania na raka piersi. Dane liczbowe wskazują, że ryzyko u kobiet, które nie stosują HTM, to około 15 przypadków zachorowań na raka piersi na 1000 kobiet w ciągu 5 lat. Stosowanie HTM zawierającej estrogen z progestagenem może zwiększać liczbę zachorowań o dodatkowe 5 do 8 na 1000 kobiet w ciągu 5 lat. Stosowanie HTM zawierającej estrogen, stosowanej u pań po usunięciu macicy wiąże się z niskim ryzykiem. Natomiast gdy HTM była stosowana powyżej 10 lat i w późniejszym wieku, to ryzyko było podwójne – wynosiło nawet 10 do 20 dodatkowych zachorowań na 1000 kobiet. HTM jest przeciwwskazana u chorych na raka piersi.
Pojawiły się głosy, że badanie onkopierwiastków i utrzymywanie ich poziomu w normie znacząco zmniejsza ryzyko zachorowania na raka. Ile w tym prawdy?
Czytaj więcej
Wejście kobiety w okres przekwitania wiąże się z często z objawami, które skutecznie utrudniają codzienne funkcjonowanie. Nowe badanie potwierdza,...
Również w tej kwestii zostało wydane stanowisko Polskiego Towarzystwa Onkologicznego, Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej, Polskiego Towarzystwa Chirurgii Onkologicznej, w zarządzie którego pracuję.
Ani polskie towarzystwa onkologiczne, ani zagraniczne nie zalecają wykonywania pakietu onkopierwiastków w aspekcie wczesnego wykrycia nowotworu, czy odpowiedzi na leczenie, czy oceny ryzyka nawrotu. Oczywiście trwają badania naukowe nad onkopierwiastkami.
Nie zaleca się zatem monitorowania poziomu onkopierwiastków?
W tym momencie nie jest to rekomendowane. Uważa się, że oznaczanie poziomu onkopierwiastków w onkologii może dawać pacjentom złudne przekonanie, że są bezpieczni lub odwrotnie.
Konsultowałam pacjentkę, która chciała podejmować decyzje terapeutyczne na podstawie dobrego wyniku badań onkopierwiastków, a nie badań obrazowych piersi. Przychodzi do mnie inna pacjentka, która bada się bardzo regularnie, ma dużą świadomość zdrowotną, zrobiła sobie badanie określające poziom onkopierwiastków i jeden z parametrów był podwyższony nieznacznie. W ślad za tym wykonała rezonans całego ciała, nic nie wykryto, ale żyje w olbrzymim stresie, a przecież nie jest tak, że jeden onkopierwiastek poza normą świadczy o kryjącym się w organizmie raku. Mamy publikacje z naszego Uniwersytetu wraz z Instytutem Medycyny Pracy, a propos kadmu u chorych na raka piersi. W tkankach nowotworowych, które pobieraliśmy w czasie operacji, był zwiększony poziom kadmu, w porównaniu z tkankami wokół raka. Natomiast karcynogeneza – powstanie nowotworu, jest złożonym procesem, modulowanym przez wiele czynników: środowiskowych, genetycznych, epigenetycznych, immunologicznych. Prowadzimy teraz badania z Harvard Medical School w aspekcie mikroRNA.
Ale jeśli już ktoś wykonał takie badanie i onkopierwiastki były poza normą, co powinien zrobić? Można jakoś wyrównać ich poziom?
Kadm czy inne pierwiastki toksyczne są w dymie tytoniowym, w zanieczyszczonym powietrzu, w żywności, więc my lekarze polecamy nie palić papierosów, nie pić alkoholu, przebywać w miarę możliwości w czystym powietrzu, pośród przyrody, ćwiczyć i jeść produkty jak najbardziej ekologiczne, najlepiej „0 kilometrów” – czyli żywność nieprzetworzoną, świeżą, sezonową, lokalną oraz pielęgnować serdeczne kontakty międzyludzkie.
Czytaj więcej
Kobiety, które doświadczyły przedwczesnej menopauzy, czyli jeszcze przed czterdziestką, powinny szczególnie zatroszczyć się o zdrowie swojego serca...
Jeżeli chodzi o arsen, to okazuje się, że podobno jest nawet w truskawkach, ale przede wszystkim w ryżu, owocach morza i w rybach, bo te pływają w zanieczyszczonej wodzie.
Wiele lat temu byłam na stypendium w Instytucie Onkologii w Tokio i badałam wpływ diety Japonek na powstanie raka piersi, ponieważ Azjatki, Japonki to jest populacja, gdzie ryzyko zachorowania na raka piersi jest najniższe w porównaniu z populacjami Europy Zachodniej czy Stanów Zjednoczonych. Badaliśmy wpływ spożycia ryb, które zawierają kwasy omega-3, chroniące przed chorobami nowotworowymi i chorobami krążenia. I okazywało się, że bardzo ważny jest reżim sanitarny, czyli z jakich łowisk ryby pochodzą. Wiele ryb niestety zanieczyszczonych jest rtęcią, ołowiem i może szkodzić. Dlatego tak ważne jest kupowanie żywości ze sprawdzonych źródeł, z certyfikatem ekologicznym. Jako wegetarianka badałam w Japonii korzystny wpływ na zdrowie alg, glonów morskich.
Ile operacji miesięcznie wykonuje pani profesor?
