15 sierpnia na platformie Netflix pojawił się czwarty sezon amerykańskiego serialu „Emily w Paryżu”, w którym Philippine Leroy-Beaulieu gra rolę Sylvie Grateau, piekielnej właścicielki agencji reklamowej, szefowej tytułowej bohaterki. Choć aktorka od 1982 roku regularnie gra w filmach i serialach, cały świat poznał ją i zachwycił się nią cztery lata temu. O tym, co niesie ze sobą taki sukces, opowiada w najnowszym wydaniu francuskiego „Vanity Fair” w rozmowie z Federico Roccą.
Philippine Leroy-Beaulieu, gwiazda „Emily w Paryżu” – początki kariery
Zagrała między innymi u Andrzeja Wajdy, co uważa za jedno ze swoich największych artystycznych osiągnięć. Pytana o to, z których filmów jest dumna, odpowiedziała: „Z kilku dość starych filmów: „Biesów” Andrzeja Wajdy, „Camomille” Mehdiego Charefa. Ostatnio uwielbiam kręcić „Gdzie jest mój agent?” (fr. Dix pour cent), ale prawda jest taka, że przed „Emily w Paryżu” przeszłam przez dość trudny okres w mojej karierze i podjęłam się projektów, z których nie jestem szczególnie dumna”. Wyznaje, że postrzega ten serial jako szansę, którą chce wykorzystać - szansę na wolność wyboru i przygody, które chce przeżyć.
Czytaj więcej
15 sierpnia to dzień premiery czwartego sezonu serialu „Emily w Paryżu”, który przyniósł sławę odtwórczyni tytułowej roli, Lily Collins. Choć grana...
Mówi, że zew przygód odziedziczyła po swoim ojcu. Philippe Leroy, który zmarł 1 czerwca w wieku 93 lat, również był aktorem. Został nim po zakończeniu służby wojskowej na frontach wojen w Indochinach i Algierii. W swojej karierze wystąpił w ponad dwustu filmach, programach telewizyjnych, a także spektaklach teatralnych we Francji (rzadziej) oraz we Włoszech, gdzie mieszkał do końca życia. Philippine jest jego córką z drugiego małżeństwa, ma dwójkę przyrodniego rodzeństwa z trzeciego. „Nie chciałam być postrzegana jako ‘córka swojego ojca’, więc wróciłam do Francji, a on został we Włoszech. I poradziłam sobie. Bardzo miło było mieć go za ojca, ponieważ zawsze widziałam go szczęśliwego w swojej pracy, bardzo mnie inspirował, nauczył mnie odwagi w tym zawodzie. Zwłaszcza w drugiej połowie swojej kariery wybierał tylko projekty, które kochał, role, które naprawdę chciał grać. To, co go napędzało, to pasja, nic innego” – wspomina.
Philippine Leroy-Beaulieu: Sława może sprawić, że stracisz głowę
„Jedyna rzecz, która jest trochę irytująca, to to, że ludzie zawsze mówią o moim wieku” – śmieje się, opowiadając, jak to jest robić teraz międzynarodową karierę. „Gdyby to się stało, gdy miałam 30 lat, z pewnością byłoby to trudniejsze” – dodaje, wyjaśniając, że już zna wszystkie pułapki swojego zawodu związane z tego rodzaju rozgłosem i wie, jak je ominąć. „Branie siebie na poważnie, myślenie, że już się osiągnęło sukces. Kiedy jesteś bardzo młody, sława może sprawić, że stracisz głowę. Widziałam już wszystko, nic mnie już nie niepokoi” - podkreśla. Wspomina, że kiedy chciała rzucić wszystko i wyjechać na pół roku do Brazylii, to po prostu to zrobiła. Mimo że wie, że w jej branży szybko się o ludziach zapomina.
Choć Philippine Leroy-Beaulieu zdaje sobie sprawę, że „Emily w Paryżu” jest komercyjnym projektem z góry obliczonym na sukces, przyznaje, że nie przypuszczała, że zrobi aż takie wrażenie na młodych ludziach. Podkreśla, że praca na jego planie jest dla niej dobrą zabawą i drogą do „otwierania nowych drzwi”. Dla tych młodych kobiet, które zakochały się w serialu, ma następujące rady: „Być odważną. Zawsze być sobą. Co oznacza również ryzyko, że nie zawsze będą kochane przez innych. Sprzeciwiać się temu społeczeństwu, które chce nas zamknąć w z góry określonych ramkach. I nie być na Instagramie przez cały dzień! Cyfrowy detoks dla każdego”.
Czytaj więcej
Philippine Leroy-Beaulieu przyznaje, że jej kariera największego tempa nabrała tuż przed sześćdziesiątką. Zagrała w hitach Netfliksa „Gdzie jest mó...
W „Emily w Paryżu” pojawia się wiele romansów, krótszych czy dłuższych. Zapytana o swoje życie prywatne aktorka podkreśliła: „Nadal jestem samotna i szczęśliwa”. „Lubię mężczyzn, którzy są mężczyznami, którzy mają prawdziwą męskość. Ale nie mówię o draniach macho, tylko o zrównoważonych mężczyznach z własną integralnością, którzy wiedzą, że ważne jest również czynienie dobra” - podkreśliła.
Jej zdaniem historie miłosne w serialu są w gruncie rzeczy historiami o samotności. Każda z bohaterek tak naprawdę dobrze nie wie, kogo chce mieć u swojego boku.
Źródło
https://www.vanityfair.fr