Już nie liczę, ale do zrobienia specjalizacji pamiętam, że trzeba było mieć minimum tysiąc operacji wykonanych, żeby w ogóle składać egzamin z chirurgii. Myślę, że w życiu zoperowałam wiele tysięcy pacjentek. Dzisiaj przychodzi do mnie dużo młodych chirurgów i mówią, że ich marzeniem jest robienie blefaroplastyki, korekty powiek. Kiedy ja zaczynałam pracę, moim marzeniem była appendektomia, czyli usunięcie wyrostka robaczkowego.
Może to taka metafora naszych czasów. Dane Towarzystwa Chirurgów Polskich oraz Polskiego Towarzystwa Chirurgii Onkologicznej wskazują, że będzie się zmniejszać liczba doświadczonych specjalistów wykonujących zabiegi chirurgiczne trybu „ostrodyżurowego” czy złożone zabiegi onkologiczne, ratujące życie. Dlatego misją naszych Towarzystw jest odwrócenie tego trendu.
Pani profesor nie tylko wykonuje liczne operacje, ale też zasiada w radach naukowych, zarządach, uczy studentów, jest europejską egzaminatorką z chirurgii piersi i jeździ z wykładami po całym świecie. A do tego znajduje czas na pracę pro bono...
Tak, mam w sobie taki imperatyw moralny. Od dziecka miałam poczucie, że pomaganie innym jest moim obowiązkiem. Kiedyś ktoś gorzej się uczył, byłam taką małą korepetytorką z matematyki czy z języków obcych. A w dorosłym życiu angażuję się w arteterapię, czyli terapię sztuką: fotografią, muzyką, tańcem, malarstwem. Już po zakończonym leczeniu onkologicznym, trudnym, ciężkim, pomagamy pacjentkom odzyskiwać kobiecość. A od pewnego czasu też dodaję swoją małą cegiełkę do pieczy. Czyli uczę się pomagać dzieciom, które nie tak jak w przypadku adopcji, trafiają pod opiekę na jakiś czas, kiedy ich biologiczni rodzice ze względu na swoje nałogi, choroby, czy trudną sytuację życiową nie mogą się nimi zajmować. Smutne dane pokazują, że w Polsce tylko u 6 proc. tych dzieci dochodzi do reintegracji z biologiczną mamą lub tatą. Natomiast prawie 94 proc. rodziców nie leczy się z nałogów, narkomanii, alkoholizmu, czy też nie jest w stanie zaprzestać stosowania przemocy, trwa w patologicznych wzorcach.
Spotykam wspaniałych ludzi w pieczy. Ważne, aby dzieciom pokazać, że można tworzyć dobre więzi. Podstawą przyjaźni, miłości, dobroci jest właśnie tworzenie dobrych więzi. Tak jak Mały Książę z Liskiem, którzy mówią, że jak już się stworzy więź, jak już się wie, że ktoś o godzinie 16 przyjdzie, to od 15 się człowiek cieszy i czeka. Chciałabym, aby mimo trudu, biedy, patologii te dzieci miały na kogo czekać i żeby uwierzyły, że mają przed sobą przyszłość, mogą zostać prawnikami, lekarzami, nauczycielami, porządnymi ludźmi. Mnie też to daje dużo dobra. Kiedy ktoś organizuje jakieś przedsięwzięcie charytatywne, które ma wymierny wpływ na pomoc innym – jestem zawsze chętna.
Czytaj więcej
Nie ma szczepionki idealnej. I nie ma też takiego leku. Ale szczepienia to jedno z największych osiągnięć medycyny, dzięki nim w ciągu ostatnich 50...
Czy pani działalność charytatywna, pomaganie ludziom, angażowanie się w liczne inicjatywy, to między innymi sposób na zachowanie równowagi pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym?
Na pewno tak. Działalność pro bono daje mi poczucie równowagi. Zresztą wspieranie innych osób jest najlepszym wsparciem nas samych. Inną aktywnością, która pomaga mi utrzymać work-life balance jest taniec. Uwielbiam ćwiczenia taneczne do muzyki latynoskiej, a ostatnio nauczyłam się walca wiedeńskiego. Można też taniec łączyć z działalnością charytatywną, ostatnio zorganizowaliśmy w Warszawie warsztaty dla dzieci z pieczy.
Choreoterapia i muzykoterapia mają pożyteczne działanie dla zdrowia w sferze fizycznej, psychicznej i społecznej.
Co daje pani profesor największą satysfakcję w życiu?
Życie. Kiedy jako studentka medycyny, zastanawiałam się jaką specjalizację wybrać, usłyszałam w Holandii historię pacjentki, która chorowała na raka piersi z przerzutami do kości. Uwielbiała grać w golfa, ten sport był dla niej metaforą jakości życia, a lekarz jej powiedział, że ze względu na przerzuty do kości nigdy już nie będzie mogła grać. Od tamtej pory bardzo dużo się zmieniło, mamy wiele nowoczesnych leków i pacjentki z chorobą przerzutową mogą mieć regresję tych przerzutów i cieszyć się dobrą jakość życia, uprawiać ulubione sporty, wydłużyć to życie. Wtedy też zetknęłam się z tematem eutanazji i ostatecznie postanowiłam, że będę pracować w onkologii i leczyć kobiety chore na raka, żeby mogły żyć. I powiem, że przez ponad 20 lat mojej pracy żadna pacjentka, żaden pacjent nigdy nie powiedział, że nie chciałby żyć. Wszyscy afirmowali życie i mówili, że chcą żyć jak najdłużej. Największe szczęście to jest po prostu żyć